O muzyce elektronicznej ogólnieTaka sobie dyskusja wynikła w temacie Vangelisa...

Dyskusje, informacje o muzyce elektronicznej w nieco szerszym rozumieniu.

Moderatorzy: monsoon, fantomasz, radek tymecki

Awatar użytkownika

smith
Habitué
Posty: 1238
Rejestracja: 31 mar 2004, 1:29
Lokalizacja: planeta Ziemia
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #105935 autor: smith » 07 sty 2014, 22:07

Ostatni post z poprzedniej strony:

Spoko, poczekamy :).

W międzyczasie posłuchamy Vangelisa, albo Actress :listen:
::::: polarismusic.eu :::::: scamall.net ::::::

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105938 autor: jman » 07 sty 2014, 22:47

wynajmuje sie agencje, ktora ma podpisane umowy ze znanymi nazwiskami i to nie sa koszty nie wiadomo jak wielkie, na ktore jakoby mialo by byc stac tylko najwiekszych. Wiec zanim zaczniesz pisac o absurdach, dokladnie dowiedz sie jak to dziala


Bel jestem PR-owcem. Za dobre kontakty płaci się najwięcej. Ale dajmy już sobie spokój - nie przekonamy się.

Nadinterpretowujesz. Odczytujesz tak jak chcesz to odczytac i jak Ci wygodnie


Przytoczyłem dokładnie to, co napisałeś. Nie zrozumiałem przekazu? Ok - zostawmy to.

Recenzja ma pojawić się w drukowanym miesięczniku.
Redaktor gazety odmawia bo płyta nie ukazała się w formie CD, lecz tylko w formie cyfrowej.
Czy nasze media żyją już w XXI ?! Jakie "ambicje" mają te gazety?


Musiałbyś podać więcej informacji. Ja napiszę Ci tak: niemal codziennie odmawiam recenzji, bo otrzymuję mnóstwo propozycji. Dlaczego to robię? Najczęściej po prostu dlatego, że nie mam już czasu. Autorzy NM sami wybierają płyty, o których chcą pisać. Nikt im za to nie płaci. Płyt na rynku jest mnóstwo. A serwis jest autorski, robiony od 10 lat tylko dlatego, że jest to fajne. Gdybym napisał niezależnemu wydawcy, że płyta mi się podoba i chętnie umieszczę baner w serwisie za kasę - wyśmiałby mnie).

Generalnie u nas to wielkie błędne koło:

1. Niezależni wydawcy nie mają kasy na marketing (np. reklamowe w serwisach), bo płyty się nie sprzedają
2. Dlatego niezależne serwisy nie mają kasy na utrzymanie (choćby serwerów)
3. Potencjalni komercyjni reklamodawcy olewają niezależne serwisy, bo liczy się głównie zasięg, a nie jakość odbiorcy
4. Odbiorcy nie kupują płyt - piracą na potęgę
5. I wracamy do punktu 1...

W efekcie wszystko to kręci się głównie za prywatną kasę, bo nie ma u nas normalnego niezależnego rynku. I nie chodzi mi tu o Nosowską czy Novikę. Chodzi o młodych twórców. Sam dokładam do tego regularnie. Dawno straciłem nadzieję, że to może być biznes. Dlatego biznes robię zupełnie w innej branży :-(

Pozdrawiam,
Krzysiek
Ostatnio zmieniony 07 sty 2014, 22:50 przez jman, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105940 autor: Belmondo » 07 sty 2014, 23:04

DigitalSWorld pisze:Poniższy przykład myślę, że mieści w prowadzonej dyskusji.
Co powiecie o takiej sytuacji.
Recenzja ma pojawić się w drukowanym miesięczniku.
Redaktor gazety odmawia bo płyta nie ukazała się w formie CD, lecz tylko w formie cyfrowej.
Czy nasze media żyją już w XXI ?! Jakie "ambicje" mają te gazety?


Bo redaktor to dinozaur :wink: .
Tak powaznie, to wiekszosc szanujacych sie czasopism honoruje jak najbardziej tylko CD wg zasady- nie ma CD (tloczonego), nie ma artysty. To jest cos o czym tu pisalem juz chyba kilka lat temu, ze nadal poki co, mimo zapowiadanego rychlego konca CD, jest on nadal traktowany jako wizytowka artysty. Mozna by sie dlugo i namietnie spierac czy to jest zaszlosc czy przyszlosc czy czasy nasze, wasze :mrgreen: czy co tam jeszcze, niemniej pokutuje tu, poniekad sluszna idea, ktora w jakimstam stopniu gwarantuje jakosc (choc wg mnie nie do konca) wydawnictwa. Zadna redakcja bowiem nie podlozy sie rekomendujac wydawnictwo, ktore nie zostalo profesjonalnie wydane, a wiec sprawdzone i zatwierdzone przede wszytkim pod katem technicznym. Dziennikarze zazwyczaj nie wyznaja sie na technikaliach wiec wola dmuchac na zimne. Aspektow jest oczywiscie duzo wiecej, bo np. istotny jest tez fakt samego wydawania w tej formie, ze np. pewnego ranka ktos sie nie obudzil nie wcisnal gdzies play i record i nie wrzucil na YT, tylko od poczatku do konca przemyslal projekt i go zamknal w okreslonej formie i przeznaczyl do sprzedazy.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

DigitalSWorld
Twardziel
Posty: 541
Rejestracja: 21 sie 2008, 17:41
Lokalizacja: Poland
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #105942 autor: DigitalSWorld » 08 sty 2014, 9:04

Temat rzeka. Jedno jest pewne, te same gazety nie widza problemu z wersjami elektronicznymi ich samych. Nie widzą problemu reklamowaniu się w internecie czyli wirtualnie a nie na bilbordach np. Twórcy wszelakiej maści są na łasce, niełasce mediów. Szczególni ci niezależni, bez przydziału do wytwórni, labelu, bez tłoczonego CD.
Redaktorzy w tych gazetach nie mają problemu ze słuchaniem muzyki z mp3, ale mają problem z opublikować recenzję tej mp3-ki. I tak można wytykać bez końca gazetom, mediom itd. Piosenka stała się towarem, redaktor dzisiaj pisze recenzję książki a jutro pisze przepis na zupę itd. itd. Czasami mam wrażenie, że fizyczny nośnik jest im potrzebny do "oddychania", bez niego nie potrafią wydobyć z siebie "dźwięku" w postaci w/w recki.
Jakim cudem przeskoczyli z płyty winylowej na CD? A teraz tak kurczowo trzymają się tego ostatniego, jak fetysza. Czy muzyka potrzebuje nośnika fizycznego by istnieć w świadomości?
Czy na "zachodzie" też maja takie problemy?

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105943 autor: Belmondo » 08 sty 2014, 11:29

Rownie dobrze to mogla byc zwyczajna wymowka. Szczerze powiedziawszy inaczej zrozumialem Twoje pytanie, bo z niego zrozumialem, ze wstepnie wszystko bylo obgadane, tylko pojawil sie problem w postaci CD.
Wiesz, co innego jest sluchac mp3 a co innego publicznie polozyc glowe pod topor, ktora zostanie scieta jak sie okaze, ze cos jest nie tak. Nikt nie zaryzykuje. U nas tak nie jest (bo kolesiostwo itd.), ale na zachodzie na odpowiednim poziomie nawet pojedyncza wpadka to jest koniec kariery.
Tak samo jak co innego jest prowadzic kampanie elektroniczna czy wydawanie, bo to sa rzeczy, za ktore odpowiada tylko wydawnictwo. Ale wtedy tez, jak do druku zlozony zostanie zly material- leci naczelny.
Do tego dochodzi jeszcze to o czym pisal kolega jman. Czasopisma dostaja dziesiatki requestow o recenzje w pojedynczym tygodniu, niektore z nich sa od ludzi o percepcji swiata rownej z percepcja slupa oswietleniowego co powoduje czasem alergie na wszelkie propozycje.
To nie jest zaden fetysz, tylko swego rodzaju gwarant. Wchodzac na pewien poziom (media itd,) tworzy sie siec roznych zaleznosci (w dobrym tego slowa znaczeniu) i sprzezen zwrotnych, w ktorej poszczegolne wezly od siebie zaleza, ale tez wymagaja od siebie. Owszem wiaze sie to z dodatkowymi kosztami- ale to jest kolejny element, przez pryzmat ktorego rowniez ocenia sie artyste. Ludzie maja spore problemy to zrozumiec, zwlaszcza ci, ktorzy wychowywali sie w erze YT i innych soundcloudow, mysla, ze rownie latwo jak wrzuca sie tam kawalki tak latwo bedzie zrobic krok dalej, a tymczasem tam gdzie pojawiaja sie pieniadze, reguly obowiazuja nieco inne.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

DigitalSWorld
Twardziel
Posty: 541
Rejestracja: 21 sie 2008, 17:41
Lokalizacja: Poland
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #105946 autor: DigitalSWorld » 08 sty 2014, 15:23

Wymówka, ależ oczywiście, nigdy się tego nie dowiem jak było naprawdę.
Ja się domyślam o co chodzi. O zwyczajny podpis pod recką.
Zwykle jest to: "płyta wydana w xxx, digipack. Cena xxx"
A w tym przypadku podpis to: Płyta dostępna w linku xxx , darmowe pobranie.
Przecież "profesjonalny miesięcznik" nie będzie się zniżał do poziomu darmowej muzy, od darmowej muzy jest jamendo, gdzie funkcjonuje wiele świetnych zespołów, ale tam nikt z profesjonalnych mediów nie zagląda, w każdym razie nie oficjalnie, a jamendowcy występują na targach Midem. I pewno niejeden ich tam ogląda.
Myślę, że jest też niepisana umowa, że wspiera się tylko tych co dają zarobić wytwórniom, to są właśnie te sprzężenia zwrotne o których piszesz. Wiemy dobrze, że na płytach CD twórca nie zarabia, zarabia wydawca.
Bycie niezależnym w naszych czasach jest wręcz niemożliwe, i to jest właśnie wyzwanie.
Z drugiej strony, widzisz że cała masa idzie w drugą stronę i się zastanawiasz, może to oni mają rację, może wskoczyć do tej łódki i popłynąć razem.
I zostać małym trybikiem w tym kole. Czy rola trybika to marzenie człowieka? Wiemy, że nie.
Ostatnio zmieniony 08 sty 2014, 15:25 przez DigitalSWorld, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Stefan
Habitué
Posty: 1750
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:23
Lokalizacja: Katowice
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #105947 autor: Stefan » 08 sty 2014, 16:16

Recenzja ma zachęcić (lub nie) do zakupu. Jak nie ma czego sprzedać i jak recenzja z tym czymś nie jest powiązana - to jest absolutnie bez sensu. Taka recenzja to nic innego jak publicystyczny onanizm :mrgreen:
Musi istnieć płyta, musi istnieć plik.
Biedni są nie ci, którzy mają mało, ale ci, którzy potrzebują wiele.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105948 autor: Belmondo » 08 sty 2014, 17:01

Stefan pisze:Recenzja ma zachęcić (lub nie) do zakupu. Jak nie ma czego sprzedać i jak recenzja z tym czymś nie jest powiązana - to jest absolutnie bez sensu. Taka recenzja to nic innego jak publicystyczny onanizm :mrgreen:
Musi istnieć płyta, musi istnieć plik.


Amen.


DigitalSWorld pisze:Ja się domyślam o co chodzi. O zwyczajny podpis pod recką.
Zwykle jest to: "płyta wydana w xxx, digipack. Cena xxx"
A w tym przypadku podpis to: Płyta dostępna w linku xxx , darmowe pobranie.


Alez oczywiscie, ze rowniez tak. I to wynika posrednio z tego co napisalem wyzej. I nizej.

DigitalSWorld pisze:Przecież "profesjonalny miesięcznik" nie będzie się zniżał do poziomu darmowej muzy,


Nie, to nie tak. Sa tez serwisy i magazyny, to jest kwestia podejscia kazdego z osobna, ale wtedy i tak wybieraja sprawdzonych artystow, ktorym mozna zaufac i temu co robia.
Bo to jest wlasnie to ryzyko, a raczej kolejna jego odslona. Wbrew temu co kolega jman twierdzi, zwlascza drukowane czasopisma nie sa od robienia artystom dobrze, tylko od zwiekszania ilosci czytelnikow i zarabiania pieniedzy zeby miec na druk i pracownikow, zwlaszcza, ze coraz wiecej branzowych biznesow (nie tylko muzycznych) jest w posiadaniu inwestorow i managerow, ktorych nie obchodzi co to za branza, na ktorej zarabiaja, tylko chca jak najszybszego zwrotu inwestycji i maksymalizacji zyskow. Czesto nie maja z branza nic wspolnego, ale umieja zarzadzac i wymagaja dzialania komercyjnego, a nie charytatywnego. Fakt, ze tu w kraju przybiera to czasem karykaturalne formy, bo do tej pory mamy biznesmenow w bialych skarpetkach, no ale tak jest.
Tak czy inaczej ktos musi zaplacic za to miejsce w czasopismie. Wiec redaktor woli poswiecic to miejsce na kogos kto rokuje (m. in. czytaj: na kim mozna zarobic), kto ma np. podpisany kontrakt z jakims wydawca, bo wie, ze jesli o kims napisze, to to nie bedzie jednorazowy strzal w kogos, kto mial wakacyjna przygode i usiadl przed parapetem, a to co dostanie do reki bedzie spelniac jakas norme jakosciowa (nawet z g...na muzyka). W przypadku malo znanych artystow zawsze jest ryzyko, ze to co zrobili to wlasnie przygoda, ktora moze sie szybko skonczyc, gdy zabranie pieniedzy- nie rokuja. Wydawanie CD swiadczy m. in. o troche powazniejszym podejsciu i jakims zaplanowaniu przedsiewziecia. Ale tez nic nie gwarantuje. Poza tym nikt nie chce marnowac czasu na dziesiatki czy nawet setki podobnych artystow, na ktorych niestety mozna sie przejechac, a nie da sie zarobic, badz niewiele zarobic, wiec wola wybierac takich, w przypadku ktorych istnieje mniejsze ryzyko f.ck up-u i narazenia sie na jakiekolwiek nieprzyjemnosci a potem lizanie ran. A to implikuje wybor artystow bardziej znanych, sprawdzonych, zaufanych, komercyjnych itd. itp.
M. in. to sa te sprzezenia zwrotne.
I to od dawna tak funkcjonuje i pewnie dlugo bedzie.

DigitalSWorld pisze:Myślę, że jest też niepisana umowa, że wspiera się tylko tych co dają zarobić wytwórniom, to są właśnie te sprzężenia zwrotne o których piszesz. Wiemy dobrze, że na płytach CD twórca nie zarabia, zarabia wydawca.


Czasami tak, czasami nie, zalezy od czasopisma. Tworcy tez zarabiaja, bez wytworni nie osiagneliby takich sprzedazy i takiej popularnosci.
Poza tym j.w. profesjonalne czasopisma nie zajmuja sie dzialalnoscia charytatywna. Na okreslonym poziomie wszyscy wola pracowac z tymi, z kim moga miec podpisane umowy, bo to gwarantuje (prznajmniej na pismie ;)) jakis poziom po jednej i drugiej stronie i nie musza sie wstydzic za jakies wpadki, ktorych przynajmniej ktos pilnuje, ze ich nie bedzie.

DigitalSWorld pisze:Bycie niezależnym w naszych czasach jest wręcz niemożliwe, i to jest właśnie wyzwanie.
Z drugiej strony, widzisz że cała masa idzie w drugą stronę i się zastanawiasz, może to oni mają rację, może wskoczyć do tej łódki i popłynąć razem.
I zostać małym trybikiem w tym kole. Czy rola trybika to marzenie człowieka? Wiemy, że nie.


E tam niemozliwe. Przeciez mozesz wydawac CD swoim sumptem. Owszem, to kosztuje, ale cos za cos. Zawsze jest tak, ze trzeba isc na komromisy i przyjmowac warunki, przynajmniej czesc, tych, ktorzy sa silniejsi, to stara zasada, ktora dziala nie od czasu wynalezienia internetu. Po prostu czasem trzeba sie dostosowac. I to nie oznacza braku niezaleznosci. Po prostu robiac krok w przod zawsze trzeba poczynic jakies inwestycje czy pieniezne czy czasowe (co tez sie przeklada na pieniezne), bo wkracza sie w komercyjny swiat, ktory rzadzi sie komercyjnymi regulami, a nie tym co jest fajne i mniej lub bardziej wartosciowe. W czasach YT i FB wszyscy przywykli, ze im ktos moze cos dac za darmo i nie sa nauczeni, ze od siebie tez trzeba cos dac, czasem bardzo duzo zeby cos osiagnac. A tymczasem po prostu trzeba przywyknac do tego, ze racje maja ci, co wykladaja pieniadze i tak dlugo jak pieniadze beda po innej stronie, tak dlugo milion innych mas moze sobie isc w dziesiec milionow innych drog :). Do czasu kiedy ktos na tym nie zweszy zarobku, ale i tak to zamieni w biznes. Ta cala masa, o ktorej piszesz to w duzej mierze swiat absolutnie amatorski, z ktorym na profesjonalnym poziomie malo kto chce miec doczynienia. Chcac kupic syntezator nie idziesz to pana zdzisia, ktory sklada takowe z fragmentow mebli i zlomu w swoim garazu. Choc wiele biznesow tak powstalo w garazu czy na strychu, to przez lata ich wlasciciele ciezko pracowali na swoja pozycje, tez majac przed soba wiele drzwi zamknietych.
Chyba powinienem zaczac pisac podrecznik kapitalizmu for dummies ;).
Ostatnio zmieniony 08 sty 2014, 17:02 przez Belmondo, łącznie zmieniany 1 raz.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105953 autor: jman » 08 sty 2014, 19:41

Ciekawe, bo w ostatnich miesiącach (latach?) mówi się właśnie o przeciwnym trendzie: dzięki mediom społecznościowym twórcy mogą zorganizować sobie dystrybucję z pominięciem wydawców i mediów. Tak było choćby z Radiohead, którzy bodaj w 2007 wypuścili "In Rainbows" jako download na swojej stronie (w opcji "co łaska"). No, ale aby to zrobić i mieć sukces, trzeba być Radiohead ;-)

Inny przykład: projekt Weeknd, którego darmowy download "House of Balloons" był przez wielu uznany za jedną z płyt roku 2011.

Jest również wielu młodych artystów, którzy już na etapie wrzucania pojedynczych kawałków online robią się bardzo popularni i opisywani są w mediach (z zachwytem): ostatnim przykładem Ben Khan, wokół którego rośnie spory "hype": http://www.youtube.com/watch?v=FH6ExpVbXuI

Pozdrawiam,
Krzysiek

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

DigitalSWorld
Twardziel
Posty: 541
Rejestracja: 21 sie 2008, 17:41
Lokalizacja: Poland
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #105955 autor: DigitalSWorld » 08 sty 2014, 20:10

Stefan pisze:Recenzja ma zachęcić (lub nie) do zakupu. Jak nie ma czego sprzedać i jak recenzja z tym czymś nie jest powiązana - to jest absolutnie bez sensu. Taka recenzja to nic innego jak publicystyczny onanizm :mrgreen:
Musi istnieć płyta, musi istnieć plik.


Ja bardziej skłaniam się do wersji, że recenzja ma nakłonić do słuchania. Kupno to wynik pragnienia w/w czynności. Oczywiście wydawca myśli o sprzedaniu, nie o słuchaczu.

Belmondo trafnie opisujesz te wszystkie mechanizmy. Są to mechanizmy idealne do zarabiania na twórcach. Wygląda to na mnożeniu pośredników między podmiotami, a wiemy kto zarabia najwięcej :eek: Ogólnie z bólem serca zgadzam się z opisanym stanem faktycznym tych zależności w branży, warto nad tym dyskutować.

Czy taka dyskusja w czymś pomogła?
Tak. Uświadamia, że bycie trybikiem ułatwia istnienie w branży. Czy są plusy stania na poboczu i przyglądaniu się gdzie te "autobusy jadą"?
Nikt z nich nie jedzie do źródła, które tak trudno odkryć, oni jadą do morza, a tam plaże pełne i ciasno :beach: :beach: :beach: :beach: :beach:

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105956 autor: Belmondo » 08 sty 2014, 21:23

jman pisze:Ciekawe, bo w ostatnich miesiącach (latach?) mówi się właśnie o przeciwnym trendzie: dzięki mediom społecznościowym twórcy mogą zorganizować sobie dystrybucję z pominięciem wydawców i mediów.


Tak sie mowi i mowi i nic z tego nie wynika. Generalnie dotyczy glownie rynku amatorskiego.

jman pisze:Tak było choćby z Radiohead, którzy bodaj w 2007 wypuścili "In Rainbows" jako download na swojej stronie (w opcji "co łaska"). No, ale aby to zrobić i mieć sukces, trzeba być Radiohead ;-)


Tak bylo, tyle, ze eksperyment lekko nie wypalil :smile: . Nie wiem, moze troche za wczesnie bylo na tego typu eksperymenta.


jman pisze:Jest również wielu młodych artystów, którzy już na etapie wrzucania pojedynczych kawałków online robią się bardzo popularni i opisywani są w mediach (z zachwytem):


Nie wierz w to. To sie samo nie dzieje nagle i z nienacka :smile:


DigitalSWorld pisze:Ja bardziej skłaniam się do wersji, że recenzja ma nakłonić do słuchania.


To tak nie dziala. Nad czym mozna jedynie ubolewac.

DigitalSWorld pisze:Wygląda to na mnożeniu pośredników między podmiotami, a wiemy kto zarabia najwięcej :eek:


Nie do konca.

DigitalSWorld pisze:Uświadamia, że bycie trybikiem ułatwia istnienie w branży. Czy są plusy stania na poboczu i przyglądaniu się gdzie te "autobusy jadą"?


Imho przyjmuesz zla perspektywe. W pewnym sensie to Ty rozdajesz karty, bo jestes tworca. Jak je rozdasz zalezy wylacznie od Ciebie, od nikogo innego.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 943
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105958 autor: PM7 » 09 sty 2014, 0:26

jman pisze:i zapewne boi się skrytykować


Nie napisałem że Jarre zapewne boi się skrytykować, choć można to i tak interpretować. Posłużę się anegdotą: Bill Clinton zapytany co myśli o Alexie Jonesie, powiedział że Alex Jones to wybitna i ważna osoba która robi mnóstwo niezmiernie ważnej pracy. Sęk w tym że Bill Clinton popiera wszystkich kolejnych prezydentów, a Alex Jones to dziennikarz programowo twierdzący że prezydenci USA to marionetki i mówiący w kółko o tym że Biały Dom jest w kieszeni Wall Street. Opinię Clintona można różnie interpretować. Mnie się wydaje że po prostu taki rasowy polityk nawykowo kadzi komu popadnie żeby ktoś przypadkiem nie poczuł się urażony.

jman pisze:Cytując Belmondo: nie bagatelizujcie tak łatwo czyjejś wiedzy i doświadczenia!


Uwaga o Teo & Tea była w zamiarze antytezą do prezentacji Jarra jakiej dokonałeś. Bądź co bądź, bez tego co ostatnio popełnił, obraz byłby niepełny. Przyznaję jednak że był to może błędny atak, bo sam bardzo miałem za złe swego czasu pewnym osobom, kiedy atakowały moje uwagi nt. pewnej czynności technicznej, bo nie miałem praktycznego doświadczenia. Czas jednak pokazał że to czego niektórzy muszą się nauczyć na własnej (i nie tylko) skórze, bez praktyki można świetnie przewidzieć, jeśli się odpowiednią rzecz przeczyta i przemyśli. Nie możemy przy tym zakładać że Teo & Tea było odzwierciedleniem gustu i umiejętności Jarra w chwili tworzenia, różne motywy mogły mu towarzyszyć kiedy to nagrywał i wydawał.

jman pisze:jesteś przemądrzały, co nie buduje Twojego autorytetu.


Z tym zarzutem spotkałem się już wielokrotnie. Niestety mam głębokie przeświadczenie że wiedza jest wspólnym dobrem którym należy się dzielić, dlatego na swój sposób dzielę się nią z każdym kto zechce mnie wysłuchać. Uważam przy tym że każda ocena/diagnoza itd. powinna być przynajmniej przyzwoicie uargumentowana aby miała jakąkolwiek wartość. Stąd być może bierze się u różnych ludzi przeświadczenie że "się wymądrzam".
Nie jest moim celem budowanie autorytetu, bo jestem tego ujemnego efektu doskonale świadomy i w przeszłości "udawało" mi się w podobny sposób zrazić do siebie i po kilkanaście osób w przeciągu kilku minut.

Nie lubię mówić ładnie, schlebiać ani opisywać rzeczy poetycko, bo uważam to za szkodliwe. Bardzo lubię natomiast krytykę. To co wiele (większość?) osób doprowadza do złości, bardzo cenię, bo każdy merytoryczny głos krytyczny to dla mnie cenna nauka. Dobrą naukę pobrałem i na tym forum: w swej naiwności i nieznajomości zaprezentowałem kilka muzycznych koszmarków. Dzięki miażdżącej ale i konstruktywnej krytyce, dowiedziałem się czegoś nowego o muzyce. I dzięki tej krytyce, poszedłem po naukę do specjalisty, co znajduję było znakomitą decyzją.


jman pisze:Ty stwierdzasz, że Actress jest słabe. Swoją ocenę budujesz na kategoriach, którymi w ogóle nie powinieneś takiej muzyki opisywać.


Oczywiście, stwierdziłem że Actress jest słabe, zakładając że mam prawo wyrazić swoje zdanie nt. tego projektu, zwłaszcza jeżeli mam w związku z tym jakieś konkretne argumenty. W innym przypadku, raczej bym tego nie robił, nie bardzo bowiem wiem co miało by kogo obchodzić czy coś mi się podoba czy nie. Nie wiem jakimi kategoriami powinienem tę konkretną muzykę opisywać. Użyłem tych kategorii w ramach których miałem jakieś spostrzeżenia i które odnoszą się do każdej muzyki, niezależnie od tego czy twórca sobie tego życzy czy nie, bo po prostu stwierdzają co jest w dziedzinie możliwe.

jman pisze:Próbujesz ocenić eksperyment szukając w nim klasycznych struktur, co moim zdaniem jest podstawowym błędem.


Być może jest to błędem. Z mojego punktu widzenia, Actress trudno uznać za eksperyment. Być może dla twórcy było to eksperyment z muzyką. Jednak z punktu widzenia tego co w muzyce już stworzono i co w niej określono, Actress jest takim eksperymentem jak w XXI wieku popłynięcie na Czarci Ostrów odkryciem.

Wyjaśnię może, co mnie tak zniechęca do Actress, i paru innych wykonawców Nowej Muzyki.
Otóż bardzo łatwo jest wymyślić jakiś krótki motyw i go zaaranżować. Nieco trudniej go rozwinąć w ramach tonacji, stworzyć z niego spójną opowieść, jakoś urozmaicić, wydłużyć i upiększyć. Naprawdę ciekawie się robi gdy trzeba opracować całe tło, pozmieniać tonację dla wzbogacenia nastroju itd. itp.
Marek Biliński jest tutaj dobrym przykładem kompozytora- u niego zmiana tonacji jest praktycznie punktem obowiązkowym utworu, tak jak była kiedyś w każdej jako tako "poważnej" muzyce. Zanim czegokolwiek się nauczyłem o muzyce, nazywałem to "przełamaniem" i bardzo ceniłem za to utwory Bilińskiego, bo były dzięki temu ciekawsze, bogatsze. Stanowiły świetne tło do filmów tworzonych w wyobraźni, a "przełamania" zapewniały zwroty akcji. We współczesnej muzyce zmiana tonacji nie jest już punktem obowiązkowym, często przyjmuje się że dany "kawałek" ma jeden określony nastrój. Jednak coś w nich jeszcze zostaje.

smith pisze:ale gdzieś w połowie już byłem mocno wynudzony...


Jeżeli ktoś gra w kółko dwa, no powiedzmy cztery takty i urozmaica całość czterominutowego utworu np. w ten sposób że stopniowo usuwa kolejne głosy, i mniej więcej tak wyglądają wszystkie utwory na płycie, to trudno się spodziewać by było to coś interesującego.

Actress oczywiście ma swoje walory estetyczne- ale jest ich po prostu mało.

jman pisze: Dlatego jestem zadowolony z przebiegu tej rozmowy - jest dokładnie taka, jakiej się spodziewałem. Przecież wiem, że Was nie przekonam.


Zabrzmi to na krakanie papugi, ale też spodziewałem się takiej reakcji z Redaktora strony. (Nie na darmo się zbierało przykre doświadczenia ze sporów). Przykre jest to, że przeważnie każda ze stron nie chce uznać czy zrozumieć argumentów strony drugiej. Jestem w stanie przyjąć, zaakceptować myśl że Nowa Muzyka ma pewne wartości estetyczne, hipnotyczne, że oddziałuje jakoś na słuchacza. Oczywiście, zgadzam się. Natomiast nie mogę uznać np. Actress czy Phon.o za coś wybitnego, czy coś "nowego" w sensie postępowym. Coś co pchnie muzykę na nowe tory i nada jej nową jakość. Nie mogę, bo to by przeczyło zdobytej wiedzy w którą by wątpić nie mam podstaw (swoje spostrzeżenia słuchowe pomijam, ale też przychylne nie są). Kubizm jest poniekąd dobrym przykładem. Jakkolwiek obrazy zostały w pewien sposób uproszczone, to jednak zawierały pełen obraz, a nie jego fragment, a prekursor ponoć potrafił malować "normalnie". Oczywiście, ktoś kto nie umie malować, może sobie robić obrazki w oparciu o figury geometryczne i może to mieć nawet jakąś wartość estetyczną. Ale nie przesadzajmy z zachwytami, na które takie dzieło nie może zasługiwać.


Na koniec, lekko mrużąc oko
jman pisze:Wygląda na to, że wszyscy ulegli zbiorowej halucynacji i kompromitacji.


Już nie takie przewały były w Imperium Brytyjskim na porządku dziennym :oops:
Ostatnio zmieniony 09 sty 2014, 0:36 przez PM7, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105959 autor: jman » 09 sty 2014, 8:49

Recenzja ma pojawić się w drukowanym miesięczniku.
Redaktor gazety odmawia bo płyta nie ukazała się w formie CD, lecz tylko w formie cyfrowej.


Byłeś już dogadany w sprawie publikacji recenzji? Bo może być tak, że redaktor uznał ten materiał po prostu za słaby lub taki, który jest podobny do setek innych. To jedna z przyczyn wielu moich "odmów". Wolę nie pisać, niż pisać źle.

Marek Biliński - u niego zmiana tonacji jest praktycznie punktem obowiązkowym utworu i bardzo ceniłem za to utwory Bilińskiego, bo były dzięki temu ciekawsze, bogatsze.


Co nie zmienia faktu, że większość jego utworów (oczywiście są jakieś tam wyjątki) to kompozycyjny banał. Uroczy, ale jednak.

Jeżeli ktoś gra w kółko dwa, no powiedzmy cztery takty to trudno się spodziewać by było to coś interesującego.


Kolega po prostu nie trawi minimalizmu. Proponuję jednak poczytać więcej: http://pl.wikipedia.org/wiki/Minimalizm_(muzyka)

"Podstawą minimalizmu jest prostota materiału melodycznego i przejrzystość harmonii oraz redukcja materiału muzycznego; istotne jest także eksponowanie struktur rytmicznych"

Dobry przykład: http://www.youtube.com/watch?v=G-XYxZupKCw

Ja takie granie uwielbiam.

Pozdrawiam,
Krzysiek

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

DigitalSWorld
Twardziel
Posty: 541
Rejestracja: 21 sie 2008, 17:41
Lokalizacja: Poland
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #105960 autor: DigitalSWorld » 09 sty 2014, 10:20

Nie mam pojęcia czy było to ustalone, równie dobrze mogła to być wymówka. Taki powód się pojawił jak w/w.
Ten przypadek jest jednym z wielu przykładów jak funkcjonują media.
Mała grupa ludzi decyduje co trafia do "dużych" mediów, kierując się swoim "poczuciem piękna". Taki fakt mnie nie dziwi, bo jakoś to musi funkcjonować. Czy ten model jest dobry to inna sprawa.Smuci mnie co innego. Jakość dziennikarzy zawodowych. Teraz dziennikarz by zarobić nie może sobie pozwolić na jedną dziedzinę gdzie pisze i z tego żyje, piszą wiele artykułów na wiele tematów. Są od wszystkiego i od niczego.
To jest prawdziwy problem. Stali się "złotymi rączkami" od szybkich napraw. Szybko, dużo.
Paradoksalnie dziennikarze amatorzy są bardziej wartościowi. Robią to dla pasji, utrzymują kontakt z muzykami, znają środowisko, żyją razem z nim. Zawodowiec nie ma na to czasu, dostaje zlecenie od redakcji, i spełnia je według pewnego sztywnego, profesjonalnego szablonu.
NM dorobiła się wielu świetnych, muzycznych dziennikarzy i to jest siła tego portalu.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 943
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105961 autor: PM7 » 09 sty 2014, 10:45

jman pisze:Co nie zmienia faktu, że większość jego utworów (oczywiście są jakieś tam wyjątki) to kompozycyjny banał. Uroczy, ale jednak.


Czy to jest z pewnością fakt? Zapewne formule Bilińskiego bliżej do większości uznanych kompozytorów jacy się do tej pory pojawili, jednak jego utwory znacznie różnią się od siebie, co jest tym bardziej zauważalne przy ilości użytych środków, bo dają większe pole do popisu- więcej trzeba wymyślić. Jeżeli minimalizm by się upowszechnił, to podejrzewam że dość zgodnie nazywalibyśmy właśnie utwory tego nurtu banalnymi. No bo ileż można oryginalnych rzeczy wymyślić w ramach tak radykalnie zredukowanej formuły?

jman pisze:Kolega po prostu nie trawi minimalizmu.


Nie wiem czy nie trawię. W pewnych warunkach jakieś minimalistyczne fragmenty dobrze się nadają do filmów o określonej estetyce.

jman pisze:"Podstawą minimalizmu jest prostota materiału melodycznego i przejrzystość harmonii oraz redukcja materiału muzycznego; istotne jest także eksponowanie struktur rytmicznych"


Mniej więcej to na co uskarżałem się wcześniej. Minimalizm może sobie istnieć, przedewszystkim zapewne istniał nie tylko u wspomnianych w tych artykułach ludów pierwotnych, ale także jako pierwsze dzieła początkujących muzyków, oraz ćwiczących adeptów. Przecież ćwiczenie pasażu znakomicie spełnia podaną definicję. Można się spierać czy minimalizm podpada pod robienie sztuki z ćwiczenia, a z wypadku przy pracy zamierzonego efektu. Natomiast nie mam pomysłu jak zanegować to że ćwiczenia spełniają kryteria tego gatunku muzycznego. Nie wiem, być może moja wiedza jest za mała.
Ostatnio zmieniony 09 sty 2014, 10:59 przez PM7, łącznie zmieniany 2 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105962 autor: Belmondo » 09 sty 2014, 12:17

DigitalSWorld pisze:Mała grupa ludzi decyduje co trafia do "dużych" mediów, kierując się swoim "poczuciem piękna".


Imho jestes tu niesprawiedliwy, bo rownie dobrze taki "zarzut" mozna postawic dowolnej redakcji, w tym koledze jmanowi, ba, mozna zarzucic dowolnej strukturze- zawsze mala grupa ludzi decyduje o tym co jest lepsze dla wszystkich :grin: . Poza tym kazdy dziennikarz posluguje sie swoim poczuciem (i tu wstawic dowolne slowo czego).

DigitalSWorld pisze:Jakość dziennikarzy zawodowych.


To bardzo wybiorcza ocena. Ta jakosc, o ktorej piszesz to posredni efekt tego, ze teraz kazdy moze dowolny idiotyzm opublikowac w internecie i dziennikarstwo rowniez z tym musi sie zmagac. Jakosc dziennikarzy zawodowych nie wynika z tego, ze to ich zawod, bo w kazdym zawodzie sa tacy, co psuja dobre imie innym, a wiekszosc z nich nie jest dziennikarzami z powolania, jak zreszta w kazdym innym zawodzie. Fakt, jakosc dziennikarstwa podupadla w ostatnich latach, szargajac dobre imie tej profesji, jak tylko do piora dorwalo sie mlode pokolenie, majace mniej skrupulow, mniej zahamowan, watpliwa uczciwosc itd. itp , jak ktos chce moze to nazwac Nowym Dziennikarstwem (zbieznosc formy absolutnie przypadkowa :grin: ), zreszta zdaje sie ten termin juz nawet oficjalnie ukuto.

DigitalSWorld pisze:Paradoksalnie dziennikarze amatorzy są bardziej wartościowi. Robią to dla pasji, utrzymują kontakt z muzykami, znają środowisko, żyją razem z nim.


Nie zgodze sie z powyzszym. Oni sa bardziej wartosciowi, ale tylko dla artystow amatorow. I to w wielu przypadkach tylko pozornie, bo dziennikarze amatorzy to samouki, uczacy sie na wlasnych bledach, nie majacy wiedzy ani odpowiedniej edukacji jaka powinni miec, czesto nie znajacy "kodeksu" dziennikarskiego, nie mowiac o etycznym, nie rzadko nieswiadomie wyrzadzajacy krzywde artystom chwalac badz ganiac bez podstaw merytorycznych itd. itp.
Dobry dziennikarz zawodowy rowniez robi to dla pasji i ma jeszcze lepszy kontakt z muzykami i srodowiskiem- nikt dziennikarza amatora nie dopusci do artysty odpowiedniego formatu, itd. itp.


A to ponizsze wydrukowac, powiesic nad lozkiem i czytac 2 razy dziennie :wink: :

PM7 pisze:Actress trudno uznać za eksperyment. Być może dla twórcy było to eksperyment z muzyką. Jednak z punktu widzenia tego co w muzyce już stworzono i co w niej określono, Actress jest takim eksperymentem jak w XXI wieku popłynięcie na Czarci Ostrów odkryciem.


PM7 pisze:Minimalizm może sobie istnieć, przedewszystkim zapewne istniał nie tylko u wspomnianych w tych artykułach ludów pierwotnych, ale także jako pierwsze dzieła początkujących muzyków, oraz ćwiczących adeptów. Przecież ćwiczenie pasażu znakomicie spełnia podaną definicję. Można się spierać czy minimalizm podpada pod robienie sztuki z ćwiczenia, a z wypadku przy pracy zamierzonego efektu. Natomiast nie mam pomysłu jak zanegować to że ćwiczenia spełniają kryteria tego gatunku muzycznego.
Ostatnio zmieniony 09 sty 2014, 12:20 przez Belmondo, łącznie zmieniany 1 raz.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105966 autor: jman » 09 sty 2014, 21:32

Rozumiem, że macie bardzo podobne muzyczne upodobania i swoje wypowiedzi najchętniej wieszalibyście wzajemnie nad łóżkami.

Dla mnie dorobek Rileya, Mortona Feldmana, La Monte Younga, Reicha czy Philipa Glassa trudno zdyskredytować. Swego czasu mocno interesowałem się akademickimi eksperymentami lat 50/60, repetycjami i minimalizmem. To bardzo ciekawy nurt w muzyce współczesnej i polecam poznać jego historię, choćby oglądając świetny dokument "Glass: A Portrait of Philip in Twelve Parts". Dla mnie to znacznie bardziej inspirujące niż melodyjki Bilińskiego (choć "Ogród..." oczywiście mam wśród winyli ;-)

Co do "Nowego Dziennikarstwa". Nie znam tego terminu i nie podpisuję się pod nim. Mogę tylko pisać o własnym doświadczeniu. Dla NM piszą różni ludzie - zarówno amatorzy, jak i tacy, którzy w innych redakcjach na tym zarabiają. Piszą tu o tym, o czym tam nie mogą. Tam zarabiają, tu realizują swoje pasje. Nikt ich do niczego nie zmusza, nikt im za to nie płaci. Dzięki festiwalom mają dostęp do twórców typu Autechre (mieliśmy wywiad), wkładają w to mnóstwo czasu i energii, tworząc coś pozytywnego i niezależnego.

Jesteśmy więc nieprofesjonalną redakcją, przez którą przewinęło się mnóstwo osób szlifujących swój warsztat. Dziś niektórzy pracują w profesjonalnych mediach i jest to moja satysfakcja. Czy takie dziennikarstwo jest złe? Oczywiście trafiają się nieporozumienia. Ale wystarczy przeczytać teksty Pawła Gzyla czy Maćka Kaczmarskiego. Ten ostatni świetnie opisał choćby nowego Buriala i dla mnie jest to bardzo dobre dziennikarstwo.

Pozdrawiam!
Krzysiek
Ostatnio zmieniony 09 sty 2014, 21:34 przez jman, łącznie zmieniany 2 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105967 autor: Belmondo » 09 sty 2014, 22:06

jman pisze:Rozumiem, że macie bardzo podobne muzyczne upodobania i swoje wypowiedzi najchętniej wieszalibyście wzajemnie nad łóżkami.


Kolego jman, wyciagasz te wnioski (zupelnie nietrafione) jako dziennikarz (o zgrozo!) czy tylko jako uczestnik forum ? Swiat nie konczy sie na upodobaniach, a juz na pewno nie zaczyna, sa inne formy oceny, ktore z dotychczasowych Twoich wypowiedzi mozna uznac, ze sa Tobie nieznane. Przekaz tu jest bardzo prosty: ze skonczonego zbioru nie wygenerujesz nieskonczonej liczby kombinacji, chocbys nie wiadomo jakie teorie do tego dorabial.

jman pisze:Dla mnie dorobek Rileya, Mortona Feldmana, La Monte Younga, Reicha czy Philipa Glassa trudno zdyskredytować.


Oczywscie, zgadzam sie w 100%. Czym innym jednak jest w pelni swiadome poslugiwanie sie dana forma a czym innym infantylne zabawy. Jako dziennikarz powienienes umiec to odroznic, wylaczajac swoje upodobania.

jman pisze:Jesteśmy więc nieprofesjonalną redakcją,


Przyznam sie szczecze, ze zastanawiam sie, dlaczego akurat do tej kwestii sie odniosles :smile: :?:
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

brood.k
Stary wyga
Posty: 323
Rejestracja: 20 lis 2009, 20:39
Lokalizacja: Poznań
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Wiek: 41
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #105969 autor: brood.k » 09 sty 2014, 22:46

A mogę się wtrącić na moment?
Ciekawą, nieszablonową melodię - chociażby takie triolki z Equinoxe 4, albo "Warsaw in the sun" jest o wiele trudniej wymyślić, niż po prostu odpalić sequencer i sekwencyjnie po berlińsku zapętlać frazę jedną drugą trzecią..

Z muzyki pamięta się melodie właśnie. To one nie chcą się potem odczepić przez pół dnia.
I przytoczę takie jedno mądre zdanie kiedyś usłyszane:
"Panowie, [autocenzura] gracie, technicznie i w ogóle. Tylko tu nie ma na czym ucha zawiesić.."
Na szczęście nie było to do mnie ani do mojej kapeli. Niemniej istnienia melodii będę bronił. :wink:
Ostatnio zmieniony 09 sty 2014, 22:48 przez brood.k, łącznie zmieniany 2 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105973 autor: jman » 10 sty 2014, 0:00

jako dziennikarz (o zgrozo!)
inne formy oceny sa Tobie nieznane
Jako dziennikarz powienienes


Zachowaj proszę dla siebie tego typu uwagi. Gdybym reagował w ten sam sposób i pisał Ci co powinieneś, a czego nie - naszej rozmowy nie dałoby się czytać.

Przyznam sie szczecze, ze zastanawiam sie, dlaczego akurat do tej kwestii sie odniosles


Żenada.

Z muzyki pamięta się melodie właśnie. To one nie chcą się potem odczepić przez pół dnia.


Ty pamiętasz z muzyki melodie. Ja też, choć uwielbiam również abstrakcje, powtórzenia, nastrój i brzmienia. Nawet się rymuje :-) Na swojej półce mam np. winyle To Rococo Rot, które też uwielbiam, podobnie jak całą poszukującą elektronikę robioną przez młodych Niemców w latach '90: http://www.youtube.com/watch?v=JoGRxhywaiA

Pozdrawiam,
Krzysiek

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5813
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105974 autor: Belmondo » 10 sty 2014, 0:38

"o zgrozo!" odnosilo sie do tego:

jman pisze: Rozumiem, że macie bardzo podobne muzyczne upodobania i swoje wypowiedzi najchętniej wieszalibyście wzajemnie nad łóżkami.


:razz:

jman pisze:Żenada.

Piszac powyzsze zupelnie nie adresowalem tego do NM :razz:

brood.k pisze:"Panowie, [autocenzura] gracie, technicznie i w ogóle. Tylko tu nie ma na czym ucha zawiesić.."

Nie ma to jak w krotkich zolnierskich slowach zalatwic komus wieczor :lol:
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „O muzyce elektronicznej ogólnie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia