RecenzjeCzego teraz słuchacie

Przesłuchałeś kolejną płytę... Podoba ci się? Nie? Napisz o tym!

Moderator: fantomasz

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 579
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #92654 autor: Depeche Gristle » 09 cze 2011, 0:02

Ostatni post z poprzedniej strony:

Agressiva 69 - Agressiva 69, 2001;
****
Obrazek

Frontline Assembly - Fallout, 2007;
****
Obrazek

The Human League - Crash, 1986;
****
Obrazek

Front 242 - Pulse, 2003;
*****
Obrazek

Agressiva 69 - album polskiej grupy o tej samej nazwie, stanowi ogromny zwrot w dotychczasowej twórczości zespołu. Niestety zwrot w złym kierunku; tj. popu i komercji; nie ma w zasadzie nic wspólnego z industrialnym charakterem wcześniejszych płyt Agressivy, muzyka ta oscyluje w klimatach od techno w stylu The Chemical Brothers, przez synthop, po rock zabarwiony punkiem. Najlepszymi utworami są Cisza - fenomenalny kawałek, najlepszy na płycie; Aniołowie, Egoiści z gościnnym udziałem Edyty Bartosiewicz; Situations, Mr President ze świetnym bluesowym gitarowym riffem - szkoda tylko, że nie... swoim; Devil Man - mroczny, synthpopowy. Jedyne co się nie zmienia, to fatalny angielski w 'anglojęzycznych' kawałkach tej płyty, ale... do tego Agressiva 69 zdążyła już przyzwyczaić słuchaczy.

Fallout, to album Frontline Assembly, zawierający remixy utworów z poprzedniej płyty grupy
Artificial Soldier, mające charakter o wiele bardziej taneczny od oryginałów. Krążek uzupełniony jest o trzy premierowe kawałki: Armageddon, będący raczej typową zapchajdziurą; Unconscious, ciekawy eksperymentalny kawałek kończący płytę, oraz Electric Dreams - rewelacyjny, synthpopowy - to hajlepszy moment na płycie. Krążek idealny na imprezy.

Crash - album The Human League, na którym zespół chociaż zostaje w klimatach synthpop, zdecydowanie odchodzi od stylu new romantic i charakterystycznego analogowego brzmienia. Co do brzmienia - większość utworów jest nieco monotonna i wtórna wobec siebie; najciekawsze kawałki na krążku, to: The Real Thing, Are You Ever Coming Back? i największy przebój tej płyty - Human będący kolażem soulu i r'n'b.
To klasyka popu, jak zwykł pisać jeden znany mi oszołom na forach DM, Kylie, czy Moden Talking.

Pulse, to album, na który trzeba było czekać aż dziesięć lat - taka była przerwa w studyjnej działalności Front 242. Album zaczyna się instrumentalną pulsacyjną i industrialną suitą na którą składa się pięć miniutworów zmiksowanych w jedną całość - SEQ666 (P),
SEQ666 (U,), SEQ666 (L), SEQ666 (S) i SEQ666 (E). Album składa się w sumie z dwudziestu kawałków, w większości dominują utwory instrumentalne; muzycy śmiało łączą industrial z elektroniką, co też jest charakterystyczne dla Front 242. Najlepszymi momentami krążka są: Beyond the Scale of Comprehension, Song (Untitled), Song (StarCandy) i 7RAIN (Filter) - utwory o charakterze industrialno-eksperymentalnym mocno przypominającym wczesne Cabater Voltaire czy Throbbing Gristle. Innym świetnym utworem jest Together - gotycki kawałek z mocną partią gitar i perkusji. Płyta warta grzechu.
Entertainment Trough Pain
--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 579
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #92701 autor: Depeche Gristle » 13 cze 2011, 23:49

Yello - One Second, 1987 (remaster 2005);
*****
Obrazek

Simple Minds - Cry, 2002;
*****
Obrazek

Moby - Play, 1999;
*****
Obrazek

Dave Gahan - Hourglass, 2007;
*****
Obrazek

The Doors - The Soft Parade, 1969 (remaster 2007);
*****
Obrazek

One Second, to piąty album szwajcarskiej formacji Yello. Tym razem muzycy po raz pierwszy wyraźnie zwrócili się w kierunku folka, latino, muzyki afro-orientalnej, jazzu i bluesa, łącząc te gatunki z synthpopem, co też było charakterystyczne dla następnych płyt Yello - Flag i Baby. Nie brakuje również klasycznego synthpou; na uwagę zasługują: instrumentalny Hawaiian Chance, singlowy Call It Love - przebój lat 80, z kolei Si Senor The Hairy Grill, to postpunkowy kawałek, najlepszy na płycie, stanowiący powrót klimatem do debiutanckiej płyty Yello Solid Pleasure. Gościnnie na krążku zaśpiewali Shirley Bassey - wokalistka jazzowa, oraz Billy Mackenzie, który cztery lata później współpracował przy krążku Baby.

Cry - płyta zespołu Simple Minds, na której muzycy powrócili do swoich elektronicznych korzeni z począttku lat 80, tym razem jednak bez tej naiwności, jaka cechowała wówczas zespół; płytka jest na wysokim poziomie i w ponurych barwach w dobrym słowa tego znaczeniu. Najlepszymi kawałkami krążka wydają się być tytułowy Cry, który w 2002 dostał się na listy przebojów; Face In The Sun - rewelacyjny akustyczny wstęp, kapitalny wokal Kerra, po czym utwór przechodzi w trip-hopową elektronikę; Disconnected - czysto synthpopowy; Sleeping Girl - w stylu Gary'ego Numana; trip-hopowy Cry Again, bluesowy Lazy Lately. Z kolei muzyka w One Step Closer została skomponowana przez grupę Planet Funk, a sam kawałek pojawił się w wersji instrumenalnej na płycie tejże kapeli zatytułowanej Non Zero Sumness. Ciekawostką jest również ostatni kawałek The Floating World - wesoły i house'owy utwór autorstwa... Vince'a Clarke'a, którego pierwotnie miało nie być na płycie, jednak kawałek na tyle spodobał się Jimowi Kerrowi, lderowi i wokaliście zespołu, że znalazł się na krążku. I dobrze, bo jest to pogodne zakończenie smutnej płyty.

Play - to pierwszy i zarazem spektakularny sukces komercyjny Moby'ego. Dotąd alternatywny artysta dostał się na listy bestsellerów w Europie i USA. Muzyka na płycie, to w większości połączenie elektroniki, trip-hopu i gospel, ale nie brakuje synthpopu - Machete. Album zdobył tak dużą popularność, że Moby sprzedał wszystkie utwory znajdujące się na nim do reklam i filmów, co było pierwszym takim przypadkiem w historii showbiznesu. Płyta zawiera aż osiem przebojowych singlowych utworów z czego najlepsze są: sciskający za gardło Natural Blues, Why Does My Heart Feel So Bad?, Honey, Bodyrock i Porcelain. Album zdobył nagrodę Village Voice Pazz & Jop za najlepszy album roku 1999, a w 2003 roku znalazł się na 341 miejscu na liście 500 albumów wszech czasów według magazynu Rolling Stone.

Hourglass, to druga solowa płyta Dave'a Gahana wokalisty Depeche Mode. Tym razem artysta nie eksperymentuje już z country i ambientem, co czynił na swoim debiutanckim albumie Paper Monsters; album jest w klimatach zbliżonych do Depeche Mode, jak zapowiadał sam Gahan, album miał być nawet bardziej elektroniczny niż Depeche Mode, jednak w tych zapowiedziach okazało się sporo przesady. Tak czy inaczej krążek ten jest znacznie bardziej dojrzalszy od debiutu; świetne teksty i świetne kawałki, a najlepsze z nich - Saw Something - zapierająca ballada z niesamowitą partią wiolonczeli; świetne i taneczne Kingdom, Deeper And Deeper i Endless śmiało mogłyby znaleźć się na płycie Depeche Mode; trip-hopowe Miracles i kończący album Down, oraz A Little Lie zawierający w sobie rockowy pazur. Jak widać Gahan śmiało i umiejętnie operuje pomiędzy przeróżnymi gatunkami muzycznymi. W odróżnieniu od debiutanckiej płyty, Hourglass nie został nagrany wyłącznie dla zarobku; tym albumem Gahan udowadnia, że jest artystą spełnionym. Album ten nie został także promowany przez żadną trasę koncertową. W nagraniu płyty udział wzięli również Andrew Phillpott i Christian Eigner współpracujący także z Depeche Mode.

The Soft Parade, to czwarty album studyjny The Doors. Tym razem The Doors biorą kierunek na nowe style style muzyczne takie, jak jazz, soul, disco i folk. Album rozpoczyna przepiękny soulowy i taneczny Tell All the People; kolejny kawałek Touch Me - jazzowy i wręcz estradowy, co ciekawe, Jim Morrison nie był wielkim miłośnikiem jazzu, jednak jego wokal jest niemal stworzony do jazzu! Innymi świetnymi kawałkami są Wild Child - jedyny bluesrockowy kawałek na płycie; psychodeliczny Easy Ride, oraz 10-minutowy tytułowy utwór The Soft Parade - niesamowity psychodeliczny utwór zaczynający się od szamańskiego kazania Jima, po czym utwór przechodzi w udziwnioną suitę często zmieniającą rytm, o łagodnych hippisowskich wokalach rodem z Zachodniego Wybrzeża, które w końcowej fazie suity zamieniają się w ostre i drapeżne wokale Jima. Wersja remasterowana zawiera bonus tracki z czego najlepsze, to Whiskey, Mystics And Men [Version 1 & 2], oraz instrumentalny, oparty na perkusji i pianinie elekrtycznym Push Push. Albu ten niestety spotkał się ze sporą krytyką dziennikarzy, a nawet fanów - zupełnie niezasłużenie; na krąku praktycznie brak jest słabych punktów; album wzbogacony jest o dodatkowe brzmienia saksofonu, mandoliny, smyczków i bongosów, a do tego fantastyczny wokal Jima Morrisona, rewelacyjne dwa pierwsze kawałki oraz utwór tytułowy - słowem: Album Dzieło.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

wojcik2202
Habitué
Posty: 1117
Rejestracja: 23 kwie 2009, 0:52
Lokalizacja: Z nikąd
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #92702 autor: wojcik2202 » 14 cze 2011, 20:54

VISIBLE BREATH - Tropospheric - warto wsłuchać się w tego wykonawce .Bardzo polecam , dostępny album na tym chomiku
:handup: http://chomikuj.pl/pitertd

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


RadioactiveTangerine
Habitué
Posty: 1160
Rejestracja: 17 wrz 2008, 21:11
Lokalizacja: Karczew
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 28
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #92704 autor: RadioactiveTangerine » 14 cze 2011, 21:58

Druga płytka "X" KSa na ipodzie. Zrobiłem chwilę przerwy dla dobra własnych uszu ;)
Podesłałem wczoraj "Ludwika" znajomej - spodobał się jej, szczególnie początek. Nie wiem czy uda mi się ją nawrócić ;)
http://pacisfear.blogspot.com/ (recenzje, bardzo rzadko co innego)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 579
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #92771 autor: Depeche Gristle » 22 cze 2011, 1:34

Tangerine Dream - Live in America 1992;
*****
Obrazek

Jean Michel Jarre - Les Granges Brulées, 1973;
*****
Obrazek

New Order - Brotherhood, 1986;
*****
Obrazek

Agressiva 69 - Hammered By The Gods, 1994;
*****
Obrazek

Live in America 1992 (również w wersji video), to tylko po części jest album live Tangerine Dream; praktycznie w połowie album składa się ze studyjnych remixów, reszta to zapis z trasy koncertowej po USA z 1992 roku. Najlepszym momentem krążka jest utwór Purple Haze z repertuaru Jimmi'ego Hendrixa z niesamowitym pokazem kunsztu gry na gitarze Edgara Froese.

Les Granges Brulées, to drugi studyjny album J.M. Jarre'a, który wyraźnie poszedł w ślady swojego sławnego ojca Maurice'a, tworząc muzykę filmową jednoczśnie nagrywając album z muzyką fimową. Les Granges Brulées, to niespełna 30 minutowy album zawierający 16 krótkich w większości eksperymentalnych kawałków; muzyka z filmu Les Granges Brulées (reż. Jean Chapot; w roli głównej Alain Delon), oparta na prostej analogowej 8-bitowej elektronice, czasami z motywami niemal sakralnymi (La Chanson Des Granges Brűlées, Les Granges Brűlées, Générique), gdzie syntezatory świetnie współgrają z organami Hammonda/Farfisa tworząc niesamowity klimat. Są tu też całkiem popowe kawałki: Zig - Zag, który brzmi zupełnie, jak muzyka z gierek komputerowych Commodore 64 czy Atari. Większość utworów ma jednak mocno eksperymentalny charakter z przetworzonymi syntetycznie szumami czy śpiewem ptaków. Słychać tu już echa przyszłej twórczrości JMJ, chociażby w utworze Le Car / Le Chasse - Neige, gdzie pobrzmiewają dźwięki z... Oxygene part I, z kolei w kawałku La Vérité słychać gitarę akusyczną.
Muzyka na krążku jest dosyć archaiczna względem następnego albumu Jarre'a Oxygene; jest to taki swoisty przedsmak twórczości Jarre'a.

Brotherhood - czwarty album New Order. Tym razem zespół w odróżnieniu od poprzedniego dosyć mocno elektronicznego albumu Low - Life, powraca stylem do czasów Joy Division, a przynajmniej w takim klimacie jest cała pierwsza część płyty. Druga część bardziej przypomina wspomniany Low - Life ze świetnym znanym przebojem lat 80 Bizarre Love Triangle; niesamowite są również kawałki Angel Dust - czysto synthpopowy; Every Little Counts - utwór w którym Sumner śpiewając wybucha szczerym, nieskrępowanym... śmiechem, oraz kończący album singlowy utwór State Of The Nation.

Hammered By The Gods, drugi album polskiego zespołu (industrialnego wtedy) Agressiva 69 nagrany w 1994 roku. Muzycy na krążku czerpią wzorce z najlepszych - herosów gatunku - Throbbing Gristle i Cabaret Voltaire. Jak na polskie warunki i ówczesną rzeczywistość, jest to dosyć nowatorska muzyka; industrialna elektronika i automaty perkusyjne doskonale wpółpracują z hałaślią gitarą prowadzącą. Już sama introdukcja Fear robi niesamowite wrażenie budząc skojarzenia z twórczością Throbbing Gristle; w podobnych klimatach są zresztą takie utwory jak Apology, Justice czy Out Of Breath (będący bonus trackiem). Z kolei She Was Soulless, to przpiękna niemal 10 minutowa ballada z przepięknym motywem fortepianowym i przemującym wokalem; Upside Down brzmi zupełnie jak Kraftwerk, zaś mroczny Devotion jest w klimatach z najlepszych płyt Cabaret Voltaire Voice of America i Red Mecca. Ciekawym orientalnym kawałkiem jest Tai, na którym słychać przetworzony głos Justyny Steczkowskiej. Warte uwagi są też dodane bonus tracki: electro-industrialny Sucker oraz Prayer in The Evening - całkowicie psychodeliczny i eksperymentalny utwór rodem z wczesnych Cabaret Voltaire i Throbbing Gristle. Zupełnie niepotrzebnie dodane zostały za to dwa badziewne remixy Devil Man, które nijak mają się do pozostałych utworów.
Hammered By The Gods, to chyba najlepsza industrialna płyta, jaka została nagrana w Polsce; Agressiva 69 emanuje tutaj nieprawdopodobnym potencjałem, który niestety już dekadę później zostaje kompletnie zaprzepaszczony.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 579
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #92855 autor: Depeche Gristle » 28 cze 2011, 1:56

The Doors - Absolutely Live, 1970;
*****
Obrazek

Absolutely Live - pierwszy album koncertowy The Doors wydany w 1970 roku. Album zawiera dwa legendarne amerykańskie występy zespołu zarejestrowane w sierpniu 1969 roku oraz w czerwcu 1970. Pierwszą część (1969) rozpoczyna (pomijając introdukcję House Announcer) seria pięciu utworów połączonych w jendną spójną całość, a wśród nich, takie klasyki, jak Who Do You Love? i Alabama Song (Whiskey Bar). Oczywiście rewelacyjny jest również When the Music's Over rozciągnięty do 15 minut będący połączeniem psychodeli, bluesa i elektroniki ze wspaniałym szamańskim wokalem i zachowaniem Jima Morrisona. Druga część (1970) zawiera takie klasyki, jak Break on Through (To the Other Side) czy Soul Kitchen poprzedzielane krótkimi eksperymentalnymi, elektronicznymi (elektro-akustycznymi) przerywnikami wypełnionymi poetyckimi narracjami Jima. Świetne są też dwa eksperymentalne, elektroniczne kawałki: Wake Up i Names of the Kingdom, których brak jest na studyjnych płytach zespołu.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

alpha1
Stary wyga
Posty: 273
Rejestracja: 03 mar 2009, 15:36
Lokalizacja: Głogów
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #92939 autor: alpha1 » 02 lip 2011, 9:19

Żeby sobie obniżyć poziom testosteronu po wczorajszych koncertowych emocjach włączyłem sobie "Beyond the dream" Steva Jolliffa.Jest spokojnie ,nastrojowo,momentami wręcz lekko "dżezująco".Brzmienia gitar,saksofonu pianina oraz oczywiście fletu tworzą przyjemną atmosferę i pozwalają się zrelaksować.I nawet vocale Steva nie przeszkadzają a wręcz dodają tej muzyce swoistego kolorytu i tajemniczości,np. w utworze szóstym.Później sięgnę po album "Space",ale to już zupełnie inna historia...
alpha1

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


RadioactiveTangerine
Habitué
Posty: 1160
Rejestracja: 17 wrz 2008, 21:11
Lokalizacja: Karczew
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 28
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #92943 autor: RadioactiveTangerine » 02 lip 2011, 12:56

"1977 - Trans Europe Express [2009 Mute - Kling Klang CD]" na wieży.
Tak po Europejsku :D
http://pacisfear.blogspot.com/ (recenzje, bardzo rzadko co innego)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Azeroth
Twardziel
Posty: 665
Rejestracja: 09 sie 2005, 9:55
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #92945 autor: Azeroth » 02 lip 2011, 14:16

astiz pisze:The Doors - Absolutely Live, 1970

Gdzie na tej płycie słyszysz elektronikę? Przesłuchałem ją gruntownie i nie uświadczyłem nawet sekundy w tym klimacie. To typowo bluesowo-rockowa płyta z naleciałościami psychodelii. Użycie organów, oraz kilka dłuższych improwizacji nie oznacza odjazdów w stylu Zeit, czy Alpha Centauri. Nigdy nie ciągnęło tego zespołu w takie rejony - i dobrze - bo to zupełnie inny gatunek muzyki.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


RadioactiveTangerine
Habitué
Posty: 1160
Rejestracja: 17 wrz 2008, 21:11
Lokalizacja: Karczew
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 28
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #92950 autor: RadioactiveTangerine » 02 lip 2011, 18:29

2 płytka "In Blue" (bardzo piękna muzyka, Manuel odwalił kawał dobrej roboty przy gitarze) i "Are You Sequenced?" (jeżeli dla kogoś sekwencery na 1 płycie "In Blue" brzmiały dziko to tutaj mamy co najmniej orgię sekwerową :mrgreen: ).
http://pacisfear.blogspot.com/ (recenzje, bardzo rzadko co innego)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 579
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93015 autor: Depeche Gristle » 06 lip 2011, 0:23

Azeroth pisze:
astiz pisze:The Doors - Absolutely Live, 1970

Gdzie na tej płycie słyszysz elektronikę? Przesłuchałem ją gruntownie i nie uświadczyłem nawet sekundy w tym klimacie. To typowo bluesowo-rockowa płyta z naleciałościami psychodelii. Użycie organów, oraz kilka dłuższych improwizacji nie oznacza odjazdów w stylu Zeit, czy Alpha Centauri. Nigdy nie ciągnęło tego zespołu w takie rejony - i dobrze - bo to zupełnie inny gatunek muzyki.

Słowo "elektronika" użyłem raczej w nie dosłownym tego słowa rozumieniu. To nawet dosyć częsty mój zabieg. Jeszcze raz poczytaj mój powyższy tekst.
Poza tym jestem miłośnikiem muzyki The Doors, mam wszystkie studyjne płyty, kilka koncertówek i bootlegi - dobrze wiem, co grają, więc - mimo szczerych chęci - nie potrzebuję niczyich opini - tu przpraszam za mój cynizm :wink:


Neu! - Neu! 2, 1973;
******
Obrazek

Front Line Assembly - Monument, 1998;
*****
Obrazek

New Order - Get Ready, 2001;
*****
Obrazek

Marek Biliński - E#mc², 1984;
*****
Obrazek

The Human League - Secrets, 2001;
*****
Obrazek

New Order - Waiting For The Sirens' Call
*****
Obrazek

Neu! 2 - drugi album Neu! projektu założonego w 1971 roku przez dwóch byłych muzyków Kraftwerk - gitarzystę Michaela Rothera i perkusistę Klausa Dingera. Album nawiązuje przede wszystkim to legendarnych pionierów elektroniki i elektro-akustycznej muzyki konkretnej takich, jak Edgar Varese, Pierre Schaeffer czy John Cage. Muzycy stosują nowatorskie - jak na owe czasy - metody mixowania za pomocą taśm bawiąc się tą techniką na wszelkie różne sposoby, stąd też powstają ciekawe efekty w mających czysto eksperymentalny charakter utworach takich, jak Super 16, Cassetto, Super 78 czy Hallo Excentrico! - stanowią one inspiracje dla twórców muzyki industrialej pokroju Throbbing Gristle czy też popu spod znaku OMD; wspomniane utwory można śmiało uznać za pierwowzór muzyki house - bez wątpienia miały wpływ na twórców z Detroit w latach 80. Oczywiście album ten nie skupia się wyłącznie na eksperymentach mikserkich; krążek rozpoczyna całkiem poukładany 12 -minutowy Für immer (Forever) będący przykładem ambientu z niewielką domieszką bluesa; dopiero pod koniec utwór traci swą spójność przechodząc w muzykę eksperymentalną z "białymi szumami" w tle.
Całkiem ciekawy jest drugi kawałek - Spitzenqualität - bardzo przypominający klimatem Vor Dem Blauen Rock - utwór nagrany przez Dingera i Rothera dla legendarnego programu TV Beat Club w 1971 pod szyldem Kraftwerk, ale bez udziału Ralfa Hüttera. Utwory Super 78 i Neuschnee 78 są z kolei nagrane na... przyśpieszonych obrotach, co ciekawe słychać w nich styl... nowej fali początku lat 80. Świetny jest również Lila Engel (Lilac Angel) - utwór całkowicie schizofreniczny ze schizofrenicznymi wokalizami. Kończący album utwór Super jest z kolei mocno punkowy - wygląda na to, że Neu! są pionierami tego gatunku (przynajmniej w Niemczech); skoro Sid Vicious z Sex Pistols przyznawał się, że inspiracje czerpie z krautrocka, to utwór Super jest tego potwierdzeniem.
Warto wspomnieć, że nad produkcją płyty czuwał legendarny geniusz dźwięku Conny Plank.

Monument, to komplilacja niepublikowanych utworów Front Line Assembly; album zawiera także świetne remixy oraz b-side'y, z których najciekawsze, to: Re-animate z wykorzystaniem sampli z Kraftwerk (Home Computer), Laughing Pain, The Blade (worldwide Mix), Overkill (surge Mix) i Big Money (remix). Obowiązkowa lektura dla każdego wielbiciela metalu industrialnego.

Get Ready, to studyjny powrót legendarnej brytyjskiej formacji New Order po 8-letniej przerwie. Zespół zdecydowanie zrezygnował z charakterystycznego dla siebie stylu disco-punk na rzecz gitarowego rocka. Ozdobą, jak zwykle jest niepodrabialne brzmienie basówki Petera Hooka, mające swoją historię jeszcze w czasach Joy Division. Generalnie muzycy stylem wracają do swoich głębokich początków, kiedy grali jeszcze jako Warsaw. Płyta z całą stanowczością jest jednym z najmocniejszych punktów w dyskografii New Order, chociaż można zarzucić krążkowi zbytnie pójście w kierunku brit-popu, w końcu producentem płyty jest Mike “Spike” Stent produkujący Oasis. Bez wątpienia najlepszymi kawałkami na krążku są singlowe Crystal i 60 Miles An Hour - najlepszy na krążku, a także Turn My Way z gościnnym wokalem Billy Corgana ze Smashing Pumpkins; Rock The Shack - mocny rockowy kawałek z gościnnym udziałem Bobby'ego Gillespie'ego i Andrew Innesa; Someone Like You - najbardziej elektroniczny i taneczny kawałek na płycie. Album kończy niesamowity Run Wild - akustyczny kawałek z bluesową harmonijką.

E#mc², to drugi solowy album Marka Bilińskiego, który w stosunku do debiutu jest sporym krokiem na przód; muzycznie o wiele bardziej dojrzały - to płyta, która - jak na ówczesną PRL-owską rzeczywistość - emanuje nowoczesnością; a artysta wyposażony w nowoczesny sprzęt - cyfrowe syntezatory, komputery Commodore i Mackintosha, bedące rarytasem za Żelazną Kurtyną tworzy krążek, który bez żenady mógłby konkurować z zachodnimi twórcami gatunku pokroju Kraftwerk czy J.M. Jarre.
Płytę rozpoczuna superdynamiczny utwór Porachunki z bliźniakami będący chyba przepowiednią wydarzeń politycznych w Polsce za 20 lat; kolejny kawałek Sen mistrza Alberta jest z goła odmienny - nastrojowy i senny, nawiązujący do motywu przewodniego płyty.
Trzeci utwór, 10-minutowy Po drugiej stronie Świata, to kawałek mocno nasiąknięty fascynacją Bilińskiego twórczością J.M. Jarre'a - kosmiczny niczym Oxygene.
Utwór tytułowy E#mc², to trzyczęściowa 21-minutowa suita z rzadkim u polskich wykonawców psychodelicznym klimatem. Album ten zawiera również dwa najbardziej znane przeboje Bilińskiego: superelektroniczny i kraftwerkowy Ucieczka z tropiku oraz Dom w Dolinie Mgieł - z pulsującym sekwencerem i nastrojową melodią.
Reedycja zawiera pochodzące z 1993 roku remixy Ucieczka z tropiku i Dom w Dolinie Mgieł.

Secrets, to powrót Human League po pięcioletniej przerwie. Udany powrót. Pod koniec lat 90 XX wieku powróciła moda na brzmienia lat 80, a w szczególności brzmienia new romantic, toteż Human League z lubością powrócił do brzmień ze swoich starych szlagierowych płyt Dare i Hysteria. Warto dodać, że album Secrets został wydany 20 lat po Dare - największym sukcesie komercyjnym Human League. Co prawda Secrets raczej nie miał szans na powtórzenie sukcesu Dare, jednakże singiel All I Ever Wanted stał się przebojem list w 2001 roku. Album, jak wspomniałem, w całości utrzymany jest w klimatach płyt Dare i Hysteria; ciekawostką są analogowe, krótkie instrumentalne przerywniki wypełniające przestrzenie między utworami; najlepszy i najdłuższy z nich (ponad trzyminutowy) jest Ringinglow utrzymany w kraftwerowym klimacie.

Waiting For The Sirens' Call - ostateczny upadek legendy. Legendy New Order. Tym bardziej to smutne, że album ukazał się cztery lata po wyśmienitym Get Rready. Co prawda płyta nie jest jakaś znowu beznadziejna - ba! - jest przyzwoita, ale chyba tylko tyle można o niej napisać. Najlepszym utworem, a zarazem powrotem to stylu disco-punka jest Guilt Is A Useless Emotion z domieszką funka, jenakże dużo brakuje temu kawałkowi do takich genialnych standartów, jak Blue Monday, True Faith, Bizarre Love Triangle, Regret czy 60 Miles An Hour. Właśnie brak wyrazistego i charyzmatycznego utworu jest widoczny na tej płycie. Wyróżnić można jeszcze rockowe kawałki Who's Joe, Hey Know What You Doing, Working Overtime oraz gitarowo-elektroniczny Morning Night And Day. Największymi atrakcjami krążka pozostają niewątpliwie wokal Bernarda Sumnera oraz basówka Petera Hooka. Waiting For The Sirens' Call, to ostatni album w dyskografii New Order, i nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek ukaże się nowy materiał studyjny tej grupy. Peter Hook - jako właściciel praw do nazwy "New Order" wbrew woli pozostałych muzyków postanowił... rozwiązać grupę.
Tak oto wygląda smutny koniec Legendy New Order - zespołu jakże zasłużonego.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


RadioactiveTangerine
Habitué
Posty: 1160
Rejestracja: 17 wrz 2008, 21:11
Lokalizacja: Karczew
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 28
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93018 autor: RadioactiveTangerine » 06 lip 2011, 10:50

1995 - Tyranny of Beauty [1995 Virgin CD]
Mandarynkowy Synth-rock ;) Album przyjemny dla ucha i kontynuuje tradycje brzmieniowe TD zaczęte od 1985 (Le Parc). O ile sama muzyka TD przeszła pewną metamorfozę (1990 - Melrose - w pewnym sensie nastąpiło jej "ujazzowienie" - ten saksofon ;)) to wciąż wedle podobnego schematu - musi być rytmicznie, lekko i przyjemnie oraz nowocześnie. Oczywiście czuć, że w tym kierunku zespół zmierzał już od albumu Tangram (ale Tangram ma swój smaczek, klimat, urok). Obecne kompozycje nie mają już tego "czegoś", zespół raczej stawia na ilość niż na jakość (co nie oznacza, że współczesne TD to kompletne dno + metr mułu). No i ta drożyzna jeżeli chodzi o nowe albumy (70 - 80 zł to trochę za dużo. Takie Dream Mixes V bym kupił ale musiałoby stanieć jakieś 20-30 zł albo liczyć, że pojawi się używane na Allegro).
http://pacisfear.blogspot.com/ (recenzje, bardzo rzadko co innego)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 579
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93120 autor: Depeche Gristle » 13 lip 2011, 0:38

Cabaret Voltaire - 2 x 45, 1982;
*****
Obrazek

And One - Bodypop, 2006;
*****
Obrazek

Orchestral Manoeuvres in the Dark - Dazzle Shipes, 1983;
*****
Obrazek

Bronski Beat - Rainbow Nation, 1995;
*****
Obrazek

De/Vision - Noob, 2007;
*****
Obrazek

2x45 - album Cabaret Voltaire nagrywany w latach 1981-82, na którym legendarna formacja odchodzi od muzyki industrialnej; album ten składa się na sześć względnie długich i rozbudowanych, psychodelicznych, dynamicznych i pulsujących utworów będących kolaboracją rocka, house, free-jazzu, a nawet folku. Album ten zwraca swą uwagę na szerokie użycie żywego instrumentarium - gitara, gitara basowa, perkusja, saksofon, klarnet - wszystko to sprytnie łączone jest z syntezatorami oraz organami Voxa charakterystycznymi dla Cabsów. Dzięki wyeliminowaniu sekwencera, utwory zyskują bardziej surowe brzmienie, klimat staje się bardziej rockowy, free-jazzowy, a nawet orientalny w przypadku kawałka Wait And Shuffle. Oczywiście warto wspomnieć świetne wokale Stephena Mallindera - krzykliwe, niekiedy zdubowane, co też jest typowe dla Cabaret Voltaire tamtego okresu. 2x45 jest ostanią płytą z udziałem Chrisa Watsona, który odszedł z zespołu jeszcze w trakcie nagrywania płyty.


Bodypop - album And One wydany w 2006 roku zawiera dwanaście kawałków utrzymanych w klimacie retro; sythpopu mocno inspirowanego twórczością Depeche Mode, co wyraźnie słychać chociażby w tandetnie dyskotekowym So Klingt Liebe, w którym wykorzystano motywy gitary z Behind The Wheel, poza tym utwór pasuje do... wiejskiej dyskoteki, z kolei Traumfrau posada linię perkusyną zaczerpniętą ze Stripped; kawałek Love You to the End brzmi prawie, jak połączenie Shake The Disease z Photographic. Tej płycie można zarzucić kicz, płaską muzykę, kiepskie wokale, aczkolwiek nie brakuje również całkiem świetnych kawałków - Military Fashion Show, Enjoy the Unknown, Traumfrau, The Dream nie wsponinając o dwóch świetnych instrumentalnych kawałkach - introdukcyjnego Mein Anfang i kończącego album Dein Ende. Tak czy inaczej And One zyskał u mnie miano najgorszego elektronicznego zespołu.


Dazzle Ships to już kultowa płyta w dorobku OMD, tym razem grupa zwróciła się bardziej w kierunku brzmień Kraftwerk i Davida Bowie (słynna "trylogia berlińska"). Krążek owdołuje się do dwóch albumów Kraftwerk - Radio-Acivity, co można dostrzec w tak znakomitych numerach, jak introdukcyjny Radio Prague oraz Telegraph - wielki przebój grupy, This Is Helena, Radio Waves czy Time Zones; ową drugą płytą do której odwołują się OMD jest Computer World, co słychać w kawałkach Genetic Engineering czy ABC Auto-Industry. Większość utworów jest opatrzona również nutką psychodeli lat 60, co jest znakiem firmowym OMD. Najlepszym utworem na krążku jest instrumentalny utwór tytułowy Dazzle Ships (Parts II, III & VII) eksperymentalny kawałek odwołujący się do wspomnianej trylogii berlińskiej Bowie'go, a także do niemieckich pionierów muzyki elektronicznej z lat 50 spod znaku kolońskiego studia RTF oraz Pierre'a Schaeffera i Karlheinza Stockhausena. Dazzle Ships, to ostatni album, na którym OMD eksperymentują z awangardą rockową i psychodelą; począwszy od następnego albumu - Junk Culture - grupa podąża w kierunku pop i komercji. Dazzle Shipes jest zatem ostatnim wielkim albumem grupy.


Rainbow Nation, to ostatni album studyjny Bronski Beat wydany w 1995 roku. Album, na którym głównym wokalem jest Jonathan Hellyer zawiera kawałki premierowe, wśród nich należy wyróżnić: Forever & A Day - gitarowy kawałek połączony z paryskim folklorem miejskim; Tell Me Your Name i Be Serious - taneczne kawałki, które udowadniają, że muzyka taneczna wcale nie musi być tandetna; No Difference - świetny akustyczny kawałek z niesamowitym kunsztem wokalnym a'la Martin Gore, zresztą wokale Hellyera są prawdziwą ozdobą tego albumu. Obok kawałków premierowych krążek zawiera też dwa stare zremixowane hity grupy - Hit That Perfect Beat oraz Why?, prócz tego jest jeszcze kawałek I Love The Nightlife z repertuaru Alicii Bridges. Prawdziwa niespodzianka czeka jednak na samym końcu płyty - ukryty utwór, którym jest... Smalltown Boy, wielki przebój Bronski Beat z lat 80, tutaj w fantastycznej wersji akustycznej, która brzmi nawet lepiej, niż oryginał. Zarówno tęczowa okładka albumu, jaki tytuł Rainbow Nation są dedykacją homoseksualnych muzyków Bronski Beat dla wszystkich gejów i lesbijek świata.
Mniejsza o to, ważne, że płyta jest naprawdę świetna i wielka szkoda, że Bronski Beat został rozwiązany po jej nagraniu.


Noob - po kilku melancholinych płytach tym razem De Vision proponują szybszą, bardziej taneczną muzykę. Oczywiście De Vision niew byliby sobą, gdyby zabrakło na krążku kawałków odnoszących się do twórczości Depeche Mode - dla przykładu już pierwszy kawałek na płycie What You Deserve brzmi niczym żywcem wyjęty od DM. Muzycznie płyta jest powrotem do brzmień i stylu D/V z lat 90 z charakterystycznymi dla D/V refrenami; najlepszymi numerami są: Death of Me, Flavour of the Week, Deep Blue, Love Will Find a Way (Noob-version) czy The Enemy Inside. Ogólnie płytka bez słabych punktów.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


RadioactiveTangerine
Habitué
Posty: 1160
Rejestracja: 17 wrz 2008, 21:11
Lokalizacja: Karczew
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 28
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93126 autor: RadioactiveTangerine » 13 lip 2011, 8:24

Wczoraj u mnie "The Best Of Tubular Bells" Oldfielda (Ciekawy wybór najlepszych kawałków w tym "zmontowany" z wielu wersji mix TB Part One), "Ion" Schulze'a (Takie tam nowoczesne granie, trochę przydługie i monotonne ale nie jest źle. KS odchodzi od dotychczasowego stylu z dużą ilością basów (kształtującego się od 1996)), "Kontinuum" (Sekwencyjne przymiarki przed jeszcze bardziej "sterylnym" brzmieniowo "Farscape". Bardzo przyjemne i minimalne (moim zdaniem ;)), "Farscape" (CD 1) (1 album KS z Lisą, da się go słuchać ale jest brzmieniowo bardzo oszczędny. Znowu u Klausa mamy wokal. Tym razem nie jakiś konkretny tekst ("Dune", Wahnfriedy (szczególnie "Time Actor")) a improwizację w wykonanlu LG. Bardziej wolę "Kontinuum"). "Tonwelle" KS (2 dłuższe kawałki, oba przyjemne. Są w pewnym sensie rozgrzewką przed następnym albumem kolektywu Wahnfried, nawet przyjemną w odbiorze, chociaż żadnego z Wahnfriedów nie poleciłbym nowicjuszowi na start), "Megatone" KS (kolejny Wahnfried, bardziej rockowy od poprzedniego. Dużo gitary, zwłaszcza w pierwszym utworze (Angry Young Boys)).
http://pacisfear.blogspot.com/ (recenzje, bardzo rzadko co innego)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Aneka65
Stary wyga
Posty: 226
Rejestracja: 03 cze 2008, 22:46
Lokalizacja: Lublin/Polska/
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: Jean Michel Jarre, Giuseppe Dio, Glenn Henriksen, ABBA, A Tenns, Vangelis, Oliva Newton John.
Płeć: Kobieta - Kobieta
Wiek: 54
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93215 autor: Aneka65 » 19 lip 2011, 22:57

Ostatnio w wolnym czasie słucham muzyki elektronicznej między innymi Florent Lelong i Dark Schrimp :listen:

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

kraftpop
Twardziel
Posty: 741
Rejestracja: 21 mar 2009, 17:30
Lokalizacja: Stara Lubovna (SVK)
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: Kraftwerk
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93219 autor: kraftpop » 20 lip 2011, 7:53

ja wczoraj posluchalem sobie klasike electro-industrial a to Front Line Assembly - Tactical Neural Implant, bardzo fajna plyta, duzo samples i fajne tempo ;)
Ostatnio zmieniony 20 lip 2011, 7:53 przez kraftpop, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stale pracujeme na novej hudbe, nas koncept clovek-stroj stale funguje, nezastavil sa."
(RALF HÜTTER, 9.7.2014)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Stefan
Habitué
Posty: 1750
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:23
Lokalizacja: Katowice
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93235 autor: Stefan » 21 lip 2011, 20:57

Taaak, to najlepsze FLA.... pozdro !

A ja sobie zapodałem SUICIDE (2CD) - "Suicide" + bonusy + 23 Minutes Over Brussels, + "Live at CBGB's 1977"
A do tego na deser "Strange Days" Doorsów
Biedni są nie ci, którzy mają mało, ale ci, którzy potrzebują wiele.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 579
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93312 autor: Depeche Gristle » 27 lip 2011, 0:44

Vangelis - L'Apocalypse Des Animaux, 1973;
*****
Obrazek

Vangelis - Albedo 0.39, 1975;
*****
Obrazek

Jean Michel Jarre - Live from Gdańsk Koncert w Stoczni, 2005;
*****
Obrazek

L'Apocalypse Des Animaux - album Vangelisa z 1973 roku zawierający oryginalny soundtrack - tytułowy Apocalypse des animaux: générique - krótki ambientalny kawałek. Równie ciekawe są następne dwa kawałki - La Petite Fille de la mer - romantyczna z lekka jazzująca kołysanka z delikatną gitarą; Le Singe bleu - ambientalno-jazzowy utwór ze świetną partią delikatnego saksofonu, to kawałek niezwykle romantyczny - idealny na kolacje we dwoje. Pozostałe utwory, to również prawdziwe ambientowe perełki: La Mort du loup - utwór w stylu new age; L'Ours musicien - zaledwie minutowy składny kawałek, a na zakończenie dwa utwory prezentujące chłodny ambient - dziesięciominutowy Création du monde oraz La Mer recommancée. Cały album utrzymany jest w klimatach ambient, new age, chłodnej elektroniki z domieszkami jazzu. Lata 70, to bez wątpienia złoty okres myśli twórczej Vangelisa.

Albedo 0.39, to bez wątpienia jedno z największych dzieł w dyskografii Vangelisa; album jest połączniem sekwencerowej elektroniki z rockiem progresywnym i niekiedy jazzem. Krążek zawiera dwa wielkie hity - Pulstar - energiczny kawałek z pulsującym sekwencerem i kultowym już szybkim motywem klawiszowym oraz nastrojowa ballada Alpha. Pozostałe utwory również są godne uwagi, a w szczególności tytułowy Albedo 0.39 - recytowany psychodeliczny kawałek nawiązujący do space rocka; Main Sequence, Nucleogenesis Part I i Part II, to z kolei połączenie progrocka z free jazzem, a nawet bluesem, utwory w których świetną partię, obok elektroniki, odgrywają organy, gitary i perkusja. Ciekawym utworem jest również króciutki Mare Tranquillitatis w którym słychać rozmowy astronautów z programu Apollo stąpających po powierzchni Księżyca. Płyta po porostu genialna, jak większość albumów z lat 70 tego artysty. Słuchając tych albumów można się czasem zastanowić gdzie podział się Vangelisowy sekwencer w latach 80 i później.

Koncert W Stoczni/Live From Gdansk, to w zasadzie krótka niespełna 50-minutowa relacja z koncertu Jean Michel Jarre'a, który odbył się w hali legendarnej Stoczni Gdańskiej w sierpniu 2005 roku, koncert ten upamiętnia 25 rocznicę podpisania porozumień spierpniowych. Album składa się z dziewięciu wybranych - w większości największych hitów - kawałków, wśród nich Oxygene 4 i 8, Rendez-vous 4, Tribute to John Paul II - utwór dedykowany Janowi Pawłowi II. Specjalnie na ten występ artysta wykonał wraz z Akademickim Chórem Uniwersytetu Gdańskiego i Orkiestrą Polskiej Filharmonii Bałtyckiej pieśń z repertuaru Jacka Kaczmarskiego - Mury, która była nieoficjalnym hymnem Slidarności. Napewno świetną stroną albumu jest gorąca, euforyczna atmosfera koncertu, oraz sam Jarre popisujący się... nienaganną polszczyzną. Bez wątpienia genialny koncert zwieńczony gromkim "sto lat" zaśpiewany przez publiczność.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

kraftpop
Twardziel
Posty: 741
Rejestracja: 21 mar 2009, 17:30
Lokalizacja: Stara Lubovna (SVK)
Jestem muzykiem: Nie
Ulubieni wykonawcy: Kraftwerk
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93316 autor: kraftpop » 27 lip 2011, 7:46

i co wczoraj miales melancholiczny dzien ? :roll:

Ja wczoraj ogliadalem ale tez sluchalem DVD The Human League - The Very Best Of, dla mnie to nostalgia ogliadac te videa, ale zgadzam sie z toba w tym ze ich dwie pierwsze plyty sa genialne no i potym to juz nie zle ale to tylko disco lat 80tych...
"Stale pracujeme na novej hudbe, nas koncept clovek-stroj stale funguje, nezastavil sa."
(RALF HÜTTER, 9.7.2014)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

monophonic
Stary wyga
Posty: 335
Rejestracja: 08 maja 2009, 2:18
Lokalizacja: Poznań
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93355 autor: monophonic » 29 lip 2011, 12:23

Cześć!

Przypominam sobie Allana Holdswortha. Na pierwszy ogień poszedł album "Atavachron" z 1986 roku.

Obrazek

Pierwszy album, w którym Holdsworth użył legendarnego syntezatora gitarowego SynthAxe - później jego wizytówki. Podczas gdy sam Holdsworth to bardzo spokojny, skromny i stonowany człowiek - świat jego harmonii to już chory sen szaleńca. Niesamowite fusion, mnóstwo ówczesnej topowej elektroniki. Na zachętę proponuję FRAGMENT KONCERTU z Frankfurtu, zaraz po wydaniu albumu. Pierwszy numer z płyty - "Non Brewed Condiment". Wyśmienity japoński keyboardzista Kei Akagi na YAMAHA CP-80 i DX7... Polecam!
Pozdrawiam
AQ

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93358 autor: esflores » 29 lip 2011, 17:12

Potwierdzam, że znakomity artysta, chciałbym jednak zwrócić uwagę, że jego dorobek to kilkadziesiat płyt. Więc trzeba poprostu przeszukac bo gra naprawdę wielostylowo i nie tylko el fusion ;))

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia