RecenzjeCzego teraz słuchacie

Przesłuchałeś kolejną płytę... Podoba ci się? Nie? Napisz o tym!

Moderator: fantomasz

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 576
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #111805 autor: Depeche Gristle » 05 paź 2015, 23:04

Ostatni post z poprzedniej strony:

The Doors - Live At The Bowl '68, 2012;
******
Style: rock psychodeliczny, blues, blues-rock, rock eksperymentalny, pop psychodeliczny, jazz, latin-rock, jazz-rock, musique concrète, cold wave, noise, krautrock, art-rock
Obrazek

Throbbing Gristle - Live Volume 1, 1976 - 1978, 1993;
******
Style: rock industrialny, rock eksperymentalny, rock psychodeliczny, rock elektroniczny, cold wave, noise, drone, musique concrète, art-rock, krautrock, new wave, dark wave, space music
Obrazek


Live at the Bowl '68 - zremasterowana i wydana od nowa edycja koncertowego albumu The Doors, który ukazał się w 1987 roku, długo po rozwiązaniu grupy w 1973 roku. Nowa wersja nie tylko za sprawą geniuszu legendarnego inżyniera dźwięku Bruce'a Botnicka została poddana cyfrowemu remasteringowi, a jeszcze wzbogacona o dodatkowe niepublikowane utwory i pełen wymiar koncertu, który odbył się 5 lipca 1968 roku w słynnym Los Angeles Hollywood Bowl. Był to jeden z najlepszych koncertów grupy, która miała wówczas na koncie dwie płyty (The Doors i Strange Days), podobno specjalnie na okazję tego koncertu Jim Morrison odstawił alkohol i narkotyki, dając dzięki temu niesamowity show grupy, która była w szczycie formy, prezentując wszystko to, co miała wówczas najlepszego, poczynając od poprzedzonego króciutką introdukcją When the Music's Over będącego bardziej rozbudowaną formą spektaklu muzycznego, aniżeli tradycyjnie pojętym utworem bądź piosenką, po klasyczne już wówczas hity: Alabama Song (Whisky Bar), Back Door Man, Light My Fire, żeby nie wymieniać wszystkiego, całość w klimatach psychodelicznych i w duchu bluesa, a kończąc na utworze również będącym rozbudowaną formą muzycznego spektaklu The End.
Uwagę przykuwają genialne, pełne ekspresji i poezji wokale Jima Morrisona, począwszy od łagodnych, po narkotyczne wrzaski; od spokojnych narracji, poprzez jadowite szamańskie recytacje. Do tego dochodzą popisowe wirtuozerskie inspirowane jazzem partie klawiszy Raya Maznarka, w których słychać echa przyszłej twórczości Kraftwerk oraz nieco wyważone i oszczędne partie gitary Robby'ego Kriegera oscylujących od bluesa po latin-rocka, blues-rocka i rocka eksperymentalnego. Ponadto grupa zaprezentowała premierowe kawałki z wydanego tydzień po koncercie albumu Waiting For The Sun (jedynego numeru 1 The Doors w USA): blues-rockowy Five to One, klasycznie hippisowski Hello, I Love You, latin-rockowy Spanish Caravan i eksperymentalno-psychodeliczny protest-song The Unknown Soldier.
Nie brakuje też klimatów całkiem eksperymentalnych z muzyką konkretną i psychodeliczną: Horse Latitudes,i Wake Up! z wykrzyczanymi przez Jima psychodeliczno-szamańskimi narracjami oraz krótki psychodeliczny numer A Little Game będący zapowiedzią popu psychodelicznego i synthpopu.
Live at the Bowl '68 jest dziś pomnikowym występem The Doors z pokazem niesamowitej narkotycznej ekspresji i megalomanii, jaką potrafili ukazać jedynie The Doors.
"Poczujecie się tak, jakbyście stali z nami na scenie w Hollywood Bowl" - zachęcał do tego wydawnictwa Ray Manzarek, i naprawdę warto z tej zachęty skorzystać!


Live, Volume 1, 1976 - 1978 - pierwsza z czteroczęściowej serii albumów koncertowych Throbbing Gristle wydanych w 1993 roku przez Mute Records. Volume 1 jest zmiksowaną i zremasterowaną w studiu Chrisa Cartera komplilacją występów zespołu z lat 1976-78 (brzmieniowo pozostawionych w stanie surowym), wydaną w formie pełnowymiarowego albumu koncertowego; zestaw zawiera fragmenty sześciu występów z lat 1976-78 połączonych w jeden album koncertowy, który otwiera występ w londyńskim I.C.A. z 18 października 1976 roku, poprzedzony krótką introdukcją-zapowiedzią set rozpoczyna się od utworu Very Friendly pochodzącego z nigdy niewydanego oficjalnie pierwszego albumu studyjnego Throbbing Gristle First Annual Report (1975); w tamtym czasie materiał z płyty nie był nikomu, poza zespołem, znany, jednakże Very Friendly poza brakiem sekcji perkusyjnej, szczątkową sekcją rytmiczną oraz szokującym przekazem lirycznym różni się od studyjnego odpowiednika nieco skróconym czasem trwania (i tak ponad 15 minut!) oraz zimnofalowymi klawiszami, których brak jest w surowym studyjnym odpowiedniku. Drugim fragmentem występu w I.C.A. jest równie szokujący w warstwie lirycznej, pozbawiony sekcji rytmicznej Dead Ed, nie mający, jak większość prezentowanego materiału, studyjnego odpowiednika eksperymentalny utwór, oparty na psychodelicznej elektronice z przełomu lat 60 i 70 z kakofonią kosmicznych brzmień i białymi szumami w duchu eksperymentatorów lat 60 i niemieckiego krautrocka uzupełnionymi w pewnym momencie chaotycznymi zagrywkami skrzypiec; formalności dopełnia szaleńcza narracja Genesisa P- Orridge'a odgrywającego rolę seryjnego maniakalnego zabójcy.
Występ w Hat Fair w Winchesterze, 21 sierpnia 1976 roku reprezentuje jeden utwór w duchu Stockhousena, Pink Floyd i krautrocka, instrumentalny nie posiadający jak niemal wszystko sekcji rytmicznej No Two Ways, który jest połączeniem art.-rockowych riffów gitarowych z eksperymentalną elektroniką.
Również jedynego przedstawiciela ma występ w Brighton Polytechnic z 26 marca 1977: utwór Last Exit, tak samo jak poprzednie kompozycje nie posiada sekcji rytmicznej i perkusyjnej; oparty jest na mrocznej elektronice, syntezatorowych i gitarowych przesterach, występujących gdzieniegdzie sekwencerowych pulsach i elektronicznych eksperymentach dźwiękowych oraz szaleńczych narracjach Genesisa. Fragmenty tego utworu zostały wykorzystane na pierwszym oficjalnym albumie Throbbing Gristle - The Second Annual Report (1977) w utworze Slug Bait (Live in Brighton).
Kolejnym etapem albumu jest fragment koncertu w Nuffield Theatre w Southampton 7 maja 1977 roku, który reprezentują dwa utwory - pierwszy z nich, eksperymentalno-instrumentalny Forced Entry oparty jest na podobnym schemacie jak Last Exit, choć po improwizowanym psychodeliczno-industrialnym drone'owym chaosie z czasem pojawia się w pełni zsynchronizowany sekwencerowy puls, a wraz z nim po raz pierwszy mechaniczny puls archaicznego automatu perkusyjnego, jednakże po minucie kompozycja wraca do wcześniejszej improwizowanej formy pozbawionej sekcji rytmicznej, w której słychać silne wpływy twórczości wczesnego Cluster. Fragmenty kompozycji również wykorzystano na The Second Annual Report w utworze Maggot Death (live in Southampton). Drugim utworem ze wspomnianego występu jest National Affront o podobnym schemacie co poprzednio, bez sekcji rytmicznej, pojawiają się jednak zniekształcone zabarwione bluesem zagrywki gitary i zniekształcony recytujący głos Genesisa.
Kolejny performance, to występ w Art College, 11 listopada 1977 roku w Winchesterze, który reprezentują dronowo-art-rockowe A Nod And A Wink i Feeling Critical, w których słychać echa twórczości Pink Floyd, Tangerine Dream i Cluster z syntezatorowo-gitarowymi przesterami, elektronicznymi eksperymentami dźwiękowymi, białymi szumami i względnie spokojnymi narracjami Genesisa w A Nod And A Wink i oszalałymi wrzaskami w Feeling Critical - oba tradycyjnie improwizowane, pozbawione sekcji rytmicznej.
Całość kończy występ w London Film Makers Co-Op, 6 lipca 1978 roku, gdzie grupa zaprezentowała nową skróconą wersję pochodzącego jeszcze z czasów COUM Transmissions After Cease To Exist Soundtrack: New After Cease To Exist Soundtrack, równie eksperymentalny, ale już bez tej nieograniczonej przestrzeni i chaosu co wcześniej, za to bardziej w klimacie psychodelicznym i industrialnym.
Pierwsza z czteroczęściowej serii albumów Throbbing Gristle Live jest najlepszą z całej serii, prezentuje bowiem w większości najwcześniejszy pełen improwizacji okres twórczości Throbbing Gristle, zanim zespół wydał jakikolwiek oficjalny materiał, zaś nurt rock rocka industrialnego był kompletnym zaskoczeniem na brytyjskiej scenie, wdzierając się na opanowany rewolucją punkową brytyjską scenę muzyczną, pomiędzy zwalczające się wzajemnie punk-rocka, disco i rocka progresywnego. Pojawienie się na brytyjskiej scenie Throbbing Gristle z ich syntezatorami i robionymi chałupniczymi metodami samplerami i innymi elektronicznymi gadżetami było tym, czym pojawienie się The Velvet Underground w latach 60 w USA i Kraftwerk na początku lat 70.
Entertainment Trough Pain
--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 566
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #111963 autor: Sublime » 25 paź 2015, 10:48

Node - Node 2 (2014)

Supergrupa Node po 19 latach wraca do życia z jeszcze lepszym (na szczęście też i dłuższym) materiałem niż na poprzedniej płycie. Świeże podejście do "szkoły berlińskiej" zaprocentowało płytą, która zaintrygowała mnie całkiem niezłą produkcją oraz wyrazistym klimatem wytworzonym za pomocą tak charakterystycznych brzmień, podanych jednak na nowo. Zero kopiowania, zero naśladownictwa - Node drąży własny nurt Berlin School.

Moim osobistym faworytem jest "The Traveller" - dawno nie słyszałem kompozycji, której nastrój tak dobrze oddaje tytuł - ma coś w sobie z tego "podróżnika".
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5847
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #111992 autor: Belmondo » 29 paź 2015, 19:11

W mojej ocenie ten material jest gorszy, a produkcja jest wyjatkowo g!@#niana do czego artysci sami sie przyznaja we wkladce. To zreszta slychac.
Fakt, ze wlasny nurt, natomiast plyta robiona na szybko co od razu rzuca sie w ucho.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 566
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #112001 autor: Sublime » 31 paź 2015, 10:42

Belmondo pisze:W mojej ocenie ten material jest gorszy, a produkcja jest wyjatkowo g!@#niana do czego artysci sami sie przyznaja we wkladce. To zreszta slychac.
Fakt, ze wlasny nurt, natomiast plyta robiona na szybko co od razu rzuca sie w ucho.


Nawet jeśli robiona na szybko, to na tle wielu podobnych produkcji wcale tak nie wypada najgorzej, ba, zdarzają się płyty robione znacznie dłużej, ale brzmiące znacznie paskudniej.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5847
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #112004 autor: Belmondo » 31 paź 2015, 11:39

Sublime pisze:[
Nawet jeśli robiona na szybko, to na tle wielu podobnych produkcji wcale tak nie wypada najgorzej, ba, zdarzają się płyty robione znacznie dłużej, ale brzmiące znacznie paskudniej.


Aaa z tego punktu widzenia 100% zgoda. Jest duzo lepiej niz przecietna.
Natomiast ja patrzylem z punktu widzenia mozliwosci artystow. Utwory sa wyraznie pomyslami wymagajacymi dopiero rozwiniecia, niektore sa juz rozwinietymi pomyslami, ale brakuje poczatku i zakonczenia. Ten pospiech widac w kazdym utworze. Ale jest czego posluchac na pewno.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

virtual analog
Stary wyga
Posty: 225
Rejestracja: 08 sty 2008, 16:49
Lokalizacja: CCH
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Niekomercyjna, eksperymentalna elektronika.
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 40
Status: Offline

Post #112024 autor: virtual analog » 05 lis 2015, 8:21

Bardzo fajny koncert z 1991 roku.Dopiero niedawno go "wyhaczylem"
Christopher Franke i Edgar Rothermich:

https://www.youtube.com/watch?v=4KWwTWo_IAI
Ostatnio zmieniony 05 lis 2015, 8:22 przez virtual analog, łącznie zmieniany 1 raz.
Pasję i szaleństwo oddziela bardzo cienka linia...

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

virtual analog
Stary wyga
Posty: 225
Rejestracja: 08 sty 2008, 16:49
Lokalizacja: CCH
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Niekomercyjna, eksperymentalna elektronika.
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 40
Status: Offline

Post #112032 autor: virtual analog » 06 lis 2015, 23:58

Pasję i szaleństwo oddziela bardzo cienka linia...

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


RadioactiveTangerine
Habitué
Posty: 1160
Rejestracja: 17 wrz 2008, 21:11
Lokalizacja: Karczew
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 28
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #112033 autor: RadioactiveTangerine » 07 lis 2015, 19:09

Chandra Part 1. Cały album. Piszę właśnie jego recenzję :)
http://pacisfear.blogspot.com/ (recenzje, bardzo rzadko co innego)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Geronimo
Habitué
Posty: 1350
Rejestracja: 11 wrz 2004, 20:16
Lokalizacja: Zielona Góra
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #112034 autor: Geronimo » 07 lis 2015, 22:35

Taka wieczorna chandra :grin: No,no..

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


RadioactiveTangerine
Habitué
Posty: 1160
Rejestracja: 17 wrz 2008, 21:11
Lokalizacja: Karczew
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 28
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #112035 autor: RadioactiveTangerine » 07 lis 2015, 23:29

Geronimo pisze:Taka wieczorna chandra :grin: No,no..


Ale niestety to bardzo słaby album :(
http://pacisfear.blogspot.com/ (recenzje, bardzo rzadko co innego)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 576
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #112066 autor: Depeche Gristle » 18 lis 2015, 0:35

Fad Gadget - Fireside Favourites, 1980;
******
Style: new wave, synth pop, future pop, industrial, cold wave, dark wave, experimental, postpunk
Obrazek

Cabaret Voltaire - The Covenant, The Sword And The Arm Of The Lord, 1985;
******
Style: new wave, synth pop, industrial, cold wave, dark wawe, rock industrialny, rock elektroniczny, rock psychodeliczny, future pop, experimemntal, krautrock
Obrazek


Fireside Favourites - debiutancki album Fad Gadget, pod którego szyldem ukrywał się ekscentryczny brytyjski wokalista Frank Tovey.
Przełom lat 70 i 80 głównie za sprawą rewolucyjnego brzmienia Kraftwerk, który przyczynił się do popularyzacji syntezatorów, przeniósł na grunt brytyjski szereg nowych post-punkowych zespołów grających synthpop, który zyskał ogromną popularność; jedną z pierwszych gwiazd brytyjskiego synthpopu był Gary Numan, który wylansował pierwszy brytyjski singlowy hit synthpopowy Cars.
Jednym z wielu ówczesnych wykonawców grających synthpop pod koniec lat 70 był pracownik kultowej muzycznej wytwórni niezależnej Rough Trade Daniel Miller, fan futuryzmu i niemieckiej muzycznej awangardy - Stockhousena i nurtu krautrocka - który początkowo sam tworzył muzyczne projekty, w tym najważniejsze z nich: The Normal i Silicon Teens. Z czasem Daniel Miller postanowił poświęcić własną twórczość, na rzecz promowania muzyki elektronicznej w Wlk. Brytanii, w tym celu założył własną wytwórnię - Mute Records.
Jednym z pierwszych wykonawców nagrywających dla Mute był niezwiązany wcześniej z punk rockiem Fad Gadget, którego pierwsze single Back to Nature (1979) i Ricky's Hand (1980) zdobyły popularność w kręgach alternatywnych.
Album Fireside Favourites ukazał się 1 września 1980 roku, premierowy kawałek Pedestrian wyraźnie ukazuje wpływy zarówno punka, jak i futurystycznych brzmień The Human League, The Normal, Silicon Teens i Kraftwerk, słychać też silne wpływy Gary'ego Numana.
Nieco cięższy w warstwie muzycznej jest State of the Nation, który łączy Numanowski synthpop z brudnymi industrialnymi brzmieniami rodem z Throbbing Gristle. Salt Lake City Sunday z kolei jest cięższy w warstwie lirycznej (utwór kpi z religii), muzycznie zaś słychać mocne wpływy Kraftwerk, The Human League i Cabaret Voltaire; muzyczną kontynuacją futurystyczno-industrialnych założeń jest następny utwór - Coitus Interruptus, w którym można także doszukać się wpływów twórczości Bruce'a Haacka.
Tytułowy Fireside Favourite mimo wesołego brzmienia muzyki w stylu wczesnego The Beatles, przekazuje jednak niezwykle brutalny i ponury tekst o skutkach wojny jądrowej.
Newsreel wraca do stylistyki Gary'ego Numana, zaś Insecticide (opowieść z punktu widzenia muchy) z przetworzonym wokalem jest połączeniem future-popu w stylu Kraftwerk i industrialu Cabaret Voltaire.
The Box jest już znacznie lżejszy jeżeli chodzi o brzmienie; proste analogowe synthy w stylu The Human League i Composition of Sound (pre-Depeche Mode) z recytowanym tekstem i wokalem w stylu Gary'ego Numana.
Całość zamyka instrumentalna kompozycja Arch of the Aorta z zimnofalowymi brzmieniami klawiszy, powtarzanym riffem gitarowym i wsamplowanymi przetworzonymi i zapętlonymi dialogami personelu medycznego rozmawiającego z pacjentem.
Warto wspomnieć o personelu, który współpracował z Frankiem Toveyem przy nagraniu tego albumu; oprócz Daniela Millera (klawisze), udział wzięły m.in. przyszłe ikony synthpopu: Eric Radcliffe (gitary, bass), John Fryer (efekty) czy Jean-Marc Lederman (syntezator).
Fad Gadget okazał się pierwszą - chyba na przekór sobie samemu - gwiazdą ze stajni Mute; chociaż nie zdobył popularności na miarę Gary'ego Numana czy OMD, stał się jednym z najbardziej wpływowych ówczesnych synthpopowych artystów. To właśnie Fada Gadgeta w 1980 roku supportował młody, nikomu jeszcze wtedy nie zanany zespół Depeche Mode, którego potencjał podczas jednego z suportów dostrzegł Daniel Miller, tym samym Fad Gadet utorował drogę do wielkiej kariery największemu synthpopowemu zespołowi na świecie - Depeche Mode, którzy zresztą potrafili odwdzięczyć się artyście 21 lat później.


The Covenant, The Sword, and the Arm of the Lord - album Cabaret Voltaire, który ukazał się 24 października 1985 roku prezentuje o wiele surowsze i cięższe brzmienie od dwóch poprzednich sterylnych brzmieniowo albumów grupy; jest to zatem w dużej mierze powrót do formy muzycznej Cabaret Voltaire z przełomu lat 70 i 80, jednakże grupa jednocześnie wcale nie zamierzała odchodzić od synthpopu i stricte piosenkowej formy; dowodzi tego już premierowy kawałek krążka - L21ST - udziwniony nie tylko pod względem tytułu, z mocno wyeksponowanym podkładem sekwencerowego pulsu i gitary basowej Mallindera oraz chwytliwą zinmofalową linią melodyczną klawiszy, sprawia wrażenie nieco przekombinowanego jeżeli chodzi o mix i zupełnie niespodziewane wstawki z efektem reverse, jednakże znając mentalność Cabaret Voltaire, efekt był zapewne zamierzony.
Drugi song nie pozostawia już złudzeń, przesiąknięty seksualnością - jak większość zresztą albumu - I Want You jest jednym z największych przebojów Cabaret Voltaire. To klasycznie zimnofalowy synthpopowy kawałek z wykrzyczanym przez Mala tekstem. W późniejszych wywiadach Richard H. Kirk wyznał, że utwór jest o... masturbacji. Kompozycję kończy radiowa sekwencja z głosem i przesłaniem Charlesa Mansona, co, w połączeniu z seksualnym klimatem płyty, wywołało spore kontrowersje, szczególnie w USA. Sekwencja Mansona poprzedza utwór Hells Home o zdecydowanie rockowo-industrialnym wydźwięku, z mocnym industrialno-eksperymentalnym wstępem, po którym utwór przechodzi w ciężkie industrialne tony z mocnym i hipnotycznym uderzeniem perkusji, surową basówką Mala i przesterami gitarowymi Kirky'ego; nie brakuje też zupełnie nieoczekiwanych wstawek i samplerskich efektów, które następują w trakcie utworu, który kończy eksperymentalno-industrialny motyw podobny do tego, który go rozpoczął.
Synthpopowo-industrialny Kickback w lekko anarchistycznym tonie, z pulsującym sekwencerowym basem, chłodem klawiszy łagodzi jednak nastrój, prawdziwą ozdobą są świetne sekcje saksofonu, wrażenie robi też bezceremonialny mocny wokal Mallindera. Także i tu pojawia się głos Charlesa Mansona, który poprzedza kompozycję tytułową - krótką, nieco ponad półtoraminutową The Arm of the Lord - tak też Cabaret Voltaire musiał skrócić tytuł albumu w wersji amerykańskiej, bowiem Amerykanie chcieli uniknąć skandalu związanego z pełną wersją tytułu - The Covenant, The Sword, and the Arm of the Lord - budzącą skojarzenia z amerykańską skrajną prawicą i oskarżeniom zespołu o poglądy rasistowskie. Tytułowy motyw jest jedynym w pełni psychodeliczno-eksperymentalnym utworem opartym na eksperymentalnej elektronice kojarzącej się z nurtem krautrocka początku lat 70, wyeksponowanej gitarze basowej i przytłumionych smykach, w których tle słychać złowieszczy dialog.
I znów zespół przechodzi z mrocznych klimatów w przesiąkniętą erotyzmem prostą zimnofalową synthpopową piosenkę Warm, jedyną na płycie (i jedną z niewielu w ogóle) śpiewaną przez Kirka, bez zbędnego owijania w bawełnę, gdzie wręcz ostentacyjnie pojawiają się jęki doznającej seksualnej rozkoszy dziewczyny.
Golden Halos jest najwolniejszą kompozycją z powolnym acz hipnotyzującym rytmem, utrzymaną w klimacie synthpop i cold wave; chłodne brzmienie klawiszy przypomina niekiedy klimat z utworu In The Shadows (album The Crackdown, 1983); ów chłód podkreśla też równie chłodny wokal Mala, niekiedy posuwającego się wręcz do charczenia. W tle muzyki słychać też eksperymenty ze wsamplowanymi dialogami.
Motion Rotation jest najbardziej pogodnym momentem albumu, klasycznie synthpopowym z future-popowymi chwytliwymi zagrywkami klawiszy, choć i tu nie brakuje wszechobecnego new-wave'owego chłodu (z gitarami w tle), który na przemian miesza się z prostą sekcją automatu perkusyjnego współgrającego z sekwencerowym pulsem i pogodnym synthpopowym nastrojem. Ciekawostką są też efekty sampli eksperymentujących z ludzkim głosem (męskim) nieco w stylu Kraftwerk.
Spokojny klasycznie industrialny i zimnofalowy Whip Blow rozpoczyna niesamowita przeciągła partia saksofonu; kompozycja charakteryzuje się mocną i chwytliwą zagrywką klawiszy, popisową grą na perkusji Marka Tattersalla, motywami orientalnymi i efektami reverse pod koniec kawałka; subtleny wokal Mala podkreśla erotyzm kompozycji, którą kończy głos i przemówienie Charlesa Mansona.
Finalny The Web, to obok wspomnianego Whip Blow najlepsza kompozycja albumu o charakterze wibrującego połączenia synthpopu, future popu, industrialu i zimnej fali - nieco bardziej stonowanej z wykorzystaniem sampli ludzkiego głosu (tym razem kobiecego sopranu) jako podkładu współgrającego z nieco zachrypniętym wokalem Mala. W drugiej części piosenki pojawia się niesamowity, poprzedzony serią analogowych zagrywek motyw xylofonu.
Wersję podstawową płyty uzupełniono o dwa utwory bonusowe pochodzące z minialbumu Drinking Gasoline (1985): Sleepwalking będący połączeniem mocnego industrialu z synthpopem oraz bardziej synthpopowy Big Funk z mocnym pulsem sekwencera, funkowymi zagrywkami gitary basowej i sekcją dętą.
The Covenant, The Sword, and the Arm of the Lord ze swoim rzadkim w przypadku Cabaret Voltaire erotycznym przesłaniem i mrocznym klimatem jest najlepszym krążkiem w dyskografii formacji. Album odniósł również sukces komercyjny zajmując 57 miejsce w Wlk. Brytanii.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 566
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #112072 autor: Sublime » 21 lis 2015, 23:12

Jeffrey Koepper - Quadranteon

Postanowiłem poszukać czegoś nowszego z nurtu noje-berlina i padło na Koeppera i Quadranteon sprzed kilku lat, a wybrałem go zachęcony "wiadomościami" o czymś dość analogowym.

No i właściwe się zawiodłem - może i jest dość analogowo, ale praktycznie oprócz części trzeciej Koepper nie gra niczego ciekawego, większość materiału ogranicza się do długich, modulowanych brzmień bez jakiegoś większego polotu. A szkoda, że potencjał brzmieniowy na płycie słychać - choćby ostatnia część (a szczególnie początek) zwiastuje coś dobrego, ale autor postawia lać wodę i przedstawia nam po raz kolejny długie, dość nużące dźwięki bez jakiejś konkretnej formy.

Mam nadzieję, że tylko taki pojedynczy wybryk zamiast wiecznego grania dla grania w stylu The Omega Syndicate, którzy nie wydali ani jednej płyty wyróżniającej się jakkolwiek z bezbarwnej masy.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Geronimo
Habitué
Posty: 1350
Rejestracja: 11 wrz 2004, 20:16
Lokalizacja: Zielona Góra
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #112076 autor: Geronimo » 22 lis 2015, 21:03

Wara od The Omega Syndicate ! :smile: To kawał dobrej muzy. A jeśli chodzi o Jeffreya Koeppera, to mam identyczne przemyślenia. Ja słuchałem innych jego płyt i niestety, chyba wszystkie rodzą takie właśnie refleksje.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 576
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #112078 autor: Depeche Gristle » 22 lis 2015, 22:25

Cabaret Voltaire - Code, 1987;
******
Style: new wave, synthpop, electro-funk, cold wave, electro-blues, industrial, hip-hop
Obrazek


Code - album Cabaret Voltaire nagrywany w 1986 roku w należącym do grupy studiu Western Works w Sheffield ukazał się latem 1987 roku.
W drugiej połowie lat 80 synthpop w znacznym stopniu stracił na znaczeniu na rzecz metalu, pudel-metalu czy solowych śpiewających gitarzystów pokroju Bruce'a Springsteena, Bryana Adamsa czy Phila Collinsa.
Zespoły synthpopowe, mimo rewelacyjnego debiutanckiego sukcesu Pet Shop Boys, stanęły przed trudnym wyzwaniem utrzymania się na scenie muzycznej. Jednym - Depeche Mode, New Order, OMD (mimo sporów wewnętrznych) czy Yello - dzięki wzbogaceniu brzmienia udało się, drudzy - Kraftwerk i The Human League - ponieśli komercyjną porażkę, zaś inni - Visage, Ultravox, Blancmagne czy Soft Cell - w ogóle się rozwiązali lub - jak Duran Duran - w walce o przetrwanie na rynku muzycznym przeszli na miałki amerykański pop. Cabaret Voltaire chcąc przetrwać na rynku, sięgnęli - wzorem Depeche Mode czy Yello - po nowe technologie, jednocześnie zostając przy synthpopie, podobnie jak niemal wszystkie synthpopowe zespoły porzucili futurystyczne brzmienie. Odeszli też od surowego brzmienia i rockowego charakteru, które dominowały na ich poprzednim albumie (The Covenant, The Sword, and the Arm of the Lord), wzbogacając repertuar o gitary i sekcje dęte - obecne również i na poprzednich albumach, tym razem jednak są one bardziej uwydatnione. Cabaret Voltaire zwrócili się ku stylistyce electro-funka w stylu INXS, który w tym czasie zyskał ogromną popularność oraz electro-bluesa, z którym spore sukcesy odnosili Yello.
Styl electro-funkowy zapowiadała już wydana w 1986 roku EP-ka Shakedown, zaś album Code ze sterylnym brzmieniem i w bardziej popowej stylistyce niż The Covenant, The Sword, and the Arm of the Lord jest powrotem do założeń z Micro-Phonies (1984). Jednocześnie na Code po raz pierwszy ujawnia się fascynacja Cabaret Voltaire (a w szczególności Richarda H. Kirka) acid housem - nowym nurtem w muzyce electro pochodzącym z Detroit, który nastąpił wraz ze zmierzchem synthpopu, i którego wpływ wraz z każdą kolejną płytą Cabaret Voltaire będzie coraz silniejszy w twórczości grupy.
Do współpracy podczas sesji nagraniowej Code zespół zaangażował wiele wspaniałych osobistości ówczesnego świata muzyki, w tym gitarzystę Billa Nelsona, basistę i klawiszowca Marka Brydona czy saksofonistę Simeona Listera. Za brzmienie albumu odpowiedzialny był legendarny synthpopowy producent Adrian Sherwood.
Początek płyty jak żywo przypomina wstęp do Micro-Phonies; introdukcja w Don't Argue ma wiele wspólnych cech z introdukcją w Do Right, w tym sample i mix przetworzonej mowy, chłodny klawisz i mocny puls sekwencera. Utwór rozkręca się w szybkim proto-house'owym tempie z uproszczoną sekcją automatów perkusyjnych w funkowym stylu, który wraz z funkowymi zagrywkami gitary Billa Nelsona nadaje kompozycji electro-funkowy klimat rodem z INXS, zaś subtelnie erotyczny wokal Mallindera doskonale wpisuje się w ten electro-funkowy schemat. Don't Argue jest ponadto singlem promującym album.
Przewrotny, prześmiewczy i krytyczny jednocześnie Sex, Money, Freaks ostentacyjnie zapożycza sekcję rytmiczną z utworu Kraftwerk Trans - Europe Express, również refren "Sex, Money, Freaks" przetwarzany jest przez vocoder (w duecie z wokalem Mala); elektroniczny chłód łączy się z funkowymi zagrywkami gitary oraz funkującymi: gitarą basową i saksofonem, kontynuując klimat electro-funka.
W Thank You America zespół odchodzi od klimatu electro-funka na rzecz chłodnego synthpopu z industrialnym pulsem sekwencera w klimacie Depeche Mode z płyty Construction Time Again (1983) z wpływami acid-house'u z transowym tempem. W utworze wykorzystano (i przetworzono) fragmenty przemówień Ronalda Reagana.
Here To Go, który jest drugim singlem z albumu, łączy klimat chłodnego synthpopu znanego z twórczości Kraftwerk z trip-hopowym rytmem, industrialnym pulsem sekwencera i funkową gitarą, wracając do klimatu electro-funka, jednocześnie tekst piosenki po raz pierwszy jest przez Mallindera... rapowany, co stanowi kolejne otwarcie się zespołu na nowe gatunki muzyczne, które dotąd raczej omijał szerokim łukiem.
Trouble (Won't Stop) nie jest pierwszym flirtem Cabaret Voltaire z bluesem, którego silne wpływy pojawiały się choćby na Micro-Phonies, jednakże Trouble (Won't Stop) otwiera mocny bluesowy gitarowy riff rodem z Delty Missisipi Billa Nelsona. W połączeniu z chłodnym synthpopem, delikatnymi tym razem funkowymi zagrywkami gitary i wokalem Mala nieco w stylu... Prince'a, daje kompozycji ciekawy konglomerat electro-bluesowo-funkowy.
Krótki (niecałe trzy minuty), bardzo prosty w przekazie, o bardzo prostej jak na Cabaret Voltaire strukturze muzycznej i przebojowy jest White Car, synthpopowo-electro-funkowy - najszybszy numer płyty po trochu przypomina styl Pet Shop Boys, po trochu styl INXS.
No One Here to odważniejszy powrót do industrialu, słychać tu silne wpływy muzyczne z albumu Kraftwerk - Electric Cafe (1986), w szczególności w sekcji rytmicznej i mocnym beacie automatu perkusyjnego. Nie brakuje tu też funkowej gitary w tle, funkowego basu i saksofonu. Zresztą są to ostatnie funkowe akcenty płyty.
Life Slips By z wokalem Mallindera a'la Sting, jest już silnie zimnofalowym synthpopowym numerem z wpływami twórczości Kraftwerk i z Moroderowskim pulsem trwającym przez całą piosenkę oraz bluesowymi motywami gitary.
Tytułowy Code z mocno erotycznym wątkiem, delikatnymi smykami, japońskimi motywami klawiszy i zimnofalowym klimatem przypomina dokonania Kraftwerk i Depeche Mode, których silne wpływy słychać w kończącym album Hey Hey - to najlepszy numer płyty z uderzeniem synthpopowej zimnej fali. I mimo braku gitar, dzięki zabarwionemu bluesem wokalowi Mala, piosenka zachowuje klimat electro bluesa, zaś prawdziwym znakomitym smaczkiem dla ucha są brzmienia xylofonu. Pod koniec numeru nie brakuje również vocodera.
Do podstawowej setlisty płyty dodano bonus track w postaci instrumentalnej wersji Here To Go (Little Dub) - muzycznie całkowicie synthpopową, bez funkowych motywów gitary z wersji wokalnej.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 566
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #112088 autor: Sublime » 28 lis 2015, 21:31

Tangerine Dream - Green Desert

Nie wiem jak inaczej określić cały krążek niż słowami dobry "zły" album. Ponoć cały materiał wstępnie pochodzi z 1973 roku, ale tylko tytułowa suita sprawia takie wrażenie. Reszta wygląda na przypadkowy materiał-zapychacz nagrany w '86, bo z pewnością takie brzmienia jak na "Indian Summer", czy ta nużąca po kilkunastu sekundach sekwencja w "Astral Voyager" nie pochodzą z okresu współpracy z Baumann'em.

I tylko "Green Desert" ma jakiś klimat i potencjał, dzięki intrygującej partii perkusyjnej i pamiętającej stare, dobre czasy grze na gitarze, ale czy jest warty kolejnych odsłuchów? Jeden w zupełności wystarczy, płyty wydane w tamtym okresie były zdecydowanie lepsze - pomimo tego, że to już było zupełnie inne Tangerine Dream niż z tego nieszczęsnego 1973 roku, ale nie było tak niewyraźne i bez zamysłu, jak na tej płycie.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Geronimo
Habitué
Posty: 1350
Rejestracja: 11 wrz 2004, 20:16
Lokalizacja: Zielona Góra
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #112090 autor: Geronimo » 29 lis 2015, 23:31

tak, tytułowa suita "Green Desert" może kojarzyć się pięknym francuskim serem pleśniowym, a cała reszta co najwyżej z takim bez smaku żółtym , sprzedawanym na tackach w hipermarketach. A ostatni utwór to już myślę,że to ser topiony trzeciorzędnego sortu.
Trzeba tu , nad tym nieszczęśliwym okresem 1973 roku uronić niejedną łzę. Taka prawda.
Ostatnio zmieniony 29 lis 2015, 23:34 przez Geronimo, łącznie zmieniany 2 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

brood.k
Stary wyga
Posty: 327
Rejestracja: 20 lis 2009, 20:39
Lokalizacja: Poznań
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #112092 autor: brood.k » 30 lis 2015, 20:31

Ale zaraz zaraz.. To nie było tak, że ten materiał był nagrany bez Baumanna, a potem powędrował do szuflady na 13 lat dlatego że rzeczony wrócił z wycieczki do bodajże Indii i zaraz potem była już Phaedra?

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Stefan
Habitué
Posty: 1750
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:23
Lokalizacja: Katowice
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #112093 autor: Stefan » 01 gru 2015, 12:35

No właśnie zdumiewa "bliskość" Phaedry - ten sekwencer na GD to podobno testowe ujarzmianie nowej wówczas maszyny, kolejnym eksperymentem była już Phaedra.
Cos musiało się "dziać" w okresie pomiędzy ? :?:
Biedni są nie ci, którzy mają mało, ale ci, którzy potrzebują wiele.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

brood.k
Stary wyga
Posty: 327
Rejestracja: 20 lis 2009, 20:39
Lokalizacja: Poznań
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 42
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #112094 autor: brood.k » 01 gru 2015, 17:25

Edgar Froese w wywiadzie z 1986 roku:

"There are literally hundreds of hours of unreleased Tangerine Dream music. We own three studios in Germany, and when we're not touring we work in them ten hours a day making music. We have to do music, we can't stop ourselves. Green Desert should have come out before Phaedra. We'd just acquired our first analogue sequencer and were playing around with it, but we got an offer from Virgin Records to use their Manor Studios in 1973, so we abandoned those tapes and started from zero."



Istnieją literalnie setki godzin nie opublikowanej muzyki Tangerine Dream. Jesteśmy właścicielami trzech studiów nagraniowych w Niemczech i gdy nie jesteśmy w trasie pracujemy w nich dziesięć godzin dziennie tworząc muzykę. Musimy to robić, nie możemy przestać. "Zielona pustynia" powinna ukazać się przed "Phaedrą". Kupiliśmy wtedy właśnie nasz pierwszy analogowy sekwencer i bawiliśmy się nim, ale dostaliśmy od Virgin ofertę sesji nagraniowych w ich Manor Studios w 1973, więc zostawiliśmy te taśmy i zaczęliśmy od zera.

Co skończyło się, jak wiemy, "Phaedrą".. Natomiast wśród tych "setek godzin" na pewno coś jest na rzeczy... Ale gdzie to fizycznie się znajduje, to może chyba tylko Jerome wiedzieć
Ostatnio zmieniony 01 gru 2015, 17:27 przez brood.k, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Sublime
Twardziel
Posty: 566
Rejestracja: 16 lis 2013, 19:44
Lokalizacja: Wałbrzych
Jestem muzykiem: Nie wiem
Ulubieni wykonawcy: Depeche Mode, Tangerine Dream, Boards Of Canada, Autechre, Arcane
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #112132 autor: Sublime » 12 gru 2015, 1:10

Johannes Schmoelling - Wuivend Riet

Pierwsza solowa płyta Schmoellinga wydana w 1986 roku jest wyraźną odpowiedzią na pytanie czego zaczęło brakować w produkcjach Tangerine Dream po Le Parc.

Cała płyta ogranicza się do kilku utworów, choć różnorodność jest spora i jest się w co zasłuchiwać. Niektóre z nich to utwory w stylu tangerynkowym na modłę Johannesa solo (Matjora Is Still Alive), niektóre czerpią z rodzącego się samplingu (obydwie części Wuivend Riet). Lekkość w budowie kompozycji i klimatu to jeden z elementów, które zaczęły działać na niekorzyść płyt wydawanych przez Tangerine Dream bez Johannesa w składzie, bo zaczęły stawać się po prostu z roku na rok raz to lepszymi, raz to gorszymi próbami zyskania sporej kasy na coraz to bardziej bladnącej legendzie zespołu.

"Wuivend Riet" już w 1986 roku był jasnym znakiem wskazującym przyszłe losy TD. A sam Schmoelling na odejściu z zespołu i rozpoczęciu kariery solowej nie wyszedł najgorzej. Przynajmniej w aspekcie artystycznym.
Sublime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Depeche Gristle
Twardziel
Posty: 576
Rejestracja: 27 lip 2009, 17:36
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #112469 autor: Depeche Gristle » 01 mar 2016, 1:48

Heaven 17 - Penthouse And Pavement, 1981;
*****
Style: new wave, synthpop, future pop, cold wave, electro-funk, soul
Obrazek

Millennium - A Teraz Polska, 1995;
*****
Style: house, minimal, electro, ambient, dark ambient, techno, cold-wave, neofolk, electro-pop
Obrazek

Skinny Puppy - Rabies, 1989;
*****
Style: new wave, rock industrialny, noise, cold wave, dark wave, synthpop, post punk, metal, gothic, rock eksperymentalny, rock elektroniczny, krautrock, musique concrète, ebm
Obrazek


Penthouse and Pavement - debiutancki album formacji Heaven 17, założonej w 1980 roku przez byłych muzyków The Human League, Martyna Ware'a i Iana Craiga Marsha, rozczarowanych dotychczasowym brakiem sukcesu komercyjnego The Human League (mimo ogromnej popularności muzyki elektronicznej na początku lat 80) oraz najwyraźniej współpracą z wokalistą zespołu Philem Oakey'em, muzycy postanowili realizować swoje pomysły artystyczne w nowym zespole - Heaven 17, dokooptowując do składu nowego zespołu post-punkowego wokalistę, którego doskonale znali ze wcześniejszej współpracy z The Human League, Glenna Gregory'ego.
Debiutancki album tria, Penthouse and Pavement, ukazał się we wrześniu 1981 roku. Każda z dwóch stron longplaya została oznaczona tytułem: strona A Pavement; strona B Penthouse.
Stronę Pavement otwiera singiel promujący (We Don't Need This) Fascist Groove Thang, który wywołał wiele kontrowersji przez wzgląd na swój niezwykle silnie anarchistyczny wydźwięk, co też skutkowało blokadą singla przez wpływowego DJ-a BBC znanego z konserwatywnych poglądów Mike'a Reada, przez co singiel (jak i pozostałe single z tej płyty) nie dostał się na brytyjską Top 40 listy przebojów. Nie trudno odnieść wrażenia, że Fascist Groove Thang pozostawał pod silnym wspływem poprzedniej twórczości muzyków w The Human League, jednakże kompozycja posiada wyraźnie przebojowy potencjał.
Pozostałe utwory ze strony Pavement - tytułowy Penthouse and Pavement (z gościnnym udziałem wokalistki Josie James), Play to Win i Soul Warfare utrzymane są w stylach disco lat 70, electro-funka i soulu połączonych z synth-popem, co stanowi wyraźnie poszukiwanie przez zespół własnego stylu.
Otwierający stronę Penthouse utwór Geisha Boys and Temple Girls jest już jednak powrotem do syntezatorowo-futurystycznej awangardy The Human League z Reproduction. Pozostałe utwory z tej strony, Let's All Make a Bomb, The Height of the Fighting i Song with No Name z pulsującymi rytmami archaicznie brzmiących automatów perkusyjnych utrzymane są również w konwencji synth-popu i future-popu The Human League z albumów Reproduction i Travelogue. Całość kończy We're Going to Live for a Very Long Time, już niemal perfidnie brzmiący jak The Human League nawiązując bezpośrednio do utworów Circus of Death i The Black Hit of Space.
Ostatecznie odejście Ware'a i Marsha od The Human League wyszło obu stronom na dobre; The Human League w nowym składzie nagrali hitowy album Dare, zaś debiut Heaven 17 Penthouse and Pavement, mimo bojkotu pochodzącego z niego singli, również okazał się przebojem docierając do miejsca 14. UK Albums Chart, stając się równorzędną konkurencją dla Dare. Zresztą rok 1981 obfitował w prawdziwy wysyp synthpopowych debiutów (i nie tylko debiutów), które stały się światowymi hitami; wystarczy wspomnieć chociażby m.in. Speak & Spell (Depeche Mode), Non-Stop Erotic Cabaret (Soft Cell) czy Architetcure & Morality (OMD).


A Teraz Polska - Debiutancki album założonej przez Krzysztofa Kłubo (Phobos) i Tomasza Rożka (Tom Horn - znany obecnie jako frontman synthpopowej grupy The Cuts) w 1993 roku formacji Millennium, będącej jednym z pionierów sceny techno w Polsce, której początki były wyjątkowo trudne. O ile na Zachodzie od początków lat 90, kiedy szczyt popularności osiągnął Grunge, jednocześnie za sprawą wykonawców z Detroit, Londynu i Berlina prężnie rozwijała się scena House, która śmiało konkurowała ze sceną grunge'ową; status gwiazd osiągnęły formacje U 96 i The Prodigy, istniała też scena Euro Dance. W Polsce natomiast wykonawcy spod znaku muzyki klubowej mieli zadanie wyjątkowo utrudnione, poprzez faworyzowanie przez publiczną TV i radio zespołów grających rock i styl grunge'owy, jednocześnie ignorowały one wykonawców elektronicznych, doprowadzając w ten sposób do sytuacji gdzie polską scenę taneczną reprezentowali wykonawcy muzyki chodnikowej (Disco Polo), którzy emanując kiczem, który wyjątkowo łatwo się sprzedawał, nie potrzebowali promocji w radiu i TV, żeby sprzedawać na masową skalę płyty i kasety, bijąc pod tym względem niejednokrotnie wykonawców rockowych.
Jednak fani muzyczni w Polsce potrzebowali wykonawców tanecznych nie będących jednocześnie wykonawcami disco polo, a warto przypomnieć, że gwiazdy dyskotek lat 80 - Kombi, Kapitan Nemo, Papa Dance czy Klincz - z początkiem lat 90 zawiesiły działalność, ostali się tylko Aya RL i Marek Biliński. Pierwsze lody zaczęli przełamywać tacy wykonawcy jak Top One, duet Nazar czy Tubylcy Betonu, którzy dali bodziec do powstania w Polsce sceny techno, na której pojawili się wykonawcy pokroju Jamrose (grający potem Euro Dance) Wieloryb, Marcel, LD czy wreszcie Millennium. Promocją techno i Euro Dance na rynku polskim zajmowała się wytwórnia Snake's Music, która początkowo promowała w Polsce wykonawców zachodnioeuropejskich, z czasem jednak wytwórnia sama zaczęła wyszukiwać i promować polskich wykonawców tych gatunków wydając serię składanek "Polski Power Dance". I właśnie dzięki Snake's Music w 1995 duet Millennium nagrał pierwszy w Polsce album, który w całości zawierał muzykę House A Teraz Polska.
Tytułowy utwór oparty na standardach berlińskiej sceny house, zawierający charakterystyczne symfoniczne smyczkowe akordy mogące kojarzyć się z utworem Kraftwerk Sex Object, stał się szybko pierwszym polskim przebojem techno, zaś teledysk doczekał się emisji w TV oraz wielu nagród. Wreszcie scena klubowa w Polsce dorównała scenie rockowej, zaś radio i TV zaczęły widzieć w niej spory potencjał komercyjny.
Pozostałe utwory krążka są nie mniej ciekawe od tytułowego począwszy od Ebola, który łączy folkowe śpiewy szamanów z ambientem, przypominając dokonania Aya RL i Deep Forrest z mocnym house'owym rytmem w stylu The Prodigy, z kolei Czas Jest Najprostszą Rzeczą przypomina klimaty niemieckiego tria Scooter. Intermezzo jest bodaj najlepszym numerem płyty; chłodny ambient z fortepianowymi zagrywkami, w który wkomponowany jest ciężki folkowy rytm bębnów przyśpieszający w drugiej części utworu, przeobrażając kompozycję w utwór house'owy. Cały kawałek przypomina dokonania schyłkowego Cabaret Voltaire bądź solowego Richarda H. Kirka.
Reszta albumu pozostaje pod silnym wpływem niemieckiej sceny techno-house-trance; Black Soul i Did You Love Me z kobiecymi wokalizami oraz Millennium dopełniają ezoterycznymi klimatami, zaś Nadchodzi Jego Dzień i wielowątkowy 10-minutowy Tubular są klasycznie house'owymi numerami odwołującymi się do niemieckich klimatów rodem z Das Boot U 96; 1995 będący połączeniem twardego europejskiego house'u z brzmieniami syntezatorów lat 80 odwołuje się do sytuacji politycznej w Polsce - pamiętne wybory prezydenckie Wałęsa kontra Kwaśniewski - i wsamplowany głos tego drugiego oznajmia: "Kto władzę utracił, będzie podeptany (zniszczony)" .
W utworze Septuagnita słychać wpływy twórczości Tangerine Dream i Vangelisa z lat 80 zatopione w house'owej otoczce, zaś na zakończenie otrzymujemy jedyną śpiewaną piosenkę, Killer, która jest polską przeróbką światowego hitu z 1990 roku duetu Adamski-Seal - Killer, wielokrotnie zresztą coverowany (pierwszy, najbardziej znany cover powstał już rok później w wykonaniu George'a Michaela); przebój doczekał się także i polskiego coveru, utrzymanego bardzo blisko (poza językiem tekstu) pierwowzoru. Tylko zupełnie niepotrzebnie z refrenie występuje słowo "hej", które ewidentnie tam nie pasuje.
Album A teraz Polska, z rzadkim w muzyce house ciężkim, ezoterycznym i uduchowionym klimatem, stał się sukcesem komercyjnym Millennium, który obok Nomadeusa Aya RL wyprowadził polską scenę klubową i techno z podziemia.


Rabies - piąty studyjny album kultowej industrialnej grupy Skinny Puppy wydany 21 listopada 1989, z gościnnym udziałem wokalisty i frontmana Ministry Ala Jourgensena.
Album otwiera będący połączeniem EBM-u w stylu Front 242, ciężkiego industrialnego brzmienia Front Line Assembly i metalowych sampli gitarowych utwór Rodent z wykrzyczanym wściekle tekstem.
Hexonxonx jest już całkowicie hałaśliwym rockowo-industrialnym numerem z klimatem gotyku i częściowo zniekształconym wokalem, co jest częstą cechą charakterystyczną tego albumu. W podobnym klimacie jest utrzymany również Two Time Grime.
Postpunkowy Fascist Jock Itch z ostrymi riffami gitary nawiązuje do twórczości nurtu Neue Deutsche Welle, przede wszystkim Die Krupps.
Worlock jest jednym z najbardziej niesamowitych numerów płyty, choćby z racji wykorzystania w nim sampli z utworu The Beatles Helter Skelter i głosu Charlesa Mansona. Sam kawałek jest niezwykle posępny w klimacie mrocznego synth-popu i industrialu, zaś teledysk do utworu został zakazany przez MTV.
Krótki, półtoraminutowy eksperymentalny Rain przypomina bardziej performance w stylu Throbbing Gristle.
Tin Omen jest połączeniem synthpopu i heavy metalu z ostrymi riffami gitarowymi; utwór odnosi się bezpośrednio do masakry na placu Tiananmen w 1989 roku oraz masakry w My Lai w 1968 roku i strzelaniny Kent State w roku 1970.
Rivers jest najłagodniejszym (choć i tak względnie ciężkim) synthpopowym instrumentalem z mocnym pulsem sekwencera i chłodnymi smykami z wsamplowanymi dialogami.
Choralone z gotyckim brzmieniem klawiszy i przetworzoną narracją przypomina fragment satanistycznej mszy.
Amputate jest połączeniem gotyckiej elektroniki i industrialnego pulsu, zaś przetworzony wokal sprawia wrażenie, jakby wydobywał się z samego piekła.
Album kończy 17-minutowy utwór live Spahn Dirge, niezwykle posępna, mrożąca krew w żyłach kompozycja muzycznie odwołująca się ideałów niemieckiego krautrocka początków lat 70 i twórczości grupy Faust, z licznymi przeciągłymi riffami gitarowymi połączonymi z eksperymentalną muzyką konkretną i elektroniką, posępnym i często zmieniającym rytm podkładem ciężkiej perkusji i obłąkańczym wrzaskliwym wokalem. Utwór rzecz jasna nawiązuje do historii farmy George'a Spahna, na której sekta Mansona dokonała makabrycznych zbrodni.
Ostatnio zmieniony 01 mar 2016, 1:54 przez Depeche Gristle, łącznie zmieniany 1 raz.
Entertainment Trough Pain

--------------------------------------------

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Recenzje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia