Inni muzycy polscyKrzysztof Horn

Dyskusje o muzykach, dla których nie zostały otwarte osobne fora.

Moderatorzy: monsoon, fantomasz, radek tymecki

Awatar użytkownika

maius
Twardziel
Posty: 665
Rejestracja: 01 sty 2009, 15:52
Lokalizacja: Czarnylas
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93423 autor: maius » 31 lip 2011, 23:51

Ostatni post z poprzedniej strony:

O! Moje ulubione Arpematiki się rozszerzyły do 3 cz. :smile:


Co ten oryginalnie brzmiący wyraz oznacza?
Pax Vobiscum

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Autor tematu
krzysztof.horn
Ekspert
Posty: 187
Rejestracja: 31 mar 2004, 17:04
Lokalizacja: Południk 15
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93426 autor: krzysztof.horn » 01 sie 2011, 0:37

maius pisze:Co ten oryginalnie brzmiący wyraz oznacza?


Arpematik - czyli Matematyczny Arpeggiator (matematyczny pasaż). Pomysł na nazwę wziął się z funkcji w programie muzycznym. Te utwory powstały w czasie gdy tworzyłem jeszcze muzykę na Amidze w programie Bars'n'Pipes - to taki Cubase na ten komputer. Bars'n'Pipes posiadał ciekawe narzędzie do tworzenia przebiegów muzycznych - wystarczyło podać jakąś funkcję matematyczną i nutę - w ten sposób tworzył się pasaż.
Stąd nazwa. :)


A co do Generatora to jest odpowiedź. Sprzedają się najlepiej klimaty berlińskie, taka elektronika jak Kinematic Air nie schodzi.
Ostatnio zmieniony 01 sie 2011, 11:01 przez krzysztof.horn, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

smith
Habitué
Posty: 1238
Rejestracja: 31 mar 2004, 1:29
Lokalizacja: planeta Ziemia
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93452 autor: smith » 01 sie 2011, 22:32

krzysztof.horn pisze:A co do Generatora to jest odpowiedź. Sprzedają się najlepiej klimaty berlińskie, taka elektronika jak Kinematic Air nie schodzi.


Co prawda to co napisze nic nie zmieni, ale ze mnie palce swedza .. ;) - mysle, ze to kwestia dystrybucji i nawiazania kontaktu z dystrybutorami takiej muzyki jak na Kinematic Air - zgodze sie, ze to latwe nie jest w dzisiejszych czasach. Nie wiem, na ile Ziemowit podejmuje takie proby - powyzsza wypowiedz moze swiadczyc, ze pewnie z jakis powodow niechetnie.

Sporo w sieci jest dyskusji nt. download (platny) vs plyta CD, w jednej z takich natknalem sie na fajne stwierdzenie: "CD is rather an ego-trip" - tu oczywiscie zdania beda podzielone - czy CD to wylacznie zaspokojenie ambicji tworcy czy jednak chec zachowania swoich dokonan na czyms trwalszym niz ulotny plik mp3 czy flac.

Jest tez troche m.in. nt serwisu Bandcamp. Klopot w tym, ze w przypadku muzyki bylo nie bylo jednak niszowej, z uzyskanych za posrednictwem tego serwisu funduszy ciezko bedzie uzbierac nawet na przyslowiowe kable - conajwyzej mozna ten kanal dystrybucji traktowac jako forme promocji - tyle, ze Jamendo ma tu przewage, bo muzyka jednak jest za darmo :).
::::: polarismusic.eu :::::: scamall.net ::::::

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93456 autor: Belmondo » 01 sie 2011, 23:06

Tu nie o to chodzi czy to "ego-trip" (notabene zapewne zdanie homerecordingowca, ktorego nie stac by wydac 700 dolarow na 300 kopii cd albo bez szans na sprzedaz takiej ilosci z powodu niskiej wartosci artystycznej czy technicznej) czy zachowanie dokonan na czyms twardym. CD jeszcze poki co (choc pewnie juz calkiem niedlugo) jest wizytowka artysty i swiadczy o jego pewnej 'dojrzalosci' i powaznym podejsciu do swojej pracy i tak CD jest postrzegane w kregach o nieco wyzszych aspiracjach niz jakiekolwiek zaistnienie i pochwalenie sie w klasie, ze sie wykrecilo, przepraszam, wyprodukowalo hehe, kawalek.
Pozostaje pytanie czy przy naprawde niszowych gatunkach taka inwestycja ma sens, jesli sie nie ma dobrego/sprawdzonego kanalu dystrybucji (choc w sumie to problem kazdego gatunku i artysty bez kontraktu plytowego z wieksza wytwornia czy labelem) czy pomyslu na sprzedaz (bo to do tego sie sprowadza).
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

smith
Habitué
Posty: 1238
Rejestracja: 31 mar 2004, 1:29
Lokalizacja: planeta Ziemia
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93458 autor: smith » 02 sie 2011, 0:22

Belmondo pisze:Tu nie o to chodzi czy to "ego-trip" (notabene zapewne zdanie homerecordingowca, ktorego nie stac by wydac 700 dolarow na 300 kopii cd


Pudło! :P To nie były osoby, których nie stac i ktore nie traktuja powaznie (lub nawet zawodowo) tego co robia. Problemem nie jest to, czy kogoś stać czy nie stać na wytłoczenie kilkuset CDkow. Pytanie które natychmiast sie pojawia: po co to robic, skoro prawie nikt nie kupuje plyt, za to masowo sciaga sie muzyke "na lewo".

Problemem jest tez to co piszesz - nie docenia sie wartosci artystycznej samej w sobie (nawet w horyzoncie danego gatunku) tylko nobilitacje przez wytloczenie na CD. Ten sam material puszczony za free nawet w kompresji bezstratnej juz nie jest wart uwagi?

Zgodze sie z Twoimi watpliwosciami:
Belmondo pisze:czy przy naprawde niszowych gatunkach taka inwestycja ma sens, jesli sie nie ma dobrego/sprawdzonego kanalu dystrybucji


Dzis o te kanaly jest bardzo trudno, potrzeba kupowania plyty maleje i widac to w statystykach. Oczywiscie mozna szukac roznych sposobow jak sponsoring darmowych CD dodawanych do czasopism, ale to zwykle wymaga kompromisow (a raczej ustepstw ze strony artysty), poza tym Bel - chcialbys aby Twoja muzyka byla rozdawana wraz z gazetą (lub czasopismem ;) ) ktore nie ma nic wspolnego z Twoja muzyka lub ze sztuka (jakakolwiek) w ogole?

Patrzac na to wszystko nieco z boku mysle, ze potrzeba jeszcze z 20 lat, zeby stagnacja i skostnialy sposob myslenia przeminely. CD odchodzi nieuchronnie za sprawa internetu, pozostanie jedynie dla niewielkiej globalnie rzecz ujmujac garstki odbiorcow. Puki co nie ma jeszcze takiego sposobu wykorzystania medium jakim jest internet, ktore zaspokoi te same potrzeby i w ten sam sposob jak CD czy przed nim jeszcze LP, czyli:
- artysta zostanie wynagrodzony na swoja tworczosc
- odbiorca bedzie mial potrzebe zakupu wydawnictwa
- firma fonograficzna bedzie miala zysk i fundusze na nowe wydawnictwa


I na koniec taka moja mala przewrotnosc (ja tak chyba ze wszystkim.... ;) ):
Osobiscie preferuje fizyczne wydany krazek - bez znaczenia jest dla mnie czy CDR czy CD, ma byc za to z okladka (nawet skromna) i oczywiscie oryginal. Przede wszystkim dlatego, ze uwazam iz ktos wlozyl sporo wysilku w cos co sprawia przyjemnosc moim uszom, poza tym jestem leniwy i nie chce tracic czasu na wypalania, drukowanie okladek, wycinanie i naklejanie, a plik flac nie zastapi mi obcowania z czyms fizycznym.
::::: polarismusic.eu :::::: scamall.net ::::::

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93461 autor: Belmondo » 02 sie 2011, 10:54

W takim razie byly to osoby, ktore nie maja pojecia jak budowac swoj brand (chyba, ze maja juz bardzo ugruntowana pozycje na rynku muzycznym i moga sobie poeksperymentowac). Czy tego chcemy czy nie jeszcze poki co CD jest wymaganiem, a nie nobilitacja, to jeden z waznych elementow budowania brandu artysty. Swiat muzyczny bardzo sie zmienia obecnie. Muzyka stala sie biznesem takim jak kazdy inny, wiec aby osiagnac jakis sukces (niekoniecznie mam na mysli finansowy), trzeba niestety myslec biznesowo. Abstrahujac od tego czy jest to dobry kierunek czy zly (to temat na oddzielna dyskusje)- tak jest czy tego sobie zyczymy czy nie. Mozna to negowac nie wiem jak bardzo, ale sie tego nie zmieni. Do dzis pamietam dyskusje tu z forum sprzed kilku lat na podobny temat, kiedy to wyartykulowalo sie oburzenie typu: "jak to, jestem artysta, to dlaczego mam miec jeszcze glowe do czegos innego". Niestety, dzis artyzm laczy sie nieodzownie z biznesem i skostnienie czy stagnacja nie dotycza wylacznie wielkich wytworni, ktore zaskoczyl internet. Od kiedy powstal- odtad ludzie sciagali na lewo muzyke i beda ja sciagac i to kwestia zupelnie niezalezna od posiadania przez artyste swojej wizytowki... To skostnienie dotyczy tez jak najbardziej artystow, ktorzy mysla starymi kategoriami. Nie mozna tez myslenia o CD zawezac do stagnacji, bo to i bledny sposob myslenia i bardzo zawezajacy caly temat (dodajmy, ze strata dla artysty). Nikt nie zabrania publikowac i tu i tu (tylko z glowa, zeby byl sens korzystania z jednego i drugiego medium).
Wszystkie podobne dyskusje maja jeden wspolny mianownik. Jest takie powiedzenie: jak ktos chce- szuka sposobow, jak ktos nie chce- szuka wymowek. I ci wszyscy przeciwnicy CD naleza raczej do tej drugiej kategorii szukajac problemow wszedzie obok, ale nie u siebie. Piszesz czy material wydany za free w internecie jest mniej warty. Oczywiscie, ze nie jest, ale dzisiaj juz nie chodzi o sama muzyke, ona jest elementem wiekszej calosci, pomijajac to, ze wybitna muzyka sprzeda sie na dowolnym medium, ale jest jeden warunek- musi byc naprawde dobra. Slogan, ale to tak dziala. Stary fan jeszcze jakos przelknie, ze ma "tylko" mp3, ale ma. Ale potencjalny nowy odbiorca przejdzie obok takiej mp3 obojetnie, bo takich mp3 ma milion obok w internecie i co najmniej cwiartka tego miliona wie jak zachecic, zeby wlasnie to jego mp3 wybral odbiorca i jeszcze do tego kupil CD.
To rzeczywscie jest obciach i raczej krzyk rozpaczy- plytka w Pani Domu. Ale dzis dystrybucja tez juz nie na tym polega. Dystrybucja i jej sposob to tez jakis element tego muzycznego biznesu, ktory trzeba zaplanowac, a nie wydac CD a potem sie zastanawiac co z tym zrobic, a jeszcze najlepiej zanegowac potrzebe wydania CD, bo tak jest najprosciej i najwygodniej, a i muzyke ktos sciagnie na lewo. To bardzo egoistyczne podejscie z punktu widzenia artysty. Nie zapominajmy, ze jest jeszcze druga strona i to wazniejsza- odbiorca. To w koncu dla niego tworzy sie muzyke. I znowu- dzisiaj ona musi byc bezwzglednie dobrze i interesujaco opakowana. Tu dziala mechanizm polegajacy troche na sprzezeniu zwrotnym. Odbiorca moze pomyslec- dlaczego ja mam ta muzyke kupic, skoro artysta nie zadbal o to zeby ja dobrze wydac ? Wypuszczenie w eter (siec) mp3 czy flac-a to dzialanie typu: fire and forget. Jest bardzo bezosobowe: wezcie i sobie sciagajcie. To nie odbiorca ma spelniac wymagania artysty, tylko artysta ma spelniac wymagania odbiorcy. Niestety jak do wszystkiego- czasem potrzeba wlozyc bardzo duzo wysilku. Dzis odbiorca wymaga aby produkt byl skierowany do niego, a nie do kogos anonimowego w sieci. Ja tu oczywiscie splycam pewne pojecia, bo mozna sie z tego doktoryzowac, ale to tak w dzisiejszych czasach dziala.
Tak samo jak skostnieniem sa tradycyjne formy dystrybucji, bo rzeczywiscie, kto dzis w sklepie kupuje krazek ? Statystyki o ktorych piszesz i o ktorych jest glosno dotycza glownie najwiekszych. Mniejsze tlocznie dzis przezywaja badz jeszcze niedawno przezywaly bum. Trudno jest ocenic czy to artysci chca wiecej wydawac czy po prostu wiecej z nich moze sobie na to pozwolic, za jakis czas bedzie wiadomo. Jedno jest pewne- choc CD odchodzi rzeczywiscie powoli (wolniej niz sie spodziewano) do lamusa, nadal jest dosc istotnym skladnikiem tego co artysta moze dac swojemu odbiorcy. Wydaje sie, ze dzis jednym z dosc skutecznych sposobow jest sprzedaz muzyki czy to w postaci fizycznej czy duchowej sa koncerty. Ale tu tez trzeba wlozyc sporo wysilku, zeby calosc zaplanowac i przemyslec i to nie tylko od strony muzycznej, a nie po prostu odbyc ten koncert (puszczajac muzyke z laptopa :razz: - to tak zeby bylo po rowno w pokazywaniu jezyka :wink: ).
Wracajac do mojej poprzedniej wypowiedzi- to rzeczywiscie, jak sie nie ma pomyslu czy planu na to jak cos sprzedac, zeby inwestycje sie zwrocily, najlepiej z zyskiem, to rzeczywiscie publikacja za free w internecie jest jakims wyjsciem. Raczej malo korzystnym z punktu widzenia marketingowego czy biznesowego, o ile nie ma sie juz zbudowanej reputacji- i tu nie chodzi o zarabienie pieniedzy, tylko budowanie wizerunku- jesli ktos oczywiscie mysli powaznie o byciu artysta, bo jesli to ma byc tylko hobby, to nie ma tematu (tylko nawet wtedy kompletnie niezrozumiale jest narzekanie, ze jest zle :mrgreen: ).
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
krzysztof.horn
Ekspert
Posty: 187
Rejestracja: 31 mar 2004, 17:04
Lokalizacja: Południk 15
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93464 autor: krzysztof.horn » 02 sie 2011, 13:13

Belmondo, ale żeś się rozpisał, chłopie! :) Dużo w tym racji co pisze Qba i Ty.
Wg mnie najlepszym rozwiązaniem na obecne czasy jest połączyć te dwie opcje, czyli część muzy udostępniać za darmo, a te najlepsze rzeczy (wg. oceny artysty oczywiście) wypuszczać na CD.
Idąc też tokiem biznesowego patrzenia na świat, płyta jako produkt ma też swój cykl życia, swoje 5 min. Dlatego, żeby przypomnieć się i pokazać nowemu pokoleniu słuchaczy można, albo wznowić edycję starego albumu, albo udostępnić oficjalnie w internecie. Ja wybrałem tą drugą opcję, dlatego stare rzeczy wypuszczam na Jamendo.
Ostatnio zmieniony 02 sie 2011, 13:17 przez krzysztof.horn, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93466 autor: Belmondo » 02 sie 2011, 15:21

krzysztof.horn pisze:Wg mnie najlepszym rozwiązaniem na obecne czasy jest połączyć te dwie opcje, czyli część muzy udostępniać za darmo, a te najlepsze rzeczy (wg. oceny artysty oczywiście) wypuszczać na CD.


To wlasnie chcialem napisac tylko czasami mam problem z formulowaniem mysli :grin: .
Internet jest jak najbardziej miejscem na starsze edycje. Az dziwie sie, ze taki KS te wszystkie swoje srebrne i inne edycje watpliwej wartosci wydaje na CD.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Konrad.Kucz
Habitué
Posty: 2205
Rejestracja: 08 paź 2005, 17:10
Lokalizacja: Warszawa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93468 autor: Konrad.Kucz » 02 sie 2011, 15:40

Pobieranie z netu bez okładki, wirtuialnie jakoś mnie nie rajcuje. Nie mam szacunku do produktu, takie dziadostwo, brak szacunku dla odbiorcy. Kiedyś jak kupowałem płytę to długo się zastasnawiałem czy ją kupić bo to był wydatek. Ale jak kupiłem to traktowałem jak "świętość". tak samo traktowałem jej zawartość.

Dzisiaj wszyscy gramy podobnie, nie naciskamy juź klawiszy. Po co ręczne granie.....

Jeśli juź coś nas ruszy do powaźnej produkcji to podświadomie zniewala nas przeszłość, powtarzamy wytarte ścieźki. Jest dosyć depresyjny moment dla twórców. Wydawało się źe muzyka nie ma granic, a jednak ma. Doszliśmy do jakiegoś końca. Z pewnością przyzwyczaił nas XXw. do tego tempa, odkrywania nowych trendów co dekade. I........ naglle stop!.............

Mnie jako człowieka wychowanego na wiekopomnych dziełach powstająch w czasach mojego dorastania nie przekonuje twiedzenie młodego pokolenia źe - "po co odkrywać nowe", waźne źeby było fajnie dziś.

Te klubowe środowiska w zasadzie osaczają się rodzajem narkotyków dżwiękowych, tak odbieram muzykę klubową. Tu nie ma kwestii estetyki, tu są suche fakty - dżwięk ma uruchomić endorfiny i ogólnie zrobić dobrze. Nauka juź wie jak to się robi. To jest współczesność.

Smutne źe jak pomyśle źe nie powstaną dzieła na miarę Crimsona IN THE COURT..... i inne z przeszłości to popadam w pesymizm.

Przepraszam źe zapodałem taki depresyjny ton, miałem tu juź nie pisać ale czasem dopada mnie taki stan. Sprzedałem więc analogi i kombinuję akustycznie i to mi daje nadzieje źe coś w muzyce jeszcze się wydarzy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

DigitalSWorld
Twardziel
Posty: 541
Rejestracja: 21 sie 2008, 17:41
Lokalizacja: Poland
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93469 autor: DigitalSWorld » 02 sie 2011, 15:55

Dobrze piszecie.
Bycie artystą(który z tego żyje) w tych czasach wymaga też dużo szęścia, no i dobrych recenzji np. niestety w Wyborczej.
Podobnie jest na świecie, ludzie wręcz potrzebują być trendy,więc kierują się opiniami tłoczonymi przez masowe media, takie czasy.Dobrze piszecie.
Bycie artystą(który z tego żyje) w tych czasach wymaga też dużo szęścia, no i dobrych recenzji np. niestety w Wyborczej.
Podobnie jest na świecie, ludzie wręcz potrzebują być trendy,więc kierują się opiniami tłoczonymi przez masowe media, takie czasy.
Muzyka
https://digitalsimplyworld.bandcamp.com

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
krzysztof.horn
Ekspert
Posty: 187
Rejestracja: 31 mar 2004, 17:04
Lokalizacja: Południk 15
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93470 autor: krzysztof.horn » 02 sie 2011, 16:16

Konrad.Kucz pisze:Pobieranie z netu bez okładki, wirtuialnie jakoś mnie nie rajcuje. Nie mam szacunku do produktu, takie dziadostwo, brak szacunku dla odbiorcy.


A ja Ci Kuczu powiem, że z chęcią posłuchałbym Twoich starych albumów (z czasów gdy czytałem recenzje o nich w papierowym Generatorze) i pojedynczych utworów (np. Autostradę i remiks M. Bilińskiego z koncertu w Piszu). I gdybyś to udostępnił w hołdzie swoim fanom to ja byłbym niezmiernie szczęśliwy. :) Nie miałbym drukowanej książeczki ani srebrnego krążka, ale miałbym muzykę, którą delektowałbym się. :) I wcale nie czułbym, że jest to wybrakowany produkt, bo obcowanie z muzyką byłoby ważniejsze.

Piszesz, że nic nie zastąpi materialnego obcowania. A ja znam ludzi, którzy w ten sam sposób podchodzą do muzyki zebranej na twardym dysku. Katalogują ją, opisują, posiadają okładki.
Robią to samo, ale wirtualnie.

Dorastałem w czasach gdy muzykę można było dostać jeszcze głównie na winylach, taśmach i cedekach. Ale też byłem świadkiem tworzenia się pierwszej dystrybucji cyfrowej. Mam tu na myśli scenę komputerową, zrzeszającą nieformalnie muzyków, grafików, programistów. Jedynym sposobem dotarcia do ich twórczości była dyskietka, rozsyłana dalej po znajomych. Taki twór nie posiadał żadnego opakowania, więc teoretycznie nie powiniem mieć wartości. Ale miał i to dużą. Poprzez taką dyskietkową dystrybucję tworzyły się tzw. elity artystów (w pozytywnym sensie). Ludzie stawali się znami, mieli swoich fanów. Wielu z tych ludzi jest teraz cenionymi np. muzykami.
Dlatego mnie osobiście nie przeszkadza wirtualna forma tworu artystycznego. Ma dla mnie taką samą wartość jak fizyczna.
Ostatnio zmieniony 02 sie 2011, 16:32 przez krzysztof.horn, łącznie zmieniany 4 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Konrad.Kucz
Habitué
Posty: 2205
Rejestracja: 08 paź 2005, 17:10
Lokalizacja: Warszawa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93471 autor: Konrad.Kucz » 02 sie 2011, 17:02

Dzięki :smile:

Fakt że trzymam w ręku płytę wydaną przez wytwórnie kiedyś dawało gwarancję że mam doczynienia z produktem wysokich lotów. Okładka drukowana na dużym papierze, ten zapach świerzej farby, rytuał wyjmowania np. winyla z koperty, kładzenie na talerzu itp. to święto - bo oto siadam i autentycznie cieszę się że mam produkt którego nie można skopiować, jest jedyny, wytłoczony egzemplaż z numerem którego kupiłem. Może dlatego kiedyś artyści przywiązywali większą wagę do swoich dzieł - to miał być produkt wyjątkowy, epokowy. Tak oczywiście bywa, ale zawsze choć jakiś procent z takiego podejścia pozostaje. Czas weryfikuje co jest dobre. I pewnie ktoś mi powie że dlatego sama muzyka ściągnięta z netu jeśli jest dobra to zdobędzie sukces. Możliwe, nie wiem. Ale to jest tak jak artysta namaluje obraz i sprzedaje go zwinięty ot tak w rulon, a nie tak jak powinno być oprawiony w ramy itp. Inna rozmowa :handup:

Prze fakt że muzykę robi się dziś szybko i łatwo tak zapewne podchodzi się do jej dystrybycji - byle jak bez szacunku dla całej tego materii. Za dużo wszystkiego, za dużo artystów i wogóle wszystkiego za dużo. Jest taki medialny hałas, brak skupienia, wyciszenia, refleksji - i to przejawia się w takiej dystrybycji że odbiorca ma sobie wszystko sciągnąć, wypalić na CDR, okładkę wydrukować itp. wszystko sam. Brak tego kontaktu z autorem. Ostatnio na łamach gazety MII www.monotyperecords.com/mi Łukasz Pawlak pisze o dawnych czasch kiedy wydawano limitowaną ilość płyt z ręcznym elementem autorstwa kompozytora. były to czasem winyle ręcznie malowane. I on do tego wraca w nowej edycji retro - stare niepublikowane nagrania awangardowych rodzimych twórców. Bardzo ciekawe rzeczy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93472 autor: spawngamer » 02 sie 2011, 18:56

O tempora o mores- to już starożytni pisali o swych czasach. Zawsze kolejne pokolenia twierdzą że to poprzednie dekady były tymi "złotymi" a teraz to już tylko degrengolada... a bullshit :grin: Dzieje się wiele - i to dobrego - jeśli mam spojrzeć na scenę polską to sporo ciekawych nazwisk pojawiło się w poprzednim dziesięcioleciu. Co do CD, CDR itepe to za chwilę będą taką samą efemerydą dla kolekcjonerów jak winyl bo wymyślą coś mniejszego i pojemniejszego. Sam mam już dość gromadzenia CDków bo miejsca już mi brakuje i przerzuciłem się na zgrywanie wszystkiego na zewnętrzne HDD -poręczniej a że bezdusznie? A czy to muzyka jest tak naprawdę ważna czy okładki? Artur Lasoń wyjął fronty i podziurkował aby przewiesić je w jednym bloku a płyty poprzekładał do kopert żeby plastiki nie zajmowały mu miejsca... Zapach winyla? Jak najbardziej - ale jego gabaryty odstraszają. Patrzmy pragmatycznie a nie w duchu sentymantalizmu.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

pmrudz
Zaawansowany
Posty: 127
Rejestracja: 31 sie 2009, 19:43
Lokalizacja: Trójmiasto
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #93473 autor: pmrudz » 02 sie 2011, 20:25

Jestem konserwatystą...

Obcowanie z muzyką jest dla mnie jak spędzanie chwil z ulubioną lekturą. To nie tylko kartkowanie kolejnych stron, to także poszukiwanie niuansów, chęć dowiedzenia się czegoś więcej o autorze. Szacunek dla czyjegoś trudu...

Otwieranie płyty, studiowanie tekstów na okładce i w środku książeczki, potem muzyczna uczta, to jakiś rodzaj mistycznego rytuału, który pozwala mi na oderwanie się od problemów codzienności. To chwila tylko dla mnie, kiedy wyłączam telefon i nie reaguję na bodźce zewnętrzne. Myślę, że podobnie podchodzących do muzyki jest większość na tym forum...

Umieszczanie utworów w internecie to oczywiście świetny sposób aby dotrzeć do potencjalnego odbiorcy. Nie idzie już nawet o mp3, bo o nędzy tego formatu napisano już wiele. Można udostępniać "łejwy" w kosmicznych jakościach, których nie da rady usłyszeć na większości nawet audiofilskich klocków. Twórczość artystyczna podlega jednak, tak jak wszelkie zagadnienia społeczne, rozkładowi Gaussa - trochę sietu, zdecydowana większość średniej jakości produkcji i niewielka ilość perełek. Czy te perełki mają szansę bez zawodowego lub totalnie oryginalnego marketingu ujrzeć światło dzienne? Wątpię...

Marka to bardzo ważna rzecz. Wystarczy np. gdyby płyta Konrada Kucza została wydana pod szyldem Jean Michel Jarre - ludzie by oszaleli z zachwytu, że stary mistrz znów wrócił do genialnej formy! Wywiady, artykuły, dziennikarze, media, itp. - wszystko natychmiast zaczęłoby płynąć strumieniem. Tymczasem nagrywasz dobry materiał ale on nie ma szansy zaistnieć szerzej, bo nikt tego nie znajdzie w tysiącach innych wydawnictw. Ilu twórców el-muzyki gra tzw. szkołę berlińską wg schematu intro+basowe ostinato+solówka z delayem+outro? Tysiące...

Tymczasem uważam, że wydanie płyty na krążku pozostawia po artyście zawsze jakiś ślad, że tego a tego roku, dorobek tej cywilizacji został wzbogacony inkarnacją talentu tego czy innego twórcy. Oczywiście płytę zawsze można wyrzucić, ale łatwiej skasować plik...

Dla mnie, jako twórcy, który ma już na koncie kilka tytułów, zawsze istotnym będzie kontakt z czymś rzeczywistym, istniejącym i zbudowanym z atomów. Paradoksalnie większość z udzielających się na tym forum osób, mocno tkwi w złotych latach elektroniki, kiedy pod względem wydawniczym dominowały płyty analogowe, kasety magnetofonowe, itp. Elektronika, czyli coś prącego do przodu i tradycja, czyli fundament z kanonów, pewnych zasad. Piękna sprawa!

Trochę to rozwlekłe ale tak już mam, jak na el-muzyka przystało :)

Przem
Ostatnio zmieniony 02 sie 2011, 20:26 przez pmrudz, łącznie zmieniany 2 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93477 autor: Belmondo » 03 sie 2011, 1:18

Konradzie, czy naprawde depresyjny moment dla tworcow?
Nigdy wczesniej ten moment nie otwieral takich mozliwosci jak teraz!
Czy z punktu widzenia artysty sie cos zmienilo ? Kiedys problemem bylo znalezc czy kupic syntezator. Zeby cokolwiek wydac gdziekolwiek- koszt przeogromny. Dzis dowolny syntezator kazdy moze sobie kupic. Ba, dzis w cenie komputera mozna miec wszystko, tysiace narzedzi do kreowania dzwieku za czastke ceny, ktora trzeba bylo wydac kiedys. Teraz tworca nawet sam moze sobie wydac swoje dzielo. Tylko usiasc i tworzyc. Tyle, ze...

Konrad.Kucz pisze:Fakt że trzymam w ręku płytę wydaną przez wytwórnie kiedyś dawało gwarancję że mam doczynienia z produktem wysokich lotów.


... wlasnie, masz racje. Kiedys dawalo. Dzis nie daje, bo to moze sobie zrobic kazdy. Zmienilo sie tak naprawde tyle, ze teraz tworca nie musi juz walczyc z tworzywem ;) czyli trudnosciami, z ktorymi nie powinien walczyc, tylko bardziej z innymi tworcami, czy moze nawet bardziej z pseudotworcami, ktorzy sie mocniej rozpychaja lokciami, czyli po prostu konkurencja:

Konrad.Kucz pisze:Za dużo wszystkiego, za dużo artystów i wogóle wszystkiego za dużo. Jest taki medialny hałas, brak skupienia, wyciszenia, refleksji - i to przejawia się w takiej dystrybycji że odbiorca ma sobie wszystko sciągnąć, wypalić na CDR, okładkę wydrukować itp. wszystko sam. Brak tego kontaktu z autorem.


To bylo nieuniknione. Od kiedy syntezator (czy tez dowolny inny instrument) wstapil pod strzechy. Dlatego tez m. in. bardziej wyedukowani artystysci dbaja nie tylko o wlasciwy poziom artystyczny, ale tez o jak najwyzsza jakosc techniczna, o jak najwyzsza jakosc wydawnictwa i promocji. Tym samym tak naprawde caly ciezar trudnosci przesunal sie tylko z jednego miejsca w drugie, powodujac to, ze zeby sie w jakikolwiek sposob wybic, trzeba sporo poswiecic, tak jak kiedys trzeba bylo poswiecic, zeby zdobyc ten wymarzony klawisz. Poraz kolejny trzeba sie czyms wykazac wsrod zalewu tworczosci, ktora tak naprawde czesto tworczoscia nie jest. Paradoksalnie znowu jest ogromne miejsce na oryginalnosc, jakosc taka jak nigdy wczesniej. Ale zeby ktos mogl do niej dotrzec i poznac danego tworce, to...

Konrad.Kucz pisze:Ale to jest tak jak artysta namaluje obraz i sprzedaje go zwinięty ot tak w rulon, a nie tak jak powinno być oprawiony w ramy itp. Inna rozmowa :handup:


... czyli trzeba ja w odpowiedni sposob zaprezentowac i wypromowac. I teraz znowu- takich mozliwowosci jak teraz nie bylo nigdy. Tak jak kiedys trzeba bylo wydac fortune na sprzet, dzis tyle samo trzeba wydac na inne srodki, ktore... sa tak naprawde wyzwaniem dla artystycznej kreatywnosci! I to wlasnie tu w wielu przypadkach jest najsilniejszy opor.

Bo co sie jeszcze zmienilo ? Wymagania odbiorcy. Po prostu wzrosly. I to w kazdym calu, czy to w kontekscie wydawania muzyki czy jej prezentacji. Calosc musi miec oryginalna oprawe jak obraz i razem z muzyka tworzyc calosc, bo sama muzyka stala sie bardzo powszechna i moze towarzyszyc ludziom w kazdej doslownie chwili (to przeciez w koncu przyswiecalo artystom juz kilkadziesiat lat temu).

I nie ma co tu zwalac na czasy, bo tak jak spawn slusznie zauwazyl, kazde pokolenie marudzi, ze jest gorzej.
Tak naprawde to my- ludzie kreujemy te czasy, w ktorych sie znajdujemy i mozemy miec pretensje do samych siebie.
Tak naprawde nie jest gorzej. Jest inaczej...
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Konrad.Kucz
Habitué
Posty: 2205
Rejestracja: 08 paź 2005, 17:10
Lokalizacja: Warszawa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93478 autor: Konrad.Kucz » 03 sie 2011, 6:57

Generalnie masz duźo racji Belmondo. Pokładaliśmy swego czasu sporo nadziei w tej technologii. Teoretycznie powinno tak być jak piszesz, ale ja mam wątpliwości. Jest kilka rzeczy które stoją w opozycji z pewnymi tezami typu źe ideałem jest osiągnięcie maksymalnej praktyczności. To jest jakby motto współczesności, dotyczy to także plastyki która sprowadza się dziś do konceptualnej sfery, intelektualnej i mocno niestety wyrachowanej, nastawionej na efekt i koniecznie na sukces. Obecnie plastyka jako taka nie istnieje bo obciachem jest robienie czegoś ręcznie. Namaloweanie figuratywne w zgodnych proporcjach i konserwatywnych zasadach jest przez większości arrystów niemożliwe. Wśród muzyków też istnieje ten problem. To jest problem tej naturalnej radości odkrywania, dlatego ciągle niedoścignione pozostają dzieła pierwsze, z czasów kiedy technologia była naprawde na niskim poziomie. Wówczas artysta musiał wykazać maksimum kreatywności żeby coś osiągnąć. Jak prześledzimy historie el muzyki to większość przyzna że z nadejściem ery cyfrowej, komputera w powszechnym użyciu, jakość artystyczna zdecydowanie spadła. Owszem był moment kiedy ambient miał swój dobry czas właśnie dzięki technice cyfrowej ale szybko się skończył formalnie. No i co z tego że wszystko mamy, artystów jest zatrzęsienie, przez co naprawde trudno wyłowić tych ciekawych z tej gęstwiny. Płyty są relatywnie tańsze niż przed laty.
Nie dziwmy się jednak że płyty się nie sprzedają. Nie moźemy udawać że czasy są takie same jak 30 lat temu. Po co mi np. najnowszy Robert Rich czy Schulze skoro wiem że usłysze te same dżwięki, a i tak chętniej sięgne po stare produkcje. Owszem przyznaję że znajde coś bardzo interesującego choćby BIOSHERE który był owszem orginalny. Oczywiście troche się wygłupiam z tą depresją artysty, he, he. Ale wg. mnie wszystko ma swój koniec albo jakąś fazę osłabienia, i nie robiłbym z tego tragedii. Tojest raczej taki naturalny bieg rzeczy. Elektornika spenetrowała już wszystkie rejony i nie pomoże tu możliwość dotarcia do muzyki za pomocą netu skoro nie ma obecnie tej atmosfery. Wszystko dziś stało się pragmatyczne, zachowawcze. Twierdze więc że coś zgubiliśmy. Sztuka nie lubi takiego podejścia. Nie czytamy dziś poezji, senymentalizm kojarzy się z obciachem bo nie ma praktycznego uzasadnienia. Fantazjowanie, spontaniczność choćby bez sensu zawsze było pożywką dla artysty. Programy kompuerowe zmuszają artystę do takiego "przemyślanego", "kokretnego podejścia". To jest czasem deprymujące bo nie wiem co bym chciał skomponować. To wszystko pokazuje że technologia nie spełniła oczekiwań, moźe zbyt wiele od nas wymaga. Oczywiście ciesze się że moge dziś mieć studio w małym laptopie, że moge tworzyć nawet w plenerze, w podróży itp. Ale przypominam sobie jak w ogólniaku graliśmy z chłopakami w piwnicy. Chałas niemiłosierny ale ile radochy. To nic że muzycznie bez sensu, ale tego mi dziś brakuje siadając do komputera. Dlatego wspomniałem że natchodzą czasy kiedy wrócą do łask instrument akustyczne typu wiolonczela, skrzypce itp. Ta tendencja już na świecie jest. Formalnie nie musi to zaburzać struktur gatunkowych, nawet tzw. muzyki elektronicznej jako takiej.

To może przynieść nam coś nowego bo na razie dostrzegam u więlu kompozytorów np. muzyki współczesnej problem braku inwencji,pomysłów. Nie mówię już o muzyce pop, bo tu jest tragedia. Możliwe że moje wywody to takie gadanie starego dziada ale jest w muzyce jakaś wszechogarniająca nuda. Nie chce tu oczywiście generalizować zbytnio bo wród najmłodszego pokolenia jest wielu wybitnych postaci, ale co możemy zrobić dla nich. Czemu my sami, fani ich płyt nie kupujemy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

ganja123
Nowicjusz
Posty: 10
Rejestracja: 13 sie 2009, 23:44
Lokalizacja: POLSKA
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93486 autor: ganja123 » 03 sie 2011, 18:51

Proszę! Fetyszyści z warszafki siedzą sobie w papciach w ciepłych pokoiczkach i onaniz...ą się zapachem okładek płyt. Zawsze myślałem, że najważniejsza JEST MUZYKA, nie opakowanie.

Wolicie słuchać łajna na haj-boom-bastic-turbo-sound niż muzyki, wspaniale poruszającej serce i duszę z czegoś co można pobrać z sieci? To się nazywa buraczany snobizm. Widać, że nigdy nie wyszliście ze swojego pokoju, nigdy nie podróżowaliście dalej, jak do toalety. Może nawet macie nocnik pod łóżkiem. Pozwiedzajcie świat z kilkuset płytami, to pogadamy.

Na szczęście czasy się zmieniają i mam wielką nadzieję, że takie wsiuństwo odejdzie wraz z końcem Waszej weny. Zabierzcie też ze sobą pazerne, tradycyjne wytwórnie. Gdzie zaczyna się BIZNES i inne takie gów.a ("brand" :rofl: ), tam definitywnie kończy sztuka.

Płyta Hornie, jest bardzo ładna.

Sz.

//na tym forum cenimy sobie kulturę wypowiedzi. Ten post jest niegrzeczny. Ostrzeżenie. f.
Ostatnio zmieniony 03 sie 2011, 22:17 przez ganja123, łącznie zmieniany 1 raz.
ŚWIAT MA DLA CZŁOWIEKA TYLE ZNACZENIA ILE CZŁOWIEK SAM ZDOŁA ZE ŚWIATA WYDOBYĆ

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93490 autor: Belmondo » 03 sie 2011, 22:05

Konrad.Kucz pisze:Pokładaliśmy swego czasu sporo nadziei w tej technologii.


I... technologia stala sie niemalze perfekcyjna i co ? I nic. Nic sie nie zmienilo. Muzyka nie stala sie perfekcyjna. Technologia stala sie perfekcyjna, tylko, ze tak naprawde nie potrafimy z niej skorzystac. Jak slusznie zauwazyles, nie ma nowych dzwiekow, pomyslow, wlasciwie nie ma niczego nowego. Ale czy problem jest w technologii ? Moim zdaniem nie tu jest pies pogrzebany.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Michael Ellis
Ekspert
Posty: 197
Rejestracja: 28 sie 2006, 18:33
Lokalizacja: Gliwice
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93509 autor: Michael Ellis » 04 sie 2011, 19:17

Reaktywacja Krzysztofa Horna, to dla mnie jedno z ważniejszych muzycznych wydarzeń ostatniego roku. Wyrazy uznania!

W telegraficznym skrócie:

- "Kinematic Air" jest kapitalne! Słucha się tego z bardzo dużą przyjemnością.

- Generator ma w swoim dorobku płyty "trudniejsze" w odbiorze i kilka zdecydowanie słabszych od wyżej wymienionej (choć jako wydawniczą całość oceniam Generatora baardzo wysoko). Stawiam, że płyta sprzedałaby się dużo lepiej niż kilka innych, starszych tytułów, a już na pewno wpłynęłaby bardzo pozytywnie na utrzymanie wysokiego poziomu artystycznego całego katalogu. Ale to niestety nie ja wykładam fundusze i niestety rozumiem, że czynnik ekonomiczny jest dla wydawcy ważnym elementem (wszyscy przecież chcemy, żeby wydawał on kolejne płyty).

- Jestem przekonany, że przygniatająca większość ludzi kupujących muzykę, woli kupować prawdziwe płyty (a niech to będą nawet wydawnictwa CD-R). Jeśli przyjmiemy, że wyrażeniem szacunku do artysty jest zakup jego płyty, to każdy fan/sympatyk/miłośnik taką płytę kupi. Umieszczenie jej darmowej wersji w internecie powinno nawet zwiększyć jej sprzedawalność, bowiem jak ktoś polubi, to kupi, a jak nie pozna w ogóle, to nie będzie miał okazji polubić (znaczy się - nie kupi). Nie wiem jakie są zyski artysty ze sprzedaży e-płyt (znaczy się on-line, w wersji nienamacalnej) ale stawiam, że znikome. Jeśli przyjmiemy, że kupowanie płyt to snobizm (kto wie, może to i snobizm, ale za to jaki szlachetny! :)), to wiadomo, że każdy snob woli mieć coś materialnego na półce, a nie na pendrajwie.

- Doskonałym kompromisem pomiędzy płatnym ściągnięciem płyty (bądźmy szczerzy, tego praktycznie nikt nie kupuje) a wymagającym stosunkowo sporych czasem nakładów finansowych artysty są autorskie CD-Ry, wydawane własnym sumptem. Kupiłem już tak trochę płyt bezpośrednio od kilku różnych artystów i cieszą mnie one tak samo jak płyty sklepowe. Jako wzorowy przykład takiej działalności mogę tu podać Konrada Kucza- świetna muzyka, bardzo estetycznie i (pół)profesjonalnie wydana, przystępna cena i (chyba?) obustronna satysfakcja z transakcji. Jedyne czego trzeba do takiego biznesu to dobra strona internetowa i nieco chęci. Własny wkład finansowy w produkcję takich płyt jest praktycznie zerowy?

- Krzysztofie, więcej wiary w siebie i swój talent. Powiem więcej, jestem przekonany, że mógłbyś spokojnie jechać na swoim nazwisku ;) i gdyby Generator zdecydował się wydać Twoją płytę to sporo ludzi kupiłoby ją z sentymentu, marki, czy też w ogóle z powodu uznania dla Twojej dotychczasowej twórczości.

- Drodzy El-artyści! Miejcie też trochę więcej wiary w swoich fanów. Nie musicie ich ostrzegać, że nie gracie już szkoły berlińskiej :) Ostatnio (przy okazji rozmyślań nad swoim uznaniem dla całokształtu różnorodnej twórczości wspomnianego KK) naszła mnie następująca myśl - spora część fanów dojrzewa razem z twórcami. Wiele lat temu, kiedy zaczynałem słuchać el-muzyki byłem maniakiem berlińskich sekwencji, ale po pewnym czasie nawet nie zorientowałem się kiedy zostałem fanem ambientu, industrialu czy wielu innych pokrewnych gatunków i wiem, że nie jestem osamotniony w swojej elektronicznej ewolucji bo każdy dobry i zdolny muzyk ma dobrych i zdolnych fanów, nadążających za jego muzyką :)

Chodziło mi jeszcze kilka innych ważnych wątków po głowie, ale ponieważ nie było w telegraficznym skrócie, zapomniałem o reszcie z nich :)
Ostatnio zmieniony 04 sie 2011, 19:24 przez Michael Ellis, łącznie zmieniany 4 razy.
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93512 autor: spawngamer » 05 sie 2011, 9:29

Michael Ellis pisze: Ostatnio (przy okazji rozmyślań nad swoim uznaniem dla całokształtu różnorodnej twórczości wspomnianego KK) naszła mnie następująca myśl - spora część fanów dojrzewa razem z twórcami. Wiele lat temu, kiedy zaczynałem słuchać el-muzyki byłem maniakiem berlińskich sekwencji, ale po pewnym czasie nawet nie zorientowałem się kiedy zostałem fanem ambientu, industrialu czy wielu innych pokrewnych gatunków i wiem, że nie jestem osamotniony w swojej elektronicznej ewolucji bo każdy dobry i zdolny muzyk ma dobrych i zdolnych fanów, nadążających za jego muzyką :)

Niechcący chyba sugerujesz wyższość ambientu, industrialu itp. nad BS i że szanujący się el maniak powinien "usubtelniać" swe preferencje o te gatunki jakby "Berlin" był czymś łatwiejszym w odbiorze. Chyba nie za bardzo ci o to chodziło a jeśli tak to nie zgadzam się na taki tok rozumowania.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #93515 autor: Belmondo » 05 sie 2011, 12:44

Tu chyba chodzilo o ogolne poszerzanie horyzontow muzycznych. W kazdym gatunku sa wartosciowe pozycje. Przynajmniej ja tak powyzsze odczytalem.
A tak nawiasem mowiac obecny berlin (nbs) jest coraz latwiejszy w odbiorze, co doskonale oddaje ducha czasow o czym pisal Konrad- wszyscy sie gdzies spiesza, no i to efekt tego pospiechu.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Inni muzycy polscy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia