Ogłoszenie
Studio Nagrań zostało przebudowane i uruchomione w oparciu o najnowsze dostępne skrypty phpBB. W procesie konwersji z dotychczasowej wersji ("by Przemo") mogły wystąpić drobne błędy. W przypadku dostrzeżenia jakichkolwiek nieprawidłowości proszę informować Administrację.

Recenzje spawngamer'aJean Michel Jarre -mój top 5

Świetne recenzje płyt, których lubi słuchać spawngamer.

Moderatorzy: fantomasz, spawngamer

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Jean Michel Jarre -mój top 5

Post #39299 autor: spawngamer » 23 paź 2006, 12:08

5. REVOLUTIONS (1988)
Album poświęcony był "wszystkim dzieciom rewolucji" - francuskiej, amerykańskiej, przemysłowej, komputerowej, islamskiej .
Rewolucja przemysłowa -muzycznym motywem przewodnim jest dźwięk metalicznego odgłosu kojarzący się z robotnikiem walącym w rurę przecinakiem. Drugi utwór zaś słychać sapanie olbrzymiego miecha, na tym tle nerwowe, drażniące dźwięki symbolizujące jak dla mnie dużą fabrykę i podziw dla mocy sprawczej człowieka który poprzez przemysł potrafi kształtować swoje własne życie-wszystkie te symfoniczno-pompatyczne wstawki świadczą że JMJ oddaje hołd nowoczesności .
Po tym można rzec dramatycznym otwarciu w stylu który można by nazwać symfonią industrialną mamy wejście Jarre’a w świat popowych melodii. Wiem że zarzuca się JMJ że miał już tyle zarobionych pieniędzy że powinien nagrać bardziej eksperymetalną płytę ale zostawmy ten temat -JMJ zaczął uczyć się zorientowanych na pop melodii. London Kid to coś co nazwać by można light guitar pop-lekkie i przyjemne gitarowe granie z elektronicznym tłem.
Kolejny utwór Revolutions to chyba mój zdecydowany faworyt –ciekawe rozwinięcie i niespotykane dotąd połączenie z muzyką arabską –vocoderowa monodeklamacja (Jean-Michel Jarre oraz Michel Geiss – komputerowy głos zaprojektowano w kalifornijskim Street Electronics ) wymieniania różnych rzeczy na zasadzie możliwość brak możliwości, plus egzotyczne dźwięki tworzy coś na kształt etno elektroniki.
Kolejny Tokyo Kid to jakby uzupełnienie do London Kid – nazewnictwo nie przypadkowe –Londyn kojarzy się z XVIII wieczną rewolucją przemyslową na ziemiach angielskich czyli wprowadzeniem pierwszych maszyn , zaś Tokio to konotacja związana z dzisiejszymi czasami, gdzie myśląc o nowoczesności bezwiednie kojarzymy to z Japonią. Utwór ten to taki elektro etno jazz , jak dla mnie najsłabiej brzmiący na płycie.
Computer Weekend –dla jednych zbyt cukierkowy dla mnie przykład wykreowania ascetycznymi metodami przeboju.
Utwór "September" śpiewany przez Mireille Pombo i chór żeński z Mali to hołd złożonym Dulcie September, aktywistki ANC jednej z ofiar reżimu południowoafrykańskiego zamordowanej w marcu 1988 roku. Tu słychać wyraźne inspiracje z czarnego lądu.
Patetyczno –podniosły Emigrant to klamra spinająca tą tematyczną płytę.

Loopy z Rolanda D-50 podporządkowano klimatom etnicznym, JMJ odmienił swoją muzykę już na Rendez Vous ale tutaj nastąpił już całkowity kolaż różnych gatunków muzycznych . Być może dlatego płyta ta przez ortodoksyjnych fanów el jest źle odbierana. Przeze mnie nie.(9.10/10)

Revolution Industrielle: Ouverture (5:11)
2. Revolution Industrielle, Pt. 1 (5:10)
3. Revolution Industrielle, Pt. 2 (2:17)
4. Revolution Industrielle, Pt. 3 (4:13)
5. London Kid (4:28
6. Revolutions (4:56)
7. Tokyo Kid (5:23)
8. Computer Weekend (4:43)
9. September (4:06)
10. L'Emigrant (3:57)

Jean-Michel Jarre - Roland D-50, Fairlight CMI, Synthex, EMS Synthi AKS, OSC Oscar, EMS Vocoder, Dynacord ADDI, Cristal Baschet, AKAI MPC-60, drums programming, percussions
Guy Delacroix - Bass guitar
Sylvain Durand - Fairlight CMI on "London Kid"
Kudsi Erguner - Turkish flute
Michel Geiss - ARP 2600, KAWAI K5, Geiss Matrisequencer, Cavagnolo MIDY 20, Elka AMK 800
Joe Hammer - Drums Simmons SDK, Dynacord ADDI
Hank Marvin - Guitar
Jun Miyake - Trumpet, Megaphone
Dominique Perrier - E-mu Emulator, Fairlight CMI, Ensoniq ESQ-1, Roland D-50, Synthex, OSC Oscar, AKAI MPC-60 programming
Francis Rimbert - Additional synthesizer programming

4.LES CHANTS MAGNETIQUES (1981)
Po prawie bliźniaczo podobnych brzmieniem Equinoxe i Oxygene JMJ wydał płytę zupełnie odmienną.Brak tu wizji kosmicznych światów swoistego kreowania innej nadrzeczywistej materii dźwięku –tutaj mamy do czynienia z melodyjnym minimalizmem. Podkłady jakie pojawiają się w poszczególnych utworach powodują zupełnie inny odbiór tej muzyki, która jakby zrzuciła zwiewną zasłonę odrealnienia.
Tytuł do płyty Jarre zaczerpnął z nadrealistycznego poematu Andre Bretona i Philippe'a Soupalta.
Pierwsza połowa albumu koncentruje się na 17 minutowej suicie , jednej z najbardziej zaskakujących kompozycji Jarre’a. Skonstruowano ją jako sekwencję dwóch głównych motywów, z rozmarzonym interludium wprowadzającym trochę kosmicznego ducha. Pierwszy motyw oparto na dynamicznej serii syntezatorowych chórów dochodzących do crescendo, drugi o zabarwieniu orkiestrowym można by nazwać progresywnym popem elektronicznym z ciekawymi syntezatorowymi improwizacjami o bardziej ambitnym zabarwieniu. Jest ona jakby podzielona na 3 części –pierwszą bardziej dynamiczną kończą zabawy przetworzonym głosem (naturalne dźwięki miksowano Fairlightem), druga surrealistyczna składająca się z mnogich efektów, sampli (pierwszy raz użyte w historii jako muzyczny element ) i dochodzącej do nich melodii na syntezatorze przechodząca w część 3 –najsłabszą na płycie –najlepiej obrazuje owo odarcie z mrocznej tajemnicy poprzednich 2 płyt na rzecz zrytmizowanego popu elektronicznego.
Część druga to chwytliwy techno –pop oparty na twistowym rytmie. Szkoda że JMJ odszedł od działających na wyobraźnię przestrzennych wizji.
część 3 zaś to głównie przegląd elektronicznych efektów –odgłosów maszynerii, pikania radaru itd. Wszystkie te dźwięki emulowane przez syntezatory brzmią niezwykle intrygująco w zestawieniu z syntezatorem. Króciutki acz bardzo nastrojowy o ciekawej stylistyce jedyny przypominający dawne dokonania JMJ.
Część 4 –melodyjne linie i relaksacyjny podkład dają nam możliwość obcowania z najlepszym jak dla mnie utworem na tej płycie – spokojna, pogodna atmosfera pozwala na błogie zanurzenie się w otaczających nas dźwiękach.
Część 5 można odebrać jako rumbę– wiadomo że JMJ dalej flirtował z latynoamerykańskimi rytmami ze wspomnę nieszczęsne Calypso i wielokrotnie przemycał tą muzykę do swych utworów. Ten utwór wieńczący płytę to wyraźne zasygnalizowanie że stylistyka z Equinoxe i Oxygene to już przeszłość.
Na pewno wielu fanów rozczarowało się sądząc że JMJ będzie kontynuował wariacje na temat swoich dwoch poprzednich płyt. Inni jak ja , uważają że dobrze uczynił ze zaczął poszukiwać czegoś nowego.
Na koniec ciekawostka – po francusku płyta nosi tytuł Les Chants Magnétiques czyli „Magnetyczne piosenki”- wydano go także jako Magnetic Fields a nie Songs –Jarre uznał że słowo Fields brzmi lepiej jako nazwa płyty.(9.85/10)
1. Les Chants Magnétiques / Magnetic Fields Part 1 (17:49)
2. Les Chants Magnétiques / Magnetic Fields Part 2 (3:59)
3. Les Chants Magnétiques / Magnetic Fields Part 3 (4:15)
4. Les Chants Magnétiques / Magnetic Fields Part 4 (6:18
5. Les Chants Magnétiques / Magnetic Fields Part 5 (3:30)

Instrumenty:
ARP 2600
Doctor Click
Elka X-707
EMS AKS
EMS VCS3
Fairlight
Korg VC10
Moog Taurus
MDB
Oberheim OBX-A
RSF
3.ZOOLOOK(1984)
Świetny przykład próby pogodzenia komercyjnego oblicza muzyki JMJ z artystowską formą wyrazu. Dla tych których Jarre przyzwyczaił do melodii wpadających w ucho było to niemile zaskoczenie. Szok dla przypadkowych słuchaczy rekrutujących się z pośród rzeszy laików dla których JMJ kojarzył się właśnie z ładną muzyką, dla których owa próba pokazania innego, ambitnego oblicza była nie do przyjęcia .Stąd płyta sprzedawała się źle ale cieszy dużą estymą wśród smakoszy wyrafinowanych prób muzycznych.
Dla mnie to wzorcowy produkt melanżu eksperymentu z komercją. Pojawienie się takich gwiazd trudniejszej w odbiorze muzyki jak gitarzysta Adrian Belew z King Crimson czy niezależna artystka z Ameryki Laurie Anderson dodaje dodatkowej pikanterii calemu przedsięwzięciu. Jarre skupia się na opozycji i współbrzmieniach naturalnych, zmiksowach glosów w lub na tle instrumentów. –różne źródła podają różne liczby wykorzystanych językow (od 23 do 30 ) bynajmniej słyszymy słowa od aborygeńskiego po turecki. Mamy więc całą gamę przeplatających się wokalnych sampli kontrastujących lub zastępujących instrumentarium co ciekawe nie tylko elektroniczne .Mowa, glos jako forma muzycznej ekspresji powoduje że płyta nabiera niesamowitego, arcyciekawego klimatu –staje się egzotyczną , niespotykaną dotąd formą wyrazu.
Ethicolor otwierający płytę z przerażającym brzmieniem zwokoderowanych głosów słoni z delikatnym podkładem syntezatorów od początku oparto na zabawach głosem –tu laur dla Laurie Anderson
I parę słów jej poswięconych -mimo sukcesu płyty której nazwałbym artystycznym el popem, Big Science , tak naprawdę wyplynęla dzięki wspólpracy z Jarre'm -co więcej można twierdzić że to ją ukierunkowalo i jej romans w wokalnymi samplami zaowocował póżniej na znakomitej płycie Home Of The Brave.
JMJ tworzy rozedrgany, masywny od emocji obraz utkany z dzwięków. Niektórzy twierdzą ze to coś na kształt wstępu do eksperymentalnej symfonii wokalno elektronicznej. Jak zwykle perfekcyjne rozlozenie kolejnych ozdobnikow na tle delikatnego podkładu snującego się z syntezatora przechodzi od 7 minuty w dwa rytmiczne motywy –jeden stworzony z glosów drugi z elektronicznych instrumentow –dodatkowej elektryzującej mocy dodano za pomocą znakomicie brzmiącej i pierwszy raz przez JMJ wykorzystanej na tą skalę perkusji i gitary basowej.
Co ważne Jarre porzucił też płynne łączenia utworów na rzecz naturalnych wyciszeń.
Divę zbudowano na tym samym modelu ale skierowano konotacje w stronę Azji co sugerują wokalne sample w drugiej partii utworu o prowenencji kantońskiej melodii co zarysowano za pomocą i instrumentów jak i ponownie zaskakująco za pomocą glosu Anderson stylizującej swe zaśpiewy na modłę azjatycką.
W końcu utwór przy którym trudno nie potupać nóżką....Znakomity, oparty na szybkim perkusyjnym rytmie przelamywanym wokalnymi samplami Zoolook to prawdziwe mistrzostwo aranżacyjne i niesamowicie energetyzujący kawalek –prożno mi szukać konkurenta który podnosiłby u mnie tak poziom andrenaliny jak ten utwór ( no może Peter Gunn - Art Of Noise ).
Wooloomooloo" poluźnia futurystyczną atmosferę kosmicznymi brzmieniami syntezatorów. Temu utworowi bliżej do stylistyki z Equinoxe czy Oxygene z tym że tu mamy bardziej ponure brzmienie instrumentarium-poszczegolne dźwięki opleciono wokół motywu przypominającego jakby odgłos pracującej maszynerii.
Zoolookologie to jakby mlodszy brak Zoolook tyle ze w spokojniejszej tonacji .
Blah Blah Cafe zaś to jeden z najdziwniejszych utworow na tej płycie –klimat quasi marszu wojskowego stworzony z miksu pojedynczego dźwięku kontrabasu, saksu oblanych brzmieniem sampli tworzy pompatyczną mieszankę .
Płytę wieńczy Ethnicolor 2 także eksploatujący odgłosy techniki , wykorzystujący co dla JMJ jak dotąd było niezwykłe - niskie dźwięki wydobywane z instrumentów strunowych.
Droga jaką podążył na tej płycie zrywała z dotychczasową formą wyrazu . Płyta która nie znalazła ciągu dalszego –widać JMJ uznał że temat został zużyty. Przetarł na pewno ścieżkę którą podążyło wielu awangardowych twórców.(10.77/10)

1. Ethnicolor (11:40)
2. Diva (7:35)
3. Zoolook (3:42)
4. Wooloomooloo (3:18
5. Zoolookologie (3:50)
6. Blah-Blah Cafe (3:20)
7. Ethnicolor II (3:53)
Jean-Michel Jarre - Keyboards and electronic devices
Laurie Anderson - Vocals
Adrian Belew - Guitars and effects
Yogi Horton - Drums
Marcus Miller - Bass guitar
Frédéric Rousseau - Additional keyboards
Ira Siegel - Additional guitars

instrumentarium:
Linn LM-1
Linn LinnDrum
Simmons SDS V
Eminent 310 U
Garfield Electronics Doctor Click
E-MU Emulator
Fairlight CMI-II
ARP 2600
EMS Synthi AKS
Moog 55
Oberheim OB-Xa
Sequencial Circuits Prophet 5
Yamaha DX7
EMS Vocoder 1000
2.EQUINOXE(1978)
Album ma odzwierciedlać dzień życia człowieka od rana do wieczora. JMJ rozwinął tu swoje brzmienia dodał dużo więcej dynamicznych i rytmicznych elementów głównie przez większe eksploatowanie sekwencji linii basowych.
Krok naprzód po sukcesie komercyjnym Oxygene. Nie przełamał tu reguł które pozwoliły oczarować słuchaczy poprzedniej płyty ale zdaje się że płyta jest mniej improwizowana a bardziej przemyślana – co niekoniecznie znaczy lepsza. Jarre w umiejętny sposób rozbudowuje syntezatorowe orkiestracje tworząc ścianę dźwięku osadzoną w pięknych liniach melodycznych współgrających z harmonijnymi podkładami służącą mu to wytworzenia niesamowitego mniej pogodnego w odróżnieniu do Oxygene klimatu Uwagę przykłada do wszelkich smaczków i pasaży dodając melodiom dodatkowej atrakcyjności. Dźwięk brzmi także dużo mocniej niż na poprzedniej płycie co podyktował repertuar płyty.
Nie zapowiada tego pełen patosu wstęp części 1 obrazujący jak dla mnie wschód słońca przechodzący w części 2 w muzyczną opowieść o poranku, powoli budzącym się do życia świecie. Delikatne dźwięki nabierają mocy w części 3, lecz w jeszcze spokojnej tonacji, bez basów – to już symbol czynu, podjęcia wyzwań dnia codziennego. Dużo mocniejszą dawką decybeli obdarzono nas w części 4 –praca, zajęcia , człowiek na pełnych obrotach. Najbardziej dynamiczna część 5- bombastyczny obraz człowieka w ruchu tak charakterystycznego dla dzisiejszej cywilizacji to chyba najbardziej znana porcja muzyki z tej płyty –podkład z niej jest kontynuowany w części 6 i na tle tego JMJ dodaje kolejne ozdobniki tworząc jakby nową integralną część (człowiek nadal na najwyższych obrotach tyle że w zaciszu domowym). Pod koniec jednak jego fizyczna aktywność powoli maleje (końcówka 6 części i część 7 ). Kiczowata melodyjka w 7 na wstępie (kojarzy się z klubem paryskiej bohemy) sygnalizuje odpoczynek –a samotnie bez udziału ozdobników wygrywane końcowe akordy to jakby hołd dla kondycji ludzkiej , człowieka samego w sobie i zarazem hymn dla konczącego się dnia. Całość brzmi jak muzyczna epicka opowieść.
Można twierdzić że JMJ nie zaryzykował i zduplikował poprzednią formułę ale wiele tam nowych elementów.
Nastroje na niej zawarte są jakby mniej porażające jak to było na Oxygene- mroczne i mniej uduchowione -prawdopodobnie gdyby ukazała się jako preludium przed Tlenem jej sukces byłby dużo mniejszy-jako kontynuacja znalazła szeroki poklask –co nie znaczy że płyta jest zła – o nie- to majstersztyk tyle że z trzecią lokatą.(10.93/10)

Instrumenty:
ARP 2600
ARP Sequencer
Elka 707
Eminent 310
EMS AKS
EMS VCS3
EMS Vocoder
Korg Polyphonic Ensemble
Matrisequencer
Mellotron
Oberheim Polyphonic Synthesizer
Oberheim digital sequencer
Rythmicomputer
RMI Harmonic Syntheziser
RMI Keyboard Computer
Yamaha Polyphonic Synthesizer

1. EQUINOXE PART 1 (2:23)
2. EQUINOXE PART 2 (5:01)
3. EQUINOXE PART 3 (5:11)
4. EQUINOXE PART 4 (6:54)
5. EQUINOXE PART 5 (3:47)
6. EQUINOXE PART 6 (3:23)
7. EQUINOXE PART 7 (7:24)
8. EQUINOXE PART 8 (5:04)
1.OXYGENE(1976)
I pomyśleć że JMJ miał problemy z wydaniem tego materiału!. A tymczasem to jeden z najbardziej charakterystycznych i popularnych albumow muzyki elektronicznej wszechczasów! Odmienny od chłodnego futuryzmu Kraftwerk i bardziej kosmiczny i przestrzenny niż TD zaskakiwał silnie melodyjnym brzmieniem i kreacją muzycznych pejzaży.
Kluczowe komponenty sukcesu tej płyty to znakomicie wykorzystanie instrumentarium (choćby Eminent-310 Unique organ) , fantastyczne użycie efektów echa i dźwiękowych generowanych przez VCS i AKS i genialne realizatorsko niesamowite efekty stereofoniczne.
Ten album to znak firmowy JMJ.
Już pierwsza część powala klimatem jaki wytwarza ta muzyka –podniosły , metafizyczny nastrój ale nie mroczny. To jakby kosmiczno-przestrzenna nirvana oblana dźwiękami –nastrojowe preludium do porywającej w intergalaktyczną podróż części drugiej –przed nami całe piękno kosmosu –mijamy czerwone karły, pulsary, roje meteorytów – przepiękna, wyważona i w stu procentach dopracowana muzyka.
Część trzecia to jakby spięcie tej potrójnej suity –spokojnie-dynamicznie –spokojnie –bardziej jednak doniośle.
Część czwarta –chyba najbardziej znany kawałek elektronicznej muzyki w ogóle. Oparty na kilku melodyjnych akordach –ale jak zaaranżowany i jak wspaniale wsparty podkładami!
Część piąta –sklada się z dwóch części –pierwsza – odzwierciedlenie kosmicznej pustki –prawie brak linii melodycznej i jakby swobodny przepływ dźwięków - im dalej jednak w las tym pojawia się zamiast dysonansow coraz więcej harmonii która nagle przeksztalca się w ferię muzycznej galopady –jedno z najciekawszych wykorzytań stereo w historii muzyki- słynne przejścia zamian kanałami poszczegolnych podkladów robi wrażenie do dziś – glowny motyw pojawiający nagle –poraża mnie do dziś – ten jakis taki przenikliwy, chwytający za serce dźwięk i zakończenie z falami rozbijającymi się glucho o skałę i samplami popiskiwań mew to jak dla mnie najpiekniejsza część tej płyty
Końcowa część to znowu przeciwstawność na ktorej JMJ oparł płytę –spokojny, nastrojowy utwór mniej jednak przestrzenny od pozostalych
Bardzo systematycznie ulożone struktury tej muzyki tworzą jej moc – olbrzymia siła tkwi też w tym że JMJ nie udziwniał kompozycji tworząc esensjonalnie krotkie utwory kumulujące wszystko co podpowiadała mu muzyczna wyobraźnia w sposób ktory pozwalał się nacieszyć poszczególnymi dźwiękami do momentu kiedy zaczełyby nużyć. To grzech wielu twórców którzy nadmiernie eksploatują pewne pomysły które zamiast brzmieć świeżo po 10 minutach powodują ból głowy. Siłą Oxygene jest to że jest przyjaźnie nastawiona na słuchacza który przy kolejnych przesłuchach może odnajdywać następne smaczki a jego wyobraźnia tworzyć coraz to inne wizje.
Zasługą Jarre’a jest to ze muzykę el rozpropagował w świecie wyrywając ją z niszowego gatunku przeznaczonego dla niewielkiej , elitarnej grupy sluchaczy.
Jak nośna i jak rewolucyjna była ta muzyka niech świadczy olbrzymi boom na podrabiaczy stylu JMJ –do dziś wiele płyt w sklepach netowych zamiast opisu nosi krótką etykietę wyjaśniającą wszystko –jarrish
Ale mistrza nie jest w stanie nikt podrobić – co by nie pisać , JMJ ma wielkie zasługi dla el muzyki i obszczekiwanie jego dokonań IMHO jest śmieszne –jego miejsce jest równorzędne obok TD, KS, V. (12/10)
1. Oxygene, Pt. 1 Jarre (7:40)
2. Oxygene, Pt. 2 Jarre (8:08
3. Oxygene, Pt. 3 Jarre (2:54)
4. Oxygene, Pt. 4 Jarre (4:14)
5. Oxygene, Pt. 5 Jarre (10:23)
6. Oxygene, Pt. 6 Jarre (6:20)
Instrumenty:
ARP Synthesizer
AKS Synthesizer
VCS Synthesizer
RMI Harmonic Synthesizer
Farfisa Organ
Eminent
Mellotron
Rhytmin' Computer

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST

Wróć do „Recenzje spawngamer'a”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia