O muzyce elektronicznej ogólnieTaka sobie dyskusja wynikła w temacie Vangelisa...

Dyskusje, informacje o muzyce elektronicznej w nieco szerszym rozumieniu.

Moderatorzy: monsoon, fantomasz, radek tymecki

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5816
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105974 autor: Belmondo » 10 sty 2014, 0:38

Ostatni post z poprzedniej strony:

"o zgrozo!" odnosilo sie do tego:

jman pisze: Rozumiem, że macie bardzo podobne muzyczne upodobania i swoje wypowiedzi najchętniej wieszalibyście wzajemnie nad łóżkami.


:razz:

jman pisze:Żenada.

Piszac powyzsze zupelnie nie adresowalem tego do NM :razz:

brood.k pisze:"Panowie, [autocenzura] gracie, technicznie i w ogóle. Tylko tu nie ma na czym ucha zawiesić.."

Nie ma to jak w krotkich zolnierskich slowach zalatwic komus wieczor :lol:
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST

PM7
Beton
Posty: 946
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105977 autor: PM7 » 10 sty 2014, 11:40

jman pisze:Dla mnie to znacznie bardziej inspirujące


Ale przecież nikt nie neguje tego co kto muzycznie preferuje.

jman pisze:uwielbiam również abstrakcje, powtórzenia


Też lubię powtórzenia, np. dwa razy posłuchać jakiegoś pasażu, solówki itp. gdy to pasuje do charakteru utworu (choć uwielbiam także utwory skrajnie nierepetytywne, dlatego że pozwalają się odkrywać wiele razy). Jeżeli ktoś lubi muzykę opartą głównie na repetycjach, to proszę bardzo. Natomiast są pewne granice jakościowe tej formy, no i jak niewiele ona wymaga:

http://www.youtube.com/watch?v=0rSkK61M4do

http://www.youtube.com/watch?v=SFwUkH8Rpi8

Długość większa od symfonii, profesjonalizm zwłaszcza drugiego wykonawcy bije na głowę, a zużycie inwencji Beatelsów minimalne!

jman pisze:. Swego czasu mocno interesowałem się akademickimi eksperymentami lat 50/60, repetycjami i minimalizmem.


Na pewno poczytam o tym w wolnej chwili, rozumiem jednak że ponieważ Redaktor nie odnosi się do większości argumentów, to im nie zaprzecza inaczej jak jedynie przez swoje osobiste upodobanie.

jman pisze:Rozumiem, że macie bardzo podobne muzyczne upodobania i swoje wypowiedzi najchętniej wieszalibyście wzajemnie nad łóżkami.


Starałem się aby moje opinie były możliwie najbardziej merytoryczne i poprawne, natomiast ta Redaktora odpowiedź trąci już "argumentem" ad personam. Skoro podzieliłem się już wszystkimi spostrzeżeniami, a Redaktor nie znajduje błędów merytorycznych, to dyskusję uważam za skończoną. Sugeruję natomiast by sam Redaktor zajął się muzykowaniem i spróbował swoich sił na polu różnych form muzycznych. W dziennikarstwie muzycznym praktyczne obeznanie z kompozycją może pomóc, a może i wtedy Redaktor zobaczy chociaż co łatwiej skomponować: utwór składający się z powtarzanej w kółko frazy, czy utwór bardziej złożony.
Ostatnio zmieniony 10 sty 2014, 12:28 przez PM7, łącznie zmieniany 2 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105982 autor: jman » 10 sty 2014, 17:30

ponieważ Redaktor nie odnosi się do większości argumentów, to im nie zaprzecza


Drogi PM7, logika godna podziwu. Wydaje mi się, że temat Actress czy nawet minimalizmu warto zamknąć - znacie moje argumenty, ja znam Wasze. Moje argumenty są dla Was niewystarczające, Wasze argumenty są dla mnie rozczarowujące.

Nie jestem redaktorem, zajmuję się zupełnie czymś innym. Btw., czy mam zacząć pisać Pan Muzyk? ;-)

ta Redaktora odpowiedź trąci już "argumentem" ad personam.


Czy mam Ci przypomnieć "argumenty", jakie padały ze strony Belmondo?

Ja to widzę tak:

1. Pierwszy błąd: porównywanie dwóch odmiennych gatunków
2. Drugi błąd: ocenianie jednego gatunku za pomocą kategorii typowych dla drugiego

Zazwyczaj nie porównuje się folku i metalu tylko dlatego, że oba gatunki to muzyka gitarowa. Dla wielu fanów klasycznej elektroniki Actress czy Jon Hopkins to banał, techno, dyskoteka. Dla wielu fanów nowej elektroniki Vangelis czy JMJ to żenada. Obie grupy popełniają błąd ignorancji.

Ja nie jestem muzykiem, ale 10 lat temu na zamówienie czasem robiłem muzykę towarzyszącą :-D - http://www.youtube.com/watch?v=Swdo6UopvIo

Pozdrawiam,
Krzysiek

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5816
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105987 autor: Belmondo » 10 sty 2014, 23:45

Kolego jman, jesli absolutnie podstawowe argumenty merytoryczne sa rozczarowujace dla drugiej strony oznacza to zazwyczaj kompletny brak ich zrozumienia. Trudno tez, zeby wystarczyly argumenty polegajace jedynie na upodobaniach, nastrojach, ktorymi jedynie sie poslugujesz, bo sa to elementy, ktore kazdy zupelnie inaczej/indywidualnie odbiera i z tym nikt nie dyskutuje. Mowa tu nie jest o gatunkach, tylko m. in. o budowie utworow muzycznych, strukturze, uzytych srodkach czyli wybranych elementach obejmujacych wszystkie bez wyjatku gatunki. Zatem bledy, ktore usilujesz zauwazyc zupelnie omijaja kwestie tu wspomniane, usilujac sprowadzic dyskusje do poziomu dosc prostej i ubogiej plaszczyzny, ktora jest tak oczywista, ze rowniez nie podlega dyskusji.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105988 autor: jman » 10 sty 2014, 23:56

Belmondo, Twój wykład naprawdę świetnie brzmi, zwróć jednak uwagę, że ja mógłbym napisać dokładnie to samo i skierować to pod Twoim adresem. Nie przyjmujesz argumentów moich i 21 innych osób? Proste - na pewno ich po prostu nie rozumiesz ;-) Czy taka dyskusja ma sens?

Ja rozumiem, że masz silne przekonanie o tym, że "Twoja racja jest twojsza", bo jesteś starszy i wiesz dużo o muzyce i jej strukturze - ok, możesz tak myśleć, nie ma sprawy. Podsunąłem Ci 21 innych merytorycznych opinii - mało. Podsunąłem merytoryczną perspektywę minimalizmu - mało. Myślisz, że w latach '60 o działalności grupy Fluxus nie myślano w kategoriach "infantylnej zabawy"? A dziś to klasyka.

Moglibyśmy tak pewnie w nieskończoność. Każde z nas powiedziało, co wiedziało. Dajmy już sobie spokój.

Włączę sobie zaraz Vangelisa, potem posłucham Actress, potem Briana Eno, a zakończę na Chemical Brothers. I wszystko mi się będzie tak samo podobało.

Pozdrawiam!
Krzysiek
Ostatnio zmieniony 11 sty 2014, 0:09 przez jman, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5816
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105990 autor: Belmondo » 11 sty 2014, 0:40

jman pisze:Ja rozumiem, że masz silne przekonanie o tym, że "Twoja racja jest twojsza", bo jesteś starszy i wiesz dużo o muzyce i jej strukturze - ok, możesz tak myśleć, nie ma sprawy. Podsunąłem Ci 21 innych merytorycznych opinii - mało.


Wolalbym byc mlodszy, serio. Czy duzo wiem ? Z kazdym dniem wydaje mi sie ze wiem mniej.
Czy jestes w stanie uzasadnic, dlaczego te opinie uwazasz za merytoryczne ? Bo argumentacja polegajaca na wskazaniu innych opinii (z duzym prawdopodobienstwem sponsorowanych) niezaleznie od ich wartosci moze jedynie wskazywac na to, ze sam nie masz zdania. I to jest malo w kontekscie tej dyskusji.

jman pisze:Podsunąłem merytoryczną perspektywę minimalizmu - mało. Myślisz, że w latach '60 o działalności grupy Fluxus nie myślano w kategoriach "infantylnej zabawy"? A dziś to klasyka.


Kolego jman, dla wielu ludzi byle co moze byc merytoryczne, jesli tylko ma ladny tytul. W tej kwestii bardzo dobrze wypowiedzial sie PM7, ja nie mam nic do dodania. Ty nie odniosles sie.
Natomiast uwielbiam formy minimalistyczne, tak samo jak repetycje i brak melodii. Ale umiem odroznic swoje upodobania od prostych czy wrecz banalnych z punkktu widzenia kompozycji utworow, a co wiecej, rozumiem, ze to dla kogos moze byc nudne jak flaki z olejem, zwlaszcza jak wykonanie wyraznie wskazuje na kiepski warsztat.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105991 autor: jman » 11 sty 2014, 8:18

Właśnie dlatego Twoje argumenty są dla mnie rozczarowaniem: link do 21 recenzji (w tym NME, Rolling Stone itp.) zbyłeś twierdzeniem, że są one sponsorowane przez mały, niezależny label. Mam w tym obszarze spore doświadczenie więc wiem, że to absurd. Stąd moje rozczarowanie. Jestem również zawiedziony tym, że tak szybko zacząłeś używać personalnych argumentów. Słabo.

Mam do Ciebie prośbę. DigitalSWorld na YouTiube napisał, że wszystkie umieszczone tam moje kawałki to "kawał dobrej muzyki" (za co dzięki!). A przecież wiemy, że opierają się one na banalnych harmonicznie, lekko modyfikowanych motywach podlanych samplami, a ja ani jednego dźwięku sam nie zagrałem i nie mam żadnego muzycznego warsztatu.

Wytłumacz więc DigitalSWorld - muzykowi jak mniemam - że nie ma racji, że to nie jest dobra muzyka. Jeśli napiszesz, że DigitalSWorld ma prawo do własnych upodobań i własnego zdania, to kończymy dyskusję.

Pozdrawiam,
Krzysiek
Ostatnio zmieniony 11 sty 2014, 9:19 przez jman, łącznie zmieniany 2 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 946
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105993 autor: PM7 » 11 sty 2014, 9:10

jman pisze:Nie jestem redaktorem, zajmuję się zupełnie czymś innym. Btw., czy mam zacząć pisać Pan Muzyk?


Z tego co wiem redagujesz dziennikarski portal, więcej jesteś redaktorem. Do pisać możesz jak Ci się tylko podoba.

jman pisze: Podsunąłem Ci 21 innych merytorycznych opinii - mało

Oto i przykład tego co nazywasz merytoryczną i pochlebną opinią:

"It's the sound of a DJ just getting started after everyone's gone home. "

jman pisze:. Jeśli napiszesz, że DigitalSWorld ma prawo do własnych upodobań i własnego zdania, to kończymy dyskusję.


A ile razy ja np. mówiłem że ktoś nie ma do tego prawa? Tego, ja przynajmniej nie robiłem. Czy robił to Belmondo, nie zauważyłem, choć mogło mi się coś omsknąć.

jman pisze:Pierwszy błąd: porównywanie dwóch odmiennych gatunków


Ja w ogóle nie porównuję dwóch odmiennych gatunków.

jman pisze:2. Drugi błąd: ocenianie jednego gatunku za pomocą kategorii typowych dla drugiego


Gatunek oceniłem za pomocą kryteriów, odnoszących się do każdego gatunku, czy tego twórca sobie życzy czy nie. To nie moja wina że w świetle możliwych rozwiązań, muzyka pewnego gatunku wygląda jak ćwiczenie albo wypadek przy pracy.
Kiedy w końcu zrozumiesz że fakt iż ktoś np. do perfekcji opanował tabliczkę mnożenia, nie czyni go wybitnym matematykiem, ani nie czyni jego matematyki bardziej postępową od dotychczasowej, bo po prostu ta jego matematyka to zaledwie ułamek większej całości która już od dawna jest znana i która ma swoich przedstawicieli ogarniających większy zakres?

jman pisze:Belmondo, Twój wykład naprawdę świetnie brzmi, zwróć jednak uwagę, że ja mógłbym napisać dokładnie to samo i skierować to pod Twoim adresem.


Belmondo pisze:Mowa tu nie jest o gatunkach, tylko m. in. o budowie utworow muzycznych, strukturze, uzytych srodkach czyli wybranych elementach obejmujacych wszystkie bez wyjatku gatunki.


To by było na tyle

jman pisze:Drogi PM7, logika godna podziwu.


Jeżeli ktoś nie potrafi czegoś zanegować, to nie może temu zaprzeczyć choćby chciał. Czy Actress jest skomplikowane harmonicznie? Nie. Czy jest skomplikowane melodycznie? Nie. Czy zawiera wiele wariacji? Nie. Czy jest skomplikowane rytmicznie? Nie. Czy zawiera zmiany tonacji? Nie. Czy zawiera zmiany dynamiki? Tak. Czy ta dynamika jest złożona? Nie. Czy zawiera zmiany tonacji? Nie. Czy zawiera repetycje? Tak, głównie z nich się składa.

No to pozamiatane. Mamy do czynienia z kilkoma sekundami prostej muzyki, zapętlonej do długości kilku minut, z drobnymi urozmaiceniami.

To są kryteria które odnoszą się do absolutnie KAŻDEGO gatunku muzycznego, bo określają jakie w ogóle zjawiska fizyczne i matematyczne są muzyce stosowalne. A ty ciągle próbujesz nam wmówić że kierujemy się wyłącznie gustem i do tego przestarzałym. Nie.
Jeżeli mówię: To mi się nie podoba- to wówczas kieruję się gustem.
Jeżeli mówię: ta melodia jest prosta- to kieruję się znajomością matematycznych zależności między dźwiękami, z których wynika jasno że możliwych kombinacji i efektów melodycznych mogło być znacznie więcej, a w tym przypadku twórca wykorzystał ich wyjątkowo mało.
Ostatnio zmieniony 11 sty 2014, 9:16 przez PM7, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105994 autor: jman » 11 sty 2014, 11:25

Przytaczanie wyrwanych fragmentów recenzji jest bezcelowe, bo od razu mogę Cię odesłać do NME: There are echoes of dance genres past and present on Actress’ third full-length, ‘RIP’ – hard, technoid 4/4 thud and skippy two-step drums that would seem to locate Cunningham’s starting point in early ’00s UK garage (the faintly Burial-esque ‘The Lord’s Graffiti’). Yet the charm of Actress’ music is the way it eludes any direct reference.

Wiem, że to dla Was niesatysfakcjonujące. Ja to rozumiem.

No to pozamiatane. Mamy do czynienia z kilkoma sekundami prostej muzyki, zapętlonej do długości kilku minut, z drobnymi urozmaiceniami.


PM7 świetnie - cieszę się, że dotarliśmy do sedna. Bo to, co powyżej, odnosi się do większości utworów Kraftwerk czy wspomnianych już minimalistów. Dlaczego tak jaramy się Kraftwerkiem? Dlaczego DigitalSWorld - muzyk - napisał, że to, co wrzuciłem, to "kawał dobrej muzyki"?

Pozdrawiam,
Krzysiek

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 946
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105997 autor: PM7 » 11 sty 2014, 12:58

jman pisze:Przytaczanie wyrwanych fragmentów recenzji jest bezcelowe


Racja

jman pisze: odesłać do NME


Tymczasem Rolling Stone:

Actress takes a more ADHD approach, jumping between ideas and emptying the pantry into his abstract LPs. The vocal shards that crowded his thrilling 2010 Splazsh are mostly gone here (as the title hints), replaced by insect-like static, clattering rhythms, tingling melodies, and reverberant space. "Jardin" conjures a lonely digital kora harp, "Serpent" a recital for cello, kick-drum, and Wii. It’s the sound of a DJ just getting started after everyone's gone home.

Tę recenzję można podsumować w ten sposób: skrótowy opis zawartości i w ocenie opinia autora że mu się podobało. W zasadzie chyba to czego większość słuchaczy oczekuje od recenzji.

jman pisze:Bo to, co powyżej, odnosi się do większości utworów Kraftwerk


Wierzę na słowo, bo słabo znam Kraftwerk. Na przykładzie Aerodynamik i We are the Robots odnoszę jednak wrażenie te są przynajmniej kilkanaście sekund dłuższe i jest chociaż pozór jakiejś ułożonej całości, a nie tylko zapętlenia z włączeniem i wyłączeniem czegoś na chwilę.

jman pisze:Dlaczego tak jaramy się Kraftwerkiem?


Może dlatego że w ich czasach syntezatory to była w ogóle nowość i radykalnie na tym tle wyróżnili się estetyką. A dlaczego jaramy się w czasie teraźniejszym, nie wiem. Jeżeli komuś się podoba, to niech sobie słucha, nie mam nic przeciwko. Dla mnie Kraftwerk istnieje tylko w kategoriach znośnej ciekawostki. Ale teraz właśnie rozmawiamy o guście.

jman pisze:Dlaczego DigitalSWorld - muzyk - napisał, że to, co wrzuciłem, to "kawał dobrej muzyki"?


Widocznie mu się podobało, bardzo często uznaje się że "to co mi się podoba to jest dobre". To jasne i ma to swoje dobre i złe strony (złych moim zdaniem więcej, ale to temat pozamuzyczny).
Skądinąd to co skomponowałeś z sampli jest mniej repetytywne i mniej się ewentualne powtórzenia zauważa, bo muzyka bardziej płynie, zlewa ze sobą i jest więcej urozmaiceń. Jeżeli byśmy mieli znowu mówić o gustach, to zdecydowanie wolę posłuchać muzyki którą zrobiłeś na Kan, niż Actress i kilku innych artystów których zaprezentowałeś w swoim portalu. O ile Actress i paru innych szybko doprowadza mnie do znudzenia i irytacji, to twoja samplowana muzyka towarzysząca jest w moim odczuciu przyjemna dla ucha i na pewno dobrze spełniła swoje zadanie. Oczywiście wolę bardziej złożone formy, ale ów Kan nawet chętnie przesłuchałem

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #105999 autor: jman » 11 sty 2014, 14:21

Widocznie mu się podobało, bardzo często uznaje się że "to co mi się podoba to jest dobre"


Ale jest jednak muzykiem, więc mając świadomość banalności kompozycyjnej i prostoty zastosowanych środków nie powinien pisać "dobra muzyka". Mi się wydaje, że mój Kan jest dla Was bardziej przyswajalny, bo są tam czasem "melodyjki", czyli jakiekolwiek skrawki harmonii :-)

Ty potrzebujesz analiz czysto muzycznych lub muzykologicznych - warsztatowych. Moim zdaniem sztuka już dawno udowodniła, że trzymanie się wyłącznie tej perspektywy nie wystarcza, aby pisać o niej czy jest zła, czy dobra. Inaczej musielibyśmy uznać, że Warhol, Kraftwerk czy Brian Eno to hochsztaplerzy, bo ich sztuka to najczęściej warsztatowy banał.

Dałem link do recenzji, która kładzie nacisk na odniesienia i grę z nimi. Bo tak jak Kraftwerk w latach '70 był interesujący, bo kombinował z nowym sprzętem, tak nowa elektronika potrafi być dziś interesująca, bo kombinuje z dotychczasowym dorobkiem i czerpie z innych gatunków, tworząc nowe doświadczenie i jakość. Nie zawsze dobrą - tak jak nie wszystkie płyty TD są dobre.

Pozdrawiam,
Krzysiek
Ostatnio zmieniony 11 sty 2014, 14:22 przez jman, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


PM7
Beton
Posty: 946
Rejestracja: 15 wrz 2012, 22:28
Lokalizacja: z nienacka
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #106007 autor: PM7 » 11 sty 2014, 22:59

jman pisze:Ale jest jednak muzykiem, więc mając świadomość banalności kompozycyjnej i prostoty zastosowanych środków nie powinien pisać "dobra muzyka".


Człowiek stojący za Actress też jest (?) muzykiem, ale popełnił to co popełnił. Nie sądzę żeby bycie muzykiem coś tu zmieniało, wielokroć wybitni specjaliści w swoich dziedzinach orzekali często co dobre, a co złe przez pryzmat swego gustu albo przekonań o wadliwych podstawach.

jman pisze:Moim zdaniem sztuka już dawno udowodniła, że trzymanie się wyłącznie tej perspektywy nie wystarcza, aby pisać o niej czy jest zła, czy dobra.


Myślę że niezupełnie po to tę perspektywę usystematyzowano żeby określać co jest złe, a co dobre. Raczej po to żeby określić co się da zrobić i jak jest zbudowane to co zrobiono. Daleki też jestem od twierdzenia że poziom skomplikowania określa poziom jakości.

Dobry przykład miałem ostatnio kiedy trafiłem na megamix "Laserdance & Friends". (Czasem lubię zażyć trochę takiego "badziewia" zamiast kawy) Twórcy przerobili utwory, wprowadzając dodatkowe, niezależne głosy. Poziom skomplikowania niewątpliwie większy, w niektórych przypadkach efekt był niezły. Ale kiedy do jednego utworu opartego na rytmicznych akordach, wprowadzili szybkie pasaże Chopina to efekt był taki że zniszczyli jedno i drugie. Chcąc urozmaicić, powinni byli zrobić coś innego. Dodali pasaże we właściwej tonacji ale i tak wyszedł jazgot.

jman pisze: Warhol, Kraftwerk czy Brian Eno to hochsztaplerzy


Cóż, moim zdaniem przynajmniej część absolwentów polskich ASP to hochsztaplerzy. Z zadowoleniem więc wysłuchałem takiej historii studentki ASP: Pojechali na plener, a profesorowie jechali ich że są skrępowani, ich malarstwo jest zniewolone itd. Studenci więc się upili, malowali na odwal się, powywracali sztalugi, a nawet wymazali obrazy błotem.

Wtedy profesorowie przyszli obejrzeć efekty ich pracy i wreszcie byli zadowoleni. :oops:

jman pisze: Mi się wydaje, że mój Kan jest dla Was bardziej przyswajalny, bo są tam czasem "melodyjki", czyli jakiekolwiek skrawki harmonii


Jest jedno i drugie. Co więcej: Przy Actress mam wrażenie jakby płyta się zacięła. Przy Kan, nie mam tego wrażenia (choć nie wiem czemu zacina mi się YT :rofl: ) Całość jakoś płynie, zlewa się ze sobą i ma jakiś, przynajmniej delikatnie zarysowany kierunek. Coś czego Actress bardzo brakuje. Gdybym miał wystawić ocenę, to Actress wystawiłbym negatywną, a Kan pozytywną.
Ostatnio zmieniony 11 sty 2014, 23:07 przez PM7, łącznie zmieniany 3 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Stefan
Habitué
Posty: 1750
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:23
Lokalizacja: Katowice
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #106012 autor: Stefan » 12 sty 2014, 9:37

Wiecie co, nawet Disco Polo nie wywołało tu takich emocji co zapodawany tu temat. Może dlatego że jest dosyć zrozumiałe, melodyjne i proste w odbiorze no i.... grane poprawnie, czyli znanymi akordami :mrgreen: W zasadzie ma też swoje 120 bpm, niezły bass drum a może gdzieniegdzie werbelki z Tr-808. :beach:
Biedni są nie ci, którzy mają mało, ale ci, którzy potrzebują wiele.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #106013 autor: jman » 12 sty 2014, 10:14

wielokroć wybitni specjaliści w swoich dziedzinach orzekali często co dobre, a co złe przez pryzmat swego gustu albo przekonań o wadliwych podstawach.


Świetnie. Będę pamiętał o tym argumencie dyskutując z muzykami.

PM7 a możesz podesłać przykład muzyki lub płyty, która zachwyca Cię zarówno jeśli chodzi o poziom kompozycji i wykonania, jak i poziom artystyczny?

Pozdrawiam,
Krzysiek

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5816
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #106027 autor: Belmondo » 12 sty 2014, 23:06

jman pisze:Właśnie dlatego Twoje argumenty są dla mnie rozczarowaniem: link do 21 recenzji (w tym NME, Rolling Stone itp.) zbyłeś twierdzeniem, że są one sponsorowane przez mały, niezależny label. Mam w tym obszarze spore doświadczenie więc wiem, że to absurd. Stąd moje rozczarowanie. Jestem również zawiedziony tym, że tak szybko zacząłeś używać personalnych argumentów. Słabo.


Moje stwierdzenia wynikaja bezposrednio z tego co wiem. A wiem sporo, wiele z pierwszej reki, co kompletnie nie nadaje sie na forum, mozemy jedynie przy piwie sobie poopowiadac jak kiedys bedzie okazja. I pytalem zupelnie serio dlaczego uwazasz, ze te recenzje a merytoryczne ? Bo bylby to pierwszy przypadek ktory znam, w ktorym dziennikarze z wolnej reki napisaliby recenzje o muzyce, ktora pozostawia wiele do zyczenia pod wieloma wzgledami (pomijam gusta i kwestie ze to sie moze komus podobac badz nie). 30 czy 40 lat temu to bym w to uwierzyl (biorac jednak pod uwage nieco inne walory artystyczne), ale nie teraz. Zyjemy w czasach, w ktorych artysci uzywaja takich instrumentow, albo nosza takie ubrania i bizuterie, za ktore dostaja pieniadze od firm. Tak samo jak Ci pisalem, ze nie wierz w to, ze popularnosc artystow sama sobie rosnie jak tylko wrzuca gdzies kawalki, bo to tak nie dziala (nie wchodzac w szczegoly, ktore nadaja sie na nowy watek). Artysci tez maja kupe kasy, maja bogatych tatusiow i wujkow z masa znajomosci i moga praktycznie wszystko. Tu np moglo tez chodzic o rozpromowanie przy okazji labela, prawdopodobne scenariusze mozna tu mnozyc do woli.
Dlatego przyjrze sie dokladniej tym recenzjom, bo bylby to zdumiewajacy fakt i w dodatku swiadczacy o tym, ze swiat sie nawraca i znowu normalne wartosci, ktore przez lata sie dewaluowaly znowu zaczynaja krolowac. Do tego czasu zostawmy te recenzje.
Ja bardzo dlugo wierzylem w to, ze ludzie pewnych rzeczy sie jednak nie robia i maja jeszcze jakikolwiek smak, jakiekolwiek opory. Ale kilka lat temu ten bastion tez padl- mialem epizod z jednym artysta muzyki popularnej, ktory przybil przyslowiowy gwozdz do trumny. To straszna gadula byla, podczas jakichs rutynowych rzeczy, kiedy bylem czyms zajety, temu rozwiazal sie jezyk. Wyznaje nagle, a zmienia tematy jak rekawiczki, ze wie, ze to jest prosta muzyka- 4 nuty i tyle, ze to nie jest to co chce robic, ale tak mozna latwo i szybko zarobic, a ludzie i tak beda tego sluchac i to kupowac- w koncu to byl komercyjny projekt, wiec przyswiecaly nam te same cele i nie zajmowalem stanowiska ;). Skadinad wiedzialem, ze on ma pojecie o muzyce, nawet swego czasu troche podyskutowalismy calkiem na poziomie i wiedzialem, ze sprawnie porusza sie po kompozycjach, ale mniejsza z tym. Tak gada gada i mowi, ze bedzie spora promocja, ze zaplacil juz za recenzje (i tu padlo gdzie i kto bedzie ja pisal) i bedzie mial taka recenzje jaka bedzie chcial. Ja akurat znalem recenzenta i wtedy przygryzlem sie jezyk i pomyslalem "akurat". Ale sie zdziwilem! Na cale szczescie zostala napisana bardzo sprytnie, bo z jednej strony byla jak najbardziej przychylna, ale dobrze sie wczytujac byly tam 2 moze 3 zdania o samej muzyce na kilka akapitow:). Recenzja byla ? Byla. Przychylna ? Przychylna. Trzeba cos wiecej ? Nie.

Od tamtej pory reszta moich doswiadczen doskonale to potwierdza- ludzie pisza recenzje o czyms, o czy nie maja pojecia, a wiem, bo znam niektore nazwiska i wiem jakie maja kompetencje. Ale taki jest ten zawod, czasem trzeba niestety cos zaimprowizowac, trzeba tez rodzinie zapewnic byt. Czasem takie recenzje odbijaja sie bardzo szerokim echem w roznych panelach dyskusyjnych na przywolywanych wczesniej przeze mnie eventach i sa tematem bardzo zywych dyskusji. Ale to tez temat na inny watek.

Ja nie mam do Ciebie zalu ani pretensji, ze nie masz jakiejstam edukacji muzycznej (a kto mnie zna dobrze wie, ze ja glownie odnosze sie nie do ludzi tylko do tego co mowia albo pisza). Jestes dziennikarzem, w zasadzie nie musisz jej miec, tak dlugo jak to o czym piszesz podoba sie ludziom i nie nosi to znamion recenzji. Z recenzjami sprawa robi sie sliska, spodobalo mi sie kiedys takie porownanie, ze z recenzjami jest troche jak z diagnoza lekarska, ktora trudno wydac nie majac ani studiow medycznych ani odpowiedniego stazu, tyle, ze skutki duzo mniej powazne. Z recenzjami tez tak jest- trzeba miec niezle przygotowanie z muzyki, ja wiem teraz kazdy sobie moze pisac recenzje, ale glownie opieraja sie tylko na jednym pojedynczym kryterium. I to jest wlasnie malo. Nie wiem czy piszesz recenzje czy nie, wskazuje jedynie na to, ze utwory muzyczne mozna, a nawet czasem trzeba oceniac calosciowo, a jest znacznie wiecej kryteriow niz takie, ze na koncert przychodzi ilestam tysiecy osob, u kogos wywoluje to takie czy siakie emocje (notabene wywalywanie emocji w utworach muzycznych to efekt zastosowanych okreslonych srodkow i jest to bardzo dobrze zdefiniowane i okreslone, a recenzent musi to wiedziec) czy ilus dziennikarzy pisze recenzje, na polsacie trudne sprawy oglada ponad milion osob- nie oznacza to automatycznie, ze jest to wartosciowy program, oznacza jedynie, ze podoba sie milionowi osob. I to jest to o co sie spieramy. Jesli w danym utworze slysze 1, max 2 srodki muzyczne, razace bledy aranzacyjne i podstawowe bledy wykonawcze i produkcyjne (notabene przywolywany tu Hopkins bylby tu swego czasu dobrym przykladem), to niezaleznie od definicji gatunku czy danej formy nie ma dla mnie znaczenia co o nim kto napisze, gdzie albo kto chodzi na jego koncert, bo brak warsztatu mowi sam za siebie. A niejednokrotnie mozna w takim przypadku przeczytac, ze to jest super. Dlatego tez pewnie m. in. smith napisal, ze jest zaimpregonwany.

jman pisze:Mam do Ciebie prośbę.


Do tego odniose sie pozniej, wszak musze najpierw posluchac.

jman pisze:Dlaczego tak jaramy się Kraftwerkiem?


Dlatego, ze:
a) wypromowano dobrze zespol, korzystajac z odpowiedniej chwili dziejowej (dzis bylo by to raczej niemozliwe),
b) dzieki a) mial mozliwosci spodobac sie niemalej grupie ludzi,
ale:
a) nie oznacza to, ze Kraftwerk jest przykladem swietnie skomonowanych i wykonanych utworow w sensie muzycznym/artystycznym,
b) mimo wszystko nie sprzedali tyle plyt co np. Pink Floyd- tak wiem, dwa rozne gatunki, ale biorac pod uwage czasy i ich specyfike oraz to, ze jedno i drugie jest muzyka (ba mozna pokusic sie nawet o bardziej odwazne stwierdzenie, ze elektronika mimo nadzwyczajnego bogactwa moziwosci jest ubozsza artystycznie od niejednego gatunku czy chocby nawet pojedynczego dobrego glosu ludzkiego) mozna dokonywac takich porownan, bo sprawa jest tu prosta- ladunek emocjonalny i oddzialywanie na ludzi (kiedys ktos o to jeszcze dbal, a przypominam, to nie jest voodoo tylko kwestia uzytych srodkow muzycznych), ktore niosla jedna i druga muzyka, i to nie jest kwestia gatunku czy gustu tylko wielu, naprawde wielu elementow, ktore zdajesz sie pomijac w swoich wypowiedziach, wskazujac, ze ludziom sie podoba- to jest wazne, rowniez wazne w kontekscie ilosci sprzedazy itd. I ja to doskonale rozumiem, wbrew temu co napisales o moim wykladzie. Podoba sie ludziom, ale jeszcze raz- nie oznacza to automatycznie jakiejkolwiek wartosci w sensie muzycznym czy w sensie muzycznych dokonan.
I tu nawiaze do wypowiedzi PM7, w ktorym wskazal pana Bilinskiego za przyklad dobrych kompozycji. Fajnie, ale z drugiej strony trudno niektore strawic. Muzyka musi spelniac wiele warunkow i o ile nie mozna zapominac, ze tworzona jest dla ludzi (dlatego musi sie im podobac, a o to akurat coraz latwiej, bo gusta sie splycaja), to nie mozna nie dostrzegac jej innych walorow, zwlasza w kontekscie tej dyskusji (ta dyskusja sie zaczela przypomne glownie od tego, ze dzis tez powstaja rzeczy wybitne), ktore sa rownie wazne, jesli nie wazniejsze, bo sa podstawa w miare obiektywnej oceny, w przeciwienstwie do najbardziej subiektywnej, jaka jest pisanie o wlasnych upodobaniach i ilosci ludzi przychodzacych na koncerty (bo tu akurat rowniez inne gatunki wyrozniaja sie znacznie wiekszymi liczbami).

A tymczasem wybitne rzeczy, w kontekscie elektroniki to powstaja zupelnie poza wszelkimi elektronicznymi nurtami muzycznymi- najwiekszy postep nastapil w sound designie w ostatnich latach i w tym przypadku akurat mlodzi sound designerzy, moze czesto bez doswiadczenia, sa naprawde swietni. Ale znow, moze to dlatego, ze czlowiek nie staje sie sound designerem z dnia na dzien wlaczajac laptopa, tak jak to ma miejsce w przypadku wielu poczynan muzycznych, nazywanych czesto eksperymentem.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #106029 autor: jman » 12 sty 2014, 23:22

najwiekszy postep nastapil w sound designie w ostatnich latach i w tym przypadku akurat mlodzi sound designerzy, moze czesto bez doswiadczenia, sa naprawde swietni.


Co konkretnie masz na myśli? Jakiś przykład?

Pzdr,
K.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

smith
Habitué
Posty: 1238
Rejestracja: 31 mar 2004, 1:29
Lokalizacja: planeta Ziemia
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #106033 autor: smith » 13 sty 2014, 0:24

jman pisze:
smith pisze:Z tego wszystkiego ponownie słucham R.I.P.


I niepotrzebnie. Nic na siłę. To nie jest pewnie ani Twoja, ani moja muzyka. Ale zasługuje na szacunek.



Spokojnie, nic na siłę :). To była potrzeba zaspokojenia ciekawości, wzbudzonej a)dyskusją, b)częściowym odsłuchem. Lubię posłuchać tego co się współcześnie tworzy, nie stronię od eksperymentów, ale i też nie brnę na ślepo we wszystko, co "niemainstreamowe" itd.

Nie wiem, czy to nie moja muzyka - może jednak moja ? Uważam jednak że te opinie i recenzje są mocno przesadzone.

jman pisze:
smith pisze:Jak to jest, że dużo bardziej przekonuje mnie Hopkins, Phon.o, Cyclo, Burial, a taki Actress
nie?



Ja chyba wiem jak to jest. Acress jest dla mnie zbyt abstrakcyjny. Kurczowo próbuję łapać się
struktur, które po chwili kruszą się.


Widzisz, nazwałeś to czego ja nie potrafiłem nazwać :). Faktycznie, jest mocno abstrakcyjny - i to mi w muzyce najbardziej odpowiada, kiedy jest właśnie abstrakcyjna, bez "dosłowności" , lubie kiedy czasami jest wręcz odrealniona.

A takie "odrealnienie" bardzo fajnie podał do uszu swego czasu Burial. A Actress słyszę po prostu brak balansu, zastanawiam, czym jego muzyka się wyróżnia sie od innych twórców.

Podobaja mi się zabiegi rytmiczne, te "przeskoki", złamania, podoba mi się "brud" w brzmieniach, podoba mi się mrok. Lubię minimalizm, ale tutaj słyszę po prostu uproszczenia i tuszowanie braków warsztatu albo... cierpliwości. Z jakiegoś powodu kilka patentów u Actressa przypomina mi BoC "Jacquard Causeway" - podobnie budowana struktura melodii, "dziwne metrum" (tzn. inne niż 4/4 ;) ), z tym że jakoś BoC mnie bardziej przekonuje - nie wiem, czy to kwestia użytych brzmien, czy to że "to BoC" :), czy jednak bardziej przemyslany utwór i własnie ten niewidzialny balans, ktorego np. na "Jardin" Actress'a nie ma.

Jeśli chodzi o te recenzje: chciałbym żebyśmy się zrozumieli, że nikt tutaj nie mówi o "teorii sposkowej" bo być może ten wszechobecny sponsoring, endorsing i jakie tam jeszcze inne -ingi są, sprawiają, że już nikt nikomu nie wierzy. Prawdą jest jednak, że z nikąd się ten człowiek nie wziął, ktos musiał mu pomoć, pokazać na jednym evenecie, drugim, na jakiś showcase'ach, zaprosić odpowiednich ludzi, popchnąć potem sprawy z kolejnymi eventami czy festiwalami itd. Management jest sprawą ważną i - tak na marginesie - to dlatego to nasze środowisko cierpi, bo większości całkiem zdolnych muzyków o tym albo nie ma pojęcia (i nie musi), albo nie ma dojścia do odpowiednich ludzi lub nie wie jak i czym ich zainteresowac.
Natomiast nie wiem, czy przypadkiem, nie mamy tu do czynienia, z pewnym zjawiskiem (czytam właśnie komentarze pod płytą i na YT): maskowanie niewiedzy poprzez zachwycanie się tym, co wygląda na ambitne?
::::: polarismusic.eu :::::: scamall.net ::::::

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5816
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #106038 autor: Belmondo » 13 sty 2014, 13:37

jman pisze:Co konkretnie masz na myśli? Jakiś przykład?


Musialbys napisac jaki konretnie przyklad chcesz zobaczyc/uslyszec. Efekty pracy tych ludzi w zasadzie nie funkcjonuja jako samodzielne produkty. Jesli chodzi Ci o samych ludzi to zeby daleko nie szukac (bo chyba nie przesadze jak napisze ze mekka sound designu jest akurat nowa zelandia...) to polecam zainteresowac sie zespolem podkrakowskiej Alvernii i ich dokonaniami.
Dla mnie (i nie tylko) ogromny postep nastapil chocby w udzwiekawianiu polskich filmow, choc nie jest to core sound designu, to sciezka dzwiekowa (nie mylic z muzyka do filmu) 5 lat temu a teraz to dwa rozne swiaty, dotyczy to o dziwo tez zwyklych mdlych tasiemcow telewizji polskiej- ktos sie tym wreszcie zajal. Kino niemieckie- nadal nie da sie tego ogladac, ale nareszcie jest co posluchac w polaczeniu z obrazem i to akurat jest kwestia zaslug nowego narybku, ktory rozumie i zna doskonale trendy w sound designie. Kino amerykanskie- klasa od dawna (nie mam na mysli oczywiscie scenariuszy), jest coraz lepiej. To dziedzina, ktora czerpie calymi garsciami doslownie ze wszystkich zdobyczy technologii w zakresie syntezy i pracy nad dzwiekiem. Muzyka elektroniczna wbrew oczekiwaniom i przewidywaniom poszla w uproszczenie struktur i brzmien, natomiat SD w zupelnie odwrotnym kierunku. Szczytowym osiagnieciem bylo uzyskanie efektow dzwiekowych do District Nine. Odglosy tego robactwa- do tej pory efekty nie byly tak realne (co prawda robili je ludzie z co najmniej 20-letnim stazem).

smith pisze:Natomiast nie wiem, czy przypadkiem, nie mamy tu do czynienia, z pewnym zjawiskiem (czytam właśnie komentarze pod płytą i na YT): maskowanie niewiedzy poprzez zachwycanie się tym, co wygląda na ambitne?

To tez jest obszar dzialania marketingu.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
jman
Habitué
Posty: 1022
Rejestracja: 26 wrz 2005, 18:19
Lokalizacja: Wrocław
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #106052 autor: jman » 14 sty 2014, 0:00

Hmm, no tak. Tylko tutaj już wszystko nam się pomiesza. Sound Design rozwinął się zapewnie tak dynamicznie, jak sama technologia filmowa. Pytanie tylko na ile Sound Designerów porównywać można do muzyków / kompozytorów. Czy efekty dźwiękowe można tu w ogóle brać pod uwagę. To chyba osobna kategoria.

Muzyka elektroniczna wbrew oczekiwaniom i przewidywaniom poszla w uproszczenie struktur i brzmien


Hmmm, moim zdaniem muzyka elektroniczna poszła...wszędzie. Tzn. nie dość, że rozlała się ma mnóstwo podgatunków, to dodatkowo poszła w mezalians z mnóstwem innych form, obecna jest w popie, jazzie itp. Taki zespół Radiohead - ich ostatnie płyty to głównie elektronika: http://www.youtube.com/watch?v=LoOlrf3x2gI (to akurat solo Thoma Yorke'a)

Co to uproszczenia brzmień - tu również veto. Czy Hopkins upraszcza brzmienia? Moim zdaniem jego ostania płyta to festiwal brzmień.

Bardzo łatwo prostotę struktur i brzmień zarzucić klasycznej elektronice: "Dervish D" Vangelisa: banalny rockowy kawałek zagrany na syntezatorach, "Phaedra" TD: proste, krótkie motywy modyfikowane syntezatorowo + efekty.

Nowa elektronika w latach '90 zaczęła zrywać z klasycznym pojęciem kompozycji i harmonii, choć trudno tutaj wskazać jakąkolwiek jedną definicję i drogę. Za dużo różnych zjawisk - jak bowiem porównać te dwie elektroniczne kompozycje, które ukazały się w tym samym, 1998 roku?

Pierwsza: http://www.youtube.com/watch?v=yT0gRc2c2wQ
Druga: http://www.youtube.com/watch?v=qyVgWuKtgjA

Oba to klasyka nowej elektroniki, a przecież brzmi to jak dwa różne światy :-)

Pozdrawiam,
Krzysiek

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5816
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #106055 autor: Belmondo » 14 sty 2014, 11:30

jman pisze:Pytanie tylko na ile Sound Designerów porównywać można do muzyków / kompozytorów. Czy efekty dźwiękowe można tu w ogóle brać pod uwagę. To chyba osobna kategoria.


Zdecydowanie osobna. O ile niektorzy probuja swoich sil w muzyce (np. robia muzyke do filmu), to zazwyczaj w mojej ocenie wypada to dosc slabo, chociaz lepszym slowem bylo by okreslenie- poprawnie i tyle. Trudno to w jakikolwiek porownywac do rzeczy pisanych przez zawodowych kompozytorow.
Natomiast gdyby muzycy elektroniczni wkladali chociaz 1/10 tego wysilku co wkladaja w/w w brzmienie, mielibysmy doczynienia moze nie z rozkwitem gatunku, co przynajmniej nie z czyms kojarzonym z obciachem (mam na mysli klasyczna elektronike dla ustalenia uwagi).
Tutaj jedynie odmiany ambientowe sprawialy wrazenie solidniejszej pracy u podstaw nad dzwiekiem, ale imho bez spektakularnych sukcesow. Po prostu nie da sie pojsc na skroty.

jman pisze:Hmmm, moim zdaniem muzyka elektroniczna poszła...wszędzie. Tzn. nie dość, że rozlała się ma mnóstwo podgatunków, to dodatkowo poszła w mezalians z mnóstwem innych form, obecna jest w popie, jazzie itp.


Obecna jest wszedzie, to prawda. Dlatego nie jest juz czymkolwiek, co moze ja odroznic czy wyroznic. Niemniej zdecydowanie przyszlosc jest w jeszcze glebszych mezaliansach, ale czy to bedzie wtedy elektronika ?

jman pisze:Co to uproszczenia brzmień - tu również veto. Czy Hopkins upraszcza brzmienia? Moim zdaniem jego ostania płyta to festiwal brzmień.


Tego nie wiem, ale zapoznam sie. Od kiedy ow pan zrazil mnie do siebie kompletnym brakiem zrozumienia podstaw poprawnej aranzacji i roznych innych aspektow pracy z dzwiekiem, to nie sledze jego poczynan.

jman pisze:Bardzo łatwo prostotę struktur i brzmień zarzucić klasycznej elektronice: "Dervish D" Vangelisa: banalny rockowy kawałek zagrany na syntezatorach, "Phaedra" TD: proste, krótkie motywy modyfikowane syntezatorowo + efekty.


Ale trudno przy tych przykladach mowic, ze elektronika wtedy juz gdzies poszla. To byly poczatki, czasy jednoglosowych instrumentow, w zasadzie czasy eksperymentow z nimi, przeciez dopiero na Stratosfear zaczeto odwazniej eksperymentowac z efektami. W momencie kiedy zaczela pojawiac sie technologia umoliwiajaca tworzenie rozbudowanych brzmien, duzo prostsze tworzenie rozbudowanych struktur, to im wieksze byly mozliwosci tym mniejszze bylo ich wykorzystanie, rytmicznie nawet bylo gorzej (lekko generalizuje).

jman pisze:Nowa elektronika w latach '90 zaczęła zrywać z klasycznym pojęciem kompozycji i harmonii, choć trudno tutaj wskazać jakąkolwiek jedną definicję i drogę.


Nie ma czegos takiego jak klasyczne pojecie kompozycji i harmonii. Tu lepszym okresleniem bylo by 'dotychczasowe uzycie/wykorzystanie'. Biorac jeszcze pod uwage to, ze poczatki opieraly sie na jakichs prostych schematach, wsrod ktorych poczatkowo krolowal taki oreslany pozniej jako szkola berlinska, nie trudno bylo oczekiwac jego przelamania, niemniej nigdy pozniej nie rozbudowano znacznie ktorejkolwiek z form.

jman pisze:Za dużo różnych zjawisk - jak bowiem porównać te dwie elektroniczne kompozycje, które ukazały się w tym samym, 1998 roku?


Imho tu nie ma co porownywac, bo nie ma co dobudowywac teorii.
Ostatnio zmieniony 14 sty 2014, 11:31 przez Belmondo, łącznie zmieniany 1 raz.
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Stefan
Habitué
Posty: 1750
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:23
Lokalizacja: Katowice
Jestem muzykiem: Tak
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #106060 autor: Stefan » 14 sty 2014, 15:50

W ramach przerywnika - zapytanie: a co tam u Vangelisa ? :mrgreen:
Biedni są nie ci, którzy mają mało, ale ci, którzy potrzebują wiele.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „O muzyce elektronicznej ogólnie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia