Ogłoszenie
Studio Nagrań zostało przebudowane i uruchomione w oparciu o najnowsze dostępne skrypty phpBB. W procesie konwersji z dotychczasowej wersji ("by Przemo") mogły wystąpić drobne błędy. W przypadku dostrzeżenia jakichkolwiek nieprawidłowości proszę informować Administrację.

Recenzje spawngamer'aMini Recenzje

Świetne recenzje płyt, których lubi słuchać spawngamer.

Moderatorzy: fantomasz, spawngamer

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Mini Recenzje

Post #70288 autor: spawngamer » 22 paź 2008, 21:46

AKIKAZE-AQUARIUS’04
Ten piąty krążek w dorobku Pepijna Couranta zbiera nagrania zrealizowane podczas sesji robionej zimą 1989/90 w rodzinnym holenderskim Groningen a wydaną w 1990 roku na MC. Pepijn zmiksował i na nowo nagrał te stare kompozycje w 2001 roku ale dopiero dzięki pomocy Eric’a Snelders’a wydano z nimi 3 lata później CD. Koncepcyjnie zawartość płyty inspirowały dynamiczne zmiany w 20 wieku i wizjonerskie poematy Williama Blake’a. Wstępem Fin De Siecle I –Storm Cloud stara się uszlachetnić swe nagrania tworząc wrażenie artystycznych poszukiwań elektroniczną fugą w stylu Bacha. Ale już Crisis wskazują jaka będzie zawartość właściwa albumu- delikatne dźwięki zestawione z łomocącą perkusją. Te opozycje np. World Of War gdzie ciekawy nostalgiczny wstęp zastępują szybki loopy na przemian spokojne i dynamiczne, kontynuuje w kolejnych kompozycjach. Najciekawiej jak dla mnie brzmi berlińska suita Sunrise In Futuria z tym że daleko tej płycie do znakomitej „In High Places”. Ale polecam.
FUCHS URS-FIELD OF VISION’04
Obok Fuchsa na tej płycie pierwszoplanową rolę odgrywa Helmut Zerlett, którego unikalnym stylem gry na fortepianie zachwycił się Urs, który zaproponował mu nagranie wspólnej płyty. Zaprosili do studia paru specjalnych gości m.in. Heilheckera i Kagermanna i w cztery tygodnie stworzyli to dzieło jako swoisty prezent na 40 ste urodziny Fuchsa w 1996 roku. Materiał przeleżał 8 lat aby jak dojrzałe wino ujrzeć światło dzienne w 2004 roku. Już Sixty Answers To Thirty Three Questions ukazuje oblicze tego wydawnictwa –to muzyka instrumentalna wysokich lotów. Tu mamy piekne, rozmarzone granie z gitarą i żeńską wokalizą na pierwszym planie oraz dodaniem saksofonu, wibrafonu tworząc niesamowite, nostalgiczne rozleniwienie. Tę metodykę stosuje w kolejnych utworach by w Max Quincy dać upust metafizycznej impresji na flet i fortepian, repryzie pierwszego tematu. Choć można by tu odnaleźć typowe New Age (Mystic Dance) ogólnie to jednak muzyka instrumentalna, idealna na koniec na odsłuch do chwytania ostatnich promieni odchodzącego letniego słońca. Polecam.
KAMAL - MISTRAL’94
Wkładka straszy że wykorzystano we wszystkich nagraniach Audiologic Psycho Acoustic Processor. Jak czytam takie rzeczy delikatnie mówiąc z rezerwą wrzucam do odtwarzacza taką płytę...Ale to przecież urodzony w Niemczech, Australijczyk Kamal więc to tylko takie zmyłki że niby kolejny nawiedzony szaman New Age. Sporo na tej płycie asocjacji z Contemporary Jazz (brzmienie gitary basowej, saksofon sopranowy, wokalizy –sztandarowy przykład utwor tytułowy). Ale generalnie króluje delikatne, spokojne i ładne New Age serwowane w bardzo smaczny sposób. Na końcu (Within A Rainbowed Sea) przez dłuższą chwilę słuchamy szumu morza ale co to w porównaniu z GENE, którzy wydając dwa podwójne wydawnictwa CD dwie płyty oddali na zapis fal oceanu... Szczerze polecam.
MR. LEE –EARTH DYE’08
Krzysztof Okrojek, jeden z finalistów Day Of Electronic Music Cekcyn 2008, wydał debiutancki krążek zawierający siedem kompozycji. Ktoś mniej zorientowany móglby nazwać to el popem gdy tymczasem te kryteria spełnia jedynie lżejszy No Dance. Reszta ma wyraźnie cechy ME z wyższymi aspiracjami. Mój ulubiony Teothiuacan doczekał się przeróbki z wzbogaceniem aranżacji m.in. o wokalizę i wytłumiony bit z pozostawieniem oryginalnego zrębu utworu ale szczerze jakoś przyzwyczaiłem się do surowizny wersji pierwotnej. Ogólnie słucha się bardzo dobrze, to profesjonalne granie więc szczerze polecam.
NEW COMPOSERS-DELTA PLAN’04
Z początku brzmi to jak rasowe el aż tu nagle głośny chillout swoja drogą znakomity (White Island) . I ciąg dalszy właśnie jest taki ;lekkostrawny, wpadające w ucho, chwytliwe melodie. Z tym że od Today's Weather zaczyna się jakby druga część płyty gdzie w wprowadzającą niesamowitą błogość dźwięki wprzęgnięto lekcje języka rosyjskiego dla obcokrajowców co daje hipnotyzujący efekt. Dlatego polecam.
PAR EXAMPLE (Ton Haring &Eric Van Baaren)-PHAROS’04
To archiwalne nagrania nieistniejącego holenderskiego duetu Ton Haring ,Eric Van Baaren, zrealizowane w kwietniu i maju 1989 roku na analogowych instrumentach bez użycia jakichkolwiek komputerów, do których Quantum Records jako odkurzonych taśm demo powróciło w 2003 roku wydając je na tymże CD. Flarepath to melodyjne noisy el –ściana dźwięków, łomocząca perkusja, wszystko to jednak ma ciekawą fakturę. Cometary Impulse to przypływy i odpływy bogatych w ornamentacje ambietowych dźwięków przechodzących w rozmazaną melodię przekształcające się w porywające, znakomite postprogresywne granie w stylu Marillion z czasów Fisha. Niestety suita Pharos rozmywa bardzo pozytywne wrażenia. Zdaje się że panowie nie mieli za bardzo pomysłu i ambientowo rockowe rozważania nużą.
ROGIER-FROM THE SHADOW OF THE SUN’04
Te nagrania zebrane z lat 1998 – 2003, które Holender Rogier Van Gaal (rocznik 1973) zdecydowanie na myśl przywodzą syntezatorowo fortepianowymi pasażami okraszonymi wstawkami orkiestrowymi patetycznym nastrojem najsłynniejszego Greka wsród el muzyków Vangelisa. Trudno tu mówić o pastiszu bardziej Rogier jest wiernym uczniem mistrza i trzeba przyznać że robi to znakomicie choć próbuje wylamać się z tej konwecji poprzez choćby, niepotrzebnie, dodanie techno bitu (Into The Mountains). Wszyscy vangelisomaniacy do których i ja się zaliczam będą wniebowzięci. Tym którzy lubią zgrabne melodyjne granie w pamiec na pewno wbija się znakomite Closer To The Truth Part 2, Himalaya Mountains, Dream...Gorąco polecam.
STEARNS MICHAEL & SUNSINGER RON & ROACH STEVE-KIVA’95
Dla Stearns’a sięgnąłem po tą kolaborację gdzie indiańskie śpiewy wspomagane etnicznymi instrumentami okraszone na przykład potężnymi uderzeniami basu przypominającymi apokaliptyczne gromy tworzą podniosły, patetyczny nastrój. Im dalej w las tym coraz bardziej odważnie z tej muzyki wydziera etno ambient. Polecam jako tło do nocnych obserwacji a szczególną moją uwagę zwrócił East Kiva (Calling in the Midnight Water) gdzie mamy sporo syntezatorowych zawiesin idealnie wpasowujących się w mroki muzyki z Blade Runner.
SHANTI OLIVER-SHAMAN 2’00
Dziś 60-letni Oliver Shanti czyli Ulrich Schulz karierę muzyczną rozpoczął jeszcze w latach 60. XX wieku, jako nastolatek grając na gitarze w portowych ulicach powojennego Hamburga. W wieku 14 lat udał się do Paryża a później na Karaiby. Mieszkał też w Amsterdamie, Berlinie, Kalifornii oraz Północnej Afryce. Śpiewał w klubach nocnych oraz zajmował się różnymi pracami na swoje utrzymanie. Na początku lat 70. organizował koncerty muzyki folk. Zaprzyjaźnił się też ze znanym szkockim artystą Donovanem. Po muzycznym festiwalu w libańskim mieście Baalbek zafascynował się muzyką orientalną. Postanowił zniknąć z życia publicznego i lata 1973-1980 spędził w indyjskiej dżungli nieopodal rzeki Ganges. Odnaleziony przez przyjaciół powrócił do Europy i do pracy na scenie muzycznej.Razem z dźwiękowcem Veitem Waymanem, multiinstrumentalistką Margot Vogl-Shanti otwiera wytwórnię muzyczną SATTVA Music. Pierwszą produkcją była płyta Frieden Shanti Peace. W późniejszych latach wydawał kolejne płyty. Jego najbardziej znane Tai Chi, Well Balanced, Alhambra osiągnęły ponad 100 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Tworząc muzykę opierał się na osiągnięciach etnicznych muzyków z różnych stron świata. Jego wytwórnia współpracowała z takimi artystami jak m.in. Rick Wakeman oraz Gandalf. W 2002 roku wyszło na jaw, że jest podejrzany o molestowanie seksualne 116 dzieci w tym 5 ciężkich przypadków. Muzyk zniknął ze swojej portugalskiej posiadłości i od tej pory ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości. Niemiecka policja z Monachium wystawiła list gończy oferując 3000 EUR. nagrody za informacje. 29 czerwca 2008 roku został aresztowany w Lizbonie w Portugalii... Ta część jest duża ciekawsza muzycznie bo to luźne wariacje na tematy indiańskie z dużą ilością recytacji z indiańskich rytuałów a sam krążek to apel o uwolnienie jednego z przywódców indiańskiego ruchu oporu. Generalnie Shanti robił dużo lepsze rzeczy...
VERDEAUX CYRILLE & XOLOTL BERNARD-PROPHECY’81
Xolotl oprócz muzyki el znany jest z zainteresowań buddyjską kulturą Tybetu, mitologią Majów i Azteków co przelewa na osadzone w tym kręgu wizji obrazy, które często są zarazem okładkami jego płyt a poza tym bawi się w fotografię i pisanie. Verdeaux to bardzo interesująca postać-człowiek, który już w wieku 14 lat rozpoczął naukę w prestiżowym Francuskim Konserwatorium Narodowym w Paryżu, aktywny uczestnik wydarzeń 1968 roku, twórca jednej z najbardziej znaczących francuskich kapel rocka progresywnego Clearlight który nagrywał dla Virgin, zwrot jego zainteresowań muzycznych nastąpił w 1979 roku po tragicznej śmierci 4 letniego synka-oddał się podróżom po świecie zatrzymujac się na dłużej w Indiach gdzie olśniła go joga, medytacja oraz i tradycyjna muzyka- od tej pory zainteresowały go syntezatory i muzyka instrumentalna. W naturalny sposób skrzyżowały się drogi obu tych twórców zainteresowanych tymi samymi obszarami muzycznymi. Wszystko nagrano na Teac 3440, okazjonalnie wykorzystano Prophet 5 i systemy Zeta czyli syntezator gitarowy. Jak przystało na tamte czasy to surowizny w onirycznej oprawie – dziwna okładka ( praca Xolotla) sprawiają że mam wrażenie że ta muzyka to jakiś substytut grzybków halucynogennych. Jeśli coś zwraca moją uwagę to zajmująca dużą część płyty suita tytułowa.

**********************************************************************
Archiwalia part I
CZERNIAWSKI IGOR –GONE’92. Autor, Rosjanin osiadły w Polsce jest bardziej znany jako projektant sukcesu zespołu Aya RL. Jego solowa płyta to ciekawy melanż tradycyjnej el jak i ambitne próby zmierzenia się z muzyką symfoniczną. Warto mieć choćby dla niesamowitego Holocube. (8.08/10)
DANCING FANTASY-DAY DREAM’95 chilloutowe ciepłe klimaty na plażę (8.05/10)
D.I.D.- ASTRONOMIA’93 zdaje się, ze nasz rodak Benny Augustyniak wysmażył wydawnictwo ciut monotonne ale mające parę fajerwerków (7.98/10)
ELECTRONIC REVIVAL-PRZEBUDZENIE’07 2 cd Bardzo ciekawy debiut duetu Marcin Chmara, Tomasz Florek. Łączą tradycyjne brzmienie elektroniki z gitarą elektryczną ( takie polskie Axxess-Maxxess) okraszając to nowymi brzmieniami. Polecam szczególnie utwór otwierający to dwupłytowe wydawnictwo pt. Ucieczka (8.06/10)
HERTEL MIKOŁAJ-SŁOWIAŃSKI ODCIEŃ’06 Zaskakująco dobra płyta. Od kilku lat Hertel przynudzał tu zaskakuje zwyżką formy. Rewelacyjny Good Morning Mr Sergei. Nota byłaby wyższa gdyby nie piosenkowe wstawki. (8.02/10)
HOLOGRAM-SIÓDMA KOMNATA NIEBA’01( z mc) Włocławska kapela grająca BS w starym dobrym stylu. (8.13/10)
JOLLIFFE STEVE-POLAND’06 (8.1/10) i SUNYA BEAT(Baltes, Heilheker,Grosskopf)-JELENIA GORA SESSIONS’05 (8.12/10) świetne reminiscencje z Ricochetu.
LABRADFORD- E LUXO SO’99 dość nietypowa el muza (7.95/10)
Mocne zaskoczenie -świetne płyty które zmieniają mój Top tego wykonawcy -OLDFIELD MIKE-VOYAGER’96 (8.85/10), OLDFIELD MIKE-GUITARS’99 (8.48/10)
PERON CARLOS-BAKER’S BARN’96 najbardziej znany jako członek Yello na debiutanckim Solid Pleasure po którym poszedł własną drogą równie nietypowej elektroniki (7.93/10)
SANJIVA-RADIANCE’98 elementy orientalnego dalekiego wschodu z nową elektroniką (8.46/10)
SLONIKER MARK –TRUE NATURE’90 smoth jazz na sax na pierwszym planie(7.95/10)
niedoceniany Grek tworzący niesamowicie piękne pejzaże za pomocą gitary i delikatnych pokładów syntezatorowych czyli SPHEERIS CHRIS –CULTURE’93 8.01
SPHEERIS CHRIS-DESIRES’94 8.50/10
SPHEERIS CHRIS & VOUDOURIS PAUL-EUROPA’95 8.2
SPHEERIS CHRIS-EROS’97 8.38
Bardzo rzadka rzecz czyli VOLLENWEIDER ANDREAS-EINE ARTZTE SUITE IN XIII TEILEN’79 (8.03/10) zaskakująca fanów jako że wiodący instrument to przeważnie...fortepian!
Dostało mi się ostatnio sporo smaczków więc po kolei - Kilka lat temu kupilem płytę Every Moment Counts artysty ukrywającego się pod pseudonimem Arno. Płyta ciekawa na tyle aby z radością upolować jego kolejne 3 krążki i...zbyt wielkie oczekiwania albo rzeczywiście udała mu się tylko jedna płyta goda uwagi.
Najbardziej znanym naśladowcą brzmień i stylu Vangelisa jest Frank Van Bogaert, podpora Groove Unlimited. Wpadły mi w ręce wreszcie brakujące albumy czyli Closer(04) i Nomads(06). Closer wmieszał w pompatyczne dźwięki m.in. chillout i bity transowe ale wiele tam znakomitych smaczków z Vangelia lat 70-tych. Nomads zaś rozczarowuje -jak na Franka słabe i nijakie.
Ron Boots to zasłużona postać el muzyki tworząca od początku lat 80 tych ciekawe i mniej ciekawe kompozycje a zarazem zasłużony propagator tej muzyki i współwłaściciel najbardziej znanego sklepu z nią czyli Groove Unlimited. W 2000 roku jako "80s Box" pojawił się zestaw 6 CD gdzie 5 pierwszych płyt zbierało wydania kaset magnetofonowych a szósty zawierał pewne ułamki z samplerów, składanek itp. I te właśnie wydawnictwo czyli Odds & Ends zdecydowanie jest najmocniejsze w tym boksie. Świetne melodie i sekwencje pozwalają umieścić mi ją w pierwszej piątce najciekawszych Bootsów. (Moja ulubiona to BOOTS RON & AERTS KEES & HEJIDEN ERIC VAN DER -BAH! LIVE IN SWEDEN’98 ).
Biological Events -L.i.f.e. M.o.r.p.h.i.n.g. to propozycja Ralfa Pauli z 1995 roku. Autor oprócz tego projektu zaznaczył się także jako Numixxx w remiksach utworów el z czego najbardziej znany jest dynamiczna wersja płyty "Heaven & Hell"-Software jako "Software As Hardware" (95). I właśnie stały członek tego duetu Michael Weisser pomógł mu przy ambitnej próbie łączenia ambientu z techno. Słucha się tego ciekawie, choć słychać że artyście brakuje trochę do wielkich el muzyki. Ale polecam.
Oficjalne DVD Oldfielda Live At Montreaux z koncertem z 1981 roku. Szeroka paleta jego twórczości - od Tubular Bells po Platinum. Udział Maggie Reilly dodaje całości kolorytu
Jestem po lekturze Code Indigo czyli duetu stworzonego z udziału dwóch tuzów ME -Roberta Foxa (wszystkie płyty oceniam na minimum 8/10) i Davida Wrighta którego Walking With Ghosts to jedna z najciekawszych płyt tego nurtu. Jednak ani Chill ani Time Code nie powaliły mnie. Realizacja perfekcyjna jednak coś im brakuje. Nużą po dłuższym czasie.
3 płyty w duchu około nju edzowym. Gandalf (Heinz Strobl) to
artysta nierówny ale konsekwentny w swym wydawniczym uporze. Trafiła do mnie
jego koprodukcja z niejaką Galadriel (Pippa Armstrong) w postaci krążka
Shining (1985). Początek jest oszałamiająco świetny (Breathing part 1, It's
a new life, The eternal stream, The shining) dopóki swego ulotnego głosiku
nie objawi nasza Pippa która a) jest jeszcze zapewne dziewicą b) powinna
startować w Szansie Na Sukces...melodie są całkiem przyzwoite ale delikatnie
mówiąc ów wokal na poziomie przyśpiewek z Radio Maryja nadaje całości
odrobinę "dekadencji". No cóż gdyby tak Jon Anderson zechciał na to rzucić
okiem....Jeśli chodzi o wokale to i tak prym u Gandalfa wiedzie Tracy
Hitchings na To Our Children's Children która jest całkowicie niestrawna.
Ale i tak warto dla tych kilku melodii.

Bruno Reuter czyli Karunesh ma na swym koncie Sounds Of The Heart i Colours
Of Light które są dla gatunku tym czym Ricochet czy Oxygene dla el. Ale
później zbłądził pod medytację a ostatnio pod muzykę World. Jeśli ktoś lubi
indyjskie tamburyny, piszczałki, sitry i bollywodzkie zawodzenia wymieszane
czasem z trance to polecam: Global Village i Joy Of Life (06).
SCHULZE KLAUS-JUBILEE EDITION #16 Nightwind Studio, 1973Minuet Studio,
1973Signs of Dawn Studio, 1973Phonetisches Plakat Studio, 1979Study for
Brian Eno Studio, 1970 Study for Philip K. Dick Studio, 1972 German
Interview with KS in 1979
jedna z najciekawszych płyt z Editionów. Szczególnie elektryczne organy
zNightwinda i gitara w Minuecie.
SCHULZE KLAUS-JUBILEE EDITION #17 Dans Un Jardin Concert, 1979 Faster Than
Lightning Concert, 1979 Study for Terry Riley Studio, 1971
Niestety nudy. Nawet Faster w manierze Time Actora
SYN -SOUND TRAVELLER (02) To moje pierwsze spotkanie z tym "berlińczykiem".
David T. Dewdney robi NBS idealnie naśladujący stare, dobre brzmienia lat 70
tych czyli coś dla fanów Redshift czy Arcane. Słucha się
wyśmienicie -Soundwave Traveller to Berlin z domieszką Space Music,Freefall
imitacja brzmień TD z początku lat 80 tych z psychodelicznym zakończeniem,
Sonus (Part 3) dynamiczny NBS. Warto.
TANGERINE DREAM-INFERNO(DVD)'06
najciekawsza muzycznie według mnie interpretacja prze Froese, Dantego. Fajne
dodatki - jak przygotowywano koncert i o oszałamiających kostiumach dla div
udzielających się wokalnie. Ale ogólnie dla hard fanów.
VOLLENWEIDER ANDREAS-MAGICAL JOURNEYS(DVD)'06
Panowie w pewnym wieku mają ciągoty zrobienia czegoś na sale koncertów
symfonicznych (Schulze -Totentag, Froese -Divina Comedia, Vangelis-Mythodea)
i dołączył do nich Vollenweider. Płyta DVD bowiem zdominowana jest przez
orkiestrowe Tales Of Kira Kutan i Wolkenstein które jak żywo przypominają
hollywodzkie OSTy, ale mamy też smaczki - Cosmopoly i przede wszystkim
tokijski koncert z 1987 roku z trasy Down To The Moon - ten polecam
szczególnie -zmienione aranżacje, nieznane utwory.
PYRAMID PEAK-RANDOM EVENTS'00
It's Alive!!! Uważałem że główna gałąź muzyki el jaką jest szkoła berlińska
drepcze w miejscu -czasem zdarzały się płyty wywołujące przyspieszone bicie
serca aż wreszcie ...FISH'N'LOVE'(01)'06 -świetne ale jedna jaskółka wiosny
nie czyni , HIMALAYA'93 coraz ciekawiej ale nie ma co chwalić dnia przed
zachodem słońca no i w końcu ta płyta... duet Axel Stupplich i Andreas
Morsch to zdecydowanie najlepsza kapela tego gatunku. Nawet Arc pozostał w
tyle. No ale przecież Axel także solo jako Axess jest fenomenalny.
SUMMERS ANDY-MYSTERIOUS BARRICADES'87
Basista The Police w ciekawych, niekonwencjonalnych pejzażach muzycznych
łączących styl Pata Metheny z ambientem. Ciekawe
SCHULZE KLAUS-JUBILEE EDITION #18 Verblüffe sie! Studio, 80s Seltsam
Statisch Studio, 1983 Kompromisslose Invention studio 80's Maxxi studio 1985
Utwór drugi z mojej ulubionej sesji Drive Inn świetny do samochodu, trzeci
idealnie przypomina szaleństwa Schnitzlera, a czwarty kojarzy mi się z
serialową muzyką typu Mc Gyver.
ART OF NOISE –WHAT HAVE YOU DONE WITH MY BODY, GOD?’06
Czteroczęściowa rzecz dla fanów Art Of Noise – zespołu grającego komercyjną elektronikę w latach 80 tych ( obok takich wykonawców jak Hammer, Faltermayer). Mają na koncie choćby doskonałą In Visible Silence a obecnie odcinają kupony od starych czasów robiąc różnego rodzaju mixy remiksy starych wpadających w ucho nagrań. Ten box to świetna podróż w krainę ich niespotykanych dźwięków i zarazem gratka dla tych którzy zespołu nie znają. Polecam.
BANABILA -LIVE MIX ’06
Działający od 1983 roku holenderski artysta Michel Banabila specjalizujący się w nowej elektronice w 2005 roku zaprezentował się polskiej publiczności w Gorlicach. Efektem tego występu jest wydany przez Requiem Records zmiksowany zapis tego wydarzenia. Nie jestem miłośnikiem nowych brzmień ale ta płyta poraża świeżością. Bardzo dobra rzecz.
KATER PETER & NAKAI R. CARLOS-NATIVES’92
Spotkało się dwóch panów –jeden dmucha w fujarę drugi brzdąka w piano. Dla zagorzałych fanów wytwórni Narada i Davida Lanza. Mnie odrzuciło...
SCHULZE KLAUS-KONTINUUM’07
Po wołających o pomstę duplikatach tego samego brzmienia latach 90 tych Klaus odżywa. Ładna, stonowana płyta pełna melancholii i nostalgii. Warto.
SKRZEK JÓZEF-LA TEMPETE’07
Skrzek ma swój niepowtarzalny moogowy styl. Tylko czy to wada czy zaleta? Jak dla mnie ciekawa płyta ale nic nie wnosząca do tego co już Skrzek w temacie el stworzył.
BIOSPHERE –AUTOUR DE LA LUNE’04
Jansen cieszy się dużym kultem wśród wyznawców ambientu – nurtu zawieszonych w przestrzeniach dronów, które u mnie zamiast egzaltacji najczęściej wywołują ziewanie...Co ciekawe, oczywiście Substratę uważam za kamień milowy tego gatunku ale za najciekawszą uznaję debiutancką Microgravity okraszoną mocno trance i nową elektroniką. Co do rzeczonego krążka ów minimal ambient tworzący co paradoksalne, rozbudowane struktury przypadł mi do gustu. Janssen wraca do formy.
RICHARD BURMER-INVENTION’92
Moje pierwsze spotkanie z tym zmarłym w zeszłym roku muzykiem czyli On Third Extreme (88) nie było zbyt zachęcające. Ale zawsze należy dać wykonawcy drugą szansę. I tak natrafiłem na ten krążek który okazał się wart grzechu. Pod koniec Burmer trochę przynudza ale większość płyty to ciekawe, dopracowane melodie z domieszką Space Music. Warto
CENTRAL EUROPE PERFORMANCE-BREAKFAST IN RUINS’89
Projekt Udo Hanten’a i Albin’a Meskes’a ( to oczywiście panowie z duetu You) zgromadził wiele ciekawych nazwisk: bębniarz związany z el muzyką Harald Großkopf, perkusista jazzowy Frank Mevissen, gitarzysta hard rockowy Ralf Aussem i inni. Materiał gromadzi wybór materiału z trzech radiowych koncertów (m.in. jeden dany dla rozgłośni DFF w ostatnich dniach istnienia NRD). To bardzo nietypowa a przez to arcyciekawa jak dla mnie rzecz. Awangarda wsparta eksperymentem okraszona melodyką brzmi niesamowicie nośnie i interesująco. Co dość zaskakujące zespół ma na koncie tylko to wydawnictwo mimo że istnieje do dziś. Obecnie przygotowują się do koncertu którego tytuł mówi wszystko „Qatsimania-The Music Of Philip Glass Performed By CEP”. Polecam
ANDYMIAN – SCARECROW PASSION OF SURVIVAL’07
Ten kolejny koncept album Andrzeja Mierzyńskiego zainspirowany został spektaklem plenerowym zaprzyjaźnionego z nim teatru "między innymi". Senno marzycielske dźwięki Andymiana znane z poprzedniej płyty o deszczowym królu doczekały się kontynuacji. I znowu ascetyzm brzmień połączony z minimalizmem ozdobników opowiada historię o mistyczno przyrodniczych wątkach. Szczególnie polecam piękną suitę Wind - Ruse and Coolness.
DEGÓRSKI JAROSŁAW-DREAMS’03
DEGÓRSKI JAROSŁAW-GLOBAL’02
Jarek to dla mnie ewenement. Najpierw poznałem jego osobiście podczas pierwszego EW a dopiero teraz po 3 latach wpadły mi w ręce jego płyty. Wcześniej jakoś nie spodobała mi się jego kompozycja na Tangram Sampler vol 2 ale za to energetyzująca dawka muzy podczas jego występu na drugim EW i świetne otwarcie na CES powodowały moją ciekawość. No i ? Dreams co słychać wyraźnie pokazuje „rozdarcie Degórskiego między twórczością el głownie w stylu NBS a rytmami trance i rave. Co bardzo interesujące to bardzo twarda, mocna i zdecydowana muzyka opierająca się niejednokrotnie o ostrą gitarę elektryczną (Tejchman) - nie użyczysz tu zbyt wielu subtelności i tu tkwi siła przekazu tej męskiej elektroniki. Spodobało mi się !
Wcześniejszy o rok Global wyraźnie wskazuje że w Jarku przeważała jeszcze tradycyjna elektronika ale pojawia się już kilka kompozycji nowych gatunków spod znaku techno.
W tych rzeczach spod znaku klasyki zadziwia niesamowity potencjał twórczy. Świetny Laserap a zwłaszcza chodzący za mną wciąż fenomenalny Transsampler. Szkoda, trochę zamazują obraz całości wstawki ala techno.
SHREEVE MARK –IN CONCERT EMMA FESTIVAL MARCH 12TH 1994 THE ASSEMBLY ROOMS, DERBY (DVD)
Dalej staram się zgłębić tajemnice o co chodzi z tą popularnością Shreeve’a? Tym razem także za pomocą wizji. To jakaś zgrywka z VHS co widać po białej linii u dołu od zagiętej taśmy. No cóż głośno, krzykliwie i... czasami świetnie i to nawet bardzo ale trochę za mało tu subtelności a dużo łomotu. Ale dla fanów gratka. Oczywiście The Stand też jest.
ANUGAMA-SILENT JOY’87
Ukrywający sie pod tym pseudonimem Werner Hagen stworzył tą muzykę gdy New Age sprzedawało się na pniu czyli w okresie prosperity tego nurtu w latach 80 tych. Ale dzisiaj fletnie pana okraszone dość monotonną muzyką polecić można tylko wytrwałym.
DISJECTA-CLEAN PIT & LIT’96
Przedziwna muzyka. Nowoczesna elektronika z metalicznymi barwami spod znaku IDM z wplecionymi subtelnościami ambientu. To solowy projekt Mark’a Clifford’a z Seefeel. Wciąga.
JOLLIFFE STEVE-BRUTON SUITE’86
Jolliffe ma na swym koncie naprawdę świetne rzeczy. Ale to radzę omijać łukiem. Okładka i tytuł wskazuje na dzieło klasyczne. I rzeczywiście. Na przemian mamy utwór smyczkowy lub kawałek na gitarę klasyczną. Te ostatnie są jeszcze w miarę ciekawe. Ale ogólnie niestrawne.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW-MYŚLOWY BAŁAGAN’07
Bałagan nagrań. Jakoś nie potrafię dociec klucza wyboru tych nagrań z bardzo różnych brzmieniowo okresów u Komendarka. Coś na kształt Best Of.
WOJTOŃ MARIUSZ –NIEBA’07
Wojtoń reklamuje tą pozycję, drugą w jego dorobku jako muzykę relaksacyjną. No cóż, nie wiem czy mroczne, pełne niepokojącej głębi odgłosy industrialnego ambientu można zaliczyć do DEGÓRSKI JAROSŁAW-HOLOGRAM’94
DEGÓRSKI JAROSŁAW-OPOWIESCI Z KRAINY FANTAZJI’95
Początki Jarka. Noisy el jak to nazywam. Hmm to jeszcze nie to co lubię.
ELEKTRONICZNY WOODSTOCK 2006
Ricochety? Dajcie sobie spokój posłuchajcie TEGO! Fenomenalny krążek pierwszy zawiera jamy –moja ulubiona kompozycja to Linia Czasu. Krążek drugi to panowie w solowych odsłonach. Maxi ambientowy Bociński, berliński Kucz (ciekawa parafraza Stuntmana Froesego), tradycyjno transowy Degórski itd. Z tym ze to itd. Równie świetne a nawet fenomenalne. Jazda obowiązkowa.
NAMLOOK PETE & SPYRA WOLFRAM-VIRUAL VICES 5’06
Po Orphan Waves mogłem spodziewać się takiej płyty. No i widać że idee Der Spyry przeważyły stąd więcej tu jazzu w stylu Metheny’ego niż wyciszonych brzmień mellotronu. Ale to właśnie w tym siła tego wydawnictwa –niekonwencjonalność. Warto.
SPACE-MAGIC FLY’77
SPACE-DELIVERANCE’77
Funky z żywym rytmem perkusyjnym na tle mellotronu. Tak można streścić to co dzieje się na tych płytach które w lekki, dyskotekowy sposób podają kolejne melodie. Druga płyta z przewagą piosenek ale oczywiście najbardziej znana ze względu na przebój Magic Fly jest płyta pierwsza. Marouani solo zrobił potem olbrzymią karierę w ...ZSRR. Szczerze mało strawne ramoty.
PROPAGANDA-OUTSIDE WORLD-VIDEOS’02 (DVD)
ZTT Tumb było wytwórnią w której w niczym naczyniach połączonych przelewały się pomysły na nowoczesne brzmienia syntezatorowe między popowym Frankie Goes To Hollywood, elektronicznym Art Of Noise i postnoworomantyczną Propagandą. Ta ostatnia najbardziej znana z przeboju Dr Mabuse ma w swym dorobku zaledwie trzy hity video. Ale jakie. Płyta zawiera po dwie wersje teledysków do Dr Mabuse ( czarno biały w manierze gotyckiego kin Murnau’a, kolorowy studyjny ) Duel (chińska dzielnica, chińksa dzielnica z dymkami komiksowymi) i videoclip do P.Machinery plus tzw. TV commercials do tych singli. Jak dla mnie bardzo smakowity kąsek.
REDSHIFT-FAULTLINE –HAMPSHIRE JAM 2 FESTIVAL, LIPHOOK, HAMPSHIRE, ENGLAND, 9TH NOVEMBER 2002’07 (DVD )
Właściwie to nic nowego pod słońcem bo zapis wideo tego koncertu znany jest jako bootleg. Sprawnie zrealizowane z kilku ujęć z tym że treściowo ot ciekawy berlin ale żeby nie wiadomo co - to nie.
COSMIC BABY- THINKING ABOUT MYSELF’94
COSMIC BABY- FUTURA’95
Z tym wykonawcą związana jest pewna mistyfikacja. Otóż jego płyta Heaven (98) była na tyle podobna do stylu JMJ że sprytni fałszerze wypuścili ją jako unikalne wydanie nowego dzieła JMJ –Age Of Silence (98) z tym że na okładce podano błędnie nazwisko Francuza Jean MichAel Jarre. Nadal wielu ludzi nabiera się sądząc że to JMJ. Nie na darmo przytaczam tą historię albowiem jestem oczarowany tym jak znakomicie imituje choćby TD. Harald Bluechel swobodnie porusza się po elementach trance połączonych z mocną, odważną el w zanurzoną w melodyjnej melasie ciekawych kompozycji. Pierwsze elektroniczne zespoły które Bluechel odkrył to były TD i Kraftwerk stąd sample Musique Non Stop wplecione w Tao 2000, idealna podróbka krótkich form TD z lat 80 tych (Treptow) a nawet wybiegnięcie w przyszłość TD i coś co nazwałbym Inferno Continues czyli typowe tangentyzowane brzmienia połączone z prawie operowymi śpiewami (Movements In Love, Transformations). Obie płyty znalazłyby się w Generatorze w dziale 79% tradycji i obie są świetne. Gorąco polecam.
OLDFIELD MIKE-EARTH MOVING ‘89
Produkt wyraźnie nakierowany na rynek USA bowiem słychać tu typowo amerykański rock z lat 80 tych typu Reao Speedwagon czy Chicago. Takie sobie.
KOMPUTER -E.P.’96(12’’)
KOMPUTER-LOOKING DOWN OF LONDON’96(12“)
KOMPUTER-VALENTINA’98(12”)
Jeśli ktoś mnie spyta kto jest moim ulubionym naśladowcą Kraftwerk bez namysłu odpowiem : Komputer. Duet Simon Leonard i David Baker tymi 3 epkami poprzedził duży debiut czyli World Of Tomorrow(98) na którym zresztą pojawiły się niektóre z tych kompozycji ponownie (Valentina, Looking Down On London, We Are Komputer). Wszystkie melodie to zręczna podróbka panów z Dusseldorfu ocierająca się nawet o plagiat (Neon Licht a Oh Syntetiser). Ale warto.
ELEKTRONICZNY WOODSTOCK 2007 SYNTEZATOROWE IMPROWIZACJE KRUSZWICA 2007 – (2 CD)
ELEKTRONICZNY WOODSTOCK 2007 SYNTEZATOROWE IMPROWIZACJE KRUSZWICA 2007 –(DVD)
Na CD jakoś nie rozpoznaję materiału z koncertu finałowego. Ale za to mamy mnóstwo nowoczesnej el muzyki. Zdarzają się liryczne wstawki (Track 6 dysk 2) lub mocno rozbujane rytmy ( Track 11 – dysk 1) ale generalnie jest grane tak że nie mogę rozpoznać kto jest kto. Nadal podtrzymuję że trzeci Woodstock najmniej mi się podobał na scenie i na płytach także.
Na DVD niespodzianka. Zdjęcia Piotra „Millenium” Sułkowskiego. Co do wizji także miła niespodzianka. Profesjonalnie, z kilku różnych ujęć a nie tak jak w 2005 roku statycznie jedną kamerą czyli nudnie dla oka. In minus kiepski nośnik. Coś mi nie chce odpalić w stacjonarnym DVD. Muzycznie najpierw zapis jamów - całość zdominowana przez brzmienia ukochane ostatnio przez Komendarka i Jarka Degórskiego. Czyli trance i techno. Potem solowe występy (ale nie w całości), Neriousa (akurat to co zagrał z „Pejzaży”), Bocińskiego (jak dla mnie dość zaskakujący bo mało ambientowy), Adama Mr Smok Bórkowskiego (ciekawe) Kucza (berlińsko) nowa posatać na festiwalu, Ola Bryl dosyć dziwnie filmowana od tyłu (jakoś na koncercie bardziej mi się widziała jej muza) Degórskiego (za mało dynamicznie jak dla mnie) i Komendarka ( też nie dla mnie).
SUNYA BEAT-DELHI SLIDE’99
Świetny krążek Gora Sessions z polskiego Ricochetu skłonił mnie do poszukiwań innych dokonań trio Baltes, Heilheker,Grosskopf. I zaskoczenie. Mój ulubiony kawałek z koncertu w Jeleniej czyli Gora Slide to...zdynamizowany kawałek tytułowy z tej płyty. Jest różnie. Głównie orientalne brzmienia z indyjskim instrumentarium w tle których słychać przesterowane gitary. Mamy także interesujące śpiewy wplecione w eksperymentalną muzykę (zasługa Grosskopfa - Across The Borderline). Szkoda najdłuższego ponad 17 minutowego kawałka Hanuman Suite, After River, Carmeliter gdzie znakomite początkowe parę minut grzęźnie w mieliznach jazzowych dyrdymałów.
DEGÓRSKI JAROSŁAW-WYKRADAJĄC SNY’96
DEGÓRSKI JAROSŁAW-PULSACJE’00
Wykradając Sny to trzecia kasetowa propozycja Jarka sprzed lat. Krótkie formy, jeszcze nie za bardzo interesujące ale coraz ciekawsze choćby przez użycie monodeklamacji. Po 4 latach wydał swój pierwszy krążek Pulsacje. I tu już słychać i dopracowanie i inteligentne melodie. Polecam zwłaszcza Firewalk otwierający płytę.
TABOR RADOSTI-LAMAT’06
Kolejny wykonawca związany z tegorocznymi Gorlicami. Przedziwny czeski twór. Przez moment brzmi bardzo oryginalnie gdzie IDM łączy się z dark ambientem w splotach wokalnych w stylu Type O’ Negative czyli coś jakby satan hard rock co po jakimś czasie męczy. Nie jest tak do końca to horror bowiem muzyka bywa momentami wielce interesująca (np. Synové Světla ). W sumie na tak.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST
Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #70485 autor: spawngamer » 28 paź 2008, 23:38

BENEDICTIS DE DEAN-SALVAGING THE PAST’05
Dean De Benedictis jest Amerykaninem, synem teatralnego i telewizyjnego kompozytora Richarda De Benedicts. Jego pierwsze zainteresowania sięgały po Pink Floyd, Led Zeppelin, Kraftwerk, and Soulsonic Force ewoluując w stronę ambientu, szkoły berlińskiej i jazzu progresywnego. Po ukończeniu studiów zarabiał na życie jako kompozytor melodyjek dla TV w zaciszu domowym eksperymentując z muzyką elektroniczną Muzykę instrumentalną pod własnym nazwiskiem wydał na dwóch płytach oraz ma na koncie 4 krążki jako Surface 10 gdzie tworzył techno tribal (m.i. dla DiN Records Iana Boddy) . Jest też założycielem Fateless Music Records i Fateless Flows Collective skupiającej elektronicznych kompozytorów tworzących w Los Angeles i dyrektorem Cyberstocku czyli festiwalu muzyczno- wizualnego odbywającego się w górach Santa Monica. Niezwykle refleksyjne granie. Początkowe dźwięki sugerują zwykły ambient ale już po chwili artysta urzeka nas dźwiękową podróżą melanżu głównie SM z różnymi pochodnymi typowymi dla el muzyki. Bardzo klimatyczna atmosfera tworzy wciągającą fakturę gdzie mamy do czynienia z dojrzałą, profesjonalną pracą – często niezwykłej urody a co ważne pozbawioną pretensjonalności a wprost momentami zahaczającą o muzykę eksperymentalną zabawy formą. Ciekawe doznania estetyczne, klimatyczne narkotyzujące uszy przestrzenne granie niesamowicie wciąga. Zaskakuje też niekonwencjonalne instrumentarium jak chociażby waltornia ale podana z kosmicznym pogłosem na tle muzyki gwiazd daje zapierający dech w piersi efekt. Polecam.
BLAKE TIM-MAGICK’91
Tą płytą zrealizowaną w domowym zaciszu Blake przypomniał się po 13 latach milczenia. Szkoda trochę że zbyt często nadużywa perkusyjnych presetów ale nadal tworzy udaną elektronikę. Są tu potknięcia które jednak brzmiąc jak dzisiaj, w epoce cyfrowych produkcji infantylne wprawki to jednak mają dla nas, wychowanych w latach osiemdziesiątych wartość nostalgicznych wspomnień. Trochę drażnić może np. śpiewany Tonight (utworów z wokalem jest więcej nawet po francusku) ale za to w The Strange Secret of Om Gliding (chyba najciekawiej zaaranżowany kawałek) z półszeptany głos nadaje całości kolorytu. Kolejne utwory potwierdzają klasę Blake’a, który wyraźnie nawiązuje do czasów świetności Space Rocka, gdy tworzył w kapelach Hawkwind i Gong grając tam na tereminie i wirtualnej gitarze prowadzącej. Niewiele osób pamięta że był pierwszym artystą, który podczas koncertów zamiast świateł i iluminacji użył promieni laserowych i był jednym z prekursorów francuskiej elektroniki. Dla fana el muzyki piękne uzupełnienie kolekcji.
CANOVAS JAVI-NIGHTS OF BRIGHTNESS’08
Najnowsza produkcja Hiszpanina Javi Canovasa potwierdza, że jest nadal betonowym wyznawcą Berlina. Jedynym odstępstwem jest dodający nowoczesne bity „Mr.Ivan” gdzie można dostrzec pokłosie Kraftwerk ale w modernistycznym ujęciu. Nie koniecznie dla wszystkich.
DEMBY CONSTANCE-LIVE IN TOKYO A COSMIC SYMPHONIC CEREMONY’92
Demby jest najbardziej znaną obok Huygena ( notabene wydawcy tego DVD) postacią hiszpańskiej el sceny. Wykorzystuje ona w niekonwencjonalny, innowacyjny sposób liczne brzmienia jak i prekursorskie, prototypowe instrumenty. Ten obraz zrealizowano podczas japońskiego tournee na koncercie letniego przesilenia. Filmowany aż przez 10 kamerzystów daje wrażenie iż odbył się bez udziału publiczności. Od strony wizualnej wszystko tonie w dominującej barwy ciemnoniebieskiej poświacie pełnej mgieł i mroku gdzie centralną postacią jest Demby na tle ascetycznej, opartej głównie na witrażach scenografii. Rzadko realizator materiału pozwala sobie na ucieczkę w metaforykę pokazując np. jakieś detale architektoniczne. Muzycznie poza kilkoma wtrętami z taśm dźwięki powstawały spontanicznie inspirowane daną chwilą występu. Senno marzycielska muzyka oparta jest na stałych barwach wydobywanych jedynia z Kurzweilas K-2000 a poprzez ów eklektyzm inspirująca do miana syntezatorowej próby stworzenia jak sam podtytuł sugeruje kosmicznej symfonii. Najbardziej zaskakuje mnie utwór Tree Of Life gdzie poprzez śpiew jak i strunowe instrumentarium Demby wyraźnie naśladuje Lisę Gerrard. Trudno mi się odnieść...może zbyt artystyczne?
ERIC G-CONCLUSION’07
Jakby to brzmiało gdyby połączyć charakterystyczną sekcję rytmiczną Schulze’a lat osiemdziesiątych z solówkami i sekwencjami lat świetności Tangerine Dream i efektami np. laserowych fajerwerków typowych dla Jarre’a? Odpowiedź dostarcza nam ten szwedzki kompozytor już w pierwszym ponad 20 minutowym kawałku „New Berlin” z 1991 roku. Płyta stworzona została z utworów rozsianych na przestrzeni dwóch dekad (1978-1999) a zrealizowana na mnogiej ilości syntezatorów od ARP-ów prze Korgi, Rolandy po Yamahy i Polimoogi. Eric G oddaje swoisty hołd el klasyce nie tylko poprzez mniej lub bardziej otwarte cytowanie wielkich gatunku ale i nawet poprzez tytuły utworów (A very short visit in a Froesen desert). Granica zapożyczeń jest jednak cienka co wyraźnie wskazuje ocierający się o plagiatowanie Zoolok Jarre’a i Mirage Schulze’a kawałek „The icecream van repair man”. Ale i tak myślę że ten kto posłucha ta płytę z rozkoszą umieści ją w swej kolekcji ulubionych el krążków bo ma w sobie o dziwo mimo mieszania znanych ingrediencji coś świeżego i olśniewającego.
DWANE –MARK-THE NEFILIM’98
Ten album to pewien rarytas gdyż wydano tylko 3000 numerowanych i podpisanych przez Dwane’a egzemplarzy. Pracował nad nim w studiu prawie 3 lata. Muzycznie to typowe ME w kosmologicznych jak to u Dwane’a wymiarach tworzonych poprzez MIDI Guitar. Od strony ideowej jak zwykle stałe w koncepcjach Dwane’a czyli opowieść że ludzki intelekt pochodzi z pozaziemskiej interwencji. W Splice słyszę jakby echa Wuiviend Riet Schmoellinga. Najbardziej przebojowo brzmi Synthetic Species zaś najdojrzalsze wydaje mi się Genetic Drift.
GAS-GAS’96
GAS-ZAUBERBERG’97
Pod projektem GAS kryje się jeden z tuzów kolońskiej sceny alternatywnej, Wolfgang Voigt, znany też pod 32 (!) innymi pseudonimami, właściciel labelu Kompakt i propagator muzyki alternatywnej. Jako GAS te płyty wydane były w Mille Plateuax w listopadzie 1996 i grudniu 1997. GAS wita nas typowym ambientem ale potem dochodzi IDM. Łączenie tych gatunków czyli miejski ambient nazywa się illbientem. Jednostajne głuche basowe pomruki na tle brudnych, trzaskliwych dźwięków –mam wrażenie że na słuchawkach można dostać lekkiej depresji ale w samochodzie jako tło słucha się dobrze. Jeśli już coś maiłbym wskazać to bardziej Zauberberg....
HELPLING DAVID-BETWEEN GREEN AND BLUE’96
Ten debiut zaklasyfikował się do nominacji na niezależny album roku 1996 i otworzył drogę Helplingowi do tworzenia muzyki na potrzeby TV i filmu. Bardzo przyjemne zaskoczenie już na wstępie – Stormchaser to świetne połączenie przeszkadzajek perkusyjnych, gitar, syntezatora w oddali i męskiej wokalizy w mistyczno tajemniczo mroczno patetyczny styl czyli tak jak lubię. I takie zabiegi, czyli trochę tajemnicy w tle plus syntezatorowa zawiesina a wszystko w lekko podniosłym nastroju. Ta płyta serwuje nam utwory osadzone w tradycji New Age ale w bardzo dojrzałej, uszlachetnionej wersji dla „dorosłego” słuchacza choć i są momenty czysto ambientowe (Loss Of Words). Ciekawa płyta. Polecam.
HULSHOF EPPIE VAN- BESUCHER AUS DEM KOSMOS’07
Van Hulshof (znany też jako Eppie E Hulshof i Von Haulshoven) to dinozaur hoelnderskiej el sceny (choc nie występuje live). Tworzy muzykę od 1973 roku, najpierw w grupach rockowych grając na gitarze a od 1979 roku jako el muzyk solo. Wstyd przyznać to moje pierwsze z nim spotkanie i z muzycznym stylem który określa jako „sekwenserowanie wieku kamiennego”. A to po prostu szkoła berlińska z mnogą ilością surowych pulsacji. I ten ascetyzm jest na tyle szczery że polecam tę produkcję zamiast coniektorych plastikowych NBSów.
**********************************************************************
ARCHIWALIA part II


SYNDROMEDA-ALIEN ABDUCTION PHENOMENON’01
Ta płyta pokazuje mroczne oblicze muzyki tego utalentowanego „berlińczyka“. Tworzący od 1992 roku Belg Danny Budts zawsze był na wysokim poziomie tyle że tu jakby zniżył loty. Takie sobie.
TANGERINE DREAM –BLUE DAWN’06
TANGERINE DREAM-MADCAP’S FLAMING DUTY’07
„Blue Dawn” to taka muzyczka tło. Zmywasz naczynia, albo okna –świetnie wspomaga twoją pracę. Delikatne barwy wciągają choćby w A World Away From Gagaland. Czemu nie?
“Madcap” otwiera coś co przyprawiło mnie o żywsze bicie serca. Harmonijka ze „Stratosfear”. I szczerze to mój ulubiony kawałek ( Astrophel And Stella). Moja angielska wersja 12 kawałkowa da się słuchać w gładki, przystępny sposób. Dobry męski głos w nie nachalnych piosenkach gdzie muzyka tworzy tapetę dźwiękową. Fajne.
SCHULZE KLAUS – HISTORIC EDITION. NOBLE CONCERT-AND STUDIO RECORDINGS FROM THE GOLDEN AGE OF ELECTRONIC MUSIC’95- # 1- From And To Concert, 1981, Zeit Geist Concert, 1977
Oklaski na początku płyty trwają i trwają....już myślałem że to jest główną treścią tej płyty...Takie sobie.
WAVESHAPE-VESTIGE NEXT STEPS’99
Poeta włoski Leopardi twierdził że nuda to najsubtelniejsze uczucie jakie może dotknąć człowieka w taki razie album Waveshape Live powinien być w czołówce. Ale mam taki zwyczaj że daję danemu wykonawcy zawsze drugą szansę no i albo nigdy po niego już nie sięgam albo jednak szukam jego nagrań. I tu nastąpi ta druga opcja. Subtelna, piękna płyta wychodząca z tendencji NBS-u. Polecam.
VOLT-NUCLEOSYNTHESIS’07
To moje trzecie spotkanie z tym “betonowym” zespołem. Duet Michael Shipway i Steve Smith wylał kolejną gruchę NBS-u i fani się cieszą. Mnie ani ziębi ani grzeje...
BOOKOVSKY - UKLAD SŁONECZNY NASZYJNIK BOGA’96
Debiut Michała Bukowskiego zrobiony na kasecie dla Digitonu trafił do mnie na CD od autora z komentarzem:” Podkreślenia wart jest fakt, że pierwszy album jest ( tu pada przymiotnik odrzeczownikowy określający męską część ciała w charakterze pejoratywnym) w sposób trudny do tolerowania i osobiście go nie polecam, jakkolwiek ostateczna decyzje pozostawiam Tobie.”
W czym rzecz? Booky gra tam na mizernych instrumentach trochę brzmi to amatorsko ale bardziej chyba ma pretensje do siebie, że ta płyta jest...ładna! Zamiast berlina mamy tu bowiem sporo fajnych melodii ( np. ZIEMIA – SZAFIR, MARS – RUBIN, JOWISZ – AMETYST), ascetyczny klimacik i ciekawe ale rozbite na poszczególne tracki wątki. Jeszcze raz podkreślę, że jedyne do czego mógłbym się doczepić to „zabawkowość” instrumentów. Spodobało mi się. Co ciekawe dzięki uprzejmości 3N-a ten materiał jest zgrany na CD i to bez odszumiania bo bezpośrednio z cyfrowego materiału.
BOOKOVSKY –BOOK OF SKY’06
Zaskoczenie. Michał zaczął grać muzę ilustracyjną?! Kotły, trąby, smyki niczym z gry komputerowej. A potem wyłania się melodia...
Ta płyta różni się od klasycznych pozycji Bookovsky’ego, więcej tu melodii, mniej berlina za to słychać maestrię i kunszt realizatorsko –warsztatowy. To nie brzdąkania amatora... Mocno polecam.
KEY FOLLOW- PLUGGED MINDS(?)( z mc)
Polski projekt (Krzysztof Kłubo, Adam Tarczyński) wydany onegdaj na kasecie w Sound- Polu. Szczerze bez zachwytu, trochę brzmi archaicznie ale czemu nie.
POLARIS-RE:TRANSMISSION’05
To zapis z koncertu w ramach Ambientu w Gorlicach w 2005 roku. Polaris trzyma klasę. Kolejna rzemyślana propozycja przykuwająca uwagę. Berlińskie pasaże wymieszane z melodią dają niezapomniane wrażenia ( polecam niekonwencjonalne „Arboretium”). Warto.
SCHULZE KLAUS – HISTORIC EDITION # 4 – Electric Love-Affair Studio, 1974 Tempus Fugit Studio, about 1970 The Future Studio, 1978 Gewitter Soundtrack, 1978
Jak ktoś musi ....dla mnie nudy
SCHULZE KLAUS – HISTORIC EDITION # 5 – And Now For Something Completely Different Concert, 1981 Leiden mit Manu Concert, 1981 Zeichen meines Lebens Concert, 1975
....które tutaj mają kontynuację ale z promyczkiem nadziei na przykucie uwagi ( utwór 3).
BOWNIK”CERTAMEN”ADAM-SEKWESENCJA’97
BOWNIK”CERTAMEN”ADAM-VEGA’02
Certamen to najpłodniejszy polski artysta. 53 (!) albumy w 10 lat to rekord na skalę światową. Ale czy ilość idzie w jakość? Autor na tych dwóch pozycjach udowadnia, że grał dobrą, klasyczną el muzykę gdzie prowadzi ze słuchaczem miły dla ucha dialog, który mimo długości co niektórych tracków nie nuży. Warto.
REMI –MUZYKA ELEKTRONICZNA EL DANCE’00
Remi wpadł mi w ucho w Cekcyniu 2007 stąd szybki kontakt z nim i zakup za symboliczną opłatę 4 spośród 6 tytułów z jego dyskografii. Na minus jest to że płyty są w slim case’ach ale same krązki są z nadrukami i jest front sleeve. Zdziwiło mnie ascetyczne nazewniztwo poszczególnych płyt, ale no cóż to prawo autora.
Pierwszy utwór może przestraszyć (Mr Elektro cz.1), że groźba, że taneczne pląsy w stylu Koto, Laser Dance plus klimaty technopodobne wypełniają cały ten krążek. I fakt że sporo tu dance muzyki ale zdarzają się tu też takie ciekawe wtręty jak Ambient cz. 1. Ale całość jakoś nie podchodzi pod mój gust choć jest sprawnie zrealizowana.
REMI –MUZYKA ELEKTRONICZNA 2003 R.’03
Zaskoczyło mnie że ogólna punktacja nie zobligowała mnie do recenzji. Remi świetnie eksploruje różne barwy fabryczne instrumentarium, mnóstwo tu przestrzenności i smaczków. Dużo tu nawiązań ( w Siła Przyzwyczajeń cz. 1 słychać pętelkę podobną do tej z przeboju Seal’a Crazy) albo nawet hołdów ( El Ma-Bi). Fenomenalne kompozycje ze wskazaniem na Klucz (do...), Siła Przyzwyczajeń cz. 1, W Otchłani .Czuję niedosyt. Gorąco polecam
SCHULZE KLAUS-JUBILEE EDITION#23 Der Ursprung der Welt Concert, 1977 Midnight at Madame Tussaud’s Concert, 1977 Totally Wired Concert, 1977
Schulze to ponoć Bach elektroniki. Z tym że od uporządkowanych struktur wolę ładne melodie Czajkowskiego. Stąd pierwsze dwa wprawiają mnie w katakonię dopiero trzeci wyrywa mnie z odrętwienia – bardzo dobry wstęp potem te różnie...
SCHULZE KLAUS-ULTIMATE EDITION’00 #48 Just an Old-Fashioned Schulze Track concert 1975 Zooblast studio 1993
Zapętlone pętle i gdzieś tam gnamy przed siebie. Tylko po co? Dla narkomanów idealne. Ale i tak dużo ciekawsze niż ostatnie płyty KS które przyszło mi słuchać.
AUTECHRE-TRI REPETAE’95
Ich ponoć najlepszy album czyli Amber (94) jakoś mnie nie olśnił. Ale że lubię poszukiwać nowych brzmień sięgnąłem po ich kolejne dokonanie czyli rzeczoną płytę. Industrial w złagodzonej formie ze szczyptą NE to ciekawy przyczynek do rozważań jak zagraliby to panowie z Kraftwerk. To co Anglicy rozciągnęli do 8 minutowych utworów Niemcy wykorzystaliby jako kilkunastosekundowe sample. Co zabawne, tego się świetnie słucha! Szczerze polecam.
BOWNIK”CERTAMEN”ADAM-THE STORM IS HERE’02
Wcale się nie dziwię, że Syn Gate wydało Certamenowi kilka ze starszych, wybranych tytułów pod swym szyldem. Im dalej słucham tym pod większym wrażeniem pozostawia mnie jego nakierowana na berlińskie klimaty muzyka. Ma talent. Mnogość stylów - choćby fenomenalny SM czyli muzyka gwiazd przechodząca w berlińskie rozważania (Ozone Zone).
BOWNIK”CERTAMEN”ADAM-EKLIPTYKA’03
Jak on to robi że każda płyta jest godna uwagi? Tradycyjna elektronika w świetnym wydaniu ze wskazaniem na „Ekliptyka 3”.
REMI-ABYSS MUSIC’07
Dostałem tę płytę „za karę” bo Remi napisał mi, że jest dużo wokali etnicznych co mnie osobiście już nie bawi ale w kolejnym mailu stało: ” Szkoda, że od razu skreślasz Abyss. Uważam akurat tą płytkę za godną polecenia. Jest na niej dużo padów, przestrzennych dźwięków, dużo reverbu i trochę wokali etnicznych. Myślę, że jest to dobra muzyka na wieczór.” Te wokale do końca w etno nie wpadają a muzyka służy śpiewom jako ilustracyjne tło, zaś tam gdzie utwory są czysto instrumentalne przynależą one gatunkowo do New Age z lekką domieszką Enigmy. I to w pozytywnym słowa tego znaczeniu czyli bez nużącej maniery, w starym dobrym stylu. Bez fajerwerków ale i mielizn.
REMI-MUZYKA ELEKTRONICZNA 2007 R.’07
Remi napisał: „Cały czas traktuję komponowanie muzyki, jako doskonałą zabawę. Współpracuję z dużym sklepem muzycznym i mam dostęp do praktycznie wszystkich klawiszy. Cały czas testuje instrumenty i tak naprawdę, trudno skupić się nie wiem, czy mnie rozumiesz...co chwila pojawia się kolejne cudeńko, więc porywam je do domu i zamykam się - i tak już od blisko trzech lat. Jeszcze mi mało Teraz mam akurat Korga M3 (cuuudo), ale przez ostatnie tygodnie bawiłem się Yamahą Motif XS. Kilka dni temu dostałem Rolanda V-Synth GT - nawet nie zajrzałem do niego.” Ta pozycja rozczarowała mnie niestety. Muzyka jest zaledwie poprawna w dodatku pojawiają się powtórzenia wcześniejszego materiału (Elektro, El MaBi). Szkoda.
SCHULZE KLAUS-TRAILER’99
Zachęta do kupienia UE czyli ekstrakt z nagrań plus ...bonusy. No cóż KDM jest mistrzem marketingu. Szczerze ten krążek brzmi znakomicie –rzeczywiście to udana kompilacja i to inteligentnie zmanipulowana gdyż chociażby Just an Old-Fashioned Schulze Track został z 73 minut skrócony do najciekawszych 10. Warto – już bez sarkazmu.
ASTRALASIA-ASTRALOGY’90
Energetyzująca, prawie taneczna dawka relaksacyjnej odmiany nowej elektroniki określana jako rave acid house. Jakbym słuchał lepszej wersji Banco De Gaia z tym że gdzieś tak przy szóstym utworze zaczyna już nudzić....chociaż parę rzeczy jest godnych uwagi choćby Mother Durga.
B 12-ELECTRO SOMA’93
Wytwórnia Warp specjalizuje się w dziwnych produktach. Ten album łączący IDM z techno, czwarty album z serii A.I. , wpada w manierę mechaniczności która drażni po dłuższym czasie. Może czasem ożywić (Hall Of Mirrors) albo zaskoczyć podróbką Industrial Revolutions Jarre’a (Telephone 529) ale ogólnie nie polecam.
COSMIC BABY-STELLAR SUPREME’92
Debiutancki krążek Bluechela nie zawodzi. Dużo tu jeszcze podporządkowania modzie techno ale wyraźnie znać daje o sobie jego muzyczna wyobraźnia. Płyta nie nudzi a wprost przeciwnie fajnie relaksuje.
BOWNIK”CERTAMEN”ADAM-...A CHMURY POD NAMI’03
Trochę grzęźnie w „2003” ale równoważy to „U stóp Giewontu”. Poprawne.
BOWNIK”CERTAMEN”ADAM-APOKALIPSA’04
No i mamy kolejnego artystę czerpiącego inspirację chrześcijańskich wierzeń. Sporo czytań z Biblii. Ciekawy byłby esej o auspicjach religii na el muzykę (Skrzek, Kucz, Certamen) ale nie tutaj na to miejsce. Szczerze przegadane znaczy za dużo wizji św. Jana a za mało muzyki na pierwszym planie. Na nie.
CONTEMPLATRON-ANTARABHAVA’03
Za ambientem jakoś nie przepadam ale ten projekt Jarosława Wiernego urzeka wykorzystaniem tybetańskich wstawek. Czemu nie?
BEL POLIPO –01’05
Dla tych którzy twierdzą że el nie da się wydać za małe pieniądze – za dwie płyty Nica plus przesyłka zapłaciłem ...29,50 zł. a krążki są z nadrukiem a całość w plastikach z profesjonalną poligrafią na lakierowanym papierze...Jednak można. Co do treści ciekawy zabieg z tytułami które są ...zdjęciami – co do muzyki to stylistyka Depeche Mode zanurzana w ścianie dźwięków Dark Wave ze szczyptą Synth Popu. Co ciekawe wchodzi gładko! Czemu nie?
BOWNIK”CERTAMEN”ADAM-EARTH’04
Kolejna produkcja wydana w Syn Gate. Certamen nie zwalnia –wciąż udany, ciekawy berlin schule.
BOWNIK”CERTAMEN”ADAM-I AWOKE IN A DREAM’05
Znowu Syn Gate. I tu polecam i to bardzo ten tytuł – tytułowy kawałek to jeden z najlepszych polskich berlinów.
BOWNIK”CERTAMEN”ADAM-SIGNS’05
No cóż mogę powiedzieć ponadto co już pisalem przy poprzednich płytach? Polecając dodam że Certamen wysyła płyty z nadrukiem z okładkami robionymi w drukarce atramentowej bez pudełek. Ale zawsze te można sobie dokupić.
ELECTRONIC EYE –CLOSED CIRCUIT’94 2 cd
Richard H. Kirk ex Cabaret Voltaire stworzył ambientowe techno sięgające do dokonań FSOL i Aphex Twin. Rzeczywiście płyną tu spokojne nastrojowe dźwięki w oprawie nowych brzmień. Te kojące odgłosy snują się w uroczy sposób. Polecam.
NEMEZIS(Łukasz Pawlak, Marcin Bociński,Konrad Kucz)-INBETWEEN’07
Przypadkowo zobaczyłem reklamę tej płyty w Gaz-Ecie i zeelktryzował mnie obecny skład. Supergrupa! Obok stałej postaci projektu czyli Łukasza Pawlaka, twórcy najciekawszej wytworni specjalizującej się w ambiencie Requiem Records w zespole pojawił się Konrad Kucz, opoka ambientowej sceny oraz Marcin Bociński twórca niesamowitego maximal ambientu. Zaskoczyło mnie że płytę nie wydał RR a znany z niekonwencjonalnych wydawnictw Vivo Records. Płyta jest droga jak na polskie wydawnictwo bo oprócz 36 zł. musiałem jeszcze dopłacić 9,50 za przesyłkę ale co tam... Koszt mnie nie dziwi bo kompakt wydany jest przepięknie. Rozkładany slim pack ze znakomita poligrafią. A muzycznie? Duże zaskoczenie. Zamiast ambientu duża ilość nowych brzmień z licznymi wokalizami a nawet saksofonem. Choćby La Rotunde to czysty free style jazz a podchodzące pod el utwory jak np. Madame Rose to orientalizmy w morzu dźwięków. Co oczywiście nie dziwi od strony warsztatu płyta jest fenomenalnie zrealizowana. Wszystko jest akuratne i dopracowane. Ale mam mieszane uczucia co do treści...może chociaż dla finalowego Species?
BEL POLIPO –SZEPTY I CIENIE’07
Odejście od surowizn nowej fali (nie do końca) na rzecz subtelniejszych brzmień. Duże większe dopracowanie –brzmi świetnie! Jak na razie jak dla mnie chyba najciekawsza płyta 2007 roku jeśli chodzi o polskich wykonawców. Polecam zwłaszcza świetny „W marzenia”.
E=MOTION-INFINITE MOTION’02
E=MOTION-A DREAM WITHIN A DREAM’03
E=MOTION-RE TRANCE MISSION’04
Jacek Spruch twórca labelu underwatermusic wydającego bardzo zróżnicowaną muzykę instrumentalną zaprezentował mi swoje dokonania od początku artystycznej drogi. Co ważne płyty są wydane profesjonalnie z dobrą poligrafią na dobrym papierze. Fani NBS nie będą zawiedzeni – bez fajerwerków ale i bez mielizn, słucha się dobrze. Od Certamena, którego słuchałem w między czasie różni go nowoczesność berlińskich rytmów.
BOWNIK”CERTAMEN”ADAM-MARS GLOBAL INSPIRATION’06
BOWNIK”CERTAMEN”ADAM-GLASSICISM’07
U Certamena bowiem berlińskie opowieści mają tradycyjny sznyt analogowych brzmień. Jest ok.- przy drugim tytule sądziłem że to wariacje na temat Philipa Glassa a to niespodzianka...
Z tej partii płyt Bownika wskazanie na :Olympus Mons, The Storm Is Here, I Awoke In A Dream
SKRZEK JÓZEF-MARIA Z MAGDALI’ 06
Z płyt Skrzeka inspirowanych religią ten krążek jest najciekawszy. Głównie organy, moog i jego śpiew. Intymny, nastrojowy iluminacyjny klimat i ciekawe melodie. Robi wrażenie nawet na takim zatwardziałym ateiście jak ja. Rodzaj ewangelizacji muzyką z wplecionymi kazaniami Papieża Jana Pawła II. Czy trzeba czegoś więcej? Gorąco polecam.
SKRZEK JÓZEF-O PANIE PRZEBACZ MEJ MYŚLI, ŻE NIE DOŚĆ JESZCZE MIŁUJĘ’06
Płyta hołd oddany przez artystę Janowi Pawłowi II w pierwszą rocznicę śmierci a nagrana 2 kwietnia 2006 podczas koncertu w berlińskiej bazylice Misji Polskiej. Przekrojowa pozycja z paroma niepublikowanymi nagraniami. I te właśnie są najbardziej elektryzujące. Warto.
STARLIGHT –FARAWAY FOM EARTH-PROMO’07
Promo które otrzymałem według słów autora muzyki Artura Grzywacza różni się od właściwej płyty która ukaże się niebawem pod innym tytułem i z dodanym jeszcze jednym utworem. Artur napisał: „czekam więc cierpliwie, choć z wielką ciekawością na Twoje wrażenia i spostrzeżenia na temat tej muzyki z gatunku z góry skazanego na "potępienie". A o co chodzi? Otóż Starlight gra tzw. synth dance w stylu Koto i Laser Dance. Ale to nie do końca tak. Forma jest bowiem delikatna, nie nachalnie głośna jak u Van Kuy’a . Co więcej przez synthpopowy bit przezierają wyraźne ciągoty do tradycyjnej el ze wskazaniem na pokłosie JMJ –pejzaże podkładów godne są Oxygene czy Equinoxe. Co więcej ledwo 5 z 13 utworów można zaklasyfikować do tego nurtu reszta ciąży ku el. Zdarzają się wpadki (Fine Tones) ale mamy też bardzo dobre melodie (Full Moon). Na deser absolutna rewelacja – podzielona na dwie części fenomenalna siuta Space Music z przemykającymi kometami i ferią barw kosmosu Deep Sky – rewelacja...
KOMENDAREK WŁADYSŁAW-DOTYK CHMUR’87
Jest parę wydawnictw Komendarka które nie ukazały się na CD. Jak wiadomo najlepiej u źródła zamiast przegrywania z winyli i taśm stąd trafiło w moje ręce od Władka parę płyt CDR gdzie Komendarek zadbał i o zeskanowane i pomniejszenie okładek jak i też dogrywki do maksymalnej pojemności płyt nagrywalnych. Na pierwszy ogień poszła druga pozycja w jego dyskografii swego czasu zachwalana przez Kordowicza. Jak dla mnie ciekawostka z dużą ilością automatu perkusyjnego.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW – PROMENADA’89
Zdecydowanie najciekawszym transkryptorem muzyki klasycznej na syntezatory jest Tomita. Nieszczęśliwie próbował się potem zmierzyć z tym tematem Schulze na Goes Classic, bardzo podobnie do dokonań Tomity zrobił to Kraft aż wreszcie nasz Komendarek. Słucha się dobrze, że tak rzeknę Władek broni się mimo, ze sięga nieraz po te same tematy co Tomita (Obrazki z wystawy –Mussorgskiego).
WAWRZYNIAK „WAWRZON” PAWEŁ –ELEKTRZYN’04
Poznański twórca Paweł Wawrzon napisał : „Płytę tą wydałem ale jest to wydawnictwo "no profit", skierowane do moich przyjaciół i znajomych. Obecnie pracuje nad materiałem na drugi krążek”. Jak na razie to jedyne wydawnictwo tego artysty. To dość nietypowa, poszukująca elektronika z rewelacyjnym kawałkiem Boui, który zdecydowanie wyróżnia się na tej płycie. Całość jest intrygująca i niebanalna. Polecam.
E=MOTION-HYPNOTIC SEQUENCES’06
E=MOTION-TELEPATH’05
Jacek tymi płytami kontynuuje swoje berlińskie eskapady. Wciąż poprawnie.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW-PLANETA ŚMIECHU’89
Najciekawsza pozycja z setu który teraz zakupiłem u Władka. Treściwe w starym oldskulowym stylu.
NEURONIUM-ONIRIA’93 2 cd
Huygen w albumie nr 20. Symfoniczne sekwencje przypominające mocno Klausa Schulze. Na początku nuży ale im dalej tym bardziej wciąga. Czemu nie?
NUMIXXX –IT TAKES A FREAK...’96
Ralf Pauli realizował dwa projekty – jeden jako Numixxx a drugi jako Biological Events. Wszystkie tworzył w labelu IC i zaczynał od remiksów utworów duetu Software. I właśnie Michel Weisser zaopiekował się nim jako producent. Dużo tu trip hopu wymieszanego z nowymi brzmieniami – wyróżniłbym Mind’s Eye. Konfekcja –niekoniecznie...
OSTROWSKI TOMASZ-ELECTRA’N’DANCE’00
To trzecia płyt Tomka która wpadła w moje ręce. Sympatyczne melodie w duchu tanecznej zabawy w el muzykę. Nic dodać nic ująć.
PAAP JOCHEM-VRS MBNT PCS 9598 II’99
Ten holender działa głównie pod szyldem FAX Kuhlmanna. Monotonne ambientowe plamy –przez dziesięć minut można zdzierżyć ale potem zaczynają z odrętwienia wypadać plomby. Dla dentystów albo wytrwałych...
ODDYSEY-LOVE ACOUSTIC’07
Tomasz Pauszek zrealizował kolejny album internetowy. Można go zakupić na ITunes. Delikatne, miękkie post new age’owe dźwięki zmierzające w kierunku lounge. Bardzo subtelna płyta pełna zwiewności. Polecam.
SILVERSTATE-GONDWANARAIN’01
Etno wplecione w ładne melodie i ciekawe el. Słucha się świetnie. Polecam
ULTRABASS-TRANCE BEATS’97
Kontynuacja tematów z Planet Sys. Melodie wymieszane z etno sięgające nawet po tematy w stylu Kraftwerk („Beyond The Clouds”). Ale jest w tym coś męczącego na dłuższy dystans...
EMMENS GERT-A BOY’S WORLD’07
To wykonawca bez sprzecznie z pierwszej ligi el muzyków stąd zawsze wysoka poprzeczna jaką się ustanawia dla jego kolejnych dokonań. I tak jak zwykle warsztatowo bardzo ciekawie ale treściowo jakoś nijak....
ADRIAN RUDY -PAR AVION’07
Ten nowozelandczyk kultywuje nudnie poprawny BS z dużą domieszką ambientu. Jedyna mięsista sekwencja pojawia się w utworze Sore Birds. Ta czwarta część cyklu Sequencer Sketches jest zdecydowanie dla fanatyków gatunku.
AKWARA ANDREAS -OCCULT SANCTUM’07
Akwara to kolejna gwiazda Groove Unlimited. Tradycyjna el w formule lat 70 tych z tematyką trącającą o okultyzm z mroczno eksperymentalnym zakończeniem (Movements VIII). Dość interesujące.
AMETHYSTIUM – EVERMIND’04
To moje pierwsze spotkanie z tym norweskim wykonawcą (Øystein Ramfjord). Hmm i stoję na rozdrożu : niby to fajne (posłuchajcie Break of Dawn) ale coś mnie w tym drażni...może za dużo już tych klimatów nie do końca stricte elektronicznych?
ASURA - LIFE²’07
Ten projekt solo od 2005 roku prowadzi Charles Farewell. Mocno zapełniona przestrzeń zdynamizowaną, pompatyczną odmianą New Age z elementami ambientu tworzy coś co nazywają psychill ambient... Dodanie transowego bitu nie załatwia sprawy – trzeba jeszcze mieć pomysły na ciekawe melodie a szkoda bo mogło być zdecydowanie lepiej.
HOFFMANN – HOOK KLAUS & WOESTHEINRICH BERNHARD- CONUNDRUM’07
Hoffmann Hook to jeden z moich ulubionych artystów – we wcieleniach Mind Over Matter i Cosmic Hoffmann. Ale w tej kolaboracji po prostu nudzi...
DALEY MARTIN & LORIEN DUNCAN- ARCHITECTS OF TIME’89
Album ten przez 3 lata był w pierwszej dziesiątce Top Chart New Age w Wlk. Brytanii. Ta płyta to wytchnienie dla uszu bo zamiast nowoczesnej el przynosi ładne, melodyjne utwory instrumentalne gdzie prym wiedzie gitara klasyczna (Daley) wspomagana syntezatorowym tłem (Lorien). Moi faworyci to utwór 2 i 6 i dość oryginalny zrobiony z poczuciem humoru eksperymentalny utwór 9 gdzie pojedyncze oklaski z widowni kwitowane są wylewnymi podziękowaniami artystów. Polecam.
EMBRASE – DREAMWORLD’05
Kolejne odkrycie Groove Unlimited, Holender Marc Bras. Na tym debiucie robi kawałek porządnej rzemieślniczej roboty podrabiania brzmień lat siedemdziesiątych. Tylko że wpada to w przeciętność sugerującą brak talentu za to doskonale opanowanie warsztatu.
HUYGEN MICHEL-BARCELONA 1992’86
Powoli uzupełniam wiedzę na temat tego wielce zasłużonego hiszpańskiego artysty. I jeśli pierwszy utwór może zmylić automatem perkusyjnym na pierwszym planie tak subtelności kolejnych utworów mile zaskokują. A wszystko w duchu retro czaru. Warto.
GANDALF SACRED RIVER’06
Delikatne, spokojne granie z gitarą na pierwszym planie. Znam dużo lepsze dokonania Gandalfa ale płytę słucha się dobrze mimo braku przebojowości.
NECROPHORUS -DRIFTING IN MOTION’00
Broniłem sie przed poznaniem (jakoś tak czułem podświadomą niechęć) Auterche i Raison D’Etre. I tak pierwszy już powoli poznaję a projekt Szweda Peter’a Andersson’a na razie pośrednio poprzez inne z jego siedmiu (!) wcieleń. Necrophorus to czysty ambient we wzorcowej postaci z plamami sonicznymi na tle arktycznych odgłosów. Czemu nie? Aha –bronię się jeszcze przed Lustmord...
AKWARA ANDREAS -SYNTHETIC HORIZON’05
Ta płyta to ciągłe oczekiwanie że zacznie się coś dziać. Są przebłyski że zaraz eksploduje świetne melodyjne granie i...nic. Brzmi jak 70 minutowe intro do czegoś. To coś wyraźnie się nie zmieściło...
Ostatnio zmieniony 28 paź 2008, 23:44 przez spawngamer, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #70674 autor: spawngamer » 05 lis 2008, 22:13

KOEPPER JEFFREY-SEQUENTARIA’08
No i mamy trzecią solową płytę tego działającego od 1985 roku w różnych zespołach (Pure Gamma, Immortal) el muzyka. Statyczne pady na tle których wyłaniają się rytmiczne wtręty czyli melodyjny berlin. Najciekawszy jest utwór Interphase choć tło żywcem zżyna z Jarre’a jednak w tle odbywa się wspaniale misterium solówek. Bez mielizn, słucha się dobrze więc polecam.
LYNNE BJORN-REVIVE’99
Na tej płycie Lynne przearanżował i na nowo nagrał kilka hitów z wczesnej twórczości gdy występował jeszcze pod pseudonimem Dr Awesome. Dynamiczne granie w melodyjnej oprawie i oparte na typowych rockowych instrumentach z syntezatorami w tle. Idealne jako ścieżka dźwiękowa to serialu sensacyjnego pewnymi barwami i tą łomoczącą perkusją przypominająca mi Shreeve’a. Energetyzujące niczym Red Bull. I jestem pod dużym wrażeniem gdyż generalnie ten typ el muzyki z galopującą perkusją i ostrą gitarą ( nie zawsze są też wstawki liryczne np. Empty Spaces 2 wykorzystujący tylko brzmienie fortepianu) jakoś mi nie podchodzi ale tu trzeba przyznać że Lynne robi to z kunsztem i naprawdę intrygująco –przykładowo Space Deliria 2000 .
MAROUANI DIDIER & SPACE- SPACE MAGIC CONCERT(LIVE IN RUSSIA 1991)(DVD)’04
Marouani jest megagwiazdą w krajach byłego ZSRR od ponad dwudziestu lat. Każda jego trasa koncertowa ( w tym roku ukraińsko-białoruska) ma szczelnie zapełnione miejsca i wykupione bilety na długo przed terminem. Wizualnie i muzycznie to taka słabsza podróbka Jarre’a z czasów Randez Vous –nawet rzeczony lider Space swoim physis przypomina JMJ z tamtych czasów. Ale Rosjanie szaleją, co widać i słychać. Wizualnie to typowy koncert z laserami, światłami, chórem w białych szatach i jednolitych maskach na twarzach. Muzycznie dla mnie to taka el konfekcja-lekkie, łatwe i przyjemne granie z melodią opartą na paru akordach i rockową oprawą ale z kronikarskiego względu –czemu nie?
PADILLA CRAIG-GENESIS’04
Swego czasu w Generatorze był tylko jeden krótki fragment mp3 do danej płyty. Jakoś tak dziwnie się złożyło że dzięki temu nabyłem Echo System Ellisa w kooperacji z Padillą. I ten właśnie fragment był najlepszym na tej nudnej płycie! Od tej pory nazwisko Padilla źle mi się kojarzyło zwłaszcza że następna szansa dana Ellisowi okazała się niewypałem i omijam go odtąd szerokim łukiem. Czas teraz w końcu po paru latach na Padillę...i jestem mile zaskoczony już na wstępie. Tytułowe Genesis to taka kosmiczna suita z koherentnymi dźwiękami w środku i pięknymi odgłosami kosmosu na początku i końcu. Moontides nadal błądzimy w odmętach pustki wszechświata w oparach fortepianowych pasaży z pogłosem aż w końcu nieśmiało wyłaniają się delikatne sekwencje oparte na brzmieniu...fujarki i subtelnych tonach na tle tradycyjnych padów. Kruche i intrygujące. Ascension to kolejna zamglona, rozmarzona struktura przypominająca mi jarrowskie błogie wtręty między dynamiczniejszymi kawałkami z Oxygene przechodząca później w amarantowe space music przy którym Serrie czy Stearns brzmią tak sobie... Przepiękne na słuchawkach –prawdziwa nirvana dźwiękowa. Utwór czwarty, Message from Within zdecydowanie odwołuje się do podgatunku SM –wędrujemy więc w rozbłyskach pulsujących gwiazd w niezmierzonej przestrzeni ferii barw kosmosu. To 33 płyta tego niezwykle płodnego artysty a 2 dla labelu Spotted Peccary więc powinienem spodziewać się przynudzania a tu tymczasem świetne granie, znakomite wydawnictwo-może akurat zwyżka formy? Dociekać będę słuchając kolejnych płyt. Już wkrótce o jego najnowszej produkcji.
REDSHIFT IX –LAST’07
Koncertowa najnowsza produkcja kultowego w Polsce zespołu. Pierwszy utwór to mroczno tajemnicze klimaty z niewielką ilością sekwencji –nic ciekawego. 2 to nieskoordynowane dźwięki wczesnego TD przechodzące w takie nieśmiałe sekwencje. Dopiero Damage przynosi jak dla mnie jakieś bardziej interesujące granie. Połączenie eksperymentalnych barw z NBS-em brzmi ciekawie ale jednak czuję niedosyt porównując to wydawnictwo do dwóch poprzednich tytułów w dyskografii Redshift. Raczej rozczarowanie choć od strony warsztatowej majstersztyk.
RIMBERT FRANCIS & LES VIBES-LIVE IN 2007 @ CROISSY & SURESNES (DVD)’07
Dla polskich fanów Jarre’a Rimbert to KTOŚ bo grywa na koncertach razem z mistrzem więc doczekał się nawet strony po polsku. A jak przyboczny JMJ gra solo? Koncert widać że ma charakter dodatkowy, gdzieś w plenerze, publiczność poodwracana w różne strony i zajęta innymi sprawami niż kontemplowanie muzyki np. piciem wina pod ogrodowymi parasolami i dość mocno rozproszona. Nie ma tu szczególnej oprawy wizualnej, nawet pani od wokaliz wyszła w typowym ubraniu – dżinsowe spodnie i skórzana kurteczka albo perkusista w koszulce reklamującej Sex Pistols a scenografia zredukowana jest do manekina w masce karnawałowej –przypomina mi to jakiś występ klubowy. I zaskoczenie –ekipa towarzysząca plus Rimbert na Ensoniq-u TS 10 wygrywają dwa kawałki, w tle mizerne bo rzadko, dodatki realizacyjnych wizualizacji i ni stąd ni zowąd opowieść o tym jak dobierano do koncertu bębny i znowu przebitka na koncert na utwór na bębnach właśnie oparty...To dość niekonwencjonalne ale widać miało ubarwić całość. I tak kolejno poznajemy członków Les Vibes a koncert jest filmowany pod tą wybraną postać. Muzycznie dominuje raczej dość ostre granie–słychać pokłosie współpracy z Jarre’m ale jeśli miałbym porównywać to ze Marouanim no to zupełnie inna klasa. Przemyślane aranżacje i niektóre kompozycje wzbudzają skupioną uwagę a nawet porywają swym rytmem ( Victory, Mecanique Du Temps). Dysk zawiera mnóstwo dodatków od dwóch teledysków poprzez wywiady z członkami grupy, pokazaniem przygotowań po dokumentację zdjęciową. Czemu nie?
STEARNS MICHAEL & BANKS JOHN-NATURE’S JOURNEY’07 (DVD)
John Banks to czarodziej wizji łączący elementy komputerowo generowanych wizji New Age w tolkienowskim stylu z przepięknymi zdjęciami przyrody. Przyroda leśna, łąki, motyle, strumienie, morze, a do nich dołączon efekty rodem z Disneya- ptaszek przelatując rozsiewa promienne iskierki niczym z różdżki itd. Jednak większość efektów to np. asymentryczny widok drzew leśnych w których nagle pojawia się wtopiona w nie sugestywna wizja wrót. Ukwiecone łąki, bory, lasy w opozycji do mglistych zarysów niby katedr z arkadami świadczyć mogą o ukazaniu kontrastu przyroda a wytwory ludzi ale swego rodzaju komputerowo wygenerowana asymilacja obu struktur i form mogą zaświadczać o koegzystencji świata ludzi i natury. Przepiękna uczta dla oczu. Muzycznie zaś jak zwykle Stearns staje na wysokości zadania stając się równomiernym partnerem dla Banksa. Opowieści o porach roku, żywiołach i inne ilustruje błogi, przepiękny SM Stearns’a ....Gorąco polecam i polować będę na dwie inne produkcje Johna S. Banksa IV pod muzykę –Ritual Path i Illuminated Manuscripts (muzyka Fritz Heede).
SYN-61 CYGNUS ALPHA’08
Szkot David T. Dewdney zawsze był wierny berlinowi –zdarzył mu się jeden wybryk płyta Orange gdzie dodał elementy znane z sceny techno. Tu mamy na początek minimalistyczny berlin czyli eksperymentalne brzmienia plus dźwięki nocy –zadumane wyalienowane dziwne. Ale się słucha! A potem jednostajny rytm i gitara. O dziwo wciąga mimo że przypomina mi nieustające tasiemce żywcem wzięte z Klausa Schulze. Ale i bywa tak sobie co nie do końca równoważy moje zachwyty więc – polecam!
TANGERINE DREAM- 35TH PHAEDRA ANNIVERSARY CONCERT’08 ( DVD)
Początek z samotnym Froese, który niby przypadkowo wycierając białą chustą klawisze fortepianu wydobywa pierwsze dźwięki jest najciekawszy. Potem rozwiera się kurtyna i widzimy 3 olbrzymie monitory z siedzeniami do tyłu licznej publiki, obstawione dodatkowo Rolandami i laptopami. Wizualnie mizernie –bo ileż można oglądać plecy 3 panów, muzycznie wspominki ze starych dobrych czasów. W sumie set przypomina mi inne DVD Live In Tempodrom. Chyba jednak dla hard fanów.
WAVESTAR- MIND JOURNEY’84 (REMASTERED VERSION 2006)
John Dyson grał na gitarze w ...The Shadows z Cliffem Richardem! I nagle po spotkaniu z Dave’m Ward-Huntem nastąpiła wolta jego zainteresowań. Dotąd nikle przemycał do piosenek brzmienie keyboardów a teraz zakochał się w elektronice. Wavestar to już historyczna dla el muzyki grupa a ta płyta to był ich debiut na kasecie MC wydany po raz pierwszy na CD w 1993 roku a w 2006 remasterowany (przez Rona Bootsa) i z dodanym jednym kawałkiem w wersji live wreszcie trafił w moje ręce. Dodam że panowie rozstali się w 1989 roku a Dyson zajął się solowymi płytami. Zaś Ward Hunt ...sportem trampolinowym. Zmarł w 1999 roku a w Gillingham w hrabstwie Kent do dzisiaj rozgrywany jest puchar skoków na trampolinie jego imienia. Ten album zaskakuje już na wstępie zbitką, progresji, surowych pulsacji sekwenserowych z wtrętami rodem z wczesnego Kitaro. I ta różnorodność jest siłą tego wydawnictwa. Jeśli Departure i Seascape możnaby wrzucić do worka BS tak Landfall i Wavestar to przepiękne SM z odgłosami pulsarów i innych wytworów kosmosu, zaś Return to prawie ambientowa nostalgiczna opowieść. Polecam.
*************************************************************************
Archiwalia Part III

ASURA- LOST EDEN’03
Ech niestety ta płyta też mnie rozczarowała. Mam wrażenie że to wymuszone granie z lekkimi przebłyskami inteligencji...
HUYGEN MICHEL-EL BUSCA DEL MISTERIO’92
Ta muzyka kojarzy mi się ze...średniowieczem. W jej ascetyzmie, pełnym tajemniczych odgłosów niczym z Vollenweidera odnaleźć można bowiem echa rycerskich eposów dworskiej muzyki. Dla fanów Vangelisa polecam utwór „Arqueologia Futura” – pozwala zrozumieć że za chwilę panowie zrobili wspólną kolaborację.
VANDERSON - ECHOES OF DARKNESS’07
100 % tradycji czyli Maciej Wierzchowski pokazuje, że sięgając do źródeł wcale nie trzeba nudzić. Bardzo miłe dla ucha z wyraźnymi nawiązaniami brzmień do najlepszego okresu TD. Polecam.
WINTERSILENCE- TRANSMISSION FIELDS’04 2 cd
Za tym przedziwnym projektem kryje się znana postać –Mathias Grassow. Dlaczego dziwnym? Heavy metalowa gitara spleciona z syntezatorem, po chwili dark ambient za moment indyjskie, arabskie i afrykańskie instrumentarium i rytmy... Ale ciekawe.
RAD-MIĘDZY NOCĄ A SNEM’06
Notka na mooza.pl zachęciła mnie do napisania do RAD-a czy nie udostępniłby swojej muzyki w audio. Witold bez ceregieli na własny koszt przysłał mi 3 swoje krążki...Misztal wydaje swe płyty w odstępie kilku miesięcy. Jestem mocno zaskoczony że w tak krótkich odstępach potrafi skomponować tyle ciekawej muzyki. Chociaż wprost cytuje Kitaro (połączenie utworów np. 5 z 6) to jednak to co robi w melodiach każe mi stwierdzić, że natknąłem się utalentowanego kompozytora trzymającego równą, wysoką formę na każdym z kolejnych krążków. Tu zwraca uwagę zwłaszcza utwór „Poranek nad rzeką wspomnień”. Polecam.
RAD-SPHERICAL WORLDS’07
Bardzo interesujący krążek z dużym zróżnicowaniem stylów muzycznych. Spheric part 1 to połączenie pierwszej części Oxygene, Pt. 5 z wczesnym Kitaro z okresu japońskiego, Spheric part 2 to berliner schule a najciekawszy fragment płyty Spheric part 3 (Lublin In Sunlight) łączy el z progresywą typową dla Fish’a z Marillion z czasów Script Of The Jester’s Tear i Fugazi. Świetna rzecz. Polecam gorąco.
RAD- COSMOCREATION’07
Zwłaszcza w ozdobnikach słychać pokłosie umiłowania do jarrowskich dokonań. Do tego stopnia, że Rumba For Eva żywcem przypomina Magnetic Fields Part 5. Polecam zacząć przesłuch od pięknego The Light In The Darkness. Kolejna świetna płyta na której już wyraźnie krystalizuje się indywidualny charakter muzyki Rada.
PRZYSTALSKI DORIAN-ANTIMATTER’03
Miałem z zamówieniem płyt Doriana niemiłą przygodę. Artysta ten został poszkodowany przez naszą Pocztę Polską –Dorian nieopatrznie wysłał płyty „tylko” priorytetem zamiast poleconym....cóż druga paczka doszła ale jakiś złodziej raczy się jego muzyką za darmo...Płyta wydana jest profesjonalnie, z okładką i dobrym tłoczeniem. Co do muzyki: Dopracowana w każdym detalu, można rzec, że wycezylowana i piękna. Polecam
PRZYSTALSKI DORIAN- INDUSTRIAL LOVE’07
Tą płytę w górę ciągnie świetne A Place Of Dream. Ale za dużo tu zahaczeń o nową elektronikę i ambient przez co płyta lekko mnie rozczarował w porównaniu z Antimatter.
1605MUNRO-LIVE IN POLAND’06
Gość festiwalu Ambient w Gorlicach w 2006 roku czyli Argentyńczyk Andrés G. Jankowski osiadły w Berlinie to industrialne sample, trzaski, szumy w stylu Paul’a Wirkusa czyli micromusic plus ambient. Dla fanów takich wynalazków...
DEYEN VON ADELBERT-NORDBORG’79
Ten wierny kopista stylu Schulze’a posuwał się nawet do imitacji (własnej roboty) świetnych okładek Ursa Amann’a do płyt rzeczonego Klausa. Nordborg to zimne, surowe struktury typowe dla jego guru. Interesujące.
JASIEŃSKI TOMASZ- FINAL FANTASY’01
Płyty wydane w okładką z drukarki, w pudełku, ale sama płyta bez nadruku.
Przykro mi to mówić ale zwiódł mnie bardzo interesujący utwór wprowadzający Land Travellers. Reszta to niestety koszmarne brzdąkanie na jednym jak można to nazwać zabawkowym syncie który idealnie wpasowałby się swoimi barwami w trendy muzyki disco polo. Braki sprzętowe to nie zarzut bo np. Jarek „Jerrvix” Bralski z jednego instrumentu wycisnąć co się da ale tu po prostu wieje nudą jak na okrągło słyszymy te same zestawy sampli, smyków itd. A szkoda. Ale sam autor zapowiada poprawienie tego materiału.
BRACISZEWSKI MACIEJ –MOONLIGHT’07
Pośrednio stałem się sprawcą wydania tego krążka. Stymulatorem były moje przychylne opinie o utworach Macieja które ponoć przyspieszyły prace nad wydaniem płyty. A jest wydana jest w folii, w slim packu z przednią okładką i krążkiem z nadrukiem. Treściowo – jestem szczęśliwy, że mamy kolejnego utalentowanego melodystę. Gorąco polecam te miłe dla ucha kawałki. Mankamentem są gabaryty Epki czyli tylko 20 minut muzyki...szkoda.
HUYGEN MICHEL-ELIXIR’89
Statyczny, oszczędny minimalizm. Jakoś nie na ta porę roku.
LUSTMORD-HERESY’90
Brian Williams nagrywał ten album katakumbach, grotach, jaskiniach, schronach i kopalniach. Po pierwsze : jak ktoś oglądał Wojnę Światów z Cruise to jest tam takie charakterystyczne nawoływanie trójnogów ; zerżnięto je od Lustmorda. Po drugie jego dark ambient to horror show inspirowany wyraźnie przeżyciami z dzieciństwa czyli jak spał na poddaszu podczas burzy drzewo w błyskach piorunów stukało do niego w okno...ta trauma przeniosła się na muzykę a teraz stara się nas nią zarazić...A na serio, ten ambient ma w sobie naprawdę duże podkłady do mrożenia krwi w żyłach.
JASIEŃSKI TADEUSZ – ELECTRONIC DREAMS’05
Tym razem dance el z techno bitem... Nie powiem że momentami nie jest ciekawie ale dla fanów tego typu grania.
NEURONIUM-OLIM’90
To co Software traktuje jako wstęp do swych nagrań tak tu to temat całych nagrań. Mnogość surowych brzmień.
NEURONIUM-SUPRANATURAL’87
Jakże zaskakująca odmiana po odsłuchaniu innych krążków tego projektu. Dynamiczne granie pełne perkusacji jak u Bilińskiego na „Wolnych Lotach”. Jest nawet kawałek jak żywcem wyjęty z Kitaro ( Europe Is Europe). Polecam.
SYNERGY-GAMES’81
No to jest rock elektroniczny we wzorcowej postaci. Sporo prog rocka, elementy z Tomity no i to niepowtarzalne brzmienie analogowych syntezatorów lat 70 tych. Rewelacyjny „Delta One”. Jazda obowiązkowa dla fanów el muzyki.
RAISON D’ETRE-REQUIEM FOR ABANDONED SOULS’03
Dzwony kościelne (już myślałem, że ktoś ważny umarł...) smutne odgłosy żałoby, czyli sakralne misterium prowadzone w silosach atomowych. Brrr! Ale się słucha.
VOLLENWEIDER ANDREAS-VOX’04
Oto opowieść o tym jak magia uleciała...gdzieś czar muzyki AVAF prysł na rzecz piosenkowatych melodii z wokalem...Kolejna legenda rozczarowuje.
KITARO-SACRED JOURNEY OF KU-KAI PART III’07
Okazuje się że opowieść o podróży Ku Kaja to serial. W trzeciej części zawartość cukru w cukrze czyli Kitaro w Kitaro została maksymalnie zminimalizowana. Taki „Voice In Blue” jest całkowicie nierozpoznawalny w kontekście bardzo charakterystycznego stylu Kitaro. Dla fanów.
TRANSKEI –WIDOKI ZE SZCZYTU GÓR’07
Rośnie mi serce, że następny zdolny twórca zdecydował się opublikować w audio na CD swoje nagrania. Wybór z lat 2003-2007 przynosi naprawdę wyśmienitą porcję muzyki. Przeplatanie 2,3 barw i minimalistyczne ozdobniki przypominają mi mocno wczesnego Hertla. Wolniewicz osiągnął coś na co wielu twórców pracuje całe lata –swój rozpoznawalny styl. Gorąco polecam.
PROPHET –UTWORY WYBRANE’07
Duet Kacper Lecheta i Marcin Gorczyca zaskakują nas swoją muzyką. Sporo tu różnych stylistycznie utworów poruszających się po obszarach ambientu, muzyki eksperymentalnej czy muzyki ilustracyjnej. Bardzo interesująco brzmi wokal –śpiewy przypominają cerkiewne pieśni prawosławne. Dużo tu podkładu ze smyków i fortepianu, które dominują całość kompozycji. Ogólnie typ muzyki poszukującej. Polecam.
SZABLEWSKI MICHAŁ & NIHIL NOVI –WYBRANE SNAIP’07
Bez okładki ale z interesującym nadrukiem na CD. Dobra płyta, zawierająca przekrojowo kilkanaście kompozycji z różnych lat. Im dalej ku dniu dzisiejszemu tym bardziej dojrzałe i ambitne rzeczy. Warto.
MAK-CHIP LOVE’07
Ładnie wydana, jak z rasowej wytwórni. Muzycznie króluje parafraza Kraftwerk z czasów Electric Cafe i sporo sampli z muzyką z ich wcześniejszych płyt. Ale są i też nawiązania do Pata Metheny (Zorza), ambient przechodzący w eksperyment (Alien Translator) lub techno bit (Marc 2005). Bardzo dobra, interesująca elektronika - warto dla choćby hitu Pap & Chip.
LESZCZYŃSKI KRZYSZTOF-INVERSION SCHEME’07
Styl Krzysztofa stał się dojrzalszy. Jego wydana po 5 latach milczenia, druga w dyskografii płyta przynosi zbiór interesujących kompozycji osadzonych w ME z dużym ciążeniem ku SM (świetny, wzorcowy Magic Garden). Polecam.
KĘPA PRZEMYSŁAW –ELEKTRONICZNA MUZYKA INSTRUMETALNA’07
Fenomenalny debiut deklasujący wszystko co w tym roku się ukazało.Reszta w recenzji. Jazda obowiązkowa!
SYNERGY-RECONSTRUCTED ARTIFACTS’02
Swego czasu Larry Fast nie tylko udzielał się na keyboardach w zespole Petera Gabriela ale i jego zdjęcia ozdobiły tzw. gabrielowską „trójkę”. Te zebrane kawałki to typowy progresywny rock z orkiestrowym zacięciem na moogi. Utwory z dekady lat 70 i 80 na nowo zagranych na cyfrowych syntezatorach i nagranych digitalowo. Słucha się świetnie jak to u Fasta w starym ,dobrym stylu.
SPYRA DER- INVISIBLE FIELDS’06
Trzecia część opowieści o falach elektromagnetycznych. Jak on to robi? Der Spyra jest po prostu rewelacyjny. Każdy krążek to wysmakowane exemplum jak brzmieć powinna znakomita płyta. Otwierający „Test Transmission” w stylu Kraftwerk może zmylić ale kolejne, nieraz z lekkim zboczeniem ku jazzowi porażają formą i roztapiają słuchacza jak ogień wosk. Sporo eksperymentu (suita Bath). Obowiązkowe.
POLLARD BRENDAN-FLUX ECHOES’07
Połówka Rogue Element w drugiej solowej produkcji. Expansion przyprawiała mnie o ziewanie a tu muszę przyznać że nic nowego pod słońcem ale miło posłuchać barw z Ricochet TD wplecionych w nowe dżwięki. Dla betonów obowiązkowo. Dla reszty niekoniecznie
CONTEMPORARY ELECTRONIC SOUNDSCAPES VOLUME 2- HOMAGE TO BOB MOOG'07 2 CD
No i mamy drugą część tego projektu. Jarek Wiktorowicz znowu powala stroną graficzną i ceną krążka (ledwie 14 zł za dwa CD) a artyści snują rozważania ku pamięci inżyniera Mooga. Głównie nostalgicznie. Mój ulubiony kawałek to przedostatni fragment krążka drugiego czyli numer Vixa.
KAYANIS - WHERE ABANDONED PELICANS DIE'07
Po 6 latach od Synesthesis wreszcie nowe dzieło Kayanisa. Realizatorsko wzorcowa rzecz. Z tym, że ktoś nie znający jego twórczości mógłby sądzić, że to polski stangetyzowany artysta. Bo rzeczywiście czuć tu analogie do dzieł typu La Divine Comedia w wykonaniu Tangerine Dream- operowe śpiewy itp. ale bliżej tu jeszcze bardziej do orkiestrowej serii Babylon Chris'a
Franke. Ogrom środków i pracy przekuty został na muzykę która już całkowicie odeszła od el (niewielkie fragmenty choćby wstępy do Close To Me...Part 1 i 2) na rzecz muzyki ilustracyjnej. Kayanis na Synesthesis wyznaczył tor, którym będzie podążał a tu realizuje ów kierunkowskaz - muzyka ta wyraźnie ciąży ku kompozycjom filmowym, uzupełniającym obraz widziany na ekranie.
Szczerze mam mieszane uczucia ze względu na moje umiłowanie el muzyki. Ale warto choćby dla Lightsleeper.
DEGÓRSKI JAROSŁAW - ORGANIX'05
Słucha się dobrze ale coś mi w tym wszystkim brakuje, coś mnie w tym drażni...Dużo sampli mówienia po hiszpańsku i za berlińskiego grania; poza trance'owym ostatnim kawałkiem.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW-MANIPULATOR'01
Nieustające techno party. Dla mnie obrzydliwie nudne. Dla fanów gatunku pewno nie.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW-RYCERZE CIEMNOŚCI'07
Czego tu nie ma. Heavy metal, psychodeliczne sitry, sample z Moby'ego, szatańskie wrzaski, jazz, goa, el muzyka. I szczerze słucha się tego rewelacyjnie dobrze! W owej przedziwnej różnorodności tkwi siła tego wydawnictwa. Polecam
BIOSPHERE- DROPSONDE’06
W 2005 roku wydano wersję LP zawierającą 6 utworów zaś późniejsze o rok CD zawiera ich 11. surowizny minimalizmu splatają się w poszukiwawczym łączeniu jazzowego podkładu z ambientem. Trudno mi się odnieść...
ARTEMJEW ARTIEMYJ- TIME, DESERT AND A SOUND’04
Ojciec Artiemyja, Edward jest również uznanym kompozytorem muzyki elektronicznej. Syn to obecnie chyba najbardziej znany wykonawca tego nurtu z Rosji. Specjalizuje się w ambiencie którego i tu nam nie szczędzi ale i miesza w to tybetańskie misy i inne środki wzięte z Ethno Music. Najbardziej czarowna jest kompozycje „Desert” oparta na pinkfloydowskich klimatach prowadzonych przez gitarę elektryczną. Polecam

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #70780 autor: spawngamer » 09 lis 2008, 13:30

AKIKAZE-FANTASMAGORA’96
Courant znany jako Akikaze (po japońsku jesienny wiatr) miał aspiracje stworzyć symfonię elektroniczną. Zakusy spowodowały, że usunął tajemnicę i misterium el muzyczne na rzecz klasycystycznego grania pełnego sinusoidalnej harmonii. Postawił też na prostotę brzmień – efekt np. w Part 2 automatu perkusyjnego, barwy i podkłady bardzo ubogie niczym w amatorskim sprzęcie, Part I sili się na wielotematyczność –trochę rozmachu ale głównie wątki rockowe co może nie irytuje ale raczej pozostawia obojętnym. Jedynie Part III przemyca ciekawsze, melodyjne rzeczy. Niekoniecznie.
AMBUSH THE-AMBUSH THE’94
Oliver Lieb to DJ i producent z Frankfurtu urodzony w 1969 a od 1988 znany z produkcji muzyki elektronicznej Techno, House, Electro i tradycyjnej elektroniki. Wydał ponad 200 singli m.in. remiksy dla Faithless, Moby, Snap, Yello, Human League, Mory Kante, Utah Saints. Mając 14 lat rozpoczął granie na basie w kilku zespołach grających Funk/Soul/Jazz. Dla każdego stylu w którym tworzy (od dowtempo poprzez chillout po eksperymentalny trance przybiera inny pseudonim a ma ich kilkadziesiąt! Ta płyta to bardzo ciekawe podejście do tematów etno. Sporo tu dawek żywcem wziętych z Tribal Techno i Drum’n’Bass (congo czy bębny) plus sample indiańskich zaśpiewów na tle arcyciekawych syntezatorowych dodatków – dla owej el otoczki ukułem termin nowoczesna elektronika melodyjna. Bardzo inteligentne, wpadające w ucho i świeże w odbiorze granie ze szczególnym wskazaniem na znakomitą 17 minutową suitę „Sun”, wieńczącą płytę – choć w środku niepotrzebnie grzęźnie w perkusyjnych zabawach i pod koniec trochę zapętla aranżację to jednak początkowe 7 minut jest fenomenalne –Rytm nadają indiańskie bongosy i dźwięk przypominający uderzenia w rurę, w tle lekko trącące patetyzmem syntezatorowe pady otoczone pulsarami efektów, plemienna fujarka i powtarzany sampl indiańskiej inwokacji. Powoli wynurzają się znakomite wtręty syntezatorowe z dodaniem trance’owych bębnów tworząc niepowtarzalny, tężejący wraz z dźwiękiem nastrój...W całości przeważają świetne utwory dlatego mimo pewnych mielizn - znakomita pozycja! Szkoda, ale projekt nie miał ciągu dalszego poza 3 EP-kami...
ASTROGATOR(Jez Creek &Steven Humphries )-DREAMLIGHT’06
Jez Creek robił okładki do płyt Stevena Humphries znanego pod pseudonimem Create a że lubił też pobrzdękać na syntezatorach panowie skrzyknęli się w duet Astrogator (nazwa fikcyjnego kosmicznego zawodu zaczerpnięta z prozy Stanisława Lema) wydając płytę The Darkness Between przyjętą bardzo dobrze przez el fanów. Ten krążek to ciąg dalszy ich współpracy zaprezentowany na festiwalu Awakenings w lipcu 2006 roku. Oryginalnie płyta miała formę limitowanego do 50 ręcznie podpisanych sztuk CDR-a w zwykłej plastikowej oprawce. Obaj panowie użyli mnogich narzędzi i instrumentów Jez Creek - Nord Modular, Prophet-600, Prophet VS, SH-101, Mono/Poly, Microwave XT, Wavestation SR, P3, M-VS1, MS6, 1201, Echo Pro, ER-1 & Regelwerk, Steve Humphries - V-Synth, K-Station, KeyStation 49E, JV1080, Virus B, Microwave XT, Nord Rack 3, Schaltwerk, M300, Reason –a efekt? Berlińska wędrówka w przestrzeni wszechświata pełna pulsowania gwiazd i radiowych odgłosów kosmosu z dodanymi raczej lajtowymi sekwencjami i padami plus ledwo zaznaczona sekcja rytmiczna. A że to oblicze tego nurtu niesie więcej formy niż treści (chociaż efekty bardzo interesujące) to brzmi to bezbarwnie.
ATILLA CAN-LIVE’03
Urodzony w Ankarze w 1969 naukę gry na skrzypcach rozpoczyna w 1980 w prestiżowym Uniwersytecie Hacettepe i Ankarskim Konserwatorium Narodowym zdobywając dyplom w 1990 roku. Od 1992 roku wydaje płyt, nagrywa muzykę dla TV (teatry TV i dokumenty), teatru (kilkadziesiąt realizacji), filmu pisze także dla pisma “Visual Music”. Od 1999 roku po podpisaniu kontraktu z holenderską Eat Records jego muzyka wydawana jest na cały świat. Płytę tą nagranano podczas Ankara International Music Festival, który odbył się w maju 2002. Wstęp to wtrącone, sztuczne oklaski nakładające się na muzykę a ta zaskakuje! Turek Attila to zagorzały berlińczyk (Ave –hołd dla TD) a tymczasem już pierwszy utwór Torchlight kojarzy się z Jarrem z okresu Revolutions. Potem ostra perkusja i galopujemy gdzieś na pograniczu przygłuchnięcia w pokłosiu froesowskich łupankowych produkcji z lat 90-tych... A wszystko to w sosie ćwierkań z wczesnego JMJ czy też ciekawych wpleceń barw zarezerwowanych dla TD lat 70 tych. Cóż, Tangerine Dream czasów Dream Mixes dla mnie jest mało strawne ale te odświeżające pomysły czynią muzykę w tym stylu znośną. Są nawet rzucające się na ucho kawałki ( Whiteout, Winterland) a zwłaszcza Marco Polo, wyłom w programie płyty, wyraźnie inspirowany podniosłymi dokonaniami Vangelisa. Zresztą podzieliłbym ten set na część pierwszą –galopującą i drugą spacerową. Oczywiście dla mnie to w tej uspokojonej, prawie momentami nostalgicznej końcowej partii, zahaczającej nawet o kosmiczny rozmach (Abyss) Attila gra nad wyraz interesująco. Na tyle ciekawie, że czas poszukać inne jego płyty. Szczerze polecam.
BODDY IAN-JADE’(87)92
Ian Boddy to jedna z legend brytyjskiej elektroniki. Ten kompozytor, producent i wydawca (label Something Else Records a od 1999 roku jeden z czołowych wydawców el muzyki DiN Records) tworzy od wczesnych lat 80 tych eksperymentując w swym studio w Newcastle. W tym okresie wydał 3 kasety dla wytworni Mirage rezultat jego prac na syntezatorach analogowych i manipulacji taśmami. Jedną z nich był właśnie Jade wydany w limitowanej ilości 350 taśm. Przy reedycji na CD dodano do niego utwór Mantis z oryginalnej sesji który nie zmieścił się na taśmę MC. Co znaczące różni się od wcześniejszych płyt Boddy’ego gdyż postawił on na niej na sekwenserowanie MIDI ( Steinberg Pro24 on Atari 1040 ) i sampling ( Akai S900 ) zupełnie inne niż wcześniejsze syntezarorowe tekstury. Sam nie wiem co napisać o tej płycie. Może to że ciężko mi ją sklasyfikować i zarazem coś wyróżnić. Dla kolekcjonerów.
CREATE-SPACE TIME CONTINUUM’07
Czwarta płyta Humphries’a jako Create zawiera m.in. materiał znany z festiwalu Awakenings. Płytę otwiera piękna kosmiczna suita Space time continuum z ciekawymi, nostalgicznymi solówkami. Ten intymny, pełen tzw. vintage music nastrój rozciągnięty jest na całość płyty z sztafażem nowej szkoły berlińskiej. Poza pierwszym utworem, 1 nic szczególnego.
DWELLER AT THE THRESHOLD(David Fulton & Paul Ellis)-GENERATION TRANSMISSION ILLUMINATION’98
Dave Fulton z Portland w stanie Oregon, założyciel tej formacji ma na swym koncie także solowe propozycje oraz współpracę z Mike’m Griffith jako Hypnos no i z międzynarodowym Free System Project. Zmroziło mnie że tym drugim w tym duecie jest mój nieulubiony nudziarz Paul Ellis ale rozczarowałem się pozytywnie. Połączenie analogowych brzmień z cyfrowymi w klimatycznej, możnaby powiedzieć relaksującej podróży w soniczne zakamarki kosmosu gdzie najpierw to co wygenerowane jest transmitowane i następuje illuminacja... Polecam Generation Part 5. Czemu nie?
DYSON JOHN-AQUARELLE’91
Od razu znać olbrzymie muzyczne doświadczenie Dysona –nie ma tu nic przypadkowego i ładnie zmienia w każdym utworze barwy i sposób obrazowania. Melodyjna elektronika wysokich lotów. Lata w The Shadows z Cliffem Richardem powodują że nasuwająca się myśl o popowej przebojowości tych kawałków to pewna stała.. Dyson jest przede wszystkim świetnym melodystą (szczególnie wskazanie na Angel Falls, Shadows, Analog i przepiękne, rozmarzone Tall Ships) wykorzystującym swe doświadczenia w tworzeniu muzyki pop co świetnie przenosi na swą nabytą pasję do kreacji elektronicznych pejzaży. Myślę, że obowiązkowe.
FERVANT THIERRY- UNIVERS’80
Fervant to szwajcarski kompozytor tworzący w latach 80 tych. A gra konwencjonalną elektronikę czasów analogów gdzie trudno dopatrywać się jakiś analogii z innymi wykonawcami ale zarazem brak tu indywidualnej błyskotliwości. Dopiero od koniec dwa kawałki Le Bal Des Animaux i In Fine pozwalają mówić o talencie kompozytorskim. Wartość raczej kolekcjonerska.
GARRISON MICHAEL-TRANQUILITY COVE’92
Jedna z dwóch kompilacji które Garrison wydał w 1992 roku. Zawiera 4 znane kompozycje z płyt Images i In Regions Of Sunreturn And Beyond i 4 utwory niepublikowane. Płytę otwiera piękna zwiewna, impresja Under The Orangish Sky. Invisible Sun ma tło rumby żywcem wziętej z Jarre’a tyle że solówka jest bardziej zadumana (żywszy rytm ma jeszcze jeden utwór -Visions Of The Aquasun). I taka właśnie rozlewająca się prawie smutkiem i zamyśleniem muzyka wypełnia całą tą składankę robiąc na słuchaczu niesamowite wrażenie. Wybór kompozycji przejmujących melodii swoistego komercyjnego ambientu to przemyślana metoda selekcji spokojnych rzeczy na jednym krążku. Polecam.
**************************************************************************

Archiwalia Part IV

ZIELIŃSKA VAN BARBARA – SECRET GARDEN’02
A to nawiązania do sesji New Age On Earth Ashry („Podróż bez granic” mój faworyt) a to do KS z czasów samplowania lat 90-tych ( Świat Andromedy). Ogólnie spokojnie i nastrojowo jak na kobiecą muzykę przystało. Polecam.
ARKENSTONE DAVID-MUSIC FROM THE FILM ROBOT WARS’93
Typowa orkiestrówka do drugorzędnej produkcji SF ale z jednym pięknym wtrętem w stylu Arkenstone’a czyli Streets Of Crystal Vista. Dla fanatyków.
BIOSPHERE & HIGHER INTELLIGENCE AGENCY-POLAR FREQUENCES’96
Album lepszy od kolejnej kolaboracji czyli BIRMINGHAM FREQUENCES. Mroźne brzmienia ambientu połączone z jaskiniowymi odgłosami. Ujdzie.
OWERKO PAWEŁ- ACROSS TIMES’08
Co tu dużo mówić. Naprawdę warto. Choćby dla niesamowitego Sundream gdzie progresywna perkusja przeplata się z njuedzową wokalizą i pastelowymi dźwiękami z keyboardu.
JARMUŻEK KRZYSZTOF-VITA CONTEMPLATIVA’08
Słychać że to profesjonalny muzyk. W latach 80 tych m.in. Turbo, Bolter, Kabaret Klika ale jak mówi to wszystko dla chleba. El muzyka jest dla przyjemności tworzenia. I tworzy i to nie byle co. Polecam choćby posłuchać Enterprice.
VANGELIS –BLADE RUNNER TRILOGY’07 3 cd
Premierowy materiał to dysk drugi gdzie leniwe rozmazy snują się przez całą długość krążka. Jakoś nie za bardzo. Dysk trzeci zaś też nie powala. Muzyka zawiera mnóstwo wpleceń z oryginalnej ścieżki przez co brak mi tu świeżości. Bardzo piękny jest fragment recytowany przez Polańskiego –ale to zasługa interpretacji i wspaniałego wiersza. A Vangelis stara się go zagłuszać...Czekam nadal na arcydzieło ale chyba to kolejny artysta mający to co najciekawsze za sobą. Szkoda.
SOUNDIOXIDE-DESTINATION NOWHERE’01
Zrobiona sześć miesięcy po debiucie niesamowita mieszanka a to okolic chilloutu a to el z progresywną gitarą za chwilę zaś techno bity. Co ciekawe, poukładane jest to tak, że relaksuje i wciąga. Warto.
SOUNDIOXIDE-2001 A.D.’01
Na tym debiutanckim krążku Andrzej Lubojański zdecydowanie wycisza się przez co płyta traci lwi pazur płyty numer dwa na rzecz spójności. I wyraźnie nawiązuje do Hollywood i Melrose Years zespołu TD. Z tym, że te brzmienia są momentami dużo ciekawsze niż rzeczonych dinozaurów...
KENNY - SOFT’08
Krzysztof Kurkowski to jeden z filarów trio Endorphine, które ponoć ma wydać swoją płytę w wersji CDR (wciąż czekam...). A w między czasie Krzysztof udostępnił na dwóch CD WAV-y nagrań które ocalały z kolejnych pogromów dysku twardego. Tu na marginesie apel do twórców el muzy – archiwizujcie swe nagrania bo taka rzecz jak padnięcie twardziela to rzecz dość nagminna...Na płycie Soft brzmienia są ...soft właśnie. Nienatarczywe, przemyślane i wyraźnie znaczące zmysł artystyczny nagrania.
KENNY - HARD’08
Hard jest...nadal Soft. Przypomina mi to nagrania Piotra Lenarta, El_visa, tyle że bogatsze w rozbudowane aranżacje.
JAMICK – END OF THE WORLD YOU KNOW’08
Ten polski el muzyk mieszkający w Czechach udostępnił swój szósty album także w wersji audio. Dużo nowych brzmień typu breakbeat plus stonowane, intymne granie. Się słucha.
WILLIAMS ANI-SONG OF ISIS’87
Ta Pani zakochana jest w starożytnym Egipcie. I to słychać. Eklektyczne melodie ze starożytnych obrządków na harfę, flet, tamburyny i głos. Bardzo wyciszone, w sam raz na ukojenie skołatanych nerwów. Ten debiut nagrano w jakżeby inaczej w ruinach piramid i świątyń Egiptu w czasie harmonicznej konwergencji w sierpniu 1987. Naturalnie Ani nagrywa też tzw. Healing Music...
MICUS STEPHAN –WINGS OVER WATER’82
Kolejny mistrzu nju ejdzowych klimatów. Typowa biografia ala Deuter – podróż do Azji w wieku 16 lat, odkrycie egzotycznego instrumentatium itd. Spokojne kompozycje oparte głównie o gitarę z towarzyszeniem fletu i wokaliz.
YOKOTA SUSUMU –IMAGE 1983-1998’99
Przedziwne nagrania. Dużo tu eksperymentu z np. mini organami, wibrafonem, pozytywkami. Ten mieszkający w Niemczech Japończyk udzielał się też w house music ale absolutnie nie przemyca tego do tych nagrań. Taki minimalistyczny Schnitzler. Interesująco zakręcone.
RONDAT PATRICK –ON THE EDGE’99
Ten spec od gitary elektrycznej swego czasu współpracował z JMJ (Chronologie, Hong Kong) a tu prezentuje swoje hard rockowe umiejętności w wiązance energetyzujących utworów instrumentalnych. Zwolennik rocka będzie wniebowzięty.
SOUNDIOXIDE- TWO WORLDS’03
Najbardziej dojrzała i równa pod względem artystycznym płyta Andrzeja Lubojańskiego. Dużo klimatów zbliżonych do TD z przełomu lat 80 tych i 90 tych świetnie wymieszanych z własnymi pomysłami. Polecam.
SOLARIS –MARSBELI KRONIKAK’83
Kultowa płyta węgierskiego instrumentalnego prog rocka. Jakby słuchać kontynuacji War Of The Worlds Wayne’a i tu też treść odnosi się wszak do książki SF (Kroniki Marsjańskie –Brandbury’ego). Świetne el muzyczne liczne wtręty, zresztą na 5 muzyków aż 4 grało na syntach. Dzikie jazdy loopów przeplatają się z bardzo lirycznymi fragmentami.
YANG WEI LI –TAO MEDITATION’05
Wreszcie New Age które miło posłuchać. Ten gatunek podupadł co nie co ale zdarzają się nowe płyty które mogą oczarować. Przestrzenne, pływające w przestworzach pejzaże świetnie zinstrumentalizowane i z ciekawymi melodiami. Relaksujące i piękne.
CHAWLA RAVI –HEALING POWER OF YOGA’05
Co łączy tą płytę z Tao Meditation? Kompozytor który naszkicował ich treść czyli Levantis. Tutaj dostajemy równie wyborną a może nawet smaczniejszą porcję aromaterapii czyli relaksacji masujących nasze półkule mózgowe akustyczną, przestrzenną muzyką. Naprawdę kojące i miłe dla ucha.
BRACISZEWSKI MACIEJ- A.D.966 PROMO (SP)’08
Jakoś tak wyszło, że stałem się posiadaczem promo do płyty A.D. 966 przygotowywanej na ten rok przez Macieja. Znalazły się na niej 3 utwory dotąd nigdzie nie prezentowane. Wyrażę opinię, że Moonlight było jeszcze miejscami infantylne ale przebojowe zaś nowy krążek stawia również na przebojowość ale i dojrzałość artystyczną. „Początek” to umiłowane memu uchu pełne powietrza przestrzenie z wystawionym na fortpocztę fortepianem czyli rozmach, prawie że patetyzm ala Vangelis. Jakbym miał porównywać Starą Baśń z Aleksandrem to tak jak postawić Poloneza obok Ferrari ale gdyby dać Maćkowi zrobić muzykę to ten Polonez dostałby 300 konny silnik. Pełna mocy opowieść o początkach naszego państwa. Dobrawa – w opowieści o chrześcijańskiej żonie Mieszka I pływamy w tradycyjnej el oplecionej piękną melodią. Braciszewski wyrasta obok Kępy na czołowego przedstawiciela ME co już po prostu dobitnie podkreśla Lednica wydaje się że mój ulubiony fragment.... Tematyka chrztu Polski zmusza Macieja do owych nieszczęsnych gregoriańskich chorałów kojarzonych z Enigmą nie ma ich na tej płycie) ale utwór A.D.966 brzmi najmniej ciekawie. Macieju wywal perkusję i zminimalizuj mnichów w promo utworze a będziesz miał perfekcyjne arcydzieło jako całość
SOLAR FIELDS -BLUE MOON STATION'03
Szwed Magnus Birgersonn na tej płycie przejawiał już przebłyski interesującej świeżości. Jego High Tech Ambient połączony z melodyjnością tutaj jeszcze jest tylko interludium do mega albumu Leaving Home.
FOX ROBERT -MAYA'05
Duet z innym tuzem ME w Wlk. Brytanii, Davidem Wrightem czyli Code: Indigo jakoś mnie nie powalił, wydał mi się zbyt sztuczny ale gdy Panowie są solo to już inna bajka... Wystarczy posłuchać na płycie Foxa kawałek Kindred Spirits (są nawet chorały ale jak subtelnie wykorzystane...) i już można odlecieć. Wspaniałe.
PYRAMID PEAK-OCEAN DRIVE'99
Axel Stupplich i Andreas Morsch z Leverkusen to takie niemieckie Remote Spaces. Dla betoniarzy zbrojeniarzy to zimne kluchy dla mnie ten duet wykorzystujący NBS do melodyjnych dywagacji to najlepsza kapela tego nurtu. Wystarczy posłuchać Twilight żeby wiedzieć o co chodzi. Koniecznie.
SERRIE JONN-AND THE STARS GO WITH YOU'86
Jedna z najlepiej sprzedawanych płyt z SM - ponad 150 tys. egzemplarzy została w 20 rocznicę powstania zrealizowana w DTS. Serrie jest pilotem, który w 1986 roku przygotowywał dla NASA program Teacher in Space Project. W między czasie uległ katastrofie Challenger, gdzie byli na pokładzie jego przyjaciele, wstrząśnięty tym wydarzeniem tworzy właśnie tą, debiutancką
płytę. Muzyka Serrie jest wyznacznikiem jak powinno brzmieć wzorcowe Space Music. Przepiękne odgłosy kosmicznej pustki.... Nic dziwnego, że amerykańskie planetaria ulubiły sobie jego muzykę.
ZIBBON (Zbigniew Pisarczyk) -MUSIC PLANET'08
Zibbon to na strefie mp3 wielka postać (druga po Certamenie ilość ściągnięć) a zarazem skromny człowiek, mający do siebie i swojej twórczości zdrowy dystans. Miałem wielki dylemat co własciwie Zibbon gra ... i wymyśliłem Soft Synth Dance. Laser Dance czy Koto atakowali skomasowaną liczbą decybeli, u Zibbona zaś beat jest wyciszony stąd Soft (wzorcowy Planeta Aleo). Zbigniew wymyśla dość banalną, wpadającą w ucho melodię którą następnie w niesamowity sposób wzbogaca. Zmiany barw, oszałamiająca plejada w bardzo wysmakowany sposób poutykanych ozdobników, harmoniczność, fenomenalne aranżacje. Weźmy Oscillator. Pierwsze 25 sekund wzbudza żywsze bicie serca aż nagle mamy wstawkę solówki, dość infantylnej na syncie. Ale to co się dzieje w tzw.
między czasie w kanałach może oszołomić. Aby nie nudzić mamy też przełamania tematu, wstawki perkusyjne, modulowane dźwięki itd. W Krainie Marzeń mamy banalną melodyjkę aż tu nagle od 1.57 to co wyprawia Zibbon przyprawia mnie o ciarki od piękna... Sporo na tej płycie sentymentalnej podróży w brzmienia lat osiemdziesiątych i odniesień czy to do JMJ czy Bilińskiego czy do ówczesnej fali pop muzyki syntezatorowej. Bardzo polecam wszystkim którzy chcieliby w te ponure, zimowe dni uśmiechnąć się słuchając tej pogodnej muzyki.
2002-RIVER OF STARS'00
Odnotowuję brak innowacji. Czyli nadal fujarka, gitara akustyczna orkiestracje i tło muzyczne i wokalne jak na Watermark Enyi. Słowem... nadal cieszy ucho. Wielki przebój w USA na New Age Chart godny polecenia dla każdego. Choćby warto aby posłuchać Stella Maris.
VOLT –STAR COMPASS’04
Moje czwarte spotkanie z tym duetem nie rozczarowuje. Dobry, stary NBS. Ale też bez przesady, choć pewno betoniarze zlizują z tej gruchy co się da...
BOUVIER-PEACE IN YOUR MIND’02
Niby to New Age ale ja bym ukuł określenie ambient komercyjny. Dużo fortepianu z pogłosem, nie dużo ozdobników, trochę syntezatorowej poświaty w sumie się słucha.
BROEKHUIS B. BAS &KELLER DETLEF &SCHONWALDER MARIO &SYRA DER & FOX ROBERT –SPACE COWBOYS @JELENIA GORA’07
Siła złego na jednego ale trzeba przyznać, że ten NBS jest rzeczywiście ciekawy. Reminiscencje z występów podczas polskiej edycji Ricochetu w 2004 roku przynoszą nie nużącą porcję sekwencji. No ale cóż wystarczy zajrzeć w skład ekipy aby bez słuchania muzyki przypuszczać że będzie ciekawie. Cieszą ucho smaczki, choćby wstawka z Tubular Bells Oldfield’a w Memories Of Yesterday Pt 2, zresztą chyba najbardziej ciekawej, niekonwencjonalnej części.
BROEKHUIS B. BAS &KELLER DETLEF &SCHONWALDER MARIO –ORANGE’07
3 długie berlińskie suity zrealizowane podczas holenderskich koncertów. Słucha się dobrze. Świeże i ciekawe.
FANGER THOMAS & SCHONWALDER MARIO -ANALOG OVERDOSE 4 LIVE (DVD)’07
Jak miło popatrzeć na dwóch panów z brzuszkami i głębokim „dekoltem” wśród włosów na głowie...Muzycznie snują swoje berlińskie klimaty, niby się publika w angielskim Liphook, dość liczna giba na krzesełkach ale jakieś takie to nudnawe....chociaż Dolby Digital.
SZYRSKI “DIMIX” BOGUSŁAW –KATHARSIS’97
Interesujący materiał w którym Szyrski swobodnie porusza się po różnych obszarach el nawet mamy rasowego „berlina”(Gdzie twoje słodkie sny, mandarynie). Słucha się tego dobrze i jest wiele momentów gdzie można podziwiać kunszt artysty. Polecam.
KHECHOG NAWANG-RHYTHMS OF PEACE’89
Tego tybetańskiego mnicha osiadłego w USA rozsławiła współpraca z Kitaro przy jego najmroczniejszej płycie World’s Of Kitaro. Potem była współpraca z Paulem Simonem i Philipem Glassem ale i solowe dzieła. Na tej produkcji dedykowanej Dalaj Lamie gdy dostał nagrodę Nobla, dominuje głównie flet shakuhachi i aborygeńskie didgeridoo. Słucha się dobrze chociaż zamiast medytacji mój 10 miesięczny synek wpadł w zachwyt relaksacyjny i stwierdził, że spać nie będzie a godzina była już 22.00...
WRIGHT DAVID-TENTH PLANET’07
Utwory wybrane z koncertów z roku 2006 w Bochum Planetarium w Niemczech i National Space Centre w Leicester przynoszą m.in. na nowo opracowaną suitę "Sea of Dreams" i nową wersję "Glass Mountains" z kasety „Ocean Watch” . Dużo dobrego melodyjnego grania w najlepszym wydaniu angielskiego weterana ME.
FOX ROBERT-TOUCHING THE SERPENT’S TAIL’07
Odnotowuję zmęczenie materiału. Jakoś nie za bardzo Foxowi ta płyta wyszła, jest jakaś taka wymuszona. No ale cóż to już dwunasty album...
ALPHA WAVE MOVEMENT-MYSTIC & THE MACHINE’07
Nareszcie mnie ten projekt zaskoczył pozytywnie. Dużo interesującego progresywnego (!) grania wmieszanego delikatnie z tradycyjnym el. Z organami Hammonda i perkusją brzmi to jak jakieś zapomniane nagrania z lat 70 tych. Mam skojarzenia z King Crimson ale zdarzają się też el perełki jak FESTIVE ANCESTORS czy HIGHLAND AIRE DRIVE.
BINAR – PROJECT POLTERGEIST’05
Paul Nagle zawsze był poprawnym sekwenserowym rzemieślnikiem. W duecie z Andy Pickfordem jako Binar czy jako STDM też nie zaskakiwał. A tu nagle dwie przepiękne kompozycje zagrane na drugiej części koncertu w National Space Centre w 2004 roku czyli utwór tytułowy i Remembering Giants. Pierwsza część koncertu zamieszczona na płycie The Truth Sets Us Free’04 jakoś mnie nie powaliła. A tu tymczasem płyta obowiązkowa.
SZYRSKI BOGUSŁAW –PRYZMAT X’00
Znakomicie się tego słucha. Szyrski wytwarza swój świat dźwięków i wciąga nas w niego. Można się zatracić w tych interesujących kompozycjach trudnych gatunkowo do sklasyfikowania. Wystarczy posłuchać Tańczące Parasole czy Moghumix aby zrozumieć o czym piszę...
KELLER DETLEF- EM WEIHNACHT (ELEKTRONISCHE MUSIK ZUM FEST)’98
Byłem zaskoczony że jest jakaś płyta Kellera która umknęła mojej uwadze ale...jak się okazało Detlef pozazdrościł Kitaro który na Peace On Earth poprzerabiał kolędy na swoją modłę. Zrobił więc to samo z niemieckimi pieśniami bożonarodzeniowymi ze Stille Nacht na czele.
ENDORPHINE – END OR FINE’07
Tematyka religijna mocno osadzona jest w nurcie el. Kucz, Skrzek, Certamen potrafili całe płyty poświęcać temu zagadnieniu. Dlaczego to piszę? Ano mój ulubiony kawałek na tej płycie poświęcony jest Janowi Pawłowi II –„Czapkę zdejmę i głowę pochylę”. Rzeczywiście ma coś w sobie. Na reszcie płyty jest różnie i pod względem treści i formy ale zwraca uwagę dopracowanie i zagospodarowanie przestrzenności dźwięku. Ciekawe.
SZYRSKI BOGUSŁAW- IMPULS (DEMO)’08
4 nagrania zamieszczone na tym krążku wprowadzają nas w ciekawe wibracje charakterystyczne dla Szyrskiego. Ciekaw jestem efektu finalnego czyli pełnowymiarowej płyty.
FOX ROBERT-TALKING HEADS’00
Trafiło do mnie kilka płyt Foxa stąd przewija się od jakiegoś czasu i przy okazji tego festiwalu jego nagrań odkryłem, że lubi chorały. Zawsze jest jedna z nimi kompozycja tu tym razem siostry magdalenki. Efektowna, miła dla ucha płyta z tym że na pewno nie najlepsza w jego dorobku.
WRIGHT DAVID- CONTINUUM’04
Na tej płycie Wright tworzy kosmiczne misterium czyli SM z wplecionymi świetnymi melodiami. Zwracają uwagę zwłaszcza dwie ostatnie suity. Polecam.
AKWARA ANDREAS & LUTZ BJöRN – AMBUSH’04
El polityczne pojawiało się już m.in. na płycie Arno –Every Moment Counts (Unia Europejska) ale na taką skalę jak na tej płycie to jeszcze nie. Tytułowy utwór odnosi się do wydarzeń związanych z atakiem na WTC inne do sytuacji na Kubie, wojny w Wietnamie itd. Album ma pokazać, że bez względu jaka jest ludzka sytuacja, rezultaty praktyk rządów, terrorystycznych ataków, prywatnych decyzji, ludzki umysł może użyć muzykę do wspomożenia nadziei i radości i że muzyka łączy wszystkich mimo różnic kulturowych. Co ważne kręciłem nosem na Akwarę przy płytach Occult Sanctum i synthetic Horizon ale dałem mu kolejną szansę i słusznie! Bardzo ciekawa płyta z interesującymi kompozycjami. Szkoda tylko, że to te starsze pozycje Akwary są ok...
FOX ROBERT- A GATHERING OF SPIRITS’94
Na tym krązku bardziej Fox postawił na pojedyńcze kompozycje wpadające w nurt New Age lub bardziej instrumentalne niźli el muzyczne. Ale to dobra, ciekawa bardzo melodyjna porcja muzyki.
CREATE –KINDRED SPIRITS’07
Stephen Humphries bardziej podobał mi się na From Earth To Mars ale i na tej ambientowo berlińskiej płycie jest trochę smaczków choćby to co się dziej od 40 minuty w tytułowym utworze.
WRIGHT DAVID-DEEPER’05
Zaskakująca pozycja w dyskografii tego Anglika bo mocno osadzona w sekwenserowych tematach zamiast elpopu. Momentami jest nostalgicznie (świetne The Sound of Waves ) a czasem mocno dynamicznie ( równie znakomite Sea of Dreams pt 5. Polecam! ).
E.Z.Y. (Jacek Szczepański) –ENERGY’05
Jak sam Jacek stwierdza to nie do końca el muzyka. I to fakt. Bardziej zbacza ku łączeniu muzyki instrumentalnej z klimatami ala New Age. Wystawia np. na forpocztę fortepian z pogłosem i tworzy zwiewną, nieskomplikowaną melodię często podkreśloną np. automatem perkusyjnym. Ale zdarza się też że mamy tu typowe ME (Energy Part 1,6,7). Za najciekawszą i najdojrzalszą elektroniczną kompozycję uznać należy zdecydowanie świetne Part 10. Co do wariacji tematu tytułowego Janosika spuszczam kurtynę milczenia...
PUDLOWSKY JEAN MICHEL (Piotr Pudłowski)-SIMPLE SAMPE’08
Domowe ale zaskakująco ładne, profesjonalne wydanie. Tu cytat z nadruku na krążku : „publiczne odtwarzanie bez zezwolenia, naśmiewanie się, szydzenie, ględzenie zabronione pod karą chłosty”...;-). Energetyzująca muzyka mocno eksploatująca perkusję z dużą ilością wstawek gitarowych. Wbrew pseudonimowi Piotr nie naśladuje Jarre’a za to zgrabnie wykorzystuje połączenia tradycyjnej elektroniki z nowymi brzmieniami.
AQUAVOICE- COLD’08
Nowa propozycja Łuczejki wydana przez Generator.pl jak Gen CD 002 zachęca do nabycia klimatyczną okładką. A treściowo? To wzorcowa postać ambientu, którą można używać jako wskazania jak powinna brzmieć płyta tego gatunku. Dla mnie osobiście najciekawszy to najciekawszy Aquavoice dystansujący „Water Music”. Jest tu wiele znakomitych rzeczy. Zwróciłbym uwagę na Cold 5, staromodne solówki w Cold 6 czy oniryczne 10 no i fenomenalne cold 13. Tak naprawdę Cold jest warm –ciepłe pastele miło relaksują. Polecam.
MIND-FLUX –SPACE VISIONS’02 (DVD)
Na wstępie – mam kilkadziesiąt muzycznych DVD ale ten krążek zrobił na mnie olbrzymie wrażenie- powinien obejrzeć każdy kto chciałby zobaczyć jak powinna wyglądać prezentacje el muzyki. Świetne, dostosowane do poszczególnych utworów komputerowe wizualizacje plus zdjęcia kosmosu z NASA. Zdecydowany numer jeden w tej działce stanie obok najlepszego połączenia muzyki z filmem czyli Baraka z kompozycjami Stearns’a. Muzycznie zaś dostajemy przekrojową porcję nagrań duetu Fanger&Kersten z lat 1995-2002 (z płyt Collision, Konception Of Space, Kontinuum oraz dwa nagrania niepublikowane) gdzie obok dynamicznej el (kapitalny Lunar Sunrise) mamy quasi- ambientowe Kontinuum czy kraftwerkowskie Ektafreeze B i Elegant. A wszystko to dzięki serii DVD, Universal Fantasies, którą wydawało Innovative Communication. Polecam.
MIND OVER MATTER –ASIA VOL.1’02 (DVD)
Mój szwagier ma taki zwyczaj że po podróży zagranicę zasiada przed komputerem, tworzy prezentację zdjęć i dodaje do tego muzykę, przeważnie szanty i katuje tym później rodzinę zmuszając ją do oglądania tych „dzieł”...I nie inaczej jest tu. Hoffmann-Hoock napstrykał setki fotek z podróży do Indii, Nepalu i Sri Lanki i zaserwował nam ponad godzinny pokaz slajdów z muzyką w tle. Czuję się jak podczas seansu National Geographic...czyli fajnie! Prezentacja odbywa się w chronologicznym ciągu i z wyraźnym respektowaniem tempa nagrań. A te jak zwykle są znakomitym melanżem muzyki hinduskiej z muzyczną kulturą zachodniej cywilizacji. Utwory pochodzą z Under The Stars, Avatar, Palace Of The Winds, Colours Of Life i Music For Paradise mamy więc przekrój całej twórczości z projektu Mind Over Matter. Polecam.
CANOVAS JAVI-RED METAL’07
Znam tylko Light Echoes tego kompozytora z Wysp Kanaryjskich i szczerze jakoś nie przypadło mi ono do gustu. Na tej zaś płycie wyraźnie podreperował u mnie swój wizerunek –melodyjny, głównie ciepły NBS. Polecam zwłaszcza „Radiometry”, „Dark Memory System” i „Voices in the Space”.
CINEMA PARADISO(Jacek Tymoszuk) –ELISIAN 4021’08
Nie myślałem, że tak szybko po nowym Aquavoice usłyszę nowy, polski intrygujący ambient. Ku mojej radości tak się stało w postaci płyty Jacka. Sesja z 2003 roku uwieczniona teraz na CDR przynosi interesujące dronowe rozmazy z fenomenalną Kartaginą na czele. Tymoszuk wplata delikatnie bit z nowych brzmień ( Oscylacja, Lumen Bell) co odświeża te nagrania jako nowatorskie. Szczerze polecam.
DANCING FANTASY-WORLDWIDE’93
Gwiazdy IC czyli Chris W. Williams, Curtis McLaw wymieszali smooth jazz z el muzyką robiąc dużo szumu płytą Midnight Blvd. Kontynuowali ten trend i tu też mamy bardzo miły dla ucha, relaksujący chillout ze sporą ilością jazzującego saxu czy trąbki. Warto dla Worldwide ,Deja Vu, Nippon Nights czy Indian Charme choć przeróbka Avalon Roxy Music trochę śmieszy.
FREE SYSTEM PROJEKT-GENT’07
Aż do bólu ortodoksyjny Berlin. I przez to jak dla mnie muzyczna tapeta. Zapatrzenie tego holenderskiego trio na lata siedemdziesiąte jest prawie że chore brak wciąż świeżości ale wyrwała się im spod klawiatur jedna świetna pozycja plagiatująca wczesne TD – „Pointless Reminder” – i tą płytę szczerze polecam. A tą i tak betony kupią...
FANGER THOMAS & SCHONWALDER MARIO -ANALOG OVERDOSE 0.9’06
Ten duet zaczyna już tworzyć odpryski w swym cyklu Analog Overdose. Ta limitowana do 222 kopi edycja przynosi różne utwory z roku 2001. I przyznać trzeba, że słucha się tego bardzo dobrze – to berliner schule na wysokim poziomie.
FANGER THOMAS & SCHONWALDER MARIO -ANALOG OVERDOSE 4+’07
W porównaniu z DVD jest lepiej – zdaję się że wizja zawsze odbiera percepcję audio...Jeśli chodzi o te dwa berliny nic nowego pod słońcem ale zarazem ok.
JOB KARMA-NEWSON’01
Wrocławski projekt (Maciej Frett i Aureliusz Pisarzewski ) tworzący jak to określają „metafizyczny space ambient industrial” to mroczna, lekko eksperymentująca elektronika oparta na ambiencie o światowym poziomie realizacji. Głosy, przemówienia, urywki wypowiedzi oplatane niebanalnymi dźwiękami.
NOMADEUSS (RAFAŁ ZAPAŚNIK) –NEW HORIZONS’08
Po tym projekcie Zapaśnika pozostały tylko nagrania które Rafał udostępnił na CDR. Pierwsza suita to spokojny, wyciszony ambient druga to el poszukujące z ciekawym rozbudowanym, prawie patetycznym zakończeniem.
NOMADEUSS – DREAM STORIES’08
Ta płyta przynosi głównie eksperymentalne poszukiwania nieraz brzmiące jak zapis uczenia się grania - co jest zamierzonym efektem ( Dreaming). Mój ulubiony kawałek to ciepły klimat Gate Of Awarness. Interesujące.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #70907 autor: spawngamer » 11 lis 2008, 22:26

KLARE FRANK-ELECTRONIC IMPRESSIONS’95
To pierwszy solowy materiał Klare’a po czasowym zawieszeniu działalności zespołu Traumklang (ale nie pierwszy w ogóle – w 1986 roku wydał kasetę SoloDreams kiedy grał jeszcze w Synco). To nie NBS a syntezatorowe melodyjki i to w otoczce rockowej. Nic tu na kolana nie rzuca ewentualnie może zaciekawić (np. Osmania Theme). Niekoniecznie.
LAZAROV SIMO- THE CITY’79
To debiutancka płyta prekursora bułgarskiej elektroniki. Simo Lazarov (1948) założył i prowadził pierwsze studio muzyki elektronicznej przy bułgarskim radio (1973-1999). Jest też wykładowcą (profesorem muzyki elektronicznej) z inżynierii dźwięku, elektroniki i muzyki komputerowej przy Akademii Muzycznej, Akademii Technicznej ( badania nad nad użyciem syntezy barw dzwięków w algorytmicznych kompozycjach muzycznych, komputerowe programy muzyczne) i Uniwersytecie Sofijskim. Brał udział w ponad 1500 koncertach, ostatnio tworzy olbrzymie otwarte koncerty łączące różne dziedziny sztuki, skomponował ponad 100 soundtracków, napisał 9 książek i wydał 9 winyli i 26 CD. Jest szeroko znanym i uznawanym twórcą muzyki elektronicznej i elektroakustycznej nominowanym w 1995 roku do miana muzyka roku w Bułgarii i pomysłodawcą International Electro-Acoustic, Electronic and Computer Music Forum-Festival Computer Music Space. Choć to ramota i słychać ograniczenia sprzętowe to jednak z tego co miał Lazarov wycisnął co można. Miłośnicy analogów powinni być zadowoleni choć do np. Józefa Skrzeka z tego okresu Lazarovi daleko.
FERVANT THIERRY-SEASONS OF LIFE’81
I jakże odmienna od debiutu płyta. Dodanie dużej dawki rocka progresywnego i wykorzystanie elementów zarezerwowanych dla muzyki klasycznej (sekcja smyczków i solówki na skrzypcach) znakomicie wpłynęły na oryginalność tej muzyki. Chronos np. podano właśnie za pomocą smyków, dźwięku syntha przypominającego tykanie zegara i delikatnej poświaty wysokich tonów z analogowych keyboardów. Przebojem jak dla mnie jest Initiation wykorzystujące świetnie wokoder i stringi. Świetna płyta-polecam.
NAVIGATOR-NORTHERN CONSEQUENCE’00
”Northern ConSequence” był pierwszym (na razie wydali 3) albumem międzynarodowego projektu Navigator skupiającego muzyków m.in. wEirD, Kubusschnitt i Patchwork. Rdzeniem grupy są Duńczycy Tony Andersen i Kent Eskildsen ( duet Kenton Files, Eskilden jest autorem książki „30 Years Of Dreaming” o Tangerine Dream) i Niemiec Jens Peschke (wEirD, [‘ramp], Kubusschnitt), którzy spotkali się poprzez internet na liście dyskusyjnej Groove Unlimited. Oryginalnym pomysłem było wykorzystanie potencjału internetu do tworzenia interaktywnego ale okazało się szybko że jego możliwości są jeszcze zbyt ku temu małe i jedynie mogli wymieniać mailami zarysy koncepcji. W koncu panowie spotkali się wiosną 1998 roku w Holandii a potem dokonali dogrywek w Danii i Niemczech. Mastering miał miejsce w Grudniu 1999 a w Marcu 2000 roku płytę udostępnił ”Invisible Shadows”. Panowie przelewają się miedzy różnym obrazowaniem od ostrych riffów gitary elektrycznej po fortepian na tle dźwięków przybliżonych do NBS. Przewidywalne, nic nie wnoszące do gatunku...
PINHAS RICHARD-ICELAND’79
Ten album nagrany w Heldon Electronic Studio i Ramsès Studio w Paryżu a remiksowany w Davout ma cechy ambitnej próby zmierzenia się z elektroniką eksperymentalną. Surowe, ascetyczne, monotonne brzmienia przypominające przetworzone dźwięki pracującej maszyny albo pociągu w ruchu, eksperymentalne tło i jednostajne solowe granie, snujące się pasaże tworzą zwartą całość która eksploduje jak dla mnie w piękny sposób w ostatniej w wersji LP opowieści dedykowanej F.-S. Fitzgeraldowi –„Greenland” gdzie znakomicie obok powracającej, zapętlonej kody, świetnie w tle słychać pracę stonowanej progresywnej perkusji i przelewające się wysokie dźwięki efektów plus świetne solówkowe pasaże. Dodany do reedycji na CD w 1992 roku „Wintermusic”, Pinhas w całości zrealizował na polymoogu i idealnie nadaje się do treści płyty. Lekko odrealnione, eksperymentalne ale w granicach miłych dla ucha dźwięków. Interesująca zawartość polecana przeze mnie do nocnego słuchania...
PREMA ASHOK-STRANGER IN THE STRANGE LAND’95
Jak napisano we wkładce płyty Ashok Prema gra na keyboardach od wczesnych lat 80 tych a inspirację dostarczyło przypadkowe zetknięcie w 1976 roku z muzyką z płyty Phaedra Tangerine Dream...A do tego czasu Prema słuchał głównie muzyki do bollywodzkich filmów. Bowiem to hindus osiadły w Wlk. Brytanii. Jego pochodzenie i wpływ tamtejszej muzyki dodaje unikalnej perspektywy jego muzyce. I rzeczywiście wpływy słychać –zwróciłbym uwagę na początek utworu Unicorn jak i pracę gry na bębnach charakterystyczne dla kultury indyjskiej a wszystko na tle dobrej el muzyki. Wiele zmiennych ciekawe aranże, melodyjne nie zawsze berlińskie granie. Sporo tu interesujących sposobów ekspresji choćby Triangle Of Succession brzmiący trochę jak pokłosie New Romantics czy Artist’s Palette at Wai-O-Tapu gdzie sięga po chorały gregoriańskie które wpleciono w niebanalną melodię. Nie jest to bynajmniej arcydzieło ale słucha się z dużą przyjemnością więc –polecam.
PADILLA CRAIG-BELOW THE MOUNTAIN’08
Jestem trochę tą płytą rozczarowany. Po Genesis spodziewałem się czegoś równie dobrego a tymczasem czuję niedosyt. Mamy tu Space Music która zamiast błogich pociągnięć syntezatorowej klawiatury wydobywa ze swej sztalugi paletę wyraźnych, mocniejszych dźwięków połączonych z amerykańskim sposobem sekwenserowania gdzie sinusoidy są miękkie ...Jakoś mnie to do końca nie wciąga ale na pewno znakomity jest wstęp „Currents”, minimalistycznie spokojny, przepiękny melodyjny fragment SM.
ROTHER MICHAEL-RADIO ’93
Rother (1950) urodzony w Monachium dorastał w Anglii i Pakistanie. Uczestnik pierwszych nagrań Kraftwerk, założyciel NEU!, współtwórca razem z Moebiusem i Roedeliusem Harmonii czyli późniejszego Cluster – czyli chodząca historia krautrocka. Płyta zawiera 21 singlowych wersji utworów Rothera z lat 1977-1993 w tym 6 premierowych Powiem szczerze że nagrania Rothera nigdy szczególnego wrażenia na mnie nie robiły a tu mamy do czynienia z kawałkami o dużej zwartości gdyż nie przekraczają singlowych 4 minut, kilka poddano odświeżającemu remiksowi, dzięki czemu mamy bardzo sympatyczny el pop. Po nich zaczyna się chronologiczny festiwal nagrań Rothera. Mają one zacięcie rockowej muzyki instrumentalnej gdzie syntezatory albo w ogóle się nie pojawiają albo tworzą raczej tło dla perkusji i gitary.
SEEFEEL-QUIQUE’93
Londyński kwartet Seefeel istniał w latach 1993-1996 i pozostawił po sobie 3 pełne płyty. Ich muzyka usadowniona jest pomiędzy dream popem a IDM. Najlepiej wspomina się właśnie tą, debiutancką płytę. Po rozstaniu, każdy podążył swoją drogą (znam projekt Disjecta, Marka Clliforda). Ich nagrania odkurzono dzięki remiksom Auterche i Aphen Twin co spowodowało reedycję albumu Quique (Redux Edition) w 2007 roku z dodanym rzadkim materiałem. Jednostajne ale wcale nie industrialne ale bardziej łagodne, mocniej osadzone w popie struktury witają nas na początek. Złagodzona prawie melodyjna forma industrialu z dodanymi żeńskimi wokalizami. Dość monotonne a przez to raczej nużące...Jeśli coś mialbym wyróżnic to tylko Trough You napisane przez Clliforda.
SPACE-JUST BLUE’78
Marouani pochodzący z Monako odebrał gruntowne wykształcenie muzyczne (fortepian, konserwatorium paryskie) i próbował kariery już w połowie lat 70 tych ale prawdziwą karierę zaczął robić pod dyktando pewnego splotu okoliczności. 24 letni Marouani dostał zlecenie stworzenia tematu przewodniego do programu TV poswięconego postaci znanej astrolog Elizabeth Tessier a na wszystko dostał kilka godzin. Napisał wtedy utwór Magic Fly, który pewno niezaistniałby gdyż program został zawieszony ale przypadkowo usłyszał jego wersję roboczą Jean-Claude Bourret prowadzący codzienny program w RMC i wybrał go jako temat muzyczny. Po każdej emisji rozdzwaniały się setki telefonów gdzie ten utwór można kupić na singlu. Reszta to już historia –to jeden z najlepiej sprzedawanych francuskich singli w historii. Projekt Space to dla mnie takie prawie dyskotekowe el. Wpadające w ucho w rytmie tanecznym melodie, nasuwają myśl że kontynuatorem myśli później był Laser Dance (zwróźmy uwagę na nalogię okładek –też ulubiony motyw kosmicznych pojazdów). Wszystko w żywych, modnych wówczas rytmach funky czywiście są przełamiana w postaci spokojniejszych form (Secret Dreams, Blue Tears). Staroć dla fanatyków el muzyki.
***************************************************************************

Archiwalia Part V

KOEPPER JEFFREY- ETHEREA’03
Zapierająca dech w piersiach płyta. Otwierający Between Dreams to dryfujące piękne dźwięki, spokojny Distant Light ciąży ku ambientowi, Timeless to wyciszone sekwenserowanie i dopiero na Ancient Sunlight zaczyna się bardziej dynamiczne granie ale od Spiraling wchodzimy w przecudnej urody SM jak dla mnie obraz z lotu ptaka bezmiaru piasków pustyni z rozgwieżdżonym niebem w tle. Bardzo klimatyczna płyta.
KOEPPER JEFFREY-MOMENTUM’06
Koepper to podopieczny Steve Roach’a. Ale nie do końca na nim się wzoruje. Płytę rozpoczyna mocne, męskie melodyjne sekwenserowanie (Byzantine Machine) by przejść w opis kosmicznej pustki ( Outside) i tak jeszcze jedna para a potem już typowy szczerze nic nie wnoszący Berlin.
IGANOWICZ ADAM- AIR’08(SP)
Najpierw zetknąłem niechcący Adama z Maciejem Braciszewskim z DSP Studio Gniezno a potem dostałem tego pięknie wydanego singla. Przebojowe Ready To Take Off emulowało w Clear To Take Off. Utwór rzeczywiście oczyszczono, podrasowano i wydłużono. „Narodziny słońca” zdecydowanie narzucają skojarzenie z jakimś zagubionym utworem z sesji Ogród króla Świtu Bilińskiego. Tytułowy „AIR” ma zaś w sobie coś z Jarre’a i jego pływających, wodnistych klimatów. Kto lubi melodyjną elektronikę niech się nie waha. Świetne.
KURYŁO PAWEŁ –ETAPY’08
Bardzo sympatyczna płyta gdzie Paweł wyciąga z lamusa analogowe brzmienia poczciwych lat osiemdziesiątych. Elegancko, melodyjnie, urozmaicone. Polecam.
ADAM IGANOWICZ-ADAM IGANOWICZ’08
Wszyscy lubiący pierwsze nagrania Bilińskiego czy Jarre’a z okresu Oxygene i Equinoxe powinni poznać ta płytę. Choćby dla romantycznego kawałka Wspomnienie czy przebojowego Clear To Take Off. Warto.
TOWARZYSTWO ELEKTRYCZNE –MUZYKA DO FILMU WIDMA’06
Radek Sawicki rozwalił mnie tą płytą. Dobre, wpadające w ucho kawałki w zestawieniu z eksperymentalnymi dźwiękami dwukrotnie wspartymi dziwnymi, ekstrawaganckimi monodeklamacjami. Wciąga.
LAMBERT -INSIDE OUT’91
Nieskomplikowana elektronika lat osiemdziesiątych nic nowego nie wnosząca do gatunku, ale jak najbardziej do posłuchania. Dużo rockowej gitary, perkusji, podkładów charakterystycznych dla ówczesnych piosenek. Czyli coś co nazywam noisy el i za czym nie przepadam. Dopiero od siódmej kompozycji (Sun) robi się ciekawie a rzecz ósma (Dolphin’s Cry) brzmi jak jakaś sekwencyjna kompozycja TD z najlepszych ich lat.
LAMBERT –MIRROR OF MOTIONS’93
Prog rockowo plus syntezatory analogowe. I jakoś lepiej niźli na Inside Out. Doroślej. I znowu to najciekawsze granie jest pod koniec płyty z mięsistym sekwenserowaniem w Soaring Fight i podrabianiem stylu TD z początku lat 90 tych ( Drifting Away).
LAMBERT-DIMENSIONS OF DREAMS’95
Nareszcie pełna superlatyw reakcja na solowy album Lamberta Rinlange. Już wprowadzający Impetus pozwala na konstatacje że Lambert załapał na czym polega el muzyka, co potiwerdza kolejny utwór, suita Trance Journey. Ale tak naprawdę niezwykle jest pod koniec: vangelisopodobny Maelstrom dziwny Yonohamo i niezwykle pięknej urody Two Worlds.
BILIŃSKI MAREK-FIRE’08
Pierwsze dwa utwory przyprawiają mnie o wrażenie że Biliński nasłuchał się Prodigy. Eksponowanie perkusji i hard rockowej gitary elektrycznej. „Ostrze ognia” zaś przynosi nam progresywne, ciekawe klimaty. Spokojne „Kwiaty krwi” ocierają się o ambient i muszę rzec że po dłuższej chwili wciągają. „Strumień iskier” to wreszcie TEN Biliński czyli wpadająca w ucho melodia rozpisana na syntezatory. Podobnie jest z „Wielkimi łowami” które z hardcorowym bitem przypominają mi utwory z sesji „Wolne Loty”. Pierwsza część Błysków Kolorów zdecydowanie prowadzi nas ku wspomnieniom z dwóch pierwszych płyt Marka. W ”Gdzie rodzą się gwiazdy” przeszkadza mi breakbeatowy podkład. A część druga „Błysków...” w doniosły sposób (wokaliza) wieńczy krążek. Świetna realizacja ale jednak chyba niedosyt że to nie do końca to co spodziewali się el fani. Ale czy koniecznie musi być to muzyka tylko dla nich?
INOUE TETSU & EDWARDS-UZELL CHARLES & BEAIL DAIMON-AUDIO’00
Gwiazdy FAXu w produkcji bez Namlooka. 1 to odgłosy lotniska, miasta po japońsku, francusku, angielsku przechodzące w zabawy nad szumiącym morzem. To wprowadzenie do opowieści o obecnej cywilizacji – mnóstwo wpleceń rozmów, głosów, odglosów z placu zabaw i klimatyczna, soniczna podróż dźwiękowa ocierająca się o eksperyment i ambient. Zdecydowanie na upalny letni wieczór pod rozgwieżdzonym niebem.
LAMBERT&PALANTIR-FINIS TERRAE’97
Jaki będzie według Lamberta finis terrae? Szum morza w Ancient Shore zdaje się na to odpowiadać...Ta płyta pokazuje dlaczego zaprosił go do wspólnej sesji Parsick a potem znalazł się Rinlange w ‘Ramp. Zarazem świetny przykład jak ewoluuje rzemieślnik w artystę. Znakomite kompozycje i aranżacje –wystarczy posłuchać 21 minut World Of Stones by zrozumieć co mam na myśli. Muzyka ta ponoć powstała spontanicznie podczas pobytu panów w Bretanii ale jest zbyt wycezylowana i dopracowana bym mógł w to uwierzyć. Znakomite.
OMEGA SYNDICATE-BAPTISM OF WIRE’07
Moje kolejne spotkanie z istniejącym od 2002 roku duetem Xan Alexander, David Gurr. Panowie nadal grają tradycyjny berlin czyli nic nowego ale słucha się ok. Ze wskazaniem na Haunted.
PREMA ASHOK-ELECTRIC EYES OF MAN’01
Ten twórca to dość egzotyczna postać bo to hindus osiadły w Wlk. Brytanii zakochany we wczesnym Tangerine Dream. Na tym drugim spośród jak dotąd trzech albumów sygnowanych jego nazwiskiem, Prema stara się jak może odświeżyć nurt BS i wychodzi to całkiem zgrabnie a nawet bardzo interesująco. (Mirror Images, Turnissimo, Electric Eyes of Man). A że bardzo ciekawie jest na większości tego krążka to szczerze go polecam.
PARSICK STEPHEN-TRACES OF THE PAST (REDUX)’07
To zbiór nagrań stworzonych w latach 1994-1997 z udziałem Hoffmann Hoocka (utwory 1,2.3 i 6) a wydany na debiutanckim albumie w 1998 roku. Reedycja pozwoliła artyście na poprawki rzeczy które uznał za niedoskonałe – stąd odszumianie, remiksowanie i tym podobne zabiegi. Jeśli chodzi o treść już od początku mamy do czynienia z chwytającym za gardło sekwenserowaniem z bardzo dobrym rozłożeniem przeróżnych dźwiękowych wstawek w tle. Wyróżniłbym Beneath The Surface, Ashram, The Keeper Of Time, Quicksilver Sea. Szczerze polecam.
PYRAMID PEAK –EVOLUTION’07
Płytę uznano za dość nierówną ale to po części wina sekwenserowego 11 minutowego nieba, przyćmiewającego resztę zawartości krążka czyli fenomenalnego Gravity otwierającego to wydawnictwo, utworu nieodparcie kojarzącego mi się z Exit TD (choćby damski głos mówiący po rosyjsku). Dla mnie najlepszy numer tego gatunku zeszłego roku. Co do reszty –Evolution ciekawe, ale przydługie, trochę pod koniec nuży choć zgrabnie panowie z trio zmieniają tempo. History brzmi niestety dość bezbarwie, podobnie Sequenced i dopiero Drive 2007 bardziej zaciekawia. Ogólnie jednak to jedna z bardziej interesujących płyt zeszłego roku ale Random Events nie przeskoczyli.
RECKZEH UWE-COSMIC WATER’99
Reckzeh znany był mi z sympatycznej płyty Point North więc z chęcią sięgnąłem po jego inne pozycje. Cosmic Water doczekało się w 2006 roku reedycji w SynGate. Już wprowadzający w płytę utwór Planet View, ładny rytmiczny kawałek, świadczy, że szukający miłych doznań nie zawiodą się. Wczesny Jarre plus melodyjne TD (szczególnie utwór tytułowy) w wydaniu Uwe słucha się wybornie. Polecam.
RECKZEH UWE- ALTITUDE 30 000’07
Może króciutko. Według mnie to najlepsza płyta 2007 roku. Sekwencje plus inteligentne melodie daje arcyciekawą całość. Reckzeh ląduje w spisie moich ulubieńców.
SYN (DAVID T. DEWDNEY) –THE GLASS BRIDGE’00
The Glass Bridge Parts I – III. Pierwsze osiem minut pływa w dźwiękach m.in. zapożyczonych z Chariots Of Fire Vangelisa a potem zaczyna się NBS w klasycznym stylu początku lat 70 tych. W końcu tempo zwalnia i znów pływamy w spokojnej, nastrojowej idealnej na letni wieczór poświacie dźwiękowego gobelinu. Shadowfall zaś zanurza nas w brzmieniach TD z czasów Encore w nastrojowym ale strawnym układzie. Heart Of Orion Parts I – IV to hołd dla Vangelisa i jego glissand na Yamasze plus stałe składniki typu gongi, kotły z tym że większość materiału sprawia wrażenie że mamy tu do czynienia z wczesnym „apokaliptycznym” Vangelisem. Bardzo interesująca płyta.
TANGERINE DREAM –SPRINGTIME IN NAGASAKI’07
Jakoś nic tu nie zaskakuje i jak na TD to zbyt mało aby mówić o ciekawej płycie- jest kilka zgrabnych momentów ale ogólnie raczej brzmi to jak konfekcja...
VOLODIN ALEXANDER-REFLECTIONS OF TIME’04
Wydawnictwo rozpoczynają niezwykłe elektroakustyczne zabawy płynnie przechodzące w niepokojący ambient. Ale to właśnie elektroakustyka rządzi na tej płycie. Niesamowite zbitki sampli i odgłosów tworzą unikalną wartość dodatnią dla słuchacza (zalecane słuchawki). Sporo tu też wyszukanego ambientu. Volodin to jedna z gwiazd rosyjskiego labelu Electroshock specjalizującego się w ambiencie a jest po nauce w moskiewskim Centrum Termen studio nagrań muzyki elektroakustycznej. Mając zaledwie 21 lat został laureatem "30th International Competition of Electroacoustic Music and Sonic Arts in Bourge 2003" co świadczy o jego talencie. Jak na razie ta płyta jest jedyną w jego dorobku.
ZIBBON-ZIBBON 1995 – 2008’08
I znowu możemy kontemplować sympatyczne, miłe dla ucha, radosne granie Zbigniewa Pisarczyka. Trudno się tu nudzić a nawet zalecam tą porcję przekrojowych nagrań do pomocy w zmianie nastroju gdy mamy chandrę. Takie kawałki jak Voyage To Planet Mars czy The Bell powinny wprowadzić w dobry nastrój największego ponuraka.
ARC –FRACTURE’07
I Boddy i Shreeve to pierwsza liga więc płyta spreparowana jest znakomicie ale brakuje mi tu jednak tego czegoś co nie pozwoliłoby o niej zapomnieć...
NATTEFROST-UNDERNEATH THE NIGHTSKY’07
Bjorn Jeppesen tworzy ten projekt od 1995 roku ale to dopiero moje pierwsze spotkanie z tym duńskim syntezatorzystą. I co mogę rzec to tylko ciepłe słowa. Tak jak lubię melodyjne kawałki osadzone w sekwenserach tworzą świetny, rytmiczny a zarazem modernistyczny klimat nowej ścieżki która podąża BS. Ten trzeci a przedostatni na razie album Jeppesena wzbudził moje wielkie zainteresowanie. Wystarczy choćby posłuchać kawałek tytułowy....Tak jak lubię!
GAD JENS-LE SPA SONIQUE’06
Gad to kompozytor Enigmy i Achillea. I to wszystko wyjaśnia. Prudence wypuściło serię dźwiękowych wypoczynków, chill outów na upalne, letnie dni w której znalazł się i ten tytuł. Gdy siedzimy pod wieczór na świeżym powietrzu przy grillu adekwatna do atmosfery jest ta gorąca, zmysłowa muzyka w tle. Nie jestem fanem Enigmy, a te brzmienia są tu wszechobecne ale zwróciłbym uwagę na świetną hiszpańską monodeklamację (Luisa Fernandez) w cieknącym seksualnymi konotacjami El Momento. Ogólnie jednak to tapeta dźwiękowa.
SEIFERT ERIK-AOTEAROA’06
Uwielbiam ten dreszczyk emocji jak już po paru minutach odsłuchu nowego wykonawcy wiemy, że jego dyskografia jest obowiązkowa do uzupełnienia. To trzeci z czterech jak dotąd wydanych albumów ze znakomitym rytmiczno-melodyjnym el. Już otwierający Waitomo to świetne intro do tego co dzieje się na tym poświęconym aborygenom albumie. I tak na Haka mamy niespotykane w el połączenie sekwencyjności, el popu i ...wojennych śpiewów maoryskich a w Pounamu woltę ku SM zaś niesamowicie brzmi zwieńczenie krążka Te Moeka O Tuawe gdzie piękna żeńska wokaliza wybrzmiewa na tle pompatycznych, przestrzennych dźwięków. Świetne
DANA AES-MEMORY SHELL’04
Ukrywający się pod tym pseudonimem Vincent Villuis, kompozytor, inżynier dźwięku, DJ i właściciel wytwórni Ultimae Records jak dotąd zrealizował 3 płyty solo i jest połówką duetu H.UV.A.Network. Ambient wymieszany z przestrzennym beatem? A czemu nie –efekt rewelacyjny! (Iris Rotation). Po chwili świetny trance (Opalin) i ta mieszanka króluje na całym wydawnictwie ( wyróżniłbym jeszcze Exposure) plus ambienty z wokalem (Haze, Shouting Valley). Polecam
RADOMSKI KRZYSZTOF & SKROBOWSKI KRZYSZTOF-ECHOES’05
62 minuty gitarowej nirvany z pogłosem na tle 62 minut kosmicznych, lejących się padów. Dzięki superłączu Orange Business Everywhere nie mogłem sobie tego ściągnąć jako plik ape ale uprzejmy teść wspaniałomyślnie udostępnił mi kiepski net stacjonarny a efekt -wreszcie mogę się rozkoszować wersją audio tej płyty. Wymarzona na upalne, lato z basenem w tle.
ARKENSTONE DAVID & ARKENSTONE DIANE-ECHOES OF EGYPT’04
Dzwoneczki, fujareczki i inne składniki New Age. Wyświechtane i takie sobie. Czyżby zmęczenie materiału? Arkenstone im starszy tym niczym piwo...wietrzeje...
CALLISTO-SIGNAL TO THE STARS’04
To duet dwóch zasłużonych muzyków el sceny angielskiej Davida Wright’a i Dave’a Massey’a. Ogólnie rzec biorąc to ciekawe melodyjne granie gdzie moja uwagę przykuwa interesujące naśladowanie Vangelisa w Iosphere. Nie jest obowiązkowa ale też czemu nie?
RAD- QUADRIVIUM ODYSSEY’08(EP)
Kosmiczna, 24 minutowa suita Rada zaskakuje. Witold Poszedł w stronę sekwencyjności i wychodzi mu to znakomicie. Mamy tu wszystkie składniki świetne zinstrumentalizowanej pełnej smaczków kosmicznej podróży, która jak dla mnie sugeruje –Rad wkroczył na wyższy etap wtajemniczenia –pełny profesjonalizm.
KLARE FRANK WITH BOOTS RON- MONUMENTAL DREAMS’04
Dwa tuzy sceny elektronicznej razem? No to oczekiwania nie byle jakie. Powiem tak –panowie stylizują się na TD z początków lat 80 tych i oczywiście to Berlin z górnej półki ale...mam pewien niedosyt, że ta płyta to raczej radosne jam session niż próba stworzenia czegoś wielkiego.
WOLLO ERIK-POLAR DRONES’03
Płyta ta wyplata bogactwo gatunków w genialny wzór wielobarwnej tkaniny na której dominują ambient i SM. To niesamowita mieszanka z przepięknym downtempo połączonym z dronami (Expedition) swojsko brzmiącymi naśladowaniami kuligu (Zima) czy porażającym ambientem (Polar Drone 1). Fenomenalna płyta. Koniecznie!
NOSTALGIA (MATHIAS GRASSOW RUDIGER GLEISBERG)-ARCANA PUBLICATA VILESCUNT’02
Dla mnie Grassow to niedoceniony ekscentryczny geniusz. Ten projekt odprysk okładką płyty jak i łacińskimi tytułami utworów sugeruje jakiś ostry Dark Ambient a tymczasem już otwarcie,Occulta Fama to wpadająca w ucho melodia. Ogólnie krążek przynosi różne gatunkowo utwory– od sekwencyjnych ścian dźwięków po progresję z etno tłem ale z naciskiem na ambient.
ALPHA WAVE MOVEMENT- A DISTANT SIGNAL’02
Najpierw dryfujemy w kosmicznych odmętach ale po czasie dochodzi sekcja dodając całości pikanterii. Całość to jednak zdecydowanie klimatyczno delikatne granie w oldskulowym stylu. Zdarzają się ze dwa kiksy, ale reszta naprawdę jest godna polecenia.
LYNNE BJORN-COLONY’02
Rockowa perkusja i ostra gitara połączona z el muzyką. Słowem nasłuchał się Lynne progresji i mamy tego pokłosie. Sam nie wiem jak się odnieść zwłaszcza że płytę oceniano na forach dotyczących Heavy Metalu...
CINEMA PARADISO-DEMO 2008’08
Jacek Tymoszuk przysłał mi swoje demo nagrania pisząc „nie wiem co z tego chaosu jest godne uwagi i nadaje się (mile widziane sugestie) na ukończenie ( bo wiele utworów to szkice) a potem na ewentualną płytę”. A ta jest całkiem realna bo Ziemek Poniatowski zainteresował się muzyką Jacka. No i dostałem do odsłuchu płytę z aż 21 porcjami muzyki. Słychać że to w większości jeszcze surowe rzeczy, zaskakuje mnie użycie dubu, większość to eksperyment a nie ambient ale znaleźć można też sporo interesujących i to nawet bardzo dźwięków.
KUCZ KONRAD – RAW MATERIAL’07
Zbiór elektronicznych ułomków twórczości Kucza od ukłonu w stronę Kraftwerk ( Robotic Misissions) po cover z Froesego (Stuntman). Ogólnym mianownikiem są brzmienia elektroniki przełomu lat 70/80 tych. Pogodne, niewymuszone granie. Sam nie wiem czy to odrzuty do sesji Tracks czy suplement do Nagrań Bardzo Archiwalnych?
KUCZ KONRAD – TUBEHARMONIUM’07
Konrad w głównym nurcie swojej twórczości czyli ambiencie, który co cieszy, nadal tworzy. Wyciszone i spokojne minimal ambient z charakterystycznym kuczowskim brzmieniem. Moje ulubione to zwiewne „Sirens 2”.
ALPHA WAVE MOVEMENT COLE JIM-BISLAMA’01(REISSUE 2005)
Interesujący romans z medytacyjną kulturą dalekiego wschodu w otoczce solidnej, tradycyjnej elektroniki. Kontemplacyjne, nastrojowe, ciekawe.
N:FORCE-COLLECTOR’97
Na tej płycie króluje Norman Friedenberger ze swoimi kawałkami i remiksami plus kilka nowych kompozycji Chrisa Franke. Szybkie, dynamiczne lub przynajmniej głośne tak można uogólnić zawartość tej płyty. Idealne na tło do prac domowych.
STONE AGE-TIME TRAVELLERS’97
Ten francuski zespół tworzy muzykę osadzoną między Enigmą i Deep Forest. Jak zwykle na tego typu płytach na forpocztę wystawia się hity (Lines of Stone, Maribrengaël ) a potem wsuwa watę wypełniającą – czyli etno bałkańsko-tureckie, New Age połączone ze śpiewami...Miłe dla ucha, nieskomplikowane i szczerze fajne! Wystarczy posłuchać L'homme-Goëland.
SPYRA DER-HIGH PHIDELITY'07 2 cd
Dysk pierwszy przynosi Zzyxxsties czyli typowy berlin, interesujący podkład i lejące pady w Duplex jakże ostatnio lubiany przez Spyrę ksylofon na tle muzyki kojarzącej się z zapadającym zmrokiem (Xylophone). Najciekawsze są Last Train To Philadelphia ( przeróbka Last Train To Bayreuth z The Bright Side Of The Sun ) i wprowadzający tajemnicze napięcie akcentowane jedynie talerzami i basowym pomrukiem Drum'n'Melody. Druga płyta to Zzyxxsties Starsent Introduction, dwie genialne wprost utwory z Orphan Waves w zmienionych aranżacjach Kingnewdrum (kiedyś Kingolddrum) i Aerial (w wersji Long Distance Reception). Kolejny stary temat na nowo to Future Of The Past z albumu pod tym samym tytułem jako Phuture Of The Past. Na koniec mamy niepublikowany Gilgamesh. Dobra muzyka ale niedosyt, że to melanż nowych i starych rzeczy ...
OLDFIELD MIKE -MUSIC OF THE SPHERES'07
Początek i koniec sugerują że to kolejne rozważania na temat Tubular Bells ale okazuje się że to typowy Oldfield ze wszystkimi stałymi w jego muzyce plus innowacyjne, mocno rozbudowane sekcje smyczkowe przez co całość brzmi jak soundtrack hollywodzki do melodramatu. Widać tak musiał bo czasami człowiek musi bo inaczej się udusi...
RICH ROBERT-BESTIARY'01
Minimalistyczno intymne misterium o żyjątkach bytujących w środowisku wodnym z rozbłyskami SM jako pełniejszymi rozmachu wstawkami. Przepiękna okładka.
BODDY IAN& REUTER MARKUS&MULLANEY NIGEL-TRIPTYCH'01
Twórca labelu DiN wraz kolegami prezentuje tu wyszukaną elektronikę dla wymagającego, wypróbowanego odbiorcy. Ciekawe. Polecam
BIONIGHT -EGOHEART 1999'99
Włosi nie gęsi też elektronikę grają... Duet BIOnight tworzą coś co zwą ambient hipnotyczny łączący różne podgatunki el muzyczne. Egoheart w świeży, zgrabnie podany, niewymuszony sposób sięga do tradycji BS w solidnej dawce podróbki TD wymieszanej z melodyjną el. Technoflight to zdecydowany przebój na tej płycie - wpadający w ucho oparty na paru akordach na syncie wsparty
bogactwem przeszkadzajek w tle przypomina mi hit w stylu Africa zespołu Peru. Timegod przypomina struktury z Klausa Schulze tyle że nie zimne sekwencje a wpadające w ucho, przyjemne granie. Campoalto obniża wartość tej produkcji - trochę nuży i sprawia wrażenie nie do końca dopracowanego pomysłu.Bionight to siedemnastominutowa sekwencyjna el muzyka w najlepszym, tradycyjnym wydaniu. Krążek kończy pierwotna wersja Technoflight czyli Technofly. Ta debiutancka płyta powstała gdy panowie mieli Mac 35 a Fabio Sbrizzi 43 lata! Potencjał twórczy widać że kumulowany przez lata eksplodował tu w postaci znakomitej płycie. Jak dla mnie obowiązkowe.
DEFACTOR-EXPLORATION OF ATLANTIS’02
Płyta wydana w labelu Jacka Sprucha trafiła do mnie od twórcy tej muzyki Karola Sabata w dość oryginalny sposób –wystawił ją w ZIPie w internecie...Sporo tu klimatów etno w stylu Makuna Hatata i właśnie w stronę muzyki filmowej, ilustracyjnej zawartość tego krążka zmierza choć i są wtręty mocno transowe.
MARSELJE ROBERT & ENGELEN VAN JEAN PAUL –THE BLUE TEAM’96
Pierwszy utwór, Prologue wzbudza wspomnienia. Była taka gra RTS pt. Dark Colony gdzie pojawiały się mówione komunikaty w bardzo charakterystycznej modulacji wokoderem. I łza w oku się kręci jak idealnie ten sam głos opowiada jak ludzie odbudowali swe siły przeciw Obcym itd. na tle fantastycznej melodii. Ogólnie to różne w formie wyrazu warianty melodyjnej el –od czystego ME po elementy chilloutu ujete w formę muzycznej opowieści o walce z UFOkami co świetnie oddają tytuły poszczególnych utworów. Znakomita płyta. Gorąco polecam.
WILLIAMS BEKKI-ELYSIAN FIELDS’96
Tą panią odkrył David Wright więc zaciekawiłem się co interesującego tworzy. I cóż to takie słodkie babskie granie melodyjnych momentami prawie infantylnych kompozycji zahaczających o New Age, melancholię a nawet Soft Synth Dance ale są tu też dwie znakomite kompozycje Secrets of the Labyrinth i Elysian Fields (part 2). W sumie polecam.
MARSELJE ROBERT – WAVES IN THE SKY’94
Przy pierwszej płycie tego artysty pisałem: THE FORCE OF MUSIC(1993) RM to holender - zaczynał od projektów dance i pop a skończył w objęciach Boots'a jako muzyk towarzyszący i kolejny twórca w stajni Groove. Ta debiutancka płyta stworzona została z kawałków z lat 1989-93 czyli to swoisty skladak- niestety brzmią one jak dobrze zaaranżowane zapchaj dziury -RM szuka swego emploi łącząc różne style np. trance'ową perkusję z pulsującymi sekwencjami ale na mój gust wychodzi z tego średniak. A tu sympatyczne melodyjne granie znać rozwój jego myśli twórczej –cóż więcej mogę dodać jako rekomendację? Warto.
ROACH STEVE& RICH ROBERT-SOMA’92
Kościane cymbałki kontra ambientowe struktury. Dużo afrykańskich wtrętów osadzonych w wzorcowym ambiencie. Amerykanie tak mają. Czemu nie?
TIEGHEM VAN DAVID-SAFETY IN NUMBERS’87
Automaty perkusyjne, analogi czyli stare, dobre lata osiemdziesiąte. Zabawy formą, treścią i brzmieniami przywołują nostalgiczne wspomnienia. Fajne.
FRĄCZEK TOMASZ-DEMO’08
Jeden z laureatów konkursu cekcyńskiego udostępnił swoje demo w formacie EP-ki wszystkim chętnym chcącym usłyszeć jego dokonania studyjne. Tomasz prezentuje typ spokojnej muzyki instrumentalnej –stwierdzenie że elektronicznej byłoby chyba jednak nadużyciem. W dwóch pierwszych utworach uderza mnie minimalizm w stylu Hertla czyli oszczędność formy w przekazywaniu treści a zarazem mam wrażenie że słucham dalekich ech dawnego Kitaro a ze względu na fortepian Yanniego. Duży nacisk położono na harmonię, brak tu charakterystycznych dla el dysonansów. Trzeci kawałek ma szybsze tempo i dodano bit perkusyjny. Ale w czwartym utworze fortepian splata się znów w majestatycznej formie z minimalną dawką wysokotonowych ozdobników z elektronicznie generowaną sekcją smyczkową. Piątka zdradza już wyraźnie inspiracje Frączka muzyką klasyczną przełomu XIX/ XX wieku. Zaskakuje całkowicie szósty kawałek który jest czysto progresywną dwuminutową suitą. Myślę że Tomasz na tym krótkim krążku chciał ukazać swoją wszechstronność w tworzeniu odmiennych klimatów z tym że dominują jednak fortepianowe nastrojowe miniatury. Ciekawe.
AHBLAJAM-STRUCTURES’00
Ten duet Piotr „Sounder” Lewandowski , Michał Szrajda rozpadł się 8 lat temu ale jak zapewnia Sounder ponoć ma się reaktywować. Co mnie uderza to surowość formy i oszczędność ozdobników w pierwszym utworze z próbami wokalnymi czyli Estersis. Powala mnie rytmem, oszczędną a wpadającą w ucho melodią i czymś co nazwałbym Cold Wave muzyki elektronicznej. Fenomenalne. Reaktor to opływowa, wulkaniczna forma el z otaczającą słuchacza ścianą dźwięków. W konwencji przestrzennej nastawionej na akustyczne walory el pozostaje spokojne Aquarius z wyłaniającą się z nicości nastrojową sekwencją. Ponad dwudziesto minutowa suita NGC-MS2503 to zapewne pierwocina materiału nad którym teraz Sounder pracuje w wersji dźwiękowej 5.1. To rodzaj kosmicznej podróży wzbogaconej zapętlonym brzmieniem perkusji w formie onirycznej klasycznej el. Przebojowa, zrytmizowana Luna opiera się na bicie perkusyjnym i ciekawej melodii z interesującym tłem. My World ciekawie wykorzystuje odgłosy naszego świata (dzieci, ulica, ptaki) z rzeczywistością nadrealną odgłosów syntetycznych. No cóż, będzie większa recenzja.
KRUPSKI PIOTR –ELBING 1904’08
Opowieść o Elblągu sprzed 100 ponad lat najlepiej obrazują odgłosy zawarte w Strassebahn gdzie słyszymy na początku tramwaj, spacerujące pary, dźwięk doroszki, dostojne bicie szafowego zegara. Słyszymy też aeroplan i wplecenie melodii i dialogów z niemieckiego filmu dźwiękowego (trochę nie zgadza się to z datą opowiadanych wydarzeń). Ten zabieg kontrastu –przeszłość przechodząca w nowoczesne dźwięki czyli przyszłość stosuje Krupski w prawie każdym utworze. Stylistycznie Piotr porusza się w przestrzeni wyznaczonej przez dokonania Jarre’a z lat osiemdziesiątych a czasem łączy ją z reminiscencjami z innych twórców (gitarowe granie Ashra w Tannenberg Alle). Ciekawie brzmią też dwa remiksy dokonane przez innych, zaprzyjaźnionych twórców.
STEARNS MICHAEL-LIGHT IN THE TREES’96 (EP)
Cztery fragmenty znanych ale na nowo zmiksowanych utworów w numerowanym, kolekcjonerskim wydawnictwie. Od typowego dla tego wykonawcy SM po etniczny ambient. Zadumane, intymne do uważnego słuchania. Dla wrażliwych.
SEIFERT ERIK- ASTRONOMICAL UNIT’08
To opowieść o dążeniu człowieka do poznawania kosmosu. Prologue to połączenie pływających dźwięków ala Vangelis plus jego pompatyczność podkreślona donośnymi uderzeniami basów z typową ME. Rozmazy przeciągnięte są na Distance 1 aż wreszcie Distance 2 przynosi rzetelne sekwenserowanie połączone z melodyjnością w sosie brzmień lat siedemdziesiątych. I ten zabieg – prawie bezkształtna struktura przypominająca ambient tyle że melodyjny, mięsisty kawałek stosuje w kolejnych częściach. Moje ucho cieszy się słuchając Distance 5 i 8.
MIND FLUX-DESTINATION SPACE’05 (DVD)
Wydawałoby się z początku, że duet wprowadził linearność opowieści o starcie i locie w kosmos. Space Dub do misja Sojuz w wersji DDR i USSR czyli pożegnanie kosmonautów i zdjęcia z wnętrza kosmolotu jak i widoki ziemi. Ale kolejna muzyczno- filmowa opowieść to już wspaniale redendronowane pejzaże wszechświata i stacji kosmicznej na tle znakomitego New Frontiers. Happy Days rozgrywa się na tle prawdziwych zdjęć z promu Columbia – a tu porażające widoki ziemi, a później już generowane komputerowo wędrujące w pustce wszechświata odrobiny skał (Cosmic Mood), futurystyczny tunel czasoprzestrzenny i mega stacje kosmiczne przyszłości (Future World) itd. itp. Po prostu trzeba obejrzeć te przepiękne grafiki. Od strony muzycznej większość materiału to komercyjnie brzmiący ambient. Moje ulubione to New Horizons a zwłaszcza New Frontiers. Polecam.
THE MON-MUSIC’08(EP)
Piotr Przelazły ma 16 lat. Dla jednych brzmi to jak pejoratyw –czyli co szesnastolatek może stworzyć ciekawego? Dla innych wprost przeciwnie – rewelacja że tak młody człowiek zabiera się za el muzykę. A jakie są moje odczucia? EP-ka zawierająca siedemnaście minut muzyki przynosi 5 utworów. Rytm techno oparto na szybkim basowym bicie. A gdyby ten rytm oprzeć na wysokich tonach? I taki jest początek Dark Island w którym Piotr ładnie rozplanował brzmienia choćby sekcji smyczkowej. Całość kompozycji jest klarowna i wpadająca w ucho. Również Sunrise przynosi ciekawe dźwięki ale po kolejnej dawce smyków mam wrażenie, że paleta barw jaką dysponował The Mon była dość ograniczona. Jeśli jej nadużywa to nie dobrze gdyż powstaje niepotrzebny dublet. Przeniósłbym ten utwór gdzieś dalej. Reincanation Of Souls kontynuuje melodyjną, miękką elektronikę wcześniejszych utworów. Konstatuję, że Przelazły najlepiej się czuje w spokojnych, stonowanych klimatach. Próbę przełamania tego obrazu przynosi Second Aid z dodaniem brzmiącej hard rockowo gitary elektrycznej. Ale rytm pozostaje nadal na tym samym wolnym poziomie. Zmiana tempa następuje w ostrzejszym kawałku The Kill chyba moim ulubionym, gdzie ostre riffy świetnie kontrastują z delikatnościami z syntezatora. Całość zachęca do oczekiwania na kolejne propozycje Piotra. Polecam.
RZESIOWSKI MACIEJ –COŚ CZEGO JESZCZE NIE BYŁO’08
Szczerze sam Maciej przyznaje że ta płyta to zbiór nagrań instrumentalnych „wszystko stonowane melodiami fortepianu, utrzymane w pięknych i delikatnych klimatach elektronicznych”. Maciej szukał innowacyjnego brzmienia, które byłoby przypisane jego muzyce i czuje że je odnalazł. Nie do końca mogę się z tym zgodzić. Płyta jest bardzo dobrze, właściwie znakomicie zrealizowana ale ... Nie wiem czy trafionym składnikiem jest nagminne wykorzystywanie fortepianu, który powoduje że odbiór niektórych kompozycji może się wydawać monotonny a nawet użyć. Takie wrażenia zaczynają się w okolicach utworu tytułowego, czy Obok Ciebie - świetna kompozycja tyle że jakbym ją już wcześniej słyszał...I im dalej w las zaczyna mi się to niestety zlewać w jedno. Za to dużo tu ciekawego ale oszczędnego w formie tła. Musiałem ponarzekać bo uważam że Maciej ma bardzo duży potencjał twórczy który stłamsił pewnymi zamierzeniami artystycznymi ale no cóż taka była jego wola... Otwierające utwory mają tą przewagę nad resztą kawałków że zawsze brzmią bardzo świeżo bo wprowadzają w nastrój płyty ale po kilkakrotnym przesłuchaniu pierwszy na krążku Another War ta nadal mój typ na hit. Pianistyczne wprawki ala Yanni splecione z interesującym podkładem z syntezatora kreują interesującą, spokojną atmosferę. Alternative ma manierę jazzową – takie wrażenie czyni gitara basowa i bit perkusyjny. Ale to nadal interesujące tyle że zdecydowanie instrumentalne granie. Potem bywa różnie ze względów które wymieniłem wcześniej. Mamy tu jeszcze na koniec perełkę w postaci kawałka Smooth Night gdzie w końcu przebija się na pierwszy plan keyboard. Jak swego czasu przy Nemezis InBetween mam wrażenie że zamawiałem lody a kelner przyniósł omlet... Płyta jest naprawdę niezła tyle że nie tego się spodziewałem. Ale Maciej jest bardzo zdolnym, wszechstronnym artystą co udowadnia choćby rewelacyjnym trance - Atmos. Sam nie wiem...
SOUNDER-CRYOSPACE BETWEEN THE LIGHTYEARS’08
Już Zimny Stan Alfa wprowadza nas w metafizyczny stan obcowania z zamkniętą olbrzymią przestrzenią kojarzącą mi się ze środowiskiem wodnym na poziomie gdzie nie dochodzi światło. Zimne, podchodzące pod ambient dźwięki otula niezwykła tkanina która swą wielobarwność i czar ukazuje w pełnej krasie w „Jak wiele kiloparseków?”. Przejmująca majestatyczna a zarazem mająca w sobie duży pokład nostalgii kompozycja. Ów sposób fluktuacyjnej narracji ciągną „Ziemskie wspomnienia” przechodzące następnie w odkrywanie kosmicznej pustki, fascynującej swym odpychającym zimnem wzbogacając utwór o szczątkową formę sekwencji i kosmiczne pogwarki dodające całości świetnego kolorytu. Piotr tworzy niesamowite, wciągające ascetycznymi dźwiękami kręgi w ambientowej oprawie na które nawet ja mający dość ambiwalentny stosunek do tego gatunku nie mogę pozostać obojętny. Chociaż nie do końca słowo ambient określa właściwie to co Lewandowicz gra...Choćby utwór tytułowy gdzie syntetyczne uderzenia z pogłosem osnuwają znakomite stonowane sekwencje przechodzące później w świetne rytmiczne struktury. Znakomity przykład jak prostymi środkami, bez wyszukanych ozdobników zrobić coś niezwykłego. Dwa ostatnie utwory prypominają zaś zabawy akustyką jaskiń ukrytych w mrokach planetoid ocieplonych loopami w tle. Piotr Lewandowicz stworzył nową jakość w polskim ambiencie. Dla takich smaczków warto orać sieć w poszukiwaniu nowości wydawniczych. Jestem oczarowany!
FIJAK JAKUB-GENESIS’08
Maciej Braciszewski z DSP Studio Gniezno rezydującego jeszcze do końca września w Irlandii, podesłał mi tą płytę z komentarzem „Przesyłam Tobie płytę Jakuba Fijaka ze Szklarskiej Poręby. Jest w wieku TheMon-a, jednak brakuje mu odwagi aby pokazać większemu gronu to co robi w domowym zaciszu”. Czy ktoś mnie uszczypnie? Czy jeżeli obecne nastolatki zabierają się za ponoć wymierający gatunek to czasem nie do końca jest to prawda z tą niszowością el muzyki? Co do muzyki. Jakub gra z wyczuciem i talentem melodyjną odmianę elektroniki. Są pewne potknięcia typu złe dobranie perkusacji czy niepotrzebne próby stworzenia piosenki w Light & Shadow ale reszta aranżacji, doboru barw, tworzenia klimatu, melodyki jest bez zarzutu. Profesjonalnie przemyślane kompozycje mają charakter dobrej, komercyjnej el trzymającej fason ponad 40 minut czyli w formacie pełnego wydawnictwa płytowego – wyobraźnia Jakuba dostarczyła mu materiał, jakbyśmy to dawniej określili, na pełny longplay. Jestem pozytywnie zaskoczony.
BOOTS RON- OF DESOLATE PLACES AND URBAN JUNGLES’97(EP)
Tak naprawdę to singiel tyle że 20 minutowy z limitowanej do 1000 sztuk, numerowanej serii zrobiony wyjątkowo nie dla Groove a dla labelu Amplexus z gościnnym udziałem Van Der Heijden’a na bębnach. Boots prezentuje tu na początku ciągoty do dark ambientu przeradzające się powoli w sekwenserowe spokojności z interesującym finałem. Nastrojowe, odmienne od tego do czego nas przyzwyczaił –polecam
ROACH STEVE – SLOW HEAT’97
Nie pałam miłością do dokonań tego dżentelmena ale dostałem parę jego wydawnictw w formie podarku ( dziękuję Marek) więc nadarzyła się okazja skonfrontować wcześniejsze zdanie o tym artyście z moimi obecnymi gustami. No i mamy tu stonowane, iluminacyjne ambientowe dźwięki idealnie nadające się do przyglądania się przez teleskop rozgwieżdżonemu niebu. Trochę przymrużam oko na to że właściwie trudno wyczuć jakieś zmiany w tym 71 minutowym utworze, który jeśli byłbym złośliwy napisałbym, ze równie dobrze mógłby trwać 171 minut, ale nie napiszę...Ok. może być choć to nie moja bajka.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #71130 autor: spawngamer » 15 lis 2008, 20:18

TIMMAN JOHAN-TRIP INTO THE BODY( AUDIO WORKS)’81
Holender Timman po tym jedynym albumie (jest jeszcze singiel Close Encouters Of Third Kind) zamilkł ale ponoć nadal tworzy w swym amsterdamskim JAT Studio i odgraża się że wyda nową płytę. Wędrówkę z mózgu do kolejnych składników organizmu (krew, komórki, antyciała itd.) odbywamy w oparach tradycyjnych brzmień syntezatorów analogowych wzbogaconych automatem perkusyjnym i wokoderem. Przypomina to trochę Cold Wave i pop syntezatorowy z tamtych lat w melodyjnej oprawie. Świetne jest zwłaszcza The Lungs a całość przypomina tematyką kreskówkę „Było sobie życie”, którą namiętnie ogląda mój prawie 5 letni syn. Klasyczne granie w koncepcyjnym zamyśle, które pozostaje na dłużej w pamięci –zdecydowanie polecam.
XOLOTL BERNARD-LAST WAVE’82
Dość zimne, pełne wewnetrznego smutku dźwięki wprowadzają nas w nastrój tej płyty. Pojawia się sekwenserowanie w wysokich rejestrach a wszystko to unurzane w nadal raczej posępnym nastroju. Im dalej w las to glissandowe granie z minimalistycznymi ozdobnikami i pochodami muzycznych fraz w zmiennych tonacjach coraz bardziej wciąga. Jest w tym jakaś wewnętrzna żałość, smutek idealnie korespondująca z listopadowym popołudniem... Zwieńczenie to znakomite wyciszone SM z piękną poświatą zadumania i przejmującą partią skrzypiec. Bardzo dobra rzecz-gorąco polecam.
FERVANT THIERRY-BLUE PLANET’84
Bardzo interesująca melodyjna propozycja gdzie słychać pokłosie modnego wówczas nurtu popu syntezatorowego (Fervant zdecydował się nawet na piosenki – pierwszy utwór Alien i wieńczący płytę utwór tytułowy zrobiony w manierze soft rocka). Bardzo ładne, miłe dla ucha granie z przemyślaną intencją aranżacyjną i ciekawymi brzmieniami. Niewymuszone a zarazem interesujące co często nie idzie w parze. A co ważne od początku do końca nie nuży i słychać w tym nawet swoisty koncept. Szczególnie wyróżniłbym Reflection gdze świetnie współbrzmią smyczki wprzęgnięte w kosmiczne parabole przypominające Jarre’a z Oxygene. Szczerze polecam.
LAZAROV SIMO-NATURE’85
Zaskakuje otwarcie żywcem wzięte z Kitaro: strumyk, odgłosy ptaszków i wchodząca w to odmienna od Japończyka słodka melodia z mooga. Całość to melodyjne, lekkie granie w przebojowej oprawie co mnie trochę zaskakuje. Tematy łączą się tu w dwie prawie 20 minutowe suity a swoistą stałą jest oszczędność formy co niekoniecznie jest zarzutem albowiem Lazarov nie stara się usidlić słuchacza feerią efektów tylko solidnym graniem. Druga część ma charakter wchodzący w eksperyment i słychać tu dalekie echa Tomity.
WOLLO ERIK-SILVER BEACH(REMASTERED VERSION 2005)’86
Norweski artysta Erik Wollo obchodzi w tym roku 25 lecie pierwszego krążka... Na dzień dobry melodyjne el z etno wpływami potem nadal tupiemy nóżką w rytm melodyjnych ale minimalistycznych w konstrukcji kompozycji. Wollo na tej płycie oddaje się tworzeniu barwnych muzycznych krajobrazów w konkretnych, bez ambientowych niedomówień utworach, które mimo to dają pozór pewnej zwiewności choć można mniemać że są w nich echa tradycyjnego rocka i instrumentalnej muzyki ilustracyjnej. Rzeczywiście te dźwięki idealnie nadawałyby się jako soundtrack do filmu dokumentalnego np. o życiu jakieś dużej metropolii. Niepotrzebnie reedycji na CD dodano najpierw dwa (1987) a potem pięć (2005) nowych utworów które wyraźnie odstają od pierwotnego materiału i mocno ciążą ku jednostajnym strukturom ambientu. Warto –naprawdę polecam (z wyjątkiem nowych rzeczy).
SYNCO-85-89’89
Ten duet powstał w 1985 roku i nagrał wspólnie 6 albumów. Nazwa to skrót od Synthetiser Cooperation. Frank Klare i Mirko Luthge zebrali na tej płycie nagrania z lat 1985-1989. Sporo tu świetnych odniesień do Klausa Schulze (Mysterious Invention I) ale głównie to oparte na rytmice melodyjne granie tyle że w oprawie szkoły berlińskiej. Każdy miłosnik el muzyki znajdzie tu coś dla siebie.
SABRES OF PARADISE-SABRESONIC II’95
Ciężka do sklasyfikowania płyta. Na początek prawie nju ejdżowe w miękkich barwach Smoke Belch II z wpadającym w ucho motywem zaś już po chwili Inter Lergen Ten Ko II przypominający sprzężeniami gitary rodzime dokonania Bel Polipo,a transowym podkładem perkusyjnym temat z MI zrobiony przez panów z U2 a wszystko z dodanym bepopowym wokalem! Te przedziwne melanże m.in. dub w melodyjnym sztafażu (znakomite Edge 6) nadają całości płyty dużej świeżości. Dominuje oprawa techno w stosunku do której zespół wytwarza miękkie przetłoczenia, delikatne, piękne barwy. Genialnym przykładem jest druga wersja Smoke Belch II rozciągnięta do prawie 13 minut gdzie rave’we tło zestawiono z dźwiękami fagotu i sekcji smyczkowej jakby żywcem wyjętych z muzyki klasycznej. Fenomenalne! Ostatnio opisywałem zespół Seefeel który równie nowatorsko podchodził do elektroniki a zapomniałem wspomnieć o cesze łączącej wiele znakomitych płyt NE z wysp brytyjskich - labelu Warp Records specjalizującym się w odkrywaniu nowych, bardzo interesujących wykonawców eksperymentuących w dziedzinie el muzyki. Warp Records założył w Shieffiled w 1989 Steve Beckett a pierwsze płyty dystrybuował z pożyczonego samochodu. Dość szybko odnieśli komercyjny sukces. Bez żadnej promocji dostali się na listę przebojów singlem LFO-LFO który rozszedł się w nakładzie 130.000 egzemplarzy. Przez wydawnictwo przetoczyli się m.in. Aphex Twin , Autechre, B12, Ritchie Hawthin, Alex Paterson z Orb, Boards Of Canada. The Sabres of Paradise istniał zaś w latach 1993-1995 i początkowo (pierwszy album Sabresonic) korzenie ich muzyki wyrastały z acid music zaś później mocniej skierowali się w stronę dubu i rave. Założycielem grupy był charyzmatyczny DJ Andrew Weatherall do którego dołączyło dwóch inżynierów dźwięku; Jagz Kooner i Gary Burns. Wydali wspólnie 5 płyt a po rozpadzie grupy Weatherall razem z Keith Tenniswood’em stworzył Two Lone Swordsmen, zaś Kooner i Burns dokoptowali do The Aloof. Bardzo dobra rzecz, będę szukał ich pozostałych albumów i tylko mogę powiedzieć, że szkoda, że Pete Namlook nie nagrał z nimi wspólnej płyty...
VOORBOGT JOHNNY- PEARLS’99
Belgijski wykonawca Voorbogt gra takie naiwne el, raczej bez wyrazu czyli głębi w którą można się zasłuchać. Brzdąka bardziej pod grillowe party choć czasami zdarza mu się mnie zaciekawić pod względem melodyki (Back Home, Cathedrals, Night-Radio, Universe). Może jestem bardzo surowy ale nie o to chodzi w el muzyce aby grać poprawnie warsztatowo ile o stworzenie pewnego klimatu. A tu tego odnaleźć nie mogę. Najlepiej to obrazuje kawałek Views sztampowe umpa umpa.
SUDEKUM FRANK-VIRTUAL WAVE’01
Niemiecki programista a z zamilowania milosnik el muzyki Frank Sudekum (1959) gra typowe berlińskie pasaże i sekwencje gdzie znajdujemy np. świadomie odwołania do Exit czy Tyger Tangerine Dream (Kant Park). Ale jest też sporo bardzo dobrej, twórczej muzyki gdzie szkoła berlinska rozkwita ( Freitagnacht, suita Virtual Part zwłaszcza Flight). Im dalej tym więcej ciekawej muzyki więc mogę polecić ją jak dotąd jedyną jego produkcję.
TRANSCEIVE(Steve Nelson)-INTRIGUE’01
Ten projekt Steve Nelsona reklamuje się jako Brit Synthrock w stylu Shreeve’a. I rzeczywiście oprocz tego że obaj panowie to Anglicy to Nelson tworzy energetyzujące, pełne mocnych rozedrganych dźwięków z syntezatora klimaty bez wtrętów techno czy trance wpasowujące się w dokonania Shreeve’a. Nelson zrealizował swe pierwsze profesjonalne kawałki na początku lat 90 tych a że wówczas pracował w studio nagrań miał możliwość korzystania z natenczas najlepszego sprzętu nagrywającego. Stały się one trzonem debiutanckiej płyty Transformation 88:98. Te zaś utwory dojrzewały w latach 1997-2000 z użyciem całej gamy syntezatorów i wirtualnych instrumentów. Szczerze zainteresował mnie tylko początkowy Bygone Daze a potem już obojętnieję w kakafonii dźwięków...Ciekawostka –pseudonim wiąże się z aktualnym zajęciem Nelsona. Jest wiceprezesem firmy produkującej przekażniki USB do ethernetu.

**************************************************************************

Archiwalia Part VI


BIONIGHT-AFTERPOST 2001’02
Po wyśmienitej debiutanckiej Egoheart przyszła kolej na poznanie kolejnej pozycji w dyskografii tego włoskiego duetu. I może nie powala ten tytuł na kolana ale słucha się go z przyjemnością. Zwraca uwagę choćby wpadające w ucho, rytmiczne SaturdayDown, a wszystko w sekwenserowym sosie, polecam też lekko mroczne, tajemnicze a na pewno wyciszone Evolution Dawn.
DEGÓRSKI JAROSŁAW (YAREK) –NOC NA ZAMKU’08
To swoista reedycja tytułu, który Jarek Degórski własnym sumptem wydał w zeszłym roku, a którą żegna się z el sceną odchodząc w stronę muzyki spod znaku techno/trance. Nie wiem na ile na tą decyzję miały wpływ wydarzenia po Elektronicznym Woodstocku 2008, jak dla mnie niesmaczne, ale znając Jarka charakter nie rzuca słów na wiatr. Czwarta odsłona wydawnictwa Generator jak przy poprzednich płytach powala mnie stroną graficzną. Tutaj ukłon w stronę Michała Karcza, który dba o wizualną część tej serii od pozycji numer 1. Od strony muzycznej – punktem wyjścia dla tej płyty jest występ podczas OLA w 2007 roku, który Jarek dał na zaproszenie Andymiana –Andrzeja Mierzyńskiego. Dwa pierwsze kawałki to znakomite berlińskie klimaty – La Orkestra sięga po stylistykę trance’ową a drażni mnie w niej jak i na Ambient II nadużywanie sampli językowych, które mocno już Degórski eksploatował na poprzednich krążkach. Niepotrzebnie – Jarek jest do nich zbyt przywiązany nie omieszkał nawet znowu wykorzystać tekstu mówionego przez Cate Blanchett w Lord Of The Rings (The world is changing. I feel it in water...etc) co już zrobił na płycie „Global”.... Degórski prezentuje bardzo interesujący set w charakterystycznym dla siebie przestrzennym sekwenserowaniu z pogłosem niesamowicie brzmiący zwłaszcza na słuchawkach, grając jak zwykle elektronikę twardą, bez zabawy w subtelności. Na koniec pojawia się mój ulubiony „Degór”, który pierwotnie otwierał pierwszą odsłonę projektu Contemporary Electronic Soundscapes ( wkrótce trzecia część) czyli Misja na Marsa –przearanżowana straciła trochę swój lwi pazur pierwowzoru - pewno mam takie odczucie przyzwyczajony do starej wersji. Ogólnie muzyczne pożegnanie z el nurtem jak najbardziej godne polecenia.
FROESE EDGAR- AMBIENT HIGHWAY VOL. 2’03
Marek Jaworski wiedział że brakuje mi w kolekcji ta część cyklu Froesego. Więc gdy ją zdobył w audio niezwłocznie mi przysłał jej kopię. Tak po prostu...Dzięki Marku – jesteś wielki! Dzięki także za pozostałe rarytasy! Co do AH część 2 to rozpoczyna ją jeden z moich ulubionych solo kawałków Froese czyli temat ze Stuntmana. Potem jest różnie ale ogólnie te przeróbki na cyfrowe zabawki jak dla mnie tracą duszę oryginalnych form. Dla kolekcjonerów.
HERTEL MIKOŁAJ-ARPEGGIO’08
Po ostatniej płycie Hertla, „Słowiański odcień” wróciła mi nadzieja na to, że ten artysta wydawać będzie jeszcze znakomite pozycje. Tu mam wrażenie, że Hertel odkrył, niestety, brzmienia trance, które jak dla mnie, mało pasują do jego lirycznego sposobu układania muzycznych opowieści. Może trochę przesadzam, bo dawkuje je niezbyt natrętnie ale trochę mi one przeszkadzają. Treściowo typowe hertlowskie minimalizmy ze wskazaniem na sympatyczne el „Seledyn” i „Głos intuicji”.
KUCZ KONRAD-RAILROAD PATHS’08
Hmm rozumiem, że artysta ma prawo do takich rzeczy ale...Jeśli „Bezkresne łąki” stały się zrębem dla wydanego przez Requiem Records „Soporusa” to jeszcze to zrozumiem ale dlaczego nastawiony na coś nowego wkładając płytę do odtwarzacza jako Path 1 słyszę skróconą o 3 minuty wersję Track 1 z „Tracks”?! Path 2 to wydłużone Track 6 a Path 5 to nic innego jak niezmienione Track 7... Na dobitkę bonus czyli Robotic Missions mieliśmy już okazję usłyszeć na samplerze CES I i na zbierającej niewydane kuczowskie ułomki „Raw Materials”...Czyli na placu boju pozostaje jako nowe niecałe 22 minuty muzyki. Path 2 też mi brzmi znajomo, (ha ha) nie będę już orał pozostałej dyskografii Konrada więc choć o nich parę słów. Świstający dźwięk wprowadza nas w sekwencję ozdobioną tak, że rzeczywiście pasuje do tytułu płyty przypominając ruch lokomocyjny, pędzącej trakcji parowej. Oszczędna, prawie ascetyczna forma ale wciągająca oprawa i tu cios. Wpleciono w utwór Track 5. Wrrr....Czy Path 5 też coś wykorzystuje z wcześniejszych nagrań Konrada? Entree ma formę opływowego ambientu z odgłosami uderzających o szyny kół pociągu by w końcu usłyszeć rozruch maszyn i ostre, jak na najlepszych lat TD, sekwenserowanie z najpierw odległymi zabawami oscylatorami a potem solówką na syntezatorze by gładko przejść następnie w typowo kuczowskie subtelne, klimatyczne granie ala „Babie Lato” by znów dokonać wolty w stronę głównego tematu kończąc..oczywiście kolejną reminiscenxją z „Tracks”... Ogólnie to bardzo dobry krążek bo ...”Tracks” to świetna płyta! Ziemowit Poniatowski dziwi się, że te płyty cieszą się głównie powodzeniem u zagranicznych odbiorców. Ano sprawa jest prosta. Więcej NOWOŚCI! Oni tego nie znają, więc kupują - ja i wielu innych el fanów słucha to od lat. Choćby „Sounds Like Pictures” Zawadzińskiego, które jest już historią polskiej el (2001 rok wydanie własnym nakładem sił). I tyle.
SPYRA DER-GASOLINE 91 OCTANE’08
Der Spyra nie zwalnia i tą płytą właśnie rozpoczyna kolejny tryptyk, tym razem benzynowy. Typowe dla niego granie z rytmem nadawanym przez spokojną perkusję i spokojnymi pasażami w tle. Szczególną uwagę przykuwają: dynamiczniejsze Operation PPG czy spokojne Treskow Bridge a na finał kolejna, przebojowa przeróbka Future Of The Past w wersji EleKtriK. Tak naprawdę trudno mi wyróżnić jakiś utwór –Spyra jest doskonałym rzemieślnikiem i zdziwiłbym się gdyby jego kolejna propozycja była poniżej jakiegoś poziomu. Koniecznie.
CREATE-LOST ON AN ISLAND OF ADVENTURE’08
Steven Humprhies to poprawny rzemieślnik i jakoś nie spodziewam się rozkwitu jego talentu. I tu gra poprawny, niezbyt jak dla mnie wciągający NBS. Dla fanów.
EMMENS GERT –THE NEAREST FARAWAY PLACE VOL.1’08
A to już zupełnie inna bajka. Emmens gra niby to samo jak Create ale jak to robi! Znakomita, przykuwająca uwagę melodyka i aranżacje, wiele zmiennych powodujących że te nagrania nie nużą. Weźmy choćby Part 4 typowy sekwenserowy Berlin z ciekawym wprowadzeniem nie zapowiadającym wcale tego nurtu i takimże tłem. Każdy z utworów ma inne od rozwinięcia intro głównie w ambientowej oprawie które przekształca się w krwiste granie. Najpełniej rozmach NBSu granego przez Emmensa oddaje 16 minutowy utwór Part 6, świetna kompozycja nawiązująca do klasyki a zarazem wiele wnosząca świeżego powiewu do tego gatunku. Bardzo dobra płyta szczerze polecam.
FANGER THOMAS & KERSTEN MICHAEL-ELEKTRIK MASSAGE’08
Od ostatniej płyty tego duetu minęło 8 lat (Splashdown) bo Fanger z Kerstenem jako Mind Flux to inna bajka, więc z dużym zainteresowaniem sięgnąłem po ich nowy krążek. Na dzień dobry zaskoczenie –ambient medytacyjno leczniczy(Salt tank). Gentle waves to fajne rytmiczne brzdąkanie. Night cruisers wreszcie przynosi loopy i kosmiczne dźwięki z żywym trance’owym rytmem. Z bardziej opływowym ambientem mamy do czynienia we wstępie Moon roads przechodzącym w świetny NBS. Myślę że nikt się nie zawiedzie. Polecam.
NATTEFROST-TRANSFORMATION’08
Moje drugie spotkanie z tym projektem to najnowsza ich propozycja. I co tu dużo mówić –radość mnie ogarnia gdy trafia w moje ręce świetna komercyjna ME. Dźwigną wydawnictwa są dwa przebojowe kawałki „A path less followed” i „Perfectly connected” z przestrzennymi loopami. Szybkie rytmiczne granie gdzie pozorny spokój wprowadza tylko Kopenhaachen to wywołująca dobry nastrój wpadająca w ucho melodyjne elektronika myślę że większości słuchaczy przypadnie do gustu.
RAINBOW SERPENT –LIVE @ LIPHOOK 2007’08
Nie wiem dlaczego ale ta formacja zawsze nasuwa mi na myśl skojarzenia z Redshift – szczerze nie wiem dlaczego... Jak zwykle bardzo dojrzałe, mające nawet aspiracje artystyczne (Twelve Celli) granie. Co ciekawe, wychodzą z tego obronną ręką tworząc wartość dodatnią w muzyce elektronicznej. Dużo znakomitego sekwenserowania i gościnny udział Schoenwaldera . Uważam, że jak na razie to najciekawsza pozycja tego roku. Gorąco polecam.
VOLT-HJVI’08
Z czterech wcześniejszych propozycji tego duetu jakie znam wyróżniłbym debiutancki Far Canal, potem bywało raczej niemrawo tymczasem to wydawnictwo częstuje mnie już na początek bardzo dobrym NBS w postaci Primaeval. Atavistic zaczyna się ambientowo by przejść do rasowego sekwencyjnego grania z ciekawym prowadzeniem gitary i interesującą aranżacją. Signals oparto na sygnałach alfabetu Morse’a a znakomicie rozwinięto w rasowy berlin. Extinction to zaś kolejny przyczynek do nazwania tej płyty najlepszą w dorobku Michaela Shipwaya i Steve Smitha. Polecam.
DWANE MARK-2012'07
Dwane tworzy elektronikę z czasów poszukiwań nowych form wyrazu z lat osiemdziesiątych. Sporo tu nieskomplikowanych melodii i odrobinka sięgania do tradycji sekwenserowania ale głównie to bardzo indywidualny, ciekawy styl. Słucha się tego dobrze, nie ma tu jakiś rewelacji ale przyzwoite, rzetelne granie. Mój ulubiony fragment to marzycielsko-leniwy rozmarzono letni Ascension. Czemu nie?
NATTEFROST-ABSORBED IN DREAMS AND YEARNING’06
Płytę tą Duńczyk Bjorn Jeppesen tworzył przez cały rok 2005. A efekt tak wydłużonej sesji z Nattefrost Studio? To drugi a pierwszy dostępny na szerokim rynku album tego wykonawcy którego debiutanckie nagrania wydane tylko w Danii zwróciły uwagę Groove Unlimited. The Battle that lasted Eternally już tłumaczy dlaczego zaczęto mówić o Nattefrost jako twórcy szkoły Skandynawskiej. Szczęk bitewny broni żywcem wzięty z wikingowskich epopei przechodzi w znakomitą sekwencję. Bardzo ciekawie brzmi też dwustopniowa ballada Valhal czyli kolejne sięgnięcie do mitologii czcicieli Odyna. Ciekawie zaaranżowane i zinstrumentalizowane są wszystkie utwory. Bardzo dojrzała pozycja utwierdzająca mnie w przekonaniu o dużym talencie Jeppesena. Koniecznie.
RADIO MASSACRE INTERNATIONAL-BLACKER’07
To niezwykle płodne jeśli chodzi o koncertowanie i albumy, trio płytę Blacker zarejestrowało podczas występu w The Brudenell Social Club w Leeds w lipcu 2005. Dubly to charakterystyczne dla nich gitarowe granie oplecione udziwnionymi dźwiękami This is Scenery? Wprowadza nas w BS. Króciutki No Bones to tylko wstęp do udziwnionego opartego na brzmieniach psychodelicznej perkusji Enormodome przechodzącej w sekwencję a następnie znowu w eksperymentalne granie. Jak zwykle specyficzne i sam nie wiem czy warte polecenia.
RICH ROBERT-MUSIC FROM ATLAS DEI’07
Film Atlas Dei, ponoć nielinearna opowieść o cudach naszej ziemi to wspólne dzieło Richa (dźwięk 5 kanałowy surround) i Daniela Colvina odpowiedzialnego za obrazy w HD ukazujące się na ekranie. Ten film użył Rich jako tło podczas ostatniego tournee. Dotarła do mnie jak na razie tylko muzyka, a to głównie nowe rzeczy plus remiksy starszych kawałków. Jako pierwszy moja uwagę przykuwa oparty o brzmienie fujarki z lekką sekwencją w tle zamyślony Mythos po którym następuje wspaniałe space music w Starmaker. Do końca króluje ambient oprócz Terra Meta gdzie fortepian, fujarka i sekwencje splatają się w pięknej kompozycji podobnej do Mythos. Ciekawe, udowadniające że jak chce to jeszcze może...
SEIFERT ERIK-A TRIP TO NEBULA CLUSTER’05
Obowiązkowa płyta dla jarromaniaków. Seifert wprost (Before Lift Off) lub zaowalowanie (Acceleration) cytuje Oxygene. Otacza to świetnymi, melodyjnymi kompozycjami (A Trip To Nebula Cluster) z czasem popada trochę w banał ale ogólne wrażenia stawiają według mnie tą płytę na piedestale jeśli chodzi o dokonania Seiferta. Polecam
WOLLO ERIK –ELEVATIONS’07
Norweg Wollo to człowiek orkiestra gra - sam na syntezatorach gitarze i perkusji. Na tej jak na razie ostatniej produkcji zrealizowanej w latach 2004-2006 prezentuje więcej elektroniki niż na ambietowej Polar Drones. Chociaż ten przystępny fiordowy ambient się jeszcze pojawia (Elevation, Skyskape, The Land of Birds) to jednak zanurza słuchacza głównie w spokojnym nastrojowym graniu. I tu mą uwagę przykuwa przepiękne liryczno patetyczne The Wanderer i brzmiące trochę jak dubel tego numeru Arrow of Time, pejzażowe Sphere - Into The Dream, przebojowy Novalis. Słowem naprawdę warto.
BLUECHEL HARALD(COSMIC BABY)& DEYLEN VON CHRISTOPHER(SCHILLER)-BI POLAR’04
Cosmic Baby to jeden z moich ulubieńców sięgnąłem więc po jego kolaborację ze znanym w środowisku techno Schillerem. Obaj panowie przyjaźnią się ze sobą i razem stworzyli oprócz tego jeszcze drugi album Mare Stellaris. Na tym krążku są dwie ich kompozycje Budapest – Bukarest i Kreuz Des Südens a reszta to przeróbki znanych standardów. Nie wiem jak ocenić tą płytę nie popadając w pustosłowie typu genialne, niepowtarzalne...po prostu dwóch profesjonalistów wysmażyło dzieło perfekcyjne. Zacznijmy od ich własnych kompozycji. Świetne aranżacje, niepowtarzalny klimat, zero nudy... Klasyk z XIX wieku Erik Satie doczekał się dwóch przeróbek – niezapomniane Gymnopédie No. 1 uwspółcześniono i uwypuklono liryczność tego kawałka, po serii zaś formułek po francusku i angielsku typu poproszę kartę dań mamy wejście sekwencji i wersję Satie’ego na fortepian tego evergreenu, zaś Gymnopédie No. 3 zamyka płytę. Zaskoczeniem jest wzięcie na warsztat kolejnego oldies but goldies czyli Summertime George’a Gershwina –znany fortepianowy motyw otulono syntezatorową mroczną zawiesiną by w końcu treść utworu rozpisać na cyfrową technikę. Fenomenalna aranżacja. Struggle For Pleasure to rzecz Wima Mertensa, el muzyka kolegi obu panów, subtelna, spokojna melodia z ciekawym wykorzystaniem wiolonczeli i zmodulowanego wibrafonu, z rytmicznym zakończeniem, kolejna wielka sprawa. Departure z filmu Gattaca, kompozycja wybitnego współczesnego ilustratora filmowego Michaela Nymana ( ścieżki dźwiękowe do obrazów Greenewaya, czy Fortepian Jane Campion) doczekała się skocznej, wpadającej w ucho przeróbki, paradoksalnie biorąc pod uwagę niewiele decybeli w muzyce Nymana...A na deser mega hit –czy Philipa Glassa wybitnego minimalistę można zmaksymalizować? Poczatek Etoile Polaire wziętego z plyty North Star dość wierny oryginałowi przekształca się w pełną mocy sekwencję z mocarnym uderzeniem basu ale nadal intymno liryczną woalką. Dla mnie –arcydzieło.
DWANE MARK-SIRIUS LINK’04
Do tej pory ten wykonawca wydał 9 albumów z czego miałem przyjemność poznać 4. Na tej tematycznej płycie opartej na założeniu,że na rozwój czlowieczeństwa w nas miały lwiopodobne istoty z Syriusza. Jak zwykle opowieść snuta jest za pomocą dość specyficznego stylu z tym, że w bardzo przystępnym, przebojowym opakowaniu (The Sirius Link, Lion People i zdecydowanie najpiękniejszej na płycie-letniej impresji Legend Of The Dogon). Całość jest wysmakowana, perfekcyjnie zaaranżowana, jak zwykle dużo tu pięknej gitary ( Dwane’a podstawowe narzędzie twórcze) naprawdę warto zapoznać się z całością. Gorąco polecam.
O’HEARN PATRICK –TIMELESS A NATIONlAL PARKS ODDYSEY’02 (DVD)
Najczęściej tego typu muzyce towarzyszą cudne obrazy przyrody. I jakże by inaczej skoro ta nie poskąpiła w USA w ich Parkach Narodowych miejsc zapierających dech w piersiach. O’Hearn współpracuje tu ze znanym fotografikiem Davidem Fortney, który epatuje nas przepięknymi widokami w formie najczęściej filmowania zdjęciami poklatkowymi i z wysięgnika. Parki narodowe w USA maja niezwykłe walory i urodę i wykraczające poza ludzką wyobraźnię, przyrodnicze dziwy sprawiają, że jest na czym oko zawiesić. Muzycznie O’Hearn sięgnął do swych już znanych nagrań oraz zremiksował kilka –wszystko w swym charakterystycznym stylu mieszania ambientu, New Age i ME. No cóż nawet mój 4, 5 letni syn oglądał z zainteresowaniem zadając wiele pytań...Warto.
ROACH STEVE& LAZUR STEVE-TIME OF THE EARTH’01 (DVD)
Mroczno tajemniczy ambient Roacha wymagał specyficznej oprawy wizualnej. Pobawiono się trochę zmierzchami i nocą nad obiektami przyrodniczymi po czym wkroczono do meritum czyli pokazywania widoków zwietrzałych gór skalistych, skalistych brzegów morza itd... widoki niczego sobie a muzycznie jak to u Roacha nie za bardzo...
ROGUE ELEMENT-PREMONITION’04
Duet tworzą nie wymagający chyba przedstawienia Brendan Pollard i nieznany mi Jerome Ramsey. Płytę nagraną między październikiem 2002 a grudniem 2003 w angielskim Radial Velocity Studio nazwana retro niespodzianką 2004 roku. Rzeczywiście panowie sięgają do rdzenia szkoły berlińskiej czyli brzmień lat siedemdziesiątych wykorzystując oryginalne analogi z tamtych lat. Najzgrabniej jak dla mnie wychodzi to na Beyond Cerberus. Mnóstwo cytatów z klasycznego TD. Nie jest to twórcze ale słucha się dobrze.
SEIFERT ERIK-THRUST AVIS’04
To właściwie debiut Seiferta zrobiony dla SynGate. Tytułowa kompozycja odpływająco kosmiczna z lekkim zacięciem new age przechodzi w spokojną interesująca melodię. Potem bywa różnie (ciekawe Earthview z brzmieniem z Vangelisa i lekką, delikatną melodią). Zaskakuje czysto nju ejdzożowy Butterflies Dance i wykorzystujący dźwięki z The City Vangelisa -Cosmonautic Dream. Ogólnie ciekawie i dobrze zagrane
BANFI BAFFO-GALAXY MY DEAR’78
Giuseppe Banfi to legenda włoskiej elektroniki. Najpierw grał w kapeli Un Biglietto per l'Inferno ale odszedł od niej gdy został powołany do wojska. Wtedy to rozpoczął solową karierę wydając w 1978 roku Galaxy My Dear w małej specjalizującej się w jazzie wytwórni Red Record. A że jego mentorem el muzycznym, co słychać już częściowo na tej płycie był spotkany w 1975 roku podczas trasy koncertowej Un Biglietto per l'Inferno Klaus Schulze, który miał być producentem drugiej nigdy nie wydanej płyty tej grupy, nic dziwnego że kolejne krążki sygnowane są już przez IC Schulze’a. Banfi tak naprawdę zrealizował jeszcze 2 płyty - Ma, dolce vita w 1979 i nieznaną mi Hearth z 1981 roku. Co ciekawe reedycji na CD Galaxy My Dear doczekało się z dodanym jednym utworem dopiero w 2005 roku, zaś CD „The sound of southern sunsets” to żadna nowość tylko Ma, Dolce Vita plus jeden bonus i dwa kawałki z Hearth...Banfi wycofał się w 1981 roku z muzyki i zajął się produkcją video w swym mediolańskim studio co robi zresztą do dzisiaj. Na jego debiucie dostajemy porcję sympatycznych analogowych dźwięków. Cóż mogę rzec? Naprawdę wartościowe nagrania z ciekawym zabiegiem sekwenserowania prawie bez linii basu. Bardzo nteresująca płyta –żadna imitacja tylko prawdziwa retro elektronika. Polecam.
CERTAMEN-ARCHEOLOGIA I’97
Początki Certamena zamieszczone tylko na MC w końcu też na CDR. Szczerze to brzmi to jeszcze mocno amatorsko choć równie dobrze część odpowiedzialności można zrzucić na archaiczny sprzęt. Dużo np. automatu perkusyjnego, który mi przeszkadza...Niekoniecznie.
GARRISON MICHAEL-ECLIPSE’82
Garrison jest muzykiem jak dotąd, wstyd przyznać, mało mi znanym gdyż mam tylko jego Images z 1986 roku. Tymczasem był płodnym artystą debiutującym w 1979 roku płytą “In the Regions of Sunreturn” i swoistym pionierem i ikoną amerykańskiej elektroniki. O jego reputacji niech świadczy fakt że kiedy zmarł w 2004 jego przyjaciel Craig Padilla wydał płytę składankową na jego cześć To the Sky and Beyond the Stars--a Tribute to Michael Garrison gdzie swój hołd chciało oddać na tyle wielu wykonawców że płyta rozrosła się do podwójnego krążka i 156 minut muzyki. A są tam głównie niepublikowane nagrania takich tuzów jak Redshift, Jonn Serrie, Axess, Gert Emmens, David Wright , Paul Lawler, Mario Schonwalder, Detlef Keller, Dom F. Scab, Paul Nagle, Andy Pickford, Rudy Adrian, Brendan Pollard, Remy, Akikaze, Stephen Parsick, Klaus Hoffmann-Hoock itd....Niestety wersja CD albumu Eclipse zawiera tylko stronę A oryginalnego wydawnictwa zaś 4 nagrania (około 15 minut) ze strony B zastąpiono nowym materiałem. Nagrania ze Snowcrest Studio otwiera słynne Departure, które jako sygnał rozpoczynający niemiecką audycję o muzyce elektronicznej Schwingungen, wybrał Winfrid Trenkler, postać porównywalna do naszego Jerzego Kordowicza. Ten syntezatorowy trucht z chwytliwym refrenem zapada rzeczywiście w pamięć. Po nim zaś mamy inny hit tego wykonawcy czyli Airborn – najpierw chłodny wiatr, potem jęcząca elektryczna gitara wyciszenie i następnie wpadamy w chwytliwą, maszerujacą sekwencję ozdobioną ostrymi wstawkami gitary i interesującą wokalizą Shari Barna. Wolta nastroju następuje w typowo ambientalnym Celestial Nights gdzie unosi się nad nami wizja postapokalitycznego świata. Daydreams łączy jak dla mnie melodyjność Jarre’a z synkretyzacją muzyki w stylu TD a wszystko w pachnącym odurzającym zapachem naftaliny retro brzmieniu analogów. Ciekawie dzieje się też na Interstellar Romance gdzie ambientowe odgłosy stacji kosmicznej brzmią tak jakoś dziwnie podobnie do SF filmów z lat 50 tych....Ten interesujący nastrój pełen dystansu i wewnętrznej nostalgii kontynuuje doskonale Dimensions. Bardzo ciekawe - naprawdę warto zapoznać się z całością tego krążka.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW-HIBERNACJA NR 1’90
Tą wydaną tylko na winylu płytę można zamówić na CDR bezpośrednio u kompozytora. Stare czasy charakterystycznego brzmienia automatu perkusyjnego i typowych komendarkowskich surowych melodii w formie noisy el. Słucha się tego bardzo dobrze choć pewno będą tacy co uznają to za ramotę. Komendarek miesza konwencje, są nawet elementy free jazzu (Trzeci test) ale wychodzi z tego interesująca pozycja w melodyjnym sosie, którą warto polecić. Moja ulubiona kompozycja to „Zamknięta galaktyka”.
NODE-TERMINUS’95(EP)
Debiutancka płyta kwartetu angielskiego Node z 1995 roku (ciekawostka - wydana też na podwójnym winylu) parę lat temu jak ją poznałem, mocno podniosła mi andrenalinę bo to doskonała rzecz. Z żalem stwierdziłem przy dalszych poszukiwaniach, że Dave Bessell, Gary Stout, Ed Buller i Flood wydali jeszcze tego samego roku Epkę Terminus i potem ślad po nich zaginął... Wielka Szkoda! Ten maxi singiel zawiera dwa kawałki zagrane na żywo na stacji metro Paddington w Londynie. Nadało to unikalnej koloratury (odgłosy zewnętrzne). Płytkę otwiera znakomity Terminus (Express) -fortepian, ćwierkające efekty i narastające, dochodzące brzmienia w tle z pokładem przypominającym fujarkę. Wszystko tężeje tworząc fantastyczną melodię i strukturę. Terminus (Calling All Stations) to okryta tajemnicą i podskórną nerwowością suita z wieloma ciekawymi wtrętami z sampli i brzmień rozbujanych w sekwencyjnych rytmach. Bardzo dobra rzecz. Jak dla mnie –koniecznie.
RADIO MASSACRE INTERNATIONAL-AT THE OCTOBER GALLERY(FOR VISITORS OF THE CONCERT ONLY)’97
W rzeczonej October Gallery RMI dało koncert 9 lutego 1997 roku rozdając wtedy zgromadzonej publiczności w formie prezentu część zagranego setu na CDR. Co ciekawe fani upominali się o całość koncertu i w tym roku, zespół udostępnił go jako „October gallery (redux) 9/2/97” w formie downloadu, którego wystarcza na dwie płyty CD. Materiał na płycie naówczas był premierowy, po kilku miesiącach 2 utwory w zmienionej formie ukazały się na Organ Harvest a w roku następnym 3 na A Bridge Too Far. Jedynie ostatni kawałek Improvisation 3 nigdzie więcej nie opublikowano. Płytę otwiera przewspaniały berliński w klimacie kawałek Organ Harvest gdzie delikatną gitarę uzupełnia fenomenalnie nastrojowe, wyciszone granie syntezatorów, które w ostatnich minutach niestety grzęźnie w kosmicznych rozmazach... Czysto berlinskie nieskalane granie prezentuje Improvisation 1. (Come To) Sunny Teesside (Mrs. Emerson) to kolejny znakomity kawałek-takie nastrojowo tajemnicze, pełne przestrzeni misterium w stylu BS. Kolejny, trzeci pod rząd kawałek z późniejszego albumu A Bridge Too Far to czyste, inteligentne sekwenserowanie - Improvisation 2. Geiger ma dość specyficzną oprawę przypominającą bicie dzwonu ale największą moją ciekawość wzbudza nie opublikowane nigdzie później Improvisation 3 – czyste, surowe berlińskie sekwencje. Całość słucha się bardzo dobrze i jest naprawdę godna polecenia.
ROACH STEVE-LIGHT FANTASTIC’99
Roach swą karierę zaczął płytą „Moebius” w 1979 roku. Ta płyta to zaś...42 pozycja w jego dyskografii! Wydana w 1999 roku przez Hearts Of Space Light Fantastic to etnhno ambient z intensywnym wykorzystaniem plemiennych bębnów i dodaniem indyjskiej sithry. Bogata kompleksowość tych struktur sprawia, że da się słuchać. O dziwo...
GARRISON MICHAEL-PRISMS’81
Garrison był jak zwykle facetem od wszystkieog czyli kompozytorem, wykonawcą i producentem a wykorzystał Arp Axxe, Arp String, Mini Mooga, Arp 2600 z sekwenserami i zbudowaną pod siebie perkusję elektroniczną. Na reedycji CD pojawiły się modyfikacje ale pierwsze dwa kawałki są z oryginalnego wydawnictwa. Eruption ma formę marszu z pulsującą melodią, Interphase skupia się na muzycnych interpretacjach kosmicznych odgłosów. Tranquility (na LP jako Discovery) to wyciszona, nostalgiczna muzyka z zapadającym głęboko w pamięć tłem, przypominająca liryczne miłosne rozważania. Dodany do CD Motion Fascination można by uznać za el disco hit. Łatwo wpadająca w ucho melodia i ozdobniki nasuwają bowiem takie właśnie skojarzenia. A potem już ciąg dalszy w takim charakterystycznym garrisonowskim stylu gdzie kompozycje przypominają mi tańce z czasów napoleońskich... W sumie warto.
KOMENDAREK WŁADYSŁAW –POWRÓT Z MATERII MIĘDZYGWIAZDOWEJ’92
Tą pozycję wydaną tylko na MC warto mieć nie tylko dla dwóch znanych z niej suit ale także dla bonus tracka. Bowiem to muzyka znana z kasety Parabola Muz, jedynie zamieszczony tam wywiad, który znajdował się na stronie B, został usunięty. Utwór tytułowy opatrzono komentarzem gdzie Komendarek wyłuszcza iż kosmici przy awaryjnym lądowaniu trafili na koncert Bacha i opowieść jest o tym jak muzyka zmieniła ich życie...Bardzo ciekawy wstęp łączący interesującą elektronikę z organami w stylu Jana Sebastiana zmienia się w festiwal prog rocka. Całość ma dość skoplikowaną, improwizowaną fakturę. Zabawa kosmicznych dzieci ( dzieci ludzi którzy uciekli z Ziemi zyją beztrosko i już tylko się bawią...)ma charakter już bardziej uporządkowany ale mocno osadzony w eksperymentalnej drodze wyrazu. Sięga tu Komendarek nawet po elementy ucywilizowanej psychodelii wplatając motywy quasi melodyczne i typowo rock progresywne. Wiele wyjaśnia chyba gdzie dokonano rejestracji tych nagrań –w sierpniowe noce 1985 roku na festiwalu w Jarocinie. Co ciekawe, co słychać przyjęte zostały przez publikę entuzjastycznie. Parabola Muz zaś zaskakuje- w żuciu byn nie obstawiał Komendarkajakiegoś wykonawcę tradycyjnej el muzyki w tej kosmicznie zaczynającej się suicie ze wstawkami etno fujarki żywcem wyjętej z Enigmy. Od dziewiątej minuty dołącza zaś sekwenserowanie które jakoś dla mnie u Komendarka to novum! Szczerze jestem mocno zaskoczony bo to bardzo tradycyjne podejście do elektroniki ( brzmi bardzo interesująco), które u Komendarka jest bardzo rzadkie -warto!
RADIO MASSACRE INTERNATIONAL-STARTIDE’01
To wydawnictwo zrealizowane na CD-R a wydane w październiku 2001 w Northern Echo Recordings przynosi impresję zrealizowaną na podstawie prozy SF Larry Nivena, które tak naprawdę panowie nagrali już jako demo w 1993 roku. Monstrous Tides ma w sobie coś magnetyczno hipnotycznego i przypomina nieodparcie poprzez także wykorzystanie lektora War Of The Worlds w interpretacji Jeff’a Wayne’a. Na szczęście utwór ten nie staje się monotonny gdyż ma tylko niecale 10 minut...Z motyką na słońce porywają się za to w 60 minutowym Startide... Zamiast sekwencji i rytmu, więcej tu eksperymentalnych odgłosów ale w strawnym, miłym dla ucha sosie. Powoli wykluwa się z tego coś na kształt linii melodycznej w oprawie wysokotonowych dźwięków przypominających omiatanie jakimś kosmicznym wiatrem. Zresztą skojarzenia ze stacją kosmiczną, otwartą przestrzenią wszechświata są jak najbardziej na miejscu. Można by użyć określenia nastrojowe pasaże galaktyczne... Na szczęście w tej wędrówce zmieniają się słuchowe atrakcje ...gdzieś tak do połowy. Od 25 minuty coś mi już zaczyna przeszkadzać. Panowie się zapomnieli w tych sonicznych eskapadach z prawie zerową ilością zmiennych i zaczynają po prostu nudzić. Ogólnie na tak ale mogło być zdecydowanie lepiej.
CERTAMEN-ARCHEOLOGIA II’97
Certamen czyli Adam Bownik z wykształcenia jest biologiem i pracuje na jednej z lubelskich Uczelni w Katedrze Fizjologii i Toksykologii jako adiunkt. Jest zarazem najpłodniejszym polskim el artystą ma na koncie ponad 50 wydanych od 1997 roku płyt. Druga część wykopalisk przynosi zestaw 4 utworów. Nadal się dzielnie zmaga z ubogimi brzmieniami jest tu według mnie już lepiej niż na jedynce ale idealnie byłoby obie płyty połączyć skracajac wszystkie kompozycje przy okazji do kilku bardziej strawnych minut.
CERTAMEN-ANCIENT WARRIORS’00
To czasy gdy Certamen stawiał na żywy, skoczny bit i podchodzące pod trance podkłady. Jest lepiej jeśli chodzi o melodie ale czasami zapętla się niepotrzebnie... Ujdzie.
BENISCH PETER-WAITING FOR SNOW’99
W wytwórni FAX ten wykonawca wydał tylko tę jedną płytę. Był to jego „duży” debiut. Ten Szwed urodzony w Sztokholmie już w wieku 9 lat zdradzał tendencje do tworzenia muzyki. Skończył prestiżowe konserwatorium po którym rozpoczął studia muzyczne gdzie zainteresował się muzyką elektroniczną. Wraz z kolegami z klasy Joel Mull’em i Adamem Beyer’em stworzył w 1993 legendarne Globe Studios w Sztokholmie, mekkę skandynawskiej elektroniki. W swej muzyce skupia się na ambiencie i jako FPU na elektro. Słychać wyraźnie, że to CD powstało w kuhlmanowskim FAX-ie co zdradzają typowe ozdobniki. Part I to oryginalny ambient w faxowskim sztafażu Part 2 to kuhlmanowskie wtręty plus interesujące nowa el Part 3 - tradycyjny ambient w oprawie stonowanej sekcji rytmicznej. Part 4 to ładna melodia osadzona w nowych brzmieniach Part 5 intymne ale melodyjne nowe brzmienia Part 6 delikatności podchodzące pod ambient Part 7 wpadające w ucho NE w połączeniu z faxowskimi ozdobnikami - gdyby to pozamieniać na tradycyjne el byłaby znakomita ME. Od 8 części zaczyna nużyć ale ogólnie wrażenia są bardzo pozytywne.
CERTAMEN-EPICENTRE’06
Ten krążek Certamen reklamuje jako jeden z bardziej dynamicznych w dyskografii. Płytę otwiera bardzo dobre retro sekwenserowanie w melodyjnej oprawie (Sparkling Stones). Diamonds to zjawiskowa, delikatna melodia. Seismic Tremors stawia na twardą, męską elektronikę. Ciekawe aranżacje interesujące melodie, wciągające sekwencje czyli polecam bo warto.
CERTAMEN-SUPERNOVA’07
Muzyka powstała pod wpływem inspiracji eksplodującymi gwiazdami dającymi początek życiu opartemu na węglu i wodzie. Pierwsze lata twórczości Certamena to była wojna z materią przedmiotu i słychać że szlifował swój warsztat. Płyty z ostatnich kilku lat to już widoczny znak wyrobienia sobie marki –są przemyślane, pomysłowo zagrane i ciekawie zaaranżowane. Teraz już z lekkością profesjonalisty tworzy doskonale sekwenserowe płyty. Nie dziwię się że zainteresował się nim SynGate a dziwię się że wydał tylko kilka jego płyt. Na tym krążku zwróciłbym uwagę szczególnie na środkową część czyli „Ashes to ashes dust to life”. Naprawdę polecam całość bo słucha się ją z wielką przyjemnością.
CERTAMEN-...AND LIFE GOES ON’08
Dodał Bownik na tej płycie fortepianowe spokojności (Soulmate, Whispering Voices) jako przerywniki dłuższych form. A te jak zwykle są na dobrym, światowym poziomie czyli sekwenserowe pasaże wsparte dużą ilością perkusacji i ozdobników. I tu wyróżniłbym Inner Struggle.Ogólnie ok.
EL_VIS-OTCHŁAŃ GWIAZD’07
Piotr Lenart ponoć wpadł po uszy w domowe pielesze odkąd w jego domu pojawiła się druga połówka platońskiego jabłka ale nie do końca porzucił swoją pasję. Nadal uskutecznia swoją repetytywną formę melodii a ja nadal uważam że szkoda, że nie rozbudowuje tego w bardziej kosmiczne suity. Fakt że opanował swój styl do perfekcji i tworzy piękne obrazy które aż rwą się aby pozwolić im zerwać okowy formy –radzę się wsłuchać w przepiękne Taksis czy w Green Amper gdzie słychać echa TD. Ciekawy też jest z lekką dozą Moriccone, Promień Atomowy. Bardzo udana płyta.
KAMAL-BLUE DAWN’89
Ten niemiecki muzyk zafascynowany kulturą dalekiego wschodu stawiany jest na jednej półce New Age obok Deutera czy Karunesha. A tymczasem to moja pierwsza pełnowymiarowa styczność z tym artystą. Kamal znakomicie wykorzystuje wszelkie integrencje przypisane New Age korzystając w instrumentarium głównie z brzmień fortepianu, fujarki, ksylofonu i lekkiego podkładu perkusyjnego. Płyta zawiera siedem świetnie nadających się do relaksacyjnego słuchania kompozycji. Nastrojowe, spokojne melodie przeplatają się z bardziej żwawymi radosnymi dźwiękami. Słychać profesjonalizm połączony z talentem. Szczególnie polecam wspaniałe przebojowe „wszystkie kukułki tańczą w drzewach mango” z niesamowitą solówką na ksylofonie. Zresztą cała płyta jest znakomita. Gorąco polecam.
NERIOUS – WOLNE DROGI’08
Na tej króciutkiej bo ledwo ponad 30 minutowej płycie Nerious zapowiadał ostrzejsze klimaty i granie z domieszką nowych brzmień. Jakoś nie za bardzo mogę to usłyszeć –choćby sympatyczne 2 gdzie mamy miły dla ucha klasyczny el kawałek osadzony w tradycji lat 70 tych. Ciekawe
O’HEARN PATRICK-GLACIATION’07
Jakby tu opowiedzieć o pięknie zlodowaceń ? Język muzyczny musi być równie prosty i zarazem krystalicznie czysty jak owe lodowe twory. Te dziwy natury za pomocą dźwięków O’Hearn stara się oddać w 13 króciutkich impresjach. Używa ascetycznych środków jak choćby gitara bez prawie żadnego tła ((Intension And Objective czy Under Weigh) czysto ambientowych form ((The Approaching Ice, Upon Solitary Expanse,Glaciation, Gradual Understanding) subtelnej el (Our Temperable Host) czy typowego SM (Resourful Adaptation). Ogólnie wciąga swą aurą. Polecam.
RHODES BILL-MUSIC FOR THE NEXT CENTURY’92
Kolejna propozycja tego wykonawcy wydana w IC. I kolejna którą trudno skategoryzować. Blisko tu do jazzu a to głównie przez to że muzyka brzmi jak wprawki na nowym syntezatorze utrwalone na CD. Choćby Steel Drum Intro i Silicon Island to to samo tyle że pierwszy właściwie opowiedziany jest jedną barwą zaś drugi rozbudowany. Całość należy potraktować jako muzykę instrumentalną, której blisko do stylu z rysunkowych filmów dla dzieci (wzorcowo Optimism) gdzie j osobiście słyszę hertlowski minimalizm. Dość trudne w odbiorze.
SYNERGY-AUDION’81
Każda płyta Larry Fasta to interesujący zbiór nagrań. Od strony technicznej sporo tu nowinek jak na tamte czasy, mikroprocesorów kontrolujących czy komputerów wziętych prosto z laboratoriów poszukiwawczych. Muzycznie króciutkie Orbit Five przypomina Vangelisa z tamtych lat ale już Revolt At L-5 przynosi oryginalny styl Fasta czyli ciężkie dźwięki osadzone w zredukowanym elektronicznym tle. Na tamte czasy zastosowane tamże brzmienia są rewolucyjne i dzisaj słucha się tego znakomicie –a to niekonwencjonalna i też niezbyt łatwa w odbiorze elektronika sięgająca korzeniami do rocka progresywnego tyle że w złagodzonej wersji a to nie waha się też przed sięganiem do tradycji muzyki symfonicznej (Falcons And Eagles) czy nawet dworskiej (Shibolet). Zwieńczeniem płyty jest znakomite An End To History –prawdziwy elektroniczny evergeen czyli klasyk gatunku. Subtelna melodia rozpisana na ciekawe brzmienia. Choćby dlatego ląduje w kategorii polecam.
ARTMEJEW ARTIEMYJ-THE WARNING’93
Ta płyta zaskoczyła mnie albowiem nastawiłem się na ambient który w wykonaniu tego Rosjanina brzmi rewelacyjnie. Tymczasem ta płyta ma walory muzyki instrumentalnej nawet można rzec ilustracyjnej (ojciec Artmejewa, Edward był znakomitym kompozytorem filmowym) gdzie artysta wplata choćby odgłosy widowni cyrkowej nie boi się używać brzmień tylko organów zarazem tworząc klimat elektroniki dla wymagającego odbiorcy korelującej z przestrzennym i melodyjnym el gdzie nawet sekwenseruje! Wielopoziomowa płyta –dla smakoszy.
BORISOV ALEXEI-POLISHED SURFACE OF A TABLE’04
Ten urodzony w 1960 roku w Moskwie artysta wydał w Electroshocku Artmejewa tylko tą jedną pozycję. Wcześniej był znany z kontrowersyjnych zachowań i nagrań w kapelach new wave. Jego 3 pozostałe albumy art/noise/industrial wydał u innego radykalnego eksperymentatora dźwięku Fina Antona Nikkili. Z początku wydaje mi się że może coś z nośnikiem ale nie –te dziwne, prawie że upiorne dźwięki to ekstremalne eksperymenty ze stereo. Odtwarzane od tyłu ścieżki wymieszane z nieokreślonymi odgłosami plus szumy trzaski sprzężenia mogą szokować i zaskakiwać jako awangardowe przez 10 minut później zaczyna to irytować... Przypomina mi to Mimikry Paula Wirkusa.
E=MOTION-DRIFTING LOOPS’08
Najnowsza produkcja producenta, kompozytora i wydawcy czyli mózgu Underwater Music Jacka Sprucha. Pierwsze co mnie uderza to przepiękna okładka czyli ciekawe zdjęcie ożaglowania na tle błękitu nieba. Spruch sięga nadal po najbardziej tradycyjne granie osadzone w szkole berlińskiej. Co prawda pierwszy utwor przypomina mi El_Visa ale już Old Schooner z prawie metafizycznym sekwenserowaniem potwierdza moje przepuszczenia że to tylko chwilowa odskocznia. Dużo tu grania w stylu TD lat 90-tych ale są też interesujące tematy takie jak Chilling Base a zwłaszcza Waves’n’Base. Ciekawe.
G.E.N.E.-FLUTING PARADISE’92
Bardzo lubię ten projekt pani Cleo de Mallio i jest sporo płyt z jej dyskografii które szczerze polecam chociażby wydany w tym samym roku Diving Dreams. Ale z tą płytą jest tak że te fletowe pieśni zbyt mocno są zdominowane przez uczestniczącego aktywnie w tej formacji Michaela Weissera, który przemyca dźwięki znane z Software czyli te charakterystyczne świszczące wysokie dźwięki plus spokojna perkusja (Fluting Flame). Głównym instrumentem pozostaje flet ale jednak zamiast New Age idzie to wszystko w stronę elektroniki. Choć czasami wycisza się i to mocno (Melting Snow ) lub idzie ku New Age (Whispering Brook) ro jednak nie wrzuciłbym ją do worka NA. Płyta zadziwiająco spokojna i mało przebojowa jak na GENE.
NEW COMPOSERS & STOUTE BOB-MAGNITOLA’95
Byłem bardzo ciekaw jak brzmią solowe nagrania tych Rosjan olśniony zawartością obu części Planetarium zrobionych razem z Kuhlmannem. Ten krążek to ich debiut –z drżeniem serca umieszczałem go w odtwarzaczu. No i cóż, nie jest to ambient ale takie elektroniczne bujanie w obłokach trochę nawet przypominające Kitaro z wczesnego okresu (Part 1 – Somnambula 4 ). Part 1 – Somnambula 5 przynosi już interesującą kompozycję, wpadające w ucho harmonie i zaczyna być już bardziej dynamicznie. Mój ulubiony to lekko patetyczne, kosmiczne Part 2 – Hyperbola 4. Trochę się rozczarowałem gdyż nastawiłem się na koleje arcydzieło a tymczasem to „tylko” bardzo ciekawe granie... oczywiście polecam.
PINHAS RICHARD-EAST WEST’80
Dokonania kapeli Heldon jakoś mnie nie olśniewały zaś solowe kompozycje Pinhasa opierają się na rocku progresywnym w najlepszym wydaniu czyli sięgając po twory Yes, Genesis czy King Crimson. Taki jest też początek (i ostatni utwór) ale potem dochodzi do głosu elektronika wcale nie mająca charakter poszukujący gdzie autor nie stara się zbytnio przypodobać słuchaczowi a tworzy interesujące melodie (Sense Of Doubt, Kyoto Number 3, a zwłaszcza Beautiful May ). Zaskakuje też kompozycją śpiewaną w modnej wówczas manierze synth popu czy New Romantic jak kto woli (West Side). Wiele zmiennych powoduje że ta rzecz jest ciekawa i da się dobrze słuchać
SCHOLL BERND- TALES OF FANTASY’82
Po porzuceniu gry z różnymi formacjami rockowymi Scholl zapragnął zająć się solowymi projektami. Ta płyta to jego debiut który doszedł do 3 pozycji English Syntethiser Chart w 1982 roku. To co stworzył na tym krążku ochrzczono jako medidative electronic music. Nagrania brzmią już trochę archaicznie typowo jak na początek lat osiemdziesiątych i są osadzone w duchu improwizacji i oszczędności brzmień. Zwracają uwagę interesujące el rozważania z ciekawym tłem i dobrymi solówkami czyli Janine czy rytmiczne Journey. Całość zanurzona jest wyraźnie w tendencjach rocka progresywnego spod znaku dokonań np. Ricka Wakemana. Smaczny kąsek dla tradycjonalistów.
STEARNS MICHAEL-JEWEL’79
Prapoczątki Stearnsa składające się z dwóch części: Morning i Jewel. Pomruk basu zestawiony z trelami ptaków i wyłaniającą się z nicości narastającą linią dźwięków osadzony jest mocno w ambiencie orientalnym podkreślanym jeszcze wejściami dzwoneczków i narastającą głośnością swoistej muzycznej mantry, która wykręca wyraźnie w kosmiczne meandry obrazowania widoków kosmosu! Ale mrok opatulony gwiazdami przemija –preludium kończy się wraz z pianiem koguta czyli mamy ranek...natężenie dźwięków rozprasza się kierując się w stronę minimalistycznej linii zestawionej znowu z porannymi odgłosami ptaków by wpaść w iluminacyjny nastrój kończąc tą suitę pełnym rozmachu zwieńczeniem. Uwielbiam takiego Stearnsa- kondensującego niesamowite klimaty w nierozwlekłych, ciekawych formach. Opowieść o biżuterii zaś ma charakter ascetycznego ambientu – prostego jak proste jest piękno diamentu...
SHANTI OLIVER-SHAMAN’97
No i Shanti zabrał się za indiańskie pohukiwania ...Swego czasu była moda na tego typu native music. Ale Shanti to nie byle grajek i robi to w znakomitej oprawie na tyle nośnej że spodoba się wszelkim miłośnikom nju ejdżowo relaksacyjnego grania. Nie stroni od interesującej, komercyjnej muzyki tworząc ciekawe połączenie z indańskimi zaśpiewami( choćby fenomenalne Trail Of Tears). Żeby nie nudzić utwory są dość krótkie ale jest ich aż 16. Słucha się świetnie więc polecam. A przy okazji – po 6 latach ukrywania się przed policją, ścigany za notoryczne molestowanie dzieci, został wreszcie złapany w czerwcu tego roku w Portugalii...
Ostatnio zmieniony 15 lis 2008, 20:29 przez spawngamer, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #71425 autor: spawngamer » 22 lis 2008, 16:53

BANFI BAFFO-HEARTH’81
To rarytasik zripowany z LP. Spora dawka żywych instrumentów (perkusja, gitara basowa) w ciekawej otoczce efektów z syntezatorów. Muzyka jest pogodna, relaksacyjna zahaczająca nawet o reggae (Dancing On The Ship). Kolaże stylistyczne są atutem tej płyty jak i to że Banfi interesująco wykorzystuje wszelkie elektroniczne wtręty co ważne nie nadużywając ich zbytnio ale zarazem przedstawiając ich całą gamę. Bardzo ciekawa płyta.
FERVANT THIERRY-LEGENDS OF AVALON’88
Początek z wykorzystaniem fujarki przypomina mi nju ejdżowe zawijańce w stylu Cusco (Avalon). Potem zaczynają się minimalistyczne intymności (Ynis Gutrin). Pojawia się przebój wpadający w ucho (Merlin The Magician). Ogólnie panuje tu hertlowski klimat (wzorocowo nawet barwy Sacred Wells) tyle że w bardziej rozbudowanej oprawie. Elegijny nastrój być może charakteryzuje pożegnalny charakter tej płyty. Po reedycji trzech wcześniejszych tytułów na CD w 1990 roku Fervant zamilkł. A wielka szkoda.
LAZAROV SIMO-BEETWEEN MAN AND THE STARS’89
Mamy w kanale lewym po bułgarsku a w prawym po angielsku (świadectwo że Lazarov starał się wychodzić ze swą muzyką poza swój kraj) wykładnię o zaraniach dziejów człowieka a następnie mamy progresywne wspomnienia lat 70 tych z charakterysytycznymi ówczesnymi wokalizami. Część druga przypomina zaś wstępem chórki z apelu szkolenego potem całość przekształca się w rockową symfonię. W całosci profesjonalna ciekawostka.
WAVEFORM–MAKING WAVES’91
Anglik Steve Blenkisopp debiutował ta płytą reklamując ją jako unikalne łączenie dźwiękowych tekstur z melodią i pełnią życia. Rzeczywiście uprawia on elektronikę zbliżoną do Vangelisa z początku lat 80 tych wymieszaną ze słodkim New Age (In Search Of New Horizons). Potem jest już tylko New Age. Mdławe. Może jestem zbyt okrutny ale jakoś to miłe dla ucha brzdąkanie wrażenia na mnie nie czyni. Ciekawe elementy znalazłbym jeszcze w długaśnym (ponad 30 minut) Making Waves.
WOLLO ERIK-SOLSTICE’92
Kolejne moje spotkanie z tym Norwegiem przynosi drażniącą mnie manierę – zimna, czarna pustka kosmosu z pikaniem sond w typowej ambientowej oprawie nagle przeradza się w etno el z dużą dawką melodii. Wollo nie potrafi się zdecydować co wybrać jako przewodni temat swej pracy . Jak dla mnie przeciętnie – jakos mnie te wizje nie wciągają. Ale jest perełka, impresja Chant Pastische z syrenią wokalizą i rytmem wybijanym na bębnach.
WHITLAN STEPHAN-MAP REFERENCE’94
The Second Hand Swept Away The Time That Could Never Be Recovered-pod tym długim, poetyckim w wyrazie tytułem kryje się spokojna, łagodna, przecudnej urody siuta oparta na tradycji melodyjnej elektroniki i elementów szkoły berlińskiej. Świetne solówki prawie rozmazały mnie po ścianie –prawie bo się Whitlan trochę zapędził czasowo. Zwraca uwagę też Freak Of Geometry ze świetnymi sekwencjami. Używa różnych form m.in. wystawiając na pierwszy plan fortepian (The Last Place God Made) przez co wchodzi na obszary zarezerwowane przez NA albo subtelnie łączy el instrumenty z orkiestracjami (Into The Greenwood). Czynnikiem łączącym jest ledwo namacalny patetyzm wynikający z przestrzennych solówek. Co tu dużo mówić –znakomite granie.
WAVESHAPE-ZYKLUS’95
Kolejny zespół który dołączy do kolekcji mych dogłębnych poszukiwań. Bardzo dobra muzyka sekwencyjna która, co ważne, nie nuży a wprost przeciwnie wciąga. Wiele świetnej muzyki choćby Magma. Polecam. Ten duet Michael Neihs i Volker Juengerich rozpadł się po wydaniu 6 tytułów w 1999 roku – wielka szkoda...
WEL VAN DE FRANK –HIGHWAYS’97
Ten holenderski twórca zaczynał w 1981 roku z inspiracji szkołą berlińską budując własny synth razem z Tony Haringiem z Par Example i wydając własnym kosztem muzykę na kasetach MC. Free System Projekt kojarzy się z ortodoksyjnym graniem tymczasem członek tej formacji prezentuje tu melodyjne granie nawet z tanecznymi elementami. Zdarzają się tez ciekawe momemnty np. utwór tytułowy ale ogolnie to el konfekcja.
WELLENFELD-COSMIC WAVES’04
Duet Detlef Dominiczak - Andreas Braun działa od 2003 roku i jak dotąd wydał 4 albumy. Ten debiutancki krążek zrealizowano w Glockenstahl Studios. Konkretnie – to wysokiej próby znakomita melodyjna elektronika i to inteligientna odmiana czyli z glosników nie kapie tu lukier w niestrawnych ilościach ... Świetne wykorzystanie efektów –zwłaszcza przestrzennych odgłosów m.in. laserowych fajerwerków znanych z Jarre’a. Pojawiają się też mroczniejsze klimaty w oprawie ładnych dźwięków (Fiorina 161). Kto lubi kosmiczno-rytmiczne pasaże z analogowymi pulsacjami nie bedzie zawiedziony. U mnie trafia do grona wykonawców poszukiwanych. Wystarczy posłuchać Nova czy Monolith II.
SYN-SKYLINE’05
Od początku jesteśmy w oparach analogowych brzmień. I jest to baardzo zachowawcze, ascetyczne mellotronowe granie właściwie bez ozdobników . Zaskakuje zaś w tym berlinskim graniu wplecenie np. Marsylianki. Tak szczerze to nie wszystko co z SynGate to rewelacja i tak też jest w tym wypadku. Raczej się wymęczyłem...

Archiwalia Part VII

DEUTER-SPIRITUAL HEALING’08
Georg Deuter swego czasu był tuzem New Age. A teraz tworzy już na takim etapie medytacji że jego prace nadają się już tylko jako akompaniament do ćwiczeń fizycznych, masażu, jogi albo aromaterapii...Opowieści na flet, fortepian i zwiewne dźwięki synthu. Ciche spokojne i jak dla mnie trochę nudne. Szkoda.
E=MOTION – E-TERNITY’08
Tą płytę Jacek Spruch poświęcił pamięci swej Mamy. I po tytułach znać że próbuje poprzez muzykę jakby pogodzić się z jej utratą i zarazem oddać wiarę że to nie koniec (Blue Road, New Gate)...Jacek powiela muzycznie swe pomysły osadzone w muzyce TD lat 90 tych ale robi to interesująco – uważam że to jego najlepsza płyta w dorobku a rytmiczne Blue Road zapada w pamięć.
G.E.N.E.-FLOWERS & SOUL’96
Fortepian , ptaszki i nastrojowe spokojne impresje... tyle że w kółko Macieju to samo czyli nudy na pudy. I tyle z przysłów ludowych – muzyczna konfekcja.
KLARE FRANK-DIGITALIC’07
Ta płyta to kontynuacja wydawnictwa Analogic zbierająca utwory z lat 2003-2007. Dwa pierwsze utwory to mdława surowizna dopiero coś ciekawego dziać się zaczyna w Digitalic Three przypominającym ni syntetycznym podkładem TEE Kraftwerk. Kolejne części są również ciekawe i stosują zabieg repetytywne powtarzanie na pierwszym planie i zwiewne solówki w tle. Ogólnie jednak dla fanów gatunku.
LYNNE BJORN-BENEATH ANOTHER SKY’06
Ten Norweg ma dość bogaty życiorys. Jako Dr Awesome rządził sceną demo lat 80/90 tych tworząc w formacie MOD i pisząc muzykę do gier na Amigę. Gdy przeniósł się z Norwegii do Anglii rozpoczął prace dla legendarnego Team17 skąd pochodzi wiele kultowych gier komputerowych m.in. z jego muzyką – któż nie zna Worms czy Seven Kingdoms? W 2005 roku powrócił do rodzinnego Stavern gdzie otworzył sklep z plazmami i nadal działa jako kompozytor do wynajęcia. Jako ciekawostka –pod pseudonimem Divinorum ma na koncie kolaborację z polskim Aural Planet, dość udane techno el „Power Liquids”. Na tym krążku zaś sporo rockowych wtrętów ale głównie to poprawne, dobre melodyjne el. Niebanalne rozbudowane kompozycje obok prostych kawałków. Jest ok.
MELOCHE CHRIS-WIRELESS’95
Kanadyjczyk Meloche to kolejny poszukiwacz nowości ukuwający filozoficzne teorie (muzyczne akcje są stworzone to imitowania procesów organicznych w przyrodzie ...) do swej twórczości, którą nazwał „Ambient-Environmental-Electro-Acoustic”. Tworzenie elektroakustyczno –komputerowej muzyki rozpoczął w 1980 a 2 lata później założył grupę el M104 która dała wiele występów live i wydała własnym sumptem 3 kasety. Po rozwiązaniu kapeli zahaczył się o kilka muzycznych projektów konkursowych, współpracę z "Radio Art" i przygrywanie do performance Kanadyjskich poetów Bill Bissett’a i Karen MacCormack nie zapominając zarazem o elektroakustycznych show dla publiczności. Swoistym wyjściem na szerszą wodę były dwie realizacje dla FAX z której bardziej znana jest "Recurring Dreams of the Urban Myth" gdzie umieścił cząstkę z 6 godzin muzyki zrealizowanej do nocnej audycji radiowej. Wydany rok później Wirelles to taki ambient z filmów SF. Alienacyjny mroczny klimat który nie nuży a wciąga. Polecam.
NEW COMPOSERS-ADVANCED INDIGO’03
New Composers tak naprawdę toValera Alakhov i Igor Veritchev W 1983 wystartowali z tym projektem opierającym się na mieszaniu muzyki, słów i dźwięków używanych w radio, TV i propagandowych filmach dawnego ZSRR. Jako że było to coś nowego na owe czasy Timur Novikov ówczesny mentor awangardy Leningradu wymyślił dla nich nazwę Novi Compositori, "New Composers". W 1989 roku wystartowali w pierwszych w Rosji imprezach techno/rave a później rozpoczęli serię koncertów w Leningrad Planetarium. Oprócz własnej twórczości zajęli się też licznymi projektami niezależnymi jako producenci m.in. w Anglii, Holandii i Finlandii. Starają się mieszać easy listening, ambient, techno i drum'n'bass. Najbardziej są znani ze współpracy z FAX. Dziwna to płyta. Otwiera ją znakomity rytmiczny marsz (Phantom Ships And Strange Voices) okraszony fujarką i językiem rosyjskim tyle że coś mnie już tu uwiera, jakieś takie popowe zacięcie. I to chyba rzutuje na resztę tego krążka –brzmi to zbyt komercyjnie jak dla mnie i nie wiedzieć czemu tyle tu odniesień do kultury dalekiego wschodu. Sam nie wiem...
PEMBERTON DANIEL-BEDROOM’94
Pemberton to kolejny freelancerowy kompozytor nagrywający m.in. do sitcomów komediowych, reality show (choćby Hell’s Kitchen), przedstawień teatralnych, filmów dokumentalnych, pokazów mody, filmu fabularnego itd. Przed erą telewizyjną nagrał tę właśnie płytę dla FAX mając ...16 lat! Phoenix. Sample zgrzytających łańcuchów i szuflowania węgla przekształcają się w piękny, klimatyczny ambient illuminacyjny. Szum industrialnego morza z Basement dziwnie współbrzmi z żałosno nostalgiczną podróżą w kosmos w Phosphine serwującej statyczne pady z niewielką ilością perkusyjnych wtrętów. Antarctica jeszcze bardziej ciąży ku klasycznej el majestatyczną formą i fortepianową wstawką na pierwszym planie. W Leaving fortepian z pogłosem na tle syntezatorowej zawiesiny okraszonej mnóstwem sampli głosów tworzących niezrozumiały gwar. Novelty Track zaskakuje psychodeliczno progresywnym brzmieniem z wplątanym czytaniem prozy SF Calość balansuje między spokojną el a klimatycznym ambientem. Szczerze polecam –a wszystko jak mówił sam Pemberton na tanim czterośladowcu, Korgu i niezbyt dobrą umiejętnością programowania automatu perkusyjnego.
PINHAS RICHARD-L’ETHIQUE’82
Urodzony w 1951 roku Richard Pinhas to francuski awangardowy muzyk rockowy uznawany za jednego z najważniejszych eksperymentatorów sceny francuskiej, ojciec chrzestny muzyki elektronicznej w tamtym kraju. Pinhas ukończył i otrzymał doktorat filozofii na Sorbonie, a następnie został profesorem na tej uczelni. Od 1972 grał w grupie Schizo uprawiającej elektronicznego rocka. Po rozstaniu się z grupą założył swój własny zespół trio – Heldon, który w latach 1974-1978 był wizytówką francuskiego podziemia artystycznegoi który pomógł zdefiniować pojęcie Space Music. Pinhas w grupie grał na gitarze, a muzyka jej pozostawała pod silnym wpływem King Crimson. Już w czasie występów w Heldon i także później Pinhas rozpoczął karierę solową w sumie nagrywając sześć albumów zawierającą eksperymentalną muzykę z łączącą rocka i klasyczną elektronikę na których zawartość miała wpływ literatura SF, klimat polityczny i ambient spod znaku Briana Eno i Roberta Frippa. Na tym czwartym solowym albumie mamy sporo formalnych eksperymentów ale ogólnie dostajemy całkiem niezłe el przytłoczone mocno rockiem progresywnym. Czemu nie?
ROTHER ANTHONY-ELIXIR OF LIFE’03
Urodzony w 1972 roku w Niemczech Anthony Rother to kompozytor muzyki elektronicznej, producent muzyczny i właściciel wytwórni płytowych: psi49net, Datapunk oraz Stahl Industries. Muzykę tworzoną przez Rothera charakteryzuje monotonny rytm, przekształcony przez vocoder wokal, nastrój określany przez niektórych jako futurystyczna melancholia i teksty o skutkach rozwoju technicznego, relacjach między człowiekiem a maszyną i o roli komputerów w społeczeństwie. To szósta w jego dyskografii propozycja a pierwsza zrealizowana dla FAX. Ciekawa ambientowa propozycja różniąca się znacznie od jego wcześniejszych propozycji osadzonych w elektro i techno. Najbardziej w pamięć zapada Elixir Of Life (Part 2) gdzie basowe przytłoczenia przypominają mi Substratę.
Ostatnio zmieniony 22 lis 2008, 16:56 przez spawngamer, łącznie zmieniany 2 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #71734 autor: spawngamer » 26 lis 2008, 21:17

AKIKAZE-AGE OF DECEPTION’08
Jak zobaczylem że na trackliście jest 17 utworów i jak pierwszy utwór zaprezentował połączenie mellotronu z hiszpańską gitarą pomyslałem “no nie ...kolejne nuuudy”. Już chcialem skreślić definitywnie Couranta z listy ciekawych twórców. Ale gdzieś koło szóstego, tytułowego kawałka to podrabianie rytmicznego ale ascetycznego analogowego grania lat 70 tych zaczęło mnie mocno wciągać...Pepijn zrobił znakomitą płytę imitację tamtych czasów z dodaniem wielu elementow od siebie. Ciekawie realizuje solówki syntezatorowe w kontrze z gitarami nawet brzmiącą hard rockowo, pojawiają się krautrockowe mroki jak i vokoderowe wstawki. Znakomite są berlińskie w klimacie Catharsis i Point Of No Return –słowem podrabiaczowi Lawlerowi urósł rywal. Świetna płyta.
BODDY IAN-THE CLIMB’83(93)
Nad tymi nagraniami Boddy pracował miedzy grudniem 1982 a marcem 1983 nagrywając je w Spectro Arts Workshop Sound Studios w Newcastle, rodzinnym mieście wykonawcy. Wyraźnie słychać na tym debiucie fonogranicznym założyciela DiN najpierw asocjacje z jazzem (gitara basowa Glyn Busha w The Circle) ale też próby rytmicznego urozmaicenia, które jest typowym dla ówczesnych czasów syntezatorowym graniem znanym z pop muzyki. Ale od utworu Dawn zaczyna się jakby drugie życie tej płyty –mroczniejsze, dojrzalsze bardziej przypominające kwintesencję el muzyki. Pierwotnie była to druga strona LP z podtytułem The Climb. Dawn ukazuje mrok i głębię kosmosu, Deja Vu (Part I) pierwociny industrialu z zwarciu z odległą, nostalgiczną solówką, Summit to majestatyczna wyprawa w kosmos w woalce SM. Podczas reedycji na CD Boddy dodał premierowy Deja Vu (Part 3), utwór z wykorzystaniem sekwencji, interesującymi solówkami, tłem wirującego nieboskłonu, który wyraźnie dowodzi jak rozwinął się Boddy na przestrzeni tych 10 lat. Polecam.
DYSON JOHN –BEYOND THE GATES’95
Po uzupełnieniu dyskografii Wavestar przyszła kolej wypełnienie listy płyt członka tego duetu. Ostatnia brakująca mi pozycja Dysona nie zawodzi –melodyjne,ciekawe granie lub rozłozyste, ale nie pompatyczne pasaże. Polecam uwadze Rainforest Dawn ( pierwotnie pojawił się KLEM 1994) gdzie na pierwszy plan wysuwa Dyson gitarę elektryczną w znakomitej solówce. W Beyond The Gates Part 2 gitara ściele nam pościelowe dźwięki a synthy snują senne, letnie zawiesiny – taniec przytulaniec! Takich rzeczy jest tu więcej ale przymrużmy na nie oko. Bo są też takie formy jak Wild Horses czy Home stawiające na czystą elektronikę, zwłaszcza ten drugi rekompensuje romansowanie Dysona z muzyczną łatwizną, rzucając nas w wir niesamowitej przestrzennej wizji.
ELEMENTAL-THEE DIVINE IMAGINATION’99
1 października 2000 ukazały się jednocześnie dwie płyty projektu Elemental za którym kryje się Anglik Steven D. Stokes- Lux Aeternae i Thee Divine Imagination . Trafiła do mnie rozbudowana o dwa dodatkowe utwory ta druga pozycja. Stokes uprawia na tej płycie coś pośredniego między SM, ambientem a New Age medytacyjnym z naciskiem na to środkowe. Ciężko mi odnaleźć dobre słowo do określenia tej muzyki i najbardziej podoba mi się angielskie landscapes (niemiecki landszaft jest trochę przyciężki). Świdrujące, wirujące pady czasami wciągają (Faerie Magick, Kozmotron, Un Danse Petite ) a czasami nużą. Ponoć zaletą tej muzyki jest to że nie wykreowano ją na komputerze ale na „żywych” syntezatorach (ARP 2600, ARP Odyssey, ARP Sequencer, Yamaha AN1x, Kawai K1, Kawai K5, and K5000) w sumie może być.
F.D. PROJECT-ELECTRIC VISIONS’06
F.D. PROJECT-ELECTRIC VISIONS’06 (DVD)
Frank Dorittke zabudowuje całą przestrzeń dźwiękami z syntezatorów tworząć dość twardą elektronikę z wykorzystaniem sekwencji na pierwszym planie wstawiając najczęściej gitarę elektryczną co przywodzi mi na myśl Electronic Revival i Axess Maxxess. Nie stroni od pastiszu świetnie podrabiając manierę Oldfielda z czasów Tubular Bells (Memorys). Pod pseudonimem F.D. Project występuje od 2003 roku a ta debiutancka płyta jest zapisem koncertu jaki dał w Altstadthalle w Hackort 13 listopada 2004 roku podczas współorganizowanego przez niego festiwalu Electric Visions. Najbardziej przebojowy kawałek Harmonie In Space dano na początek-jako połączenie nośnej melodii wspomaganej tradycyjną elektroniką z łkaniami gitary elektrycznej co jednak nie znaczy że reszta programu jest słaba – o nie słucha się tego nadzwyczaj dobrze! Jedyne zastrzeżenia mam do DVD które jest sztampowo nudne –trochę wizualizacji i typowe filmowanie z boczku i frontu. DVD zawiera te same utwory co CD. Na pewno polecam to drugie.
GANYMED-SUN OF DREAMS’06
Ktoś po tytule mółby obstawiać że to jakieś New Age ale jeśli dodam że wydawcą jest SynGate już będzie wiadomo że mamy tu kolejnego przedstawiciela lejących padów na tle wibrujących sekwencji. Ta maniera, ambientowego grania solówek przeciąganych w nieskończoność na tle berlińskiego tła trochę mnie po jakimś czasie męczy. Frank Schmidt ognia tu nie wymyślił –gra poprawnie czasem nawet zainteresuje (utwór tytułowy, Mother, Jumping Up) ale nic poza tym. Raczej druga liga.
INDRA-KALI (TANTRIC CELEBRATION)’06
Kolejny wykonawca, który poprzez tytuł płyty i pseudonim powinien być traktowany z przymrużeniem oka przez el fanów. Tymczasem to bardzo płodny (od 1993 roku 34 płyty) rumuński twórca (najbardziej znany wykonawca z tego kraju obok duetu Daksha) który już od początku zaskakuje znakomitym, nowoczesnym sekwenserowaniem z dawką energetyzujących rytmów żywcem wziętych z techno i trance z szybowaniem w tunelu czasoprzestrzennym (True Heart) lub w tradycyjnie uszytą na miarę NBS kompozycją (Initiation). Indra posiadł umiejętność tworzenia krwistej, wyrazistej elektroniki zarazem w tle snując pozostawiające wiele dla wyobraźni muzyczne wizje. Polecam.
LAMBERT & JIANNIS –TIMELESS VISION’88
Kosmiczna elektronika sekwencyjna w wykonaniu Ringlage to jego muzyczne początki pierwotnie wydane na MC. Ma to charakter znakomitej wariacji na tematy okołoberlinskie. Spokojne utwory współegzystują z bardziej dynamicznymi formami. Świetne jest połączenie eksperymentalnych wyładowań z melodyjnym podkładem (Transparent Nightmare) nostalgiczne, wyciszone Piano okazujące się intro do loopów Walking in the Sun. Bardzo ciekawa muzyka. Polecam.
KIRKWOOD JIM-TOWER OF DARKNESS’93
Anglik Kirkwood to kolejny długodystansowiec mający na koncie ponad 30 tytułów wydanych od 1990 roku. Ponoć tworzy NBS z mroczniejszą nutą Dark Ambientu. Ale na tej płycie nawet jak stara się być bardziej ponury jest to przyjemne w odbiorze! Interesujące kombinacje kompozycyjne pozwalają mi napisać-polecam.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #71889 autor: spawngamer » 29 lis 2008, 13:20

GARRISON MICHAEL-IN THE REGIONS OF SUNRETURN AND BEYOND’79(91)
Świetnym przykładem tego jak Garrison na tej płycie przypomina mi Shreeve’a jest Twilight’s Return. Podobnie brzmią te nagrania tyle że ma tu shreeve’owkiej perkusji i gitary elektrycznej a jedyne syntezatory. Zaskakują zaś aż dwie piosenki. Kosmiczne bulgotania na przemian z repetetywnymi melodiami kreują zwartą, przemyślaną całość. Polecam.
LLOYD- JONES GLYN –TIMELINES (ICONS)’86
Pierwsze wrażenie że to stylistyka New Age a tak naprawdę to elektronika. Medytacyjne solówki na tle bardzo dobrych ozdobników zaskakująco przeradzają się w delikatne sekwenserowanie. Mam wrażenie że niektóre fragmenty to brakujące elementy z Wuivient Riet Schmoellinga. Muzyka jest lżejsza w odbiorze, oparta bardziej na lajtowych brzmieniach. Ogólnie ok. Co ciekawe, ten debiut Anglika nadal jest dostępny tylko na MC. Llloyd-Jones nie chce tego remasterować ale dostępny jest download audio poprzez internet z SynthMusicDirect.
LORENZ RUDIGER-FATA MORGANA’90
Ten niemiecki twórca rozpoczynał w latach 70 tych przygodę z muzyką od zespołów rockowych. Na początku następnej dekady odkrył syntezatory tworząc odtąd bardzo różną stylistycznie muzykę. Tworzył aż do końca swych dni. Zmarł w 2000 roku. Niby jest w tym melodia ale sztafaż jest wyraźnie eksperymentalno-poszukiwawczy. Sporo zabaw samplami i brzmieniami w dość mrocznej tonacji. Przypomina mi to dokonania Schnitzlera tylko ze w bardziej przystępnej, złagodzonej formie. Choćby utwór tytułowy nasuwa na myśl mrożącą w żyłach scenę z horroru a później przeradza się w eksperymentalno-kontemplacyjny ambient. Ciekawe bo nietypowe.
WIZARD PROJECTS-BEYOND THE GALAXY’90
Za tą nazwą kryje się Holender Eric Mostert, który w latach 1988-1993 nagrał 4 albumy. Dziwne, nieziemskie odgłosy z dalekiej planety na przemian z szczątkowymi sekwencjami. Muzyka ta bardziej opiera się na onirycznym nastroju zawierającym katalog sonicznych odgłosów bliskich ambientowi. Sam nie wiem jak to odbierać gdy na przykład pojawiają się ubogie brzmienia automatu perkusyjnego...Chyba starali się wyjść swą muzyka poza kanony, przecierać nowe szlaki z tym że jest to jakieś takie nijakie.
SHREEVE MARK –PULSAR’91
Shreeve ma w Polsce bardzo wielu fanów, że o stronie poświęconej mu a zrealizowanej przez Pawła Zamarło nie wspomnę. Ja jakoś tego jego horror el music czy synthrocka jak kto woli nijak pokochać nie mogłem. Ten album to tak zwane library music czyli niepublikowane nagrania udostępnione do szerszego dystrybuowania. W sumie Shreeve wydał pięc takich albumów które ułożyły się w tzw. Bruton Library Discs (wkrótce o innej pozycji- Power House). Płyta zawiera 17 szkiców muzycznych i 13 pełnych utworów. Typowe shreevowskie granie z mocnym akcentowaniem perkusji i ostrymi jazdami syntezatorowymi ale nie zawsze i to nie zawsze mi się bardzo podoba bo ono dominuje to wydawnictwo. Powiem tak, ten Shreeve mnie wciągnął. Dużo tupania nóżką i podziwiania jego zdolnosci kreowania interesujących komercyjnych klimatów. Bardzo dobra rzecz.
BODDY IAN –AURORA’02
Przeraźliwe, wywołujące dreszcze ambientowe dźwięki przechodzące w stonowane kreacje kosmicznej eskapady. Dochodzi głuchy bas i więcej kosmicznych ozdobników i dryfujemy prawie w SM. W Vox Lumina ciekawie wykorzystano jakby efekt rytmicznego falowania blachą. Króluje jednak duch ambientowych struktur z odgłosami wziętymi z lodowych jaskiń i podmorskich głębin. Potem mamy nowoczesne bity i pierwociny elektro itd. Myślę że własnie ta różnorodność jest siłą tego wydawnictwa. Nie nuży a wciąga i to mocno. Szczególnej uwagi polecam tytułowy utwór – bajkową opowieść o iskrzącym się w poświacie księżyca śniegu....Polecam.
SCAB F. DOM-NECCESARY FEARS’06
Scab to znakomity rzemieślnik świetnie układający składniki swych kompozycji. Na tej płycie słychać pokłosie rocka progresywnego wtłoczonego w ramy ME z dodaniem pewnej, charakterystycznej w sumie dla progresji, symfoniczności i to wszystko w manierze zwiewnej pompatyczności zaczerpniętej z Vangelisa z dodaniem sekwenserowania! Trudno mi się o tej muzyce rozpisywać po prostu Scab jest bardzo utalentowany i ma wybitną wyobraźnię kompozytorską. Zwarte, koherentne utwory, genialne aranże. Koniecznie.
RICH ROBERT & REUTER MARKUS-ELEVEN QUESTIONS’07
Artystyczna próba wyjścia poza ramy ethno ambientu. Bliskie awangardowym nagraniom off sceny typu Legendary Pink Dots czy Zoviet France a może n awet Johna Zorna (posłuchajcie Reminder czy Reception). Potem bywa raczej tradycyjnie ambientowo. Bez jakiś wzlotów raczej dla miłośników gatunku.
BOOTS RON-MEA CULPA’08
Na początek rasowy berlin Mea Culpa I, później w 08:00 Sunday Morning dodano kościelne śpiewy (tytuł obliguje) w The Roses in my Life kameralny klimat i prawie śpiewane deklamacje które Boots lubi umieszczać w swych kompozycjach. Płyta jest dobra ale zakłóca jej odbiór niepasujący stylistycznie do reszty Quick Silver. Łagodzi to szybko zwiewna, leniwa impresja, utwór bonusowy więc fani el muzyki przymrużywszy na oko jak zwykle dostają od Bootsa ciekawą propozycję na 60 minut muzycznej eskapady w znakomicie zrealizowane kompozycje. Oczywiście polecam.
RADIO MASSACRE INTERNATIONAL-RAIN FALLS IN GREY’07
RMI lubili zawsze odniesienia do psychodelii i tak też startują na tej płycie pełnej np. odniesień do wczesnego Pink Floyd (także poprzez tytuły). Fajnie eksperymetują np. wplatając puzon! A w tle moog i świetna perkusja. Myślę że 17 minut „Rain Falls In Grey...”nie powstydziłby się żaden zespół z początku lat 70 tych. Ku memu zaskoczeniu te progresywno-psychodeliczne klimaty trwają dalej a syntezatory zminimalizowane są do ledwo słyszalnych wstawek. Od Shut Up zaczyna się eksperymentalne, pseudointustrialne granie. Ale wkrótce powracamy w swiat żywych instrumentów z dominacją gitary i perkusji. Dla zwolenników takiego grania do których i ja się zaliczam bardzo ciekawa propozycja.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #72163 autor: spawngamer » 04 gru 2008, 20:36

wychodząc na przeciw oczekiwaniom pozwalam sobie podwiesić linki do próbek muzyki z danej płyty-oczywiscie jeśli takie są

GLASBURG-OPPOSITION’95
Ten francuski duet Pascal Baudot i Ralf Leleu, istniejący od 1984 roku ma dość dziwną politykę wydawniczą gdyż ta debiutancka płyta jest jak dotąd jedyną (ponoć kończą pracę nad nowym wydawnictwem Millenium Way) co albo świadczy o indolencji twórczej albo chęci dopracowania pomysłów. Ich ulubiony okres to ponoć brzmienia TD z lat 1985-1986 choć ja jakoś tego usłyszeć nie potrafię. Utwory opowiadają według tytułów o różnych miejscach na ziemi (pojawia się Dublin, Koln a nawet Łysa Góra). Ale nie tylko. I to nie tylko przynosi fenomenalny kawałek Gaya oparty na brzmieniu fujarki i bardzo przystępnym, miłym dla ucha klimacie i brzmieniach. Genezą tej muzyki jest berlin ale jako dalsza pochodna, bazująca na melodii lub tajemniczo melancholijnych nastrojach z berlińskimi wpływami. Polecam.
http://glasburg.canalblog.com/archives/ ... 00588.html
IVO-CONCERTO IN EPSILION’96
Holender Ivo Keers debiutował tą płytą w świecie el muzyki. Tytuł nie przypadkowo kojarzy się z Concierto de Aranjuez Joaquina Rodrigo gdzie głównym instrumentem jest gitara klasyczna. W uworze The Edge Ivo świetnie wykorzystał właśnie ten instrument do...sekwenserowania! Ma to formę złagodzonej wersji surowizn a’la Klaus Schulze. Sanctus ma w tle oniryczną solówkę, wciągający nas w trans rytm i nawoływania muezina jako sample...Niesamowicie klimatyczne... Podróż w stronę sonicznej medytacji w stylu KS trwa w najlepszym wydaniu nadal w kolejnych utworach ale od O-Micron przechodzimy w stronę galaktycznych rozważań o sensie istnienia i pięknie kosmosu...Świetne wydawnictwo.
http://www.groove.nl/cd/1/19190.html
MINDS IN MOTION- HORIZONTE’96
Duet ten jest dość specyficzny jak na el muzykę. A to ze względu na to że obok Ericha Schnaudera, połowy innego duetu, Motionmania, w zespole tym występuje Gerda Picker czyli kobieta lubiąca el muzykę. To typowe sekwenserowe granie w ładnej oprawie. Nic tej muzyce zarzucić nie można ale zarazem ciężko coś wyróżnić. Może być.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713400-5710001.html
NEWCOMB MARTIN-LAVENHAM FEELING’97
Brytyjczyk Newcomb wykorzystał na tej płycie całą baterię analogowych syntezatorów i to one królują zarówno sekwencjach jak i oniryczno psychodelicznych odgłosach. Imitacja udana tylko jak wyżej nic mi w pamięć nie zapadło...
KISTENMACHER BERND-CONTRAST VOL.1’98
Bardzo subtelne rozpoczęcie minimalistyczne, sterylne dźwięki później nabierają kosmicznej przestrzeni(Think About A Concept) . Znakomity jest utwór „Peace?” gdzie ascetyczna solówka pozbawiona efektów nabiera mitycznej głębi poprzez dodanie basowej zbitki fortepianu a potem zawirowuje we wszechświecie utkanym z gwiazd...Remember, I Come From Berlin to długa 25 pięciominutowa ale jakże fantastyczna suita! Na początku pojawia się rytm wybijany głucho na czymś przypominającym drewniany klocek w przyspieszającej pętli w tle której snuje się solówka. Dochodzą dźwięki żywo kojarzące się z SM w oprawie berlina a następnie rasowy techno bit i ostre granie z syntezatora. Świetny, klimatyczny kawałek. The End Of The Record to hipnotyzujący berlińskimi klimatami w stylu Klausa Schulze temat. To muzyka elektroniczna wysokiej próby swoista artystyczna proba zmierzenia się z pojęciem muzycznej sztuki. Świetne.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5710784-5710001.html
LAKVEET JOHN-EPIKUS’02
Mroczny początek przyprawiający o dreszcze w końcu przeradza się w NBS i to taki mięsisty, ortodoksyjny i bardzo dynamiczny. I tak jest w ciągu dalszym płyty. Pojawia się często na wstępie prawie ambientowe granie ale sprawnie przechodzi w tradycyjne prezentacje elektroniki. Nawet gdy wydaje się że dokonał odstępstwa w stronń ME do głosu dochodzi w połowie utworu Berlin (Cogollum Cogito). Lakveet zresztą stara się urozmaicać swe nagrania ale i tak wszak wraca uparcie do jednej konwencji więc sa momenty że plyta nuży. Gdyby wyrzucić około 20 minut a pozostawić 50 byłaby bardzo zgrabna produkcja. Ale i tak uważam że warto tej muzyki posłuchać.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5711798-5710001.html
RADIO MASSACRE INTERNATIONAL-GREENHOUSING’03
Materiał ten zespół nagrał przygotowując się do trasy koncertowej po USA. Jak zwykle zwariowana gitara, sekcja wzięta gdzieś z nowoczesnego jazzbandu i mnóstwo odniesień do epoki dzieci kwiatów. Oczywiście mamy cale morze odjazdów, brzdaknięć, pipnięć, rąbnięć itd. w charakterze jam session, co szczególnie słychać na Cold Soup. Oczywiście też poruszamy się wciąż w kręgu instrumentów akustycznych a syntezatory są ledwo zaznaczone i sprowadzone do rangi marginesu a jeśli już to wydają nieziemskie odgłosy...Pięknie brzmi solówka gitarowa w God Of Electricity (wersja nazwana Slight Return) w muzycznej rozmowie z fujarką gdzie po prostu słychać jak żywo wczesne Pink Floyd! Dopiero w utworze siódmym Not Too Long zaczyna się czysto elektroniczne granie. Jak dla mnie ciekawa płyta.
SYN –THRU THE SYNGATE’03
Dewney nagrał interesującą płytę! Może przesadzam z jego oceną ale te berlińskie rozważania pozostają jak dla mnie dłużej w pamięci –np. świetne Heart Of Orion czy też ukłon w stronę Jarre’a czyli dosłowny cytat z Equinoxe w znakomitym Sonus (Part 6). Tak więc polecam.
http://www.syngate.net/002_syngate/SynGate_2006.htm
FROESE JEROME-SHIVER ME TIMBERS’07
Drugi solowy album Jerome’a. Młody Froese wychował się na okresie tangentyzowania muzyki z lat 90 tych i wyraźnie to zabudowywanie szczelne całej konstrukcji utworów w Noisy El mu pasuje. Ulubione brzmienie to gitara elektryczna, całość na pewno nie ma aspiracji artystycznych ale ratuje to wszystko zdolność Jerome’a do kreowania ciekawych melodii. Np. Through Love And Deed czy Can You See The Sunset From The Southside? Ale ogólnie bez rewelacji.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713169-5710001.html
POLARIS-BACKGROUND STORIES’08
Jakub Kmieć wydał tą płytę u Vika Reka w Ricochet Dream w limitowanej edycji 300 sztuk. Lucid Dream przynosi oczekiwane od Polarisa berlińskie sekwencje ale zanurzone w raczej jak na tego artystę dziwnych brzmieniach choćby gitary basowej...Mam wrażenie przy kolejnym kawałku, Permutations-Part I że Polaris sprzęża berlińskie klimaty z chill outowymi wtrętami albo inaczej stara się eksperymentować,wychodzić poza konwencję, mieszając tradycyjną elektronikę z współczesnymi trendami. Najlepiej słychać to na 975-2 gdzie splatają się z tradycyjną el elementy elektro a nawet ambientu czy drum’n’bass na Smile! Czy Out Of Aligment. Flashback ma tradycyjną formę i jest moim zdecydowanym faworytem na tej płycie –znakomita kompozycja. Świetny jest też wspomniany Out Of Aligment łączący zalety tradycyjnej elektroniki z czymś co nazwałbym melodyjnym industrialem. Voltage Controlled Inspirations to piękna wolta ku stonowanym ale nadal nowoczesnym w brzmieniach klimatom. Spokojności przynosi też Les Structures Logiques nagrany razem z Oddysey’em oraz wieńczący płytę, najmniej modernistyczny w ujęciu Nostalgy. Polaris to jeden z najważniejszych a zarazem najbardziej utalentowanych polskich twórców. Szkoda trochę że nie gra już czysto berlińskich kompozycji ale –król umarł, niech żyje król! Nowy Polaris jest równie interesujący i wart wysłuchania jak ten sprzed lat. Polecam!

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #72951 autor: spawngamer » 22 gru 2008, 14:11

GARRISON MICHAEL-POINT OF IMPACT’83(93)
Tym razem na reedycji nie dokonano zmian w starej treści płyty dodano jedynie dwa utwory z płyt Eclipse i Prisms na zakończenie albumu. Znowu funduje nam Garrison charakterystyczne kłusowanie syntezatorowych dźwięków a utwór tytułowy to typowy dla ówczesnych czasów śpiewany synth pop w stylu Kim Wilde, zresztą nie tylko on (Aftershock, Colors). Sympatyczne ale archaiczne.
http://wyslijto.pl/files/pre_download/a0lgtos2mn
LLOYD -JONES GLYN-TIMELINES(ICONS)’86
Przepraszam ale w opisie poprzedniej płyty tego wykonawcy wkradł się błąd –pomyliłem albumy. Tą którą opisywałem była to Ocean Of Serenity z 1994 roku a nie Timelines...
Lloyd Jones uprawia tu elektronikę misyjną, uduchowioną pełną pasji i wewnętrznego patosu, sięgającą do tradycji ME. Spokojne, prawie majestatyczne melodie zapadają w pamięć. Polecam.
http://wyslijto.pl/files/pre_download/9u9ptcp51r
SHREEVE MARK-POWER HOUSE’90
Kolejny zbiór niewykorzystanych nagrań przynosi 12 pełnych wersji i szkicownik 18 melodii. Choć mógłbym złośliwie wytknąć splagiatowanie The Race duetu Yello (Striking Back 2 i Racer Chaser) to jednak reszta materiału jest ok a nawet robi bardzo dobre wrażenie (Eclipse 1 i inna wersja Eclipse II). Shreeve zaczyna mi się coraz bardziej podobać...Polecam.
LORENZ RUDIGER-ATOLL’92
Lorenz nadal eksperymentuje mieszając różne odgłosy i brzmienia ale czyni to w bardzo interesujący sposób tworząc choćby wciągające linie melodyczne. Ta inność tej muzyki to siła tego wydawnictwa. Niekonwencjonalność w otoczce melodii daje ciekawy efekt. Polecam.
ATILLA CAN-WAVES OF WHEELS’94
Melodyjne kompozycje w stylu TD z połowy lat 80tych z wykorzystaniem np. saksofonu. Jeśli ktoś lubi ten okres Hollywood Years będzie zachwycony. Atilla bowiem świetnie imituje te charakterystyczne brzmienia a zarazem ubarwia je swymi pomysłami. Miłe dla ucha komercyjne granie, które zarazem nie niesie w sobie jakiś głębszych wartości i momentami nuży. Polecam Winterland (original version).
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5712001-5710001.html
PADILLA CRAIG-THE EYE OF THE STORM’96
To wydawnictwo zaskakuje melodyjnym, prawie w stylu New Age wprowadzeniem (Angel). W podobnej lżejszej konwencji jest The Gift a przedzielający je Vast Emotions to niespodziewana wolta w stronę sekwenserowania w stylu amerykańskim. Po nich następują nastrojowe el w One spokojna impresja oparta na stonowanej gitarze Night Train a na koniec blisko 30 minutowa delikatna suita tytułowa. Różnorodność klimatów i stylów czyni tą płytę interesującą –polecam.
DWELLER AT THE TRESHOLD-NO BOUNDARY CONDITION’96
DWELLER AT THE THRESHOLD-FULL BOUNDARY CONDITION’04
Pod tytułemThe Full Boundary Condition ukazał się trzy płytowy box zawierający zremasterowane No Boundary Condition i Generation Transmission Illumination ( o tym ostatnim już pisalem), oraz premierowy materiał Full Boundary Condition zawierający nagrania z ćwicvzebnych sesji i kompilację z występu w lipcu 2001 w The Old Church w Portland. Dominują typowe brzmienia Ellisa ale Fulton świetnie je uzupełnia. Ciekawy, niebanalny klimat, na mnie robiący duże wrażenie, tajemnicy ukrytej w kosmicznej pustce (znakomicie odzwierciedla to Silent Watcher Of Dark Matter i Revealing Spiral) miesza się z tradycyjną elektroniką, dość przeciętną choć fakt, że robioną, co słychać przez profesjonalistów. Ale jednak czemu nie?
Kontynuacja –uzupełnienie bardziej romansuje z ambientem i raczej brzmi nijak ...
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713066-5710001.html
BODDY IAN & REUTER MARKUS-PURE’04
Druga po Distant Rituals kolaboracja niemieckiego gitarzysty Reutera z angielskim wirtuozem el muzyki, Boddy. Wcześniej panowie wspólnie występowali na Jodrell Bank w 1999 i E-Live Festival w Eindhoven w 2000 roku. Zajęli się tu tworzeniem izolacjonistyczno-minimalistycznych klimatów z lekką poświatą ambientu. Miękkie nowe brzmienia zdominowały to wydawnictwo i jak dla mnie jest to takie sobie...
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5712183-5710001.html
SCAB F. DOM-CROSSWORDS’05
Jeśli Neuronium jest najbardziej znanym hiszpańskim projektem to według mnie najbardziej zdolnym twórcą z tego kraju jest Scab. Świetnie na tej płycie cementuje elementy okołoberlińskie z typową ME. Robi to z wyczuciem i smakiem tworząc unikalny wzorzec brzmień. To już nie profesjonalizm ale to coś co pozwala mówić o danym muzyku –genialne. Wzorcem niech będzie Dizziess gdzie za pomocą banalnych, odpowiednio dozowanych środków buduje wspaniałą kompozycję. Oby każda płyta była taka.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5712645-5710001.html

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #73122 autor: spawngamer » 28 gru 2008, 9:06

ZANOV-MOEBIUS 256 301’77
Ta płyta wydana tylko na winylu wyprodukowana została spod ręki Alaina Grossa a zrealizowana na ARP-ie i VCS 3. Zanov to naprawdę Pierre Zalkazanov, Francuz rosyjskiego pochodzenia debiutujący rok wcześniej płytą Green Ray a kończący swą trylogię w 1983 roku krążkiem In Course Of Time. Jego pracami fascynował się Moebius zaś w tej muzyce słychać echa niemieckiej szkoły kosmische synth muzik.
Brzmi to jak pradziadek nowych brzmień (Moebius 256) potem dodaje trochę Jarre’a (Moebius 301) a następnie dryfujemy w kosmosie (Plénitude). Zanov jakoś nie może dookreślić tak naprawdę stylistyki swej muzyki. Stara się nie popadać w banał szukając różnych środków wyrazu –przystępne ale zarazem z zacięciem awangardowym.
http://wyslijto.pl/files/pre_download/j9bm2fgkj3
ROMANO MUSUMARRA, CLAUDIO GIZZI, MARIO MAGGI-AUTOMAT’78
Płytę tą ze względu na jedyny na okładce napis Automat przypisuje się zespołowi Automat. Ponoć to jedynie nazwa krążka zaś włoskie trio Romano Musumarra, Claudio Gizzi i Mario Maggi nigdy o takiej nazwie nie myślało. Zresztą ten ostatni programował dźwięki wymyślone przez dwóch pozostałych używając Memory Controlled Synthetiser MCS 70 monofoniczny syntezator zbudowany przez nieformalnego czwartego członka grupy, inżyniera dźwięku na tej płycie, Luciano Torani, który tą płytę pragnąl wykorzystać jako demo do prezentacji możliwości swego dzieła. Co ciekawe, to jedyny krążek wykorzystujący ten instrument. Ten album, nigdy nie reedytowany na CD, był ich jedynym wspólnym projektem (wcześniej grali razem w pop kapeli Bottega dell'arte). Gizzi udzielał się potem jako kompozytor filmowy tak jak i Musumarra zaś Maggi zajął się projektowaniem syntezatorów. Ta króciutka płyta to strona A zrealizowana w jednej suicie przez Gizzi’ego i strona B składająca się z 3 kompozycji Musumarry z których szczególnie znany jest Droid wykorzystany we wczesnych latach 80 tych w wiadomościach brazylijskiej Globo TV. Analogii można odnależć tu wiele ale podstawowa jaka się nasuwa to panowie z Dusseldorfu. Rytmika zaczerpnięta z dokonań Kraftwerk styl zaś lekki i przyjemny. Wyróżnia się utwór Mecadence –całosć to sympatyczna, wpadająca w ucho ramota. Polecam.
WIZARD PROJECTS-SORCERY FROM THE MARSHLANDS’93
Sorcery from the Marshlands był czwartą i jak dotąd ostatnią pozycją w dorobku Holendra Erica Mosterta w latach siedemdziesiątych keyboardzisty kilku kapel rockowych i technika dźwięku, który w osiemdziesiątych zgłębiał tajniki muzyki elektronicznej i nowych technik nagrywania w słynnym CEM Studio w Hilversum. Samodzielne działania jako Wizard Projects poprzedziła budowa Wizard Studio w rodzinnym Oosthuizen. Elektronika z aspiracjami. Dziwny, lekko odrealniony nastrój i niekonwencjonalne dźwięki np. terkotanie taśmy filmowej na tle wycia wilka zanurzone w posępnych tonach keyboardu (Life and Death in the Marshlands) czy typowo azjatyckie skalowanie (The Sorcerer, the Tiger and the Virgin). Najbardziej przystępny czyli melodyjny zdaje się być utwór Speak of Spells. Dla lubiących inność wymarzony prezent. Jestem na tak.
BRAINWORK-BACK TO THE ROOTS’93
Pochodzący z Köln Uwe Saher (rocznik 1964) występuje pod dwoma pseudonimami – Element 4 (Techno, Trance) i Brainwork (pod tym drugim sięga muzycznie po inspiracje klasyczną elektroniką) i ma na koncie już 17 CD. Zapętlone podkłady i snujące się solówki na myśl przywodzą Klausa Schulze. Tyle że według mnie w bardziej komercyjnej formie. Desert Trail nawiązuje zaś do tradycji TD z połowy lat 80 tych (mój faworyt). W podobnym duchu jest Rollout świetnie imitujący TD z jednym fragmentem przyprawiającym o dreszcze, zaś utwór ostatni to hołd dla Chrisa Franke ( dziwaczny tytuł „Extr.tr.d.to Chr. Franke”). Fani TD i Klausa myślę że będą mile zaskoczeni –niezorientowani mogliby pomysleć że to jakieś ich nieznane nagrania... Z czystym sumieniem polecam.
http://www.brainwork.net/bwcds/cds.htm
WAVESHAPE -POLYCHROM’94
Duet Waveshape udowadnia że betonowy berlin nie znaczy stagnacyjna nuda. Świeże spojrzenie na szkołę berlińską ujmuje prostotą i konsekwencją. Polecam Corona i Sonnenglanz. Nie ma się co zastanawiać-warto!
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5711379-5710001.html
ASANA-SHRINE’94
Pierwsza edycja tej płyty zrealizowanej i zmiksowanej na DAT ie w Focus Music Studios między lutym a sierpniem 1994 roku a wydana pod skrzydłami Neu Harmony, została wyprzedana ale po wydaniu na CD koncertu z Jodrell Bank i ponownym zainteresowaniu wcześniejszymi płytami ukrywającego się pod tą nazwą Dave’a Barkera (znany też z formacji Cerulean), zdecydował się on na reedycję tej debiutanckiej płyty w wersji zremasterowanej, z polepszoną dynamiką jako limitowany CD-R. Na początek znakomite Saviour (jedyna kompozycja skomponowana z udziałem Marka O’Hara), melodyjne granie z wykorzystaniem orientalnych bębnów i chill outowych wokaliz. Płyta zdecydowanie osadzona jest w nowych brzmieniach i w melodyjnym sosie tworząc coś na kształt ambientowego ...dance’u! Polecam też Jupiter. Jest ok.
http://www.groove.nl/cd/3/37800.html
DIGITAL ART –INSPIRED’99
Niemiec Martin Rothhaar z Düsseldorfu (rocznik 1969) projekt Digital ART założył w 1993 roku pragnąć łączyć w swej muzyce klasyczne elementy el muzyki z nowoczesnymi formami bitu, trip hopu, ambientu i drum’n’bass. Dwa pierwsze wydawnictwa były rozprowadzone wsród przyjaciół i jak dotąd to jedyne CD ukazało się we wrześniu 1999 roku w austriackim labelu Virtual Music. Co rzuca się na uszy to łatwość kreacji chwytliwych melodii. Myślę że po wysłuchaniu From The Movies czy Jammed Luxury a szczególnie Breathin’ Again nikt nie będzie miał wątpliwości że tak jest. Przyjemne, sympatyczne, pozbawione jakiś górnolotnych aspiracji granie nastawione na miłe wrażenia słuchowe. Od połowy zestawu nagrań mamy festiwal nowoczesnych rytmów ze wskazaniem na taneczny trance co niekoniecznie musi się podobać ortodoksom ale ujdzie. W całości –czemu nie?
http://www.digitstudios.de/digitalart.html
FOREIGN SPACES -PHAETON’00
To niemieckie trio Thomas Geldhauser, Werner Kolb, Georg Reiter powstało w 1979 roku w Monachium. Na krążku debiutowało dopiero w 1984 roku by zamilknąć na 10 lat i odtąd co jakiś czas, w zmieniającym się składzie (stałą jest Reiter a dołączał m.in. Lothar Lubitz) wydają kolejne albumy. Pierwsza część to muzyka dla wymagających, nie szukających łatwych melodii i naśladownictw mile łechcących nasze muzyczne wspomnienia. Więcej tu poszukiwań w stylu jam session niż jakiś przemyślanych nagrań. Najbardziej na plus wyróżnia się ponad 20 minut Phaeton II – Lifeforms przełamujące dotychczasową konwencję na bardziej przystępne granie, spokojne Artificial Encounter, kosmiczne White Sunset i przepiękny nostalgiczny Phaeton III - Utopia. Czemu nie?
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5712631-5710001.html
PADILLA CRAIG &MURPHY SKIP-TEMPORAL SUSPENSION’01
Tym razem Padilla lekko się przebudza ale pozostaje nadal rozmarzony i ambientowo jednostajny przez co raczej nużący. Ta ambientowa otoczka pozostaje w raz lepszej raz gorszej formie by ożywić się w amerykańskie sekwencje w ostatnich 10 minutach. Szczerze raczej na nie – znam lepsze jego produkcje.
BOOTS RON –SEE BEYOND TIMES AND LOOK BEYOND WORDS’08
Boots jest wielkim miłośnikiem książek i już jeden album, Acoustic Shadows im poświęcił (powieści historyczne). Tym razem na tym krążku ukłon daje prozie SF i Fantasy spod znaku Tolkiena, Rogera Zelaznego czy Boba Vance. W tej muzycznej eskapadzie towarzyszy mu grono przyjaciół zarówno jako współkompozytorzy (Ellis, Ruissen) jak i współgrający (Emmens, Von Heijden, Peeters, Ellis, Ruissen, Van Bogaert). Boots daje tą płytą kolejny przykład jak można poskładać różne elementy el muzyki w integralną, znakomitą całość. Dominuje wyraźnie masywne, mięsiste sekwenserowanie unurzane znakomicie w tradycyjnej el muzyce. To wzorzec jak ze staroci wydobyć czar nowości. Zawoalkowanie przez Bootsa przeszłości w nowoczesności to prawdziwy majstersztyk. Otwierający płytę Hour of the Wolf zwodzi nas raczej niemrawym wstępem by nagle porwać nas swym majestatem w rasowych sekwencjach z dodaniem chóru godnego conajmniej scen z LOTR. Najsłabszy wydaje się być trochę za jednostajny Storms Over IO ale od strony warsztatowej trudno mu coś zarzucić. Najbardziej zaś przebojowy jest kawałek We Are Off wieńczący płytę. Masywne świetne kombinacje dźwięków. Boots to pierwsza liga i tyle.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713422-5710001.html

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #73361 autor: spawngamer » 04 sty 2009, 22:22

HYDRAVION- HYDRAVION’77
Mózgiem projektu był Philippe Besombes. Jest jednym z pionierów francuskiej elektroniki, który pojawił się na scenie na początku lat 70 tych. Często przyrównuje się go do Jarre’a (razem zdarzyło im się dżemować) ale zupełnie niesłusznie gdyż zawsze podchodził do muzyki bardzo awangardowo wzorując się na takich twórcach jak Stockhausen czy Xeankis. Ma na swym koncie prace solowe; Libra (1974) Cesi est cela (1976) La Guerre Des Animaux (1982) ale najbardziej znane dokonania to duet z Jean-Louis Rizet’em i album Pole. Paryskie wydawnictwo Pole miało dostęp do najnowszych wówczas zabawek typu mellotron, VCS 3, ARP 2600, Hammond itd. Dzięki temu obaj panowie stworzyli jeden z najbardziej pionierskich płyt i zarazem najbardziej zaawansowanych prac elektronicznych tamtych czasów we Francji. Po tym wydawnictwie Besombes wrócił do pracy z Luc Ferrari’m pisząc muzykę dla baletu i Groupe de Recherche Théâtrale de l’Opéra de Paris. Zmęczony tym zleceniem znajduje czas na zakup paru syntezatorów i tworzy w 1977 roku grupę Hydravion ( obok niego w składzie Christ Saint Roch, Dominique Esnault, Pierre Bataillet, Cooky Rhinoceros, Patrick Verbeke) chcąc pójść dalej w kreacji elektroniczego rocka. Zespół odniósł we Francji duży komercyjny sukces realizując interesujące widowiska koncerty i wydał dwa krążki Hydravion (1978) i Stratos Airlines (1980). Ta muzyka łączy zalety kosmicznej elektroniki z dużą dawką progresywnego rocka jak i muzyki charakterystycznej dla początku lat 70 tych ery dzieci kwiatów. Najbardziej przebojowy jest wybrany na singiel promujący wydawnictwo Metropolitain, ale najlepszym jak dla mnie utworem jest wieńczący płytę iluminacyjno majestatyczny J'ai Pas Le Temps. Sporo z tych dźwięków wykorzystano później w telewizji francuskiej, relacjach sportowych, tematach przewodnich wiadomości itp. Ciekawe.
http://wyslijto.pl/files/pre_download/cfwb9zhf9b
KRALJ MIHA-ANDROMEDA’80
Krajl pochodzi ze Słowenii ale wydał swe 3 el płyty w czasach gdy istniała jeszcze w ramach Jugosławii. Andromeda jest jego debiutem. Wykorzystuje on głównie VCS. Dwa pierwsze utwory to rytmiczne, skoczne granie zaś Apokalipsa prezentuje tzw vintage music. Najbardziej wpadający w ucho jest letnio-leniwy utwór tytułowy. Kolejne dwie kompozycje są także chwytliwymi melodiami i nic ponad to. Myślę że to bardziej ciekawostka niż coś znaczącego.
GENEST MICHEL-CRYSTAL FANTASY’84
Jestem admiratorem japońskiego okresu dzieł Kitaro dlatego ta praca zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Doskonała imitacja stylu ówczesnego Kitaro z perlistymi girlandami dźwięków mogłaby uchodzić za nieznane dzieło Japończyka i z powodzeniem być wypuszczana przez piratów jako taka. Tymczasem to Francuz Genest, zafascynowany stylem gry Kitaro. Bardzo ciekawe.
GARRISON-THE RHYTM OF LIFE’91
Ten wydany w Windspell Music a nagrany w State of the Art Sound krążek to ponownie rytmiczne kłusowania w podrygach kadryla tyle że w dojrzalszej formie aranżacyjnej. Ale też mamy wyhamowania jak nostalgiczno rozmarzone Infinity Dream. Mój ulubiony kawałek to The Stars Tonight z idealnie wpasowującym się w kosmiczne wizje głosem Jeanne Jarvis. Ogólnie całkiem zgrabne.
SYNCO –EVOLUTION OF EVENTS’91
Piąta w dyskografii duetu Frank Klare, Mirko Lüthge pozycja opiera się wyraźnie na analogiach z TD z czasów Schmoellinga. Znakomicie brzmią mroczne, durowe opary rozpoczęcia płyty (Opening) dziwnie się kończącej bo nie wyciszonej ale właściwie obciętej. To wrażenie jakby niedopracowania albo szkicownika przynoszą też kolejne utwory które już wyraźnie zasadzają się na detalach zaczerpniętych z TD także z wcześniejszych czasów (najlepiej to prawie plagiatowanie słychać na Innerspherical movement of Magic). Całość słucha się dobrze ale bez wzlotów. Poprawne.
HAWKSHAW ALAN-IMPRESSIONS’92
Alan Hawkshaw to historia angielskiej muzyki rozrywkowej. W latach sześćdziesiątych członek grup rock’n’rollowych Emily Ford’s The Checkmates, póżniej zaś twórca The Mohawks i Rumplestiltskin. W latach siedemdziesiątych grał w The Shadows i pracował z Olivią Newton-John, Dusty Springfield , Barbrą Streisand, Jane Birkin i Serge’em Gainsbourg jako aranżer i kierownik muzyczny i grał na keyboardzie w solowej karierze Cliffa Richarda. Właśnie keyboardy zawsze były jego podstawowym instrumentem. Był jednym z pierwszych muzyków korzystających z organów Hammonda. Pod koniec lat 70 tych coraz bardziej oddawał się muzyce instrumentalnej na rzecz telewizyjnych show, filmów dokumentalnych (m.in. seria Mysterious World Arthur’a C. Clarke’a), komponował tematy i motywy muzyczne, jingle i soundtracki. W 1992 roku zebrał na 2 płytach wybrane nagrania reprezentujące jego rozbudowane utwory instrumentalne. Płyta Elements to typowa orkiestrówka więc odpuśćmy sobie jej opis. Na Elements zaś wykorzystuje generowane komputerowo brzmienia wszelkich żywych instrumentów z fortepianem na czele w bardzo ciekawych kompozycjach instrumentalnych - bez śladu New Age i pochodnych. Czuć tu ducha telewizji i to że muzyka nie ma absorbować uwagi tylko umilać nam czas. Interesujące.
http://wyslijto.pl/files/pre_download/ozq1dwslh1
MINDS IN MOTION-EVOLUTIONEN I UND II’01 2cd
Bardzo ciekawie rozwija się od mis tybetańkich po sekwenserowanie w melodyjnej oprawie utwór Evoluionen. Morphische Felder wskazuje już na wyższy etap rozwoju muzycznego duetu - świetna kompozycja bardzo dobrze zaaranżowana. Kolejne dwie kompozycje to zrobiony na dobrym poziomie typowy Berliner Schule. Kolejnym mocno interesującym utworem jest Mobile wykorzystujący ciekawą zbitkę sekwencji plus świetne bębny z narastającą falą dźwięku. Pierwsza część godna jest polecenia.
Druga część to dobre ale nic szczególnego nie wnoszące granie.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713403-5710001.html
PADILLA CRAIG-VOSTOK’02
Wyobraźcie sobie jezioro pod Antarktydą...taka reklama tej płyty zniechęca już mnie na wstępie ale...trzeba przyznać że ten kontemplacyjno-mistyczny ambient wciąga zmieniając się w bardziej przystępne obrazowania syntezatorowym pędzlem. Nabiera błogiej metafizyczności dodającej całosci wyrafinowanego smaku. Polecam.
http://www.craigpadilla.com/Sales%20pag ... Vostok.htm
MOONDREAM-DREAMLAND’04
Pod pseudonimem Moondream kryje się Niemiec Volker Schmidt, który debiutował tym albumem. Dobry warsztat, melodyjne, dynamiczne granie. I to własnie mi przeszkadza. Schmidt zapełnia szczelnie swe kompozycje nie pozwalając na subtelności które pozwalałyby na popuszczenie wodzy fantazji a szkoda bo to zdolny melodysta. Ale czemu nie?

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #73865 autor: spawngamer » 24 sty 2009, 12:02

BUNDT MICHAEL-JUST LANDED COSMIC KID’77
Pochodzący z niemieckiego Weinheim, Bundt tą płytą zapoczątkował swoją solową karierę kontynuowaną na wydawnictwach Neon (79) i Electri City (80). Wcześniej Bundt grał na basie w kapelach Nine Days Wonder, Wintergarden, Medusa, Nerve i w duecie Sirius (drugą połową był Peter Seiler –też solowa kariera el muzyka ale w IC, zresztą pojawił się na omawianej płycie gościnnie). Obecnie mieszka w Mannheim i pracuje jako kompozytor i producent pod pseudonimem Tritonus.
Otwarcie, Tropic Of Night Frost zdradza fascynację Jarrem i jego przestrzennymi przelewaniami się dźwięków. Te galaktyczne widoki przerywa chór żywcem wzięty z Ligeti’ego w Odysei Kosmicznej 2001 zmieniony przez basowy pomruk i narastające staccatio, utwór przechodzi w patetyczne reading story w stylu War Of The Worlds Wayne’a! Zaskakuje wielotematyczność tej ponad 10 minutowej kompozycji. La Chasse Aux Microbes to analogowe brzmienia które spodobałyby się miłośnikom ...Konrada Kucza! Ta sama oniryczno ludowa otoczka wprzęgnięta w ciekawe solówkowe rozmazy. Kolejne kompozycje przynoszą ciekawe zwarte pomysły głownie wzięte z krautrocka aż do kończącego płytę pastiszowego, trywialnego kawałka Space & Roll opartego na twistowym rytmie. Znakomite wydawnictwo.
CYBOTRON-COLLOSUS’78
Cybotron został stworzony w 1975 roku przez Steve Maxwell Von Braund’a i Geoff Green’a. Von Braund uznawany jest pioniera australijskiej elektroniki dzięki wydanemu w 1975 albumowi Monster Planet, pierwszej w pełni elektronicznej płycie w tamtym kraju. Von Braund był znany jako entuzjasta syntezatorów ( na tym krążku wycina na ARP 2600, Korgu 700 i dodatkowo na altowym saksofonie) jego niemieckie korzenie umożliwiały mu osobiste kontakty z muzykami z Can, Amon Duul, Neu, Ash Ra Tempel czy Tangerine Dream i chłonięcie dokonań z krautrocka i el muzyki. Na tej płycie udzielali się też wokalistaThe Masters Apprentices, Jim Keays, perkusista kapeli Billy Thorpe and the Aztecs, Gil Matthews który zajął się bębnami, basem i inżynierią dżwięku ( trzeci stały członek tej formacji) i Henry Vyhnal na skrzypcach. Krążek ten przyjęto bardzo ciepło uznając ją za skrzyżowanie póznych lat 60 tych Stockhausena z Autobahn Kraftwerk w dyskotekowych rytmach otoczonych hipnotyzującą syntezatorową fuzją. Panowie pozostawili po sobie jeszcze dwa albumy i jeden bootleg z występu w Saturday Night Live by rozpaść się w 1981 roku. A że Braund i Green nadal pozostawali dobrymi przyjaciółmi w 2002 roku pojawił się pomysł nie tylko odświeżonej reedycji starego materiału zrealizowanej przez Marka Woods’a we wrześniu 2002 roku ale i wieść że panowie wraz z Gilem Matthews’em nagrywają nowy materiał. Niestety w 2006 roku reaktywację zawieszono bez wydania płyty.
Taką muzykę mogą robić tylko ludzie którzy byli tam, w kosmosie...Progresywne instrumentarium z żywą perkusją w kontrze z syntezatorami(Colossus). Taki wariant grania plus ciekawe sample imitujące odgłosy ze wszechświata kontynuuje Eclipse. W Medusa nagle przechodzimy do dynamicznego, świetnego sekwenserowania. W Raga zaś progresywna sekcja zderzona zostaje z saksofonem tenorowym w tle z analogowymi wtrętami –już po niej należy mowić że to klasyczna pozycja gatunku. Collosus (Short Mix) prezentuje bardziej przebojową odsłonę prog Rocka. Zwieńczenie płyty odchodzi znów ku sekwencjom których nie powstydziłby się TD. Koniecznie!
BLANCHET DANIEL-LE CHEMIN DE L’ERMITE’87
Z okresu rozkwitu New Age pozostało wiele płyt bez znaczenia ale i sporo bardzo interesujmących prezentacji. Ta płyta bezprzecznie należy do tego drugiego. Delikatne syntezatorowe dźwięki układają się w subtelne melodie. Spokojnie momentami nawet za bardzo ale są też znakomite chwile (Le Chemin De L'ermite, Le Temple De La Guerison ). Trochę to przypomina amerykanski okres Kitaro ale to nie wada a zaleta. Polecam.
RIVER OF DREAMS -SUNDOWN’91
Ten duet z Newcastle to Dave Palmer i Steve Morrelly. Pozostawili po sobie zbiór kaset i 3 CD – a ta płyta jest ich ostatnim wydawnictwem. Bardzo lubię Melodic Electronic i ten zbiór nagrań robi na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Stonowane, oparte na paru przeplatających się brzmieniach w danej kompozycji na pograniczu wyciszenia granie w przystępnej, wpadającej w ucho oprawie. Broń Boże to nie chillout tylko rasowa elektronika trochę sposobem obrazowania przypominająca intymniejsze cyfrowe nagrania Vangelisa. Wiele świetnej muzyki polecam szczególnie utwór numer 4.
PICKFORD ANDY-TERRAFORMER’94
Utwór tytułowy i Mesmereyes przynoszą ostrzejsze granie w melodyjnej oprawie z osnową piosenki (użycie śpiewanego refrenu w drugiej z wymienionych kompozycji). Przełamanie w postaci Summers Past przynosi ujmującą zapadającą na długo w pamięć letnia impresję. Akira jest nadal bardziej stonowany w stosunku do początku płyty ale już bardziej dynamiczny. DJangotron to wyśmienity pastisz westernowych melodii z charakterystycznymi dla tego gatunku flmowego riffami gitarowymi i chórkami. Darklands (Don't Be Afraid) to znakomite szybkie sekwenserowanie w arcymelodyjnej oprawie. Mój faworyt. Pickord i solo i w duecie STDM realizuje proste melodyjne, wpadające w ucho kompozycje. I oto chodzi. Polecam.
SOMETHING COMPLETELY DIFFERENT-MEGACATZ’01
Something Completely Different to Boele Gerkes, Holender z Zutphen, rocznik 1964. Już w dzieciństwie przeżywał nagrania tuzów elektroniki zwłaszcza wykorzystujące mellotron. Jako nastolatek, w czasach licealnych brał lekcje fortepianu i stworzył trio muzyczne grające w przeróżnych klimatach. Po latach w końcu zrealizował swoją własną płytę z muzyką elektroniczną.
Languages przypominają grą mellotronu, gitary i fortepianu na tle głosu z audycji radiowej wczesne Pink Floyd. Fenomenalna stylizacja na stare dobre czasy. Dwa pierwsze utwory Microwaves 1999 i Megacatz I mają dość surowy klimat osadzony w ostrym, mocnym sekwenserowaniu. Uspokaja to bardziej przestrzenny Heavenly Thoughts. El Nino i S.O.S. jak dla mnie trochę zakłócają odbiór tego wyboru nagrań z szuflady na debiutancką płytę choćby wyczuwalnym brakiem pomysłu na rozwinięcie w pierwszym a wykorzystaniem niepasującego automatu w drugim. I wydaje mi się że od tej pory napięcie siada ale zdarzają się jeszcze bardzo ciekawe momenty (The End Of The World, 1948 ). Ogólnie czemu nie?
http://www.groove.nl/cd/6/66628.html
RICH ROBERT-CALLING DOWN THE SKY’04
To zapis domowego koncertu jaki Rich dał w swym domu w Denver dla 26 zaproszonych osób podczas wzbierającej burzy na zewnątrz. Zamierzeniem miało być zobrazowanie chwiejności pogody na terenie USA jakiej zaznał Rich podczas tournee w roku 2003. Rich już od początku wkracza w obszary Space Music; zniewalające niczym opiumowy dym syntezatorowe opary z gitarą z pogłosem (Erasing Traces). Kolejne kompozycje oscylują bardziej w kierunku etno ambientu i dla zwolenników tego gatunku płytę ową szczerze polecam.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5712265-5710001.html
MOTIONMANIA -INTERSTELLAR TRANSMISSIONS’06 2cd
To duet to Ralph Veith, Erich Schauder. Ten podwójny album otwiera sentymentalny, melodyjny Berlin Day After. Pochód znakomitych sekwencji scalonych niebanalnymi melodiami trwa nadal ( ze wskazaniem na Montezuma, Timegroove). Od Beyond The Wall subtelnego hitu fenomenalnie rozpisanego w narastającym berlińskim nastroju ten duet wskakuje u mnie na podium wśród nagrań do poszukiwań! Przy Minds In Motion dało się zauważyć wyczucie i kunszt w graniu ale brakowało tego czegoś. W tym duecie Schnauder spełnia się zdecydowanie lepiej. Kolejne dwa utwory są równie interesujące jak reszta materiału z pierwszego krążka. Dysk drugi to delikatne osadzone w tradycji el granie z ponownie ciekawymi kompozycjami i aranżami. Polecam szczególnie zamyślony Childhood czy nastrojowy berlin Streaming. Pierwszy krążek jest bardziej przebojowy drugi bardziej zwarty treściowo. Znakomite granie, gorąco polecam.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713405-5710001.html
SBRIZZI FABIO OF BIONIGHT-COMUNICARE’06
Sbrizzi połowa duetu BIOnighT wydał te nagrania z domowego archiwum ponoć za namową swego kolegi z zespołu Maca. Można to uznać za jego solowy debiut ( była jeszcze Naif Music ale dostępna tylko jako CDR bezpośrednio od autora). Już pierwsza suita Ipnoestasia wprowadza nas w świat zadumanej, wyciszonej muzyki myślę że bardzo osobistej w wyrazie. Spokojne granie z zawikłanymi solówkami koi nerwy i zaskakuje biorąc pod uwagę melodyjne berlińskie kompozycje jako BIOnighT. Na koniec mamy lekko patetyczne Respiro Te świetnie uzupełniające nostalgie wcześniejszych utworów. Polecam.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5712968-5710001.html
PADILLA CRAIG& MURPHY SKIP- PHANTASMA’06
Płyta powstawała w studio ale głównie jako bieżąca improwizacja a amsterował ją sam Ron Boots. Powiedziałbym że na tej płycie panowie Murphy i Padilla uprawiają wyrazisty w treści, urozmaicony SM. Do planetarium to się nie nadaje chyba jedynie jako ilustracja jakiś gwałtownych zmian w przestrzeni kosmicznej – nie w sensie katastroficznym ale dynamicznym. Dużo tu tego dziwnego, amerykańskiego „Berlina”. Ogólnie takie sobie...
http://www.craigpadilla.com/Sales%20pag ... ntasma.htm

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #73956 autor: spawngamer » 28 sty 2009, 20:43

EMMENS GERT & HEIJ RUUD –SILENT WITNESSES OF INDUSTRIAL LANDSCAPES’08
Plytę stworzono na bazie wspólnych improwizacji a wszystko posklejał, wyprodukował łącznie z okładką sam Emmens. W tym duecie gwiazdą jest oczywiście Emmens którego nazwisko gwarantuje zawsze wysoki poziom nagrań. To druga propozycja tego artysty na rok 2008 przynosi żywe, świeże spojrzenie na sekwenserowe granie el muzyki. Polecam szczególnej uwadze sentymentalne BS „Liquid Ore Finding Its Way” nostalgicznie oddające klimat zadumy. Ten pochód świetnych kompozycji kontynuuje spokojny, rozmarzony When Night Falls wyraźnie przypominające sposób obrazowania Vangelisa oraz Point Of No Return, BS w progresywnym sosie. Zresztą trudno tu mówic o słabych utworach. Sam sprzęt ( wymieniania go byłoby na cztery linijki pisania) muzyki nie robi trzeba jeszcze do tego artystów. Nie ma co się zastanawiać. Koniecznie. Jeszcze małe sprostowanie –tytuły utworów pierwszego i ostatniego w Generatorze są źle rozpisane –płyta ma 7 tracków a nie 9.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713517-5710001.html
FANGER THOMAS & SCHONWALDER MARIO-STROMSCHLAG’08
Ten krążek powstał z utworów zrealizowanych podczas paru jam sessions realizowanych w trakcie pobytu obu panów w Kalifornii w 2007 roku. Wild Joe’s to leniwa impresja oparta na brzmieniu congo i mellotronowych wstawkach snująca się mile w sterofonicznej przestrzeni. Mojave to tajemnicze misterium, pełne niedomówień i tworzące ciekawą, lekko mroczną atmosferę. Podobnie jest w Yellow Stones gdzie basowe, metaliczne pomruki powracające niczym fale przyboju dodają smaczku mellotronowym rozważaniom. Przypomina to ilustrację uczuć człowieka podczas penetracji nieznanej jaskini gdy nie wiemy co się przed nami wyłoni za rogiem...Po chwili mamy surową solówkę na tle której wyłania się zgrabne berlińskie sekwenserowanie. W tym duchu pozostaje reszta tego wydawnictwa na którego zawartości fani zawieść się nie będą mogli. Polecam
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713479-5710001.html
GANDALF-LIVE IN VIENNA’08 (DVD)
Większość gwiazd New Age z lat 80 tych wywołuje swymi nowymi nagraniami albo irytację albo ziewanie. Gandalf należy do tych, którym do dziś inwencji nie brakuje i tworzą nadal bardzo interesujące rzeczy. BSC/Prudence wydało więc album CD+DVD zawierający koncert z okazji 20 lecia pracy artystycznej jaki ten Austriak dał 16 marca 2001 roku w prestiżowym wiedeńskim Etablissement Ronacher (płyta CD w całości powiela jej program) plus na DVD fragmenty z koncertu w Zell am See z lipca 2000 roku. W dodatkach dysku wizyjnego mamy przegląd całej dyskografii Heinza Strobla wywiady z 2000 roku po niemiecku i angielsku (oba nie różnią się treścią) gdzie Gandalf opowiada o początkach swojej kariery, dlaczego wybrał taki pseudonim artystyczny, o swych brzmieniach itd. i wideoklip do piosenki jego autorstwa Just Go On. Koncert w Zell am See tutaj sprowadzony do dwóch nagrań miał scenę usadowioną na wodzie i ciekawą oprawę wizualną (pływające łodzie obwieszone kolorowymi lampami w ułożonymi w różne kształty). Widać Gandalfa w akcji głównie z gitarą ale też za syntezatorami plus jego zespół złożony z gitarzysty ( Erich Buchebner), perkusisty (syn artysty, Christian Strobl) i flecisty/syntezatorzysty (Peter Aschenbrenner). Filmowanie jest ciekawe, dynamiczne można by rzec teledyskowe. Danie główne czyli koncert wiedeński zrealizowany w mocno poszerzonym składzie przynosi niespodzianki choćby Gandalfa śpiewającego (I Am Here) co wychodzi mu całkiem nieźle. Chyba najciekawszym momentem jet pojawienie się Steve Hacketta w Face In The Mirror jednego z załozycieli Genesis z którym Gandalf nagrał wspólną płytę Gallery Of Dreams, a którą ten utwór otwierał. Generalnie wspominkowo i raczej dla fanów.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713475-5710001.html
MERGENER PETER ET AMICI-VITAM AUT MORTEM’08
Dawna ostoja wielce zasłużonego dla gatunku duetu Software, kontynuuje rozważania z Nox Mistica na temat Imperium Romanum. Mamy więc tu doczynienia z etno historycznym czyli stylizacją na muzykę czasów gladiatorów i rzymskich legionów oczywiście nie omieszkające zaakcentować w utworze tytułowym że zmiotło je chrześcijaństwo (chorały wplecione w kompozycję). Liczne śpiewy przypominają mi dokonania TD z trylogii Dantego, sporo instrumentów strunowych, harf, orkiestracji. Pomysł wydaje się już być wyeksploatowany na wcześniejszej płycie i jakoś nie robi to na mnie wrażenia. Wiecej muzyki instrumentalnej niż elektroniki. Zresztą tak naprawdę Prudence dla której 57 letni artysta wydaje płyty wyraźnie ku temu typowi muzyki skręca. Najciekawiej jak dla mnie prezentuje się Angelum Tangere. W całości –jednak czemu nie?
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713455-5710001.html
PADILLA CRAIG& MURPHY SKIP-ANALOG DESTINATION’08
Utwór tytułowy to Space Music tyle że w ekspresyjnym,żwawym rytmie z elementami amerykańskiego „berlina”. (Amerykański berlin zamiast teutońskiego, dosadnego sekwenserowania wykorzystuje je w wysublimowany delikatny sposób). W niebiańskie przestworza niesie nas zaś Stellar Nursery wstępem przypominający wczesnego Kitaro! To jeden z tych utworów dla których warto słuchać Padillę. Majestyczne dryfowanie wsród ferii barw kosmosu. Ale w środku nagle znowu specyficznie sekwenseruje. Rekompensuje to przepiękny, delikatny Live Illusions ze znakomitą solówką. Wydawałoby się ze to clou tego materiału ale wchodzimy w Quantum Swirl wyczarowywujący niesamowity, przestrzenno- mistyczny nastrój wykluwający całkiem elegancje sekwencje. Padilla wyraźnie potwierdza tą płytą że nadal potrafi robić świetne rzeczy.
http://www.groove.nl/cd/g/gr-150.html
REDSHIFT – TURNING TOWARDS US’08
Mam wrażenie że panowie z Redshift zawędrowali do krainy dreszczowców. Nerwowa, niespokojna atmosfera szczególnie wyraźnie zaprezentowana jest w Clan –zresztą najbardziej podobnym do wcześniejszych dokonań Redshift (te fantomowe chórki, ekstatyczna podniosłość zderzona z basowymi dźwiękami ) i jak dla mnie najciekawszej na tej płycie. Zrealizowana między marcem a wrześniem 2008 w Distant Sun Studios na pewno nie jest płytą średniej jakości ale też jak dla mnie nie powala na kolana. Ciekawe.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713543-5710001.html
SYNTH.NL-ATMOSPHERE’08
Jeśli powiem że to jeden z wykonawców ze stajni Groove będzie już wiadomo –czysto tradycyjna el muzyka. Pod tym pseudonimem kryje się Michel van Osenbruggen, Holender, rocznik 1969. Jest po studiach elektronicznych, zajmuje się naprawą sieci internetowych w małej, rodzinnej firmie, posiada też firmę webhostingową a do zabaw komputerami natchnął go film Gry Wojenne o komputerze który o mało nie wywołał III wojny światowej. Michel był jednym z pierwszych użytkowników BBS, prehistorii dzisiejszego internetu. Od tych zainteresowań krok był ku muzyce elektronicznej i tak pod wpływem muzyki JMJ (tym szczególnie jest zafascynowany) i Vangelisa od 1991 roku rozpoczął kolekcjonowanie syntezatorów. Ma za sobą jednak mizerne wykształcenie muzyczne (rok na organach w dzieciństwie) ale gdy poczuł że się wypala w pracy, w 2005 roku zrobił sobie pół roku przerwy na odpoczynek. Wtedy to wpadł na pomysł tworzenia muzyki zachęcony dodatkowo przez holenderskich przyjaciół z synthforum. I tak wpadł na Rona Bootsa który po wysłuchaniu jego nagrań podpisał z nim kontrakt na wydawanie płyt.
Ta druga jak dotąd propozycja to głównie głośne, melodyjne granie z dużą ilością efektów. Całość zaś płyty jest jakby opowieścią o kolejnych warstwach atmosfery od Troposfery po Ekosferę z przerwami na chmury (polecam zwłaszcza świetny Altocumulus i spokojny Cirrostratus). Ogólnie to sympatyczne, pozbawione artystycznych aspiracji miłe dla ucha granie.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713503-5710001.html
SCHROEDER ROBERT –D.MO. VOL 2 ORIGINAL UNRELEASED RECORDINGS FROM THE 80’S’08
Aż dziesięc lat kazał nam Schroeder czekać na drugą część swych niewykorzystanych nagrań. Tym razem padło na lata 1980 –1983. Świetne kompozycje tworzone z efektownych analogowych brzmień. Schroeder mający swój niepowtarzalny styl szczególnie przypadł mi w Wired Systems ale jest dużo więcej smaczków godnych polecenia. Warto.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713247-5710001.html
FREE SYSTEM PROJEKT-NARROW LANE’08
Mellotronowe czasy TD z czasów Encore mamy jako entree a później już ostre, tradycyjno- imitacyjne sekwenserowanie stylizowane na lata siedemdziesiąte. Nic dodać nic ująć. Jeśli ktoś lubi będzie wniebowzięty. Dla mnie osobiście ok.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713623-5710001.html
OXYMORA -ALIEN TERRAIN’08
To na tyle świeży projekt że na próżno szukać o nim jakiegoś info w Encyklopedii Muzyki Elektronicznej a nawet nie widzę gdzie rzeczoną płytę można nabyć! Dave Gurr to połowa duetu Omega Syndicate zaś Stuart Judd był okazjonalnym trzecim członkiem formacji na występ podczas HJ7. Obaj panowie wymalowali świetne berlińske płótno w czarownej otoczce nowoczesnych, cyfrowych brzmień z delikatnym dodatkiem przeszłości. Słucha się znakomicie i czuć że robili to profesjonaliści. Nic tylko szczerze polecić.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #74049 autor: spawngamer » 01 lut 2009, 16:16

PINHAS RICHARD-CHRONOLYZE’76
Płyta ta to solowy debiut Pinhasa a zrealizowano ją jakżeby inaczej w Heldon & Davout Studios między styczniem a lipcem 1976. Krążek zaś autor zadedykował „wszystkim dziwakom SF”. Jak na czasy winylów płyta zaskakuje długością –ilość rowków musiała być mocno zagęszczona skoro trwa ona 55 minut –standarty tamtych czasów to oscylowały przy trzech kwadransach. Płytę reaktywował w 1991 na CD związany z Pinhasem label Spalax. Pierwszą stronę zajmuje suita Variations Sur Le Thème Des Bene Gesserit w siedmiu częściach. Większosć to pulsujące wibrowania z narastającymi zapętleniami pozbawione solówek ale oprócz tych abstrakcyjnych eksperymentów słychać tu zachłystnięcie możliwościami stereo ( odmienne granie w obu kanałach ) jak i mimowolne naśladownictwo Jarre’a ( przestrzenne klimaty). „Paul Atreïdes” przynosi zaś dźwięki zmierzające w stronę industrialnego ambientu z wolniejszym tempem, przechodzące w progresywne rozważania z gitarą elektryczną (Didier Batard) i perkusją (Francois Auger) na pierwszym planie w katakonicznej formie. Kolejny zwrot i jesteśmy w krainie kosmicznych pejzaży kreślonych analogowymi brzmieniami. Awangardowo, niekonwencjonalnie. Dla zwolenników takiego grania spora gratka.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_571046 ... _onet.html
SIERRA CHARLIE MIKE – ON THE MOON’77
To przedstawiciel modnego w latach siedemdziesiątych łączenia disco, funky i elektroniki czyli Space Disco. Naprawdę nazywa się Jean Pierre Bernard Massiera, jest Francuzem włoskiego pochodzenia krążącym między Niceą a Quebec’iem znanym w latach 70 tych producentem, aranżerem kompozytorem wszelkich dziwnych i nietypowych wydawnictw. Każdą kolejną płytę wydawał pod innym pseudonimem. I tak pod właśnym nazwiskiem wydał Turn Radio On (1976), potem stał się Charlie Mike Serrią na tym króciutkim, 26 minutowym albumie, anagramowo nazwał się Jean Pierre Areisam na Back To The Light (1983) i ma na koncie liczne, żadkie już w tamtych czasach, płyty w zespołach; Les Maledictus Sound na płycie pod tym samym tytułem (1968) Les Chats Renaissance - Hermaphrodites (1973), Visitors (1974), After Life – Cauchemar (1975), J.P.M. & Co. - Phantasmes (1977), Atlantide (1978), Human Egg (1978), Horrific Child - L'Etrange Monsieur Whinster (1979). Najlepiej reprezentuje się On The Moon i jako jedyna doczekała się reedycji w wydającej trudne do zdobycia rarytasy wytwórni Supersound która w 2006 roku w 350 kopiach wypuściła ją na nowo w połączeniu z płytą Petera Tosha "Buk-In-Hamm Palace". Massiera korzystając z Korga ARP-a i mini mooga tworzy żywe, dynamiczne melodyjki z których wyróżnia się utwór tytułowy z funky gitarą, dyskotekową perkusją i wpadającymi w ucho syntezatorowymi ozdobnikami. Co do reszty np. Venus przypomina melodie jakie Francuzi używali w filmach lat 70-tych czyli banalne, słodkie granie... Ostatni kawałek Mars to taniec-przytulaniec ze spokojnym rytmem i chwytliwą melodyką. Całość to ciekawostka sprzed lat.
BENNETT BRIAN-VOYAGE( A JOURNEY INTO DISCOID FUNK)’78
Żyjący w Hertfordshire, Brian Lawrence Bennett rocznik 1940, to dinozaur angielskiej sceny muzycznej. Jako perkusista zaczynał w zespole Marty Wilde’a, ojca Kim Wilde w 1959 roku ale jego najbardziej znany długoletni epizod to gra w The Shadows Cliffa Richarda (od 1969 roku). W latach 70 tych zainteresował się możliwościami syntezatorów ( wymowny tytuł jego solowej płyty Synthesizer And Percussion z 1974) czego efektem jest także ten krążek osadzony w modnym w końcówce siódmej dekady XX wieku Space Disco. Jego głównym zajęciem od lat 80 tych jest tworzenie jingli dla TV, muzyki do programów i seriali dla stacji telewizyjnych ITV i BBC, oraz filmów kinowych. Jest też dyrygentem. Od 2004 roku w dowód zasług na niwie muzycznej otrzymał z rąk królowej tytuł Oficera Orderu Imperium Brytyjskiego. Jego syn Warren, gra na keyboardach w kapeli Glass Ties.
Voyage. Symfoniczno elektroniczne wprowadzenie z eksplodującymi wstawkami perkusji przechodzące w rytmiczne granie powtarzające główny motyw. Świetna rzecz trochę zamglona przez użycie paru elementów funky. Solstice. Spokojny utwór instrumentalny nadający się jako ilustracja do TV. Chain Reaction. Wstęp to cała seria perkusyjnych improwizacji przechodzących w chwytliwe wstawki gitarowe (Alan Jones) z ciekawymi ozdobnikami syntezatorowymi (Francis Monkman). Pendulum Force to funkująca rytmicznie spokojna opowieść do potupania. Air Quake. Perkusyjne popisy Bennetta na tle syntezatorowych wstawek. Przepiękne zakończenie, Ocean Glide oparto już tylko na syntezatorach ( wyraźnie słychać ulubiona przez Vangelisa Yamahę) plus brzmienie fortepianu, delikatna sekcja rytmiczna od połowy utworu i ledwo słyszalny bas. Czarowna, nastrojowa kompozycja pieszcząca uszy analogowymi brzmieniami... Choćby dla tego utworu –warto.
LANGUIRAND PASCAL-MINOS’78
Pascal Languirand rocznik 1955 urodził się w Paryżu ale mieszkał głównie w Montrealu gdyż jego rodzice byli Kanadyjczykami (ojciec to dość znany pisarz). W wieku lat 18 zaczął komponować muzykę, zafascynowany analogowymi syntezatorami i berlińską szkołą muzyki elektronicznej spod znaku TD i Klausa Schulze. Podjął więc studia w zakresie muzyki, komunikacji w McGuill University a kinematografii w Concordia University. A że przywiązywał większą wagę do eksperymentów niż wiedzy akademickiej (jak wspomina kochał eksperymentować używając czterośladowego magnetofonu , gitary elektrycznej grając z echem w stylu Pink Floyd, uwielbiał manipulować dźwiękami i studia muzyczne w tym temacie były dla niego bezużyteczne), w 1978 roku wydał swój pierwszy solowy album, "Minos", uważany za pionierskie dzieło muzyki elektronicznej w Kanadzie obok Elements Mychaela Danny (1979) kontynuowany na kolejnych elektronicznych płytach, co do których ukuto termin Nowy Klasyczny Romantyzm dzięki wykrystalizowaniu indywidualnego stylu artysty. W pierwszej połowie lat 80-tych postanowił zająć się muzyką o komercyjnym charakterze. Do współpracy zaprosił Kanadyjkę Laurie Gill tworząc zespół Trans-X (nazwę zainspirowała płyta Kraftwerk "Trans Europa Express"). Single z niej przyniosły olbrzymi sukces ("Message On The Radio", "3-D Dance", a przede wszystkim "Living On Video", utwór zainspirowany filmem science-fiction pt. "Tron" sprzedany w ponad 2,5 mln egzemplarzy). Pascal zaproponował błyskotliwą muzykę dyskotekową o futurystycznej otoczce i nowatorskim brzmieniu. Choć Laurie odeszła z zespołu jeszcze przed wydaniem trzeciego singla, mniej więcej do roku 1986 nagrania Trans-X cieszyły się ogromną popularnością na całym świecie. W późniejszych latach kariera Trans-X straciła rozmach. Pascal przeniósł się do Hollywood i na długi czas wycofał się na ubocze muzycznego biznesu (twierdzi, że uczynił tak pod wpływem nacisków ze strony osób próbujących ograniczać jego swobodę artystyczną). Co jakiś czas publikował płyty z muzyką New Age pod własnym nazwiskiem (Gregorian Waves, Ishtar, Renaissance) i komponował muzykę do produkcji telewizyjnych. W połowie lat 90-tych ukazały się kolejne nagrania Trans-X, w tym czasie Pascal nawiązał długoletnią współpracę z producentem Michelem Huygenem, znanym z własnych dokonań sygnowanych nazwą Neuronium. Wkrótce potem przeniósł się do Hiszpanii. Tam też wydał w Neuronium, Records w 1993 roku reedycję swych wczesnych nagrań wybranych z dwóch pierwszych płyt jako Minos-De Harmonia Universalis. Na początku obecnej dekady Trans-X powrócił z nowym składem i znajdują się w nim dwie drag-queens oraz z nowym albumem, "The Drag-matic Album" . Nowa muzyka Pascala nawiązuje nieco do jego wcześniejszych dokonań, choć znać w niej wpływy dance i techno lat 90-tych.
Już pierwszy utwór wskazuje nam że to rasowa muzyka elektroniczna pełna napięcia i emocji. Oiseau de Crystal to elektronika której blisko do szkoły niemieckiej -lekko psychodeliczna, czysto syntezatorowa. Kolejny fragment oparto na gitatrze w bliskowschodnich pasażach w korespondencji z orientalizującą wokalizą. Utwór czwarty to liczne długie drony, z izolacjonizmem żywcem wziętym z wczesnych płyt Klausa Schulze przechodzące wolno z ciszy w gitarowy akompaniament towarzyszący śpiewom po francusku w utworze piątym – w konwencji progresji i art rocka. Ten wtręt z innego gatunkowo trendu trochę miesza treściowo zawartośc wydawnictwa. Kończąca płytę najdłuższa czasowo Omega rozpisany na łkającą gitarę i zawiesinę z syntezatorów z dodaniem talerzy tworzy intro do wyłaniających się z tego chłodnego mroku wytłumionych sekwencji w najlepszym BS-owskim stylu. Szczególnie polecam fanom twórcy „Mirage”. Bardzo ciekawa propozycja.
MERCIER FREDERIC-PACIFIC’78
To debiutancka płyta tego Francuza. Pacific głosne, radosne granie przypominajce trochę zespół Space. Aqualung już zdradza manierę Mercier’a –ładna wpadająca w ucho melodia (spokojniejszy tym razem rytm) rozpisana na perkusję i jednostajne barwy syntezatora plus efektowne ozdobniki w tle. Świetny, poprawiający humor utwór . W Waves używa do podniesienia kotłow zdający się być wyłamaniem z konwencji Spirit także po chwili zaskakuje interesującą melodyką. Amtrak to znowu wesoła niczym fiesta kompozycja z elementami calypso idealnie wpasowująca się w nurt Space Disco ale jeszcze bardziej pasuje tam Station 713 z wyraźnym, dynamizującym całość refrenem na syntezator. W Storm Mercier nabiera aspiracji by oddać za pomocą dźwięków efekty burzy. Islands to kolejny przebój gdzie pogodne granie na gitarze akustycznej wplata się piękna melodia wysnuta spod klawiatury z kosmicznymi widokami na drugim planie. Mésogée rozpoczynają przyboje z pulsarów z spokojnym prawie patetycznym prowadzeniem solówek i dodaniem antycznego chóru jakby Mercier chciał powiedzieć – artystycznie? Gdybym tylko chciał...To samo rzec można o krociuteńkim Pacific Heart, mającym na celu biciem serca i zadumną frazą muzyczną wytracenie ludycznego charakteru płyty i nadania jej bardziej metafizycznego wymiaru. Ambientowcom odradzam bo mogą doznać szoku od nadmiaru dźwięków a wszystkim tym którzy lubią beztroską ale napisaną z talentem zabawę w melodyjne granie gorąco polecam.
MIRAGE FREDERIC-ATLANTIC’78
Ten pochodzący z Hamburga Niemiec naprawdę nazywa się Frank Martin-Solf i to jedyna jego płyta jaką wydał. Już utwór tytułowy zdradza inspiracje Jean Michel Jarre’m z tym że brzmi to mniej zwiewnie i finezyjnie. Nieraz te cytaty są za bardzo czytelne na granicy plagiatu (np. Birth Of Planet a spokojny wstęp w Oxygene Part V) nieraz bardziej zakamuflowane ale co cenne, stara się Solf wpleść swój indywidualny styl a nawet nie dać zaszufladkować tworząc utwory w tanecznej manierze (Power Sense) lub zapożyczając z innych klasyków ( girlandowe efekty z Dark Journey a Neon Lights Kraftwerk). Nagrania są w wiekszości spokojne i co ważne, wykorzystujące w minimalnym stopniu inne niż syntezatory instrumenty (właściwie sprowadza się to tylko do utworu Silent Universe). Generalnie się słucha ale bez większych emocji. A tak przy okazji – słuchając tych płyt z epoki kiedy powstały Oxygene i Equinoxe można wyraźnie dostrzec jak Jarre wyprzedził całą epokę...
http://pl.youtube.com/watch?v=HGDlDKLGQ3c
RAMSES SERGE-SECRET’78
When The Birds Die Away to przygnebiający klimat odrętwiałych padów, szumów fal i wiatru. Deuce przypomina ascetyczną wersję Tangerine Dream z czasów Ricochet (posłuchajcie tła). Surowe brzmienia pozostają w Aoss kolejnym utworze z aspiracjami. Dominującym składnikiem tej płyty jest zajmująca polowę albumu czyli całą stronę B suita Secret. I znowu mamy ubogie, sprowadzone prawie do jednostajnych dźwięków (jedna barwa jako solówka, bardziej basowa jako tło bez dodatków) spod klawiszy granie w minorowym nastroju. Ten Francuz zrealizował tylko to wydawnictwo i widać chciał się zmierzyć z bardziej artystyczną formą el muzyki. Ciekawe.
BLAKE TIM-BLAKE’S NEW JERUSALEM’78
Po odejściu z Gong w 1975 roku Blake co prawda zaangażował się w różne projekty ale tak naprawdę myslał o solowych projektach. Niestety wspólpracująca z nim wcześniej Virgin Records odrzucila jego taśmy demo gdyż nadchodził już zmierch rocka progresywnego i chcieli zwrocić się w stronę muzyki Punk i New Wave. Dlatego zwrocił się do małej, francuskiej specjalizującj się w muzyce elektronicznej wytwórni EGG, wydającej pod skrzydłami Barclay. Najpierw wydano tam Crystal Machine (był to pseudonim artystyczny Blake’a) a rok później Blake's New Jerusalem nagrywany i improwizowany na żywo w studio. Blake tym razem zamiast tylko wyprawy muzycznej zapragnął stworzyć liryki do każdego z utworów. Potraktował ją jak typową komercyjną płytę wydając do jej promocji singiel z kawałkiem Generator. Płyta spotkała się z mieszanymi reakcjami ale Blake zdołał odbyć tournee do jej promocji z występem na Glastonbury Festival obok Steve Hillage’a i Peter’a Gabriel’a. Na nośniku CD wydała ją w 2001 roku Voiceprint.
Song For A New Age to połączenie kosmicznych odgłosów kreowanych przez EMS z gitarą akustyczną, a to na tle całkiem zgrabnych śpiewów autora płyty, ma rzeczywiście charakter piosenki z refrenem. Treściowo jest o tym jak nowa era połączy wszystkich ludzi poprzez miłość i wyraźnie nawiązuje do rodzącego się nurtu New Age. Lighthouse to zaś futurystyczna opowieść kosmicznej wyprawy zainicjowana przez dziennik pokładowy statku miedzygwiezdnego w nerwową tonacją gitary basowej i morzem bulgocacych efektów w tle. Generator (Laserbeam) osadzony jest w modnym wówczas nurcie Space Disco tyle, że zdecydowanie lepiej zaaranżowanym na syntezatory niż większość ówczesnych propozycji. Passage Sur La Cite De La Revelation to melanż progresji z elektroniką z lekką nutą poszukiwawczo-eksperymetalnych dźwięków w dość galopującym tempie. Jedyny utwór bez wokalu. Blake's New Jerusalem to nawiązanie to poematu wielkiego angielskiego preromantyka notabene też Blake’a ale Williama. Piekny kosmiczny wstęp przechodzący w przeuroczą solówkę na mini moogu (zasługa gościnnego występu nastoletniego wówczas Jean Phillipe Rykiel’a) z fantastycznym tłem. Znowu w śpiewach wieści nam Blake koniec cywilizacji i odrodzenie się ludzkości w nowej erze zwrotu ku naturze. Bardzo interesująca płyta którą świetnie się słucha. Polecam.
http://www.groove.nl/cd/2/29820.html
DEYEN VON ADELBERT-STERNZEIT’78
Von Deylen to najwierniejszy kopista stylu Klausa Schulze ktory nawet okładki swych płyt stylistycznie upodabniał do coverów twórcy Cyborga. Porzucił muzykę w polowie lat 80 tych, przypomniał się jeszcze dwoma wydawnictwami po latach ale jego głownym zajęciem pozostało malarstwo. Ta płyta wydana w Sky records w Niemczech, była jego fonograficznym debiutem. Płyta nagrywana w Lubece między marcem a sierrpniem 1978 roku, zmiksowana w Hamburgu składa się z dwóch suit: Per Aspera Ad Astra i Sterzeit. Von Deylen osobiście ją wyprodukował i zagrał oprocz syntezatorów na organach, fortepianie elektrycznym, gitarze elektrycznej i instrumentach strunowych.
Zdaje się że dostrzec można tu jeszcze większy radykalizm myśli przewodniej niż u Schulze ale zdecydowanie jest to naśladowanie stylu KS czyli nieprzerwane syntezatorowe zawiesiny z czasów Irrlicht. Szulcomaniacy będą zachwyceni.
KASHMIR-ALARME !’79
Kashmir to szwajcarski duet Patrice Guenat, Henry Dubelly. Mieszali śpiewanego prog rocka z elektroniką obaj udzielają się wokalnie a Guenat obsługuje też keyboardy. Na tym debiutanckim krążku wydanym w Niemczech, pomagają im gitarzysta Philippe Ryser i perkusista Alain Petitmermet. Ich drugi album sami twórcy uznali za ciężkostrawny (Histoire Cruelle –1982) i rozwiązali swą grupę. Dziś jest on poszukiwanym rarytasem (minimum 400 dolarów za egzemplarz).
Desert Bleu to taki lekko komercyjny progresywny kawałek. W iluminacyjny nastrój wpadamy w wyszeptywanym niczym na spowiedzi Je Suis... z niesamowitej urody oprawą organowo syntezatorową. Utwór tytułowy trochę bombastyczna melodia wsparta baterią instrumentów perkusyjnych z odległym chórkiem oscyluje między progresją a el muzyką. W Linear organowe zawiesiny plus rozchodzący się w przestrzeni głos wokalisty z nienachalnym dodaniem syntezatorowych kosmicznych efektów przypomina mi Józefa Skrzeka. Przekształca się to w znakomity utwór rocka progresywnego pełnego rozmachu i patosu. Podobnie jest w zaśpiewanym po angielsku, dramatycznym Far Away. Po tym akcie rozpaczy mamy ciepłe niczym letnie słońce, relaksacyjne granie oparte na spokojnym fortepianie i flecie - Slowly. Po 6 H 30 stwierdzam że płyta zdecydowanie ma charakter piosenkowy i można ją uznać za zapowiedź rodzącego się synth popu. Ponad 10 minutowa deszczowa impresja Go! Tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu. Bardzo ciekawa pozycja z tym mało elektroniczna w sensie przynależności gatunkowej płyta.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #74181 autor: spawngamer » 07 lut 2009, 22:30

ROY OLIVIER – POCHETTE SURPRISE’79
Bardzo żadka płyta wydana tylko na winylu przez francuski label FLVM (tu wydawał m.in. Didier Bocquet, Hubert Vrayance). Głównie to pozbawione rytmu i bitu, syntezatorowe zawiesiny, tworzące pre ambientalne konsystencje. Dużo surowego grania bez ozdobników z pieknymi fragmentami np. utwór 4 jakby do kościelnych organów dorwał się smutny ateista. Zresztą własnie nostalgiczny smutek wyziera z tej muzyki najdobitniej –jej oszczędność połączona z wewnętrznym pięknem daje taki właśnie efekt. Im dalej w las tym płyta bardziej wciąga w swój wykreowany świat ascetycznego odrealnienia. Świetnie tu uchwyca tytuł płyty-okładka niespodzianka –coś jakby z Alicji w krainie czarów...Dla mnie niezwykła rzecz. Niesamowite.
CYBOTRON-IMPLOSION’79(06)
Po świetnej pierwszej płycie tych Australijczyków siegnąłem ochoczo po ich drugie wydawnictwo i...Eureka to bardziej instrumentalna progresja z elementami krautrocka niż el muzyka. Dużo ciekawej jest w utworze tytułowym gdzie spowolniona perkusja ma w prawym kanale ciekawego, syntezatorowego interlokutora i od połowy przechodzi w kosmiczne klimaty i odgłosy by w trochę infantylnym odlocie przejść w el rockowe granie w słodkiej manierze. Kolejne utwory (Suite 16/9th Floor, Encounter, We'll Be Around) to syntezatory grające chwytliwe melodie z rytmem wybijanym na perkusji plus co ciekawe, w dwóch ostatnich z tych utworów wiodącą barwą jest...saksofon. W Black Devil's Triangle podkład przypomina Equinoxe Part V a w tle jego podawane są arabskie, haremowe zawijasy. Na tych utworach kończyła się pierwotna wersja LP tej płyty wydana w Cleopatra Records zrealizowana w składzie Steve Braund, Mark Jones, Gil Matthews w AAV Studios, South Melbourne i Rat Manor Studios, Mt. Eliza. Po nieudanej reaktywacji grupy dokonano remasteru nagrań w A&M Studios w Los Angeles, dodano dzięki możliwościom czasowym CD, 6 niepublikowanych nagrań i wydano je w 2006 roku w Aztec Music. Abbey Moor to typowe rockowe instrumentalne granie. Tak samo rockowej interpretacji doczekał się temat z serialu Peter Gunn, który nijak ma się do świetnej przeróbki zrobionej przez Art Of Noise. Unorganization ma zaś rytm wzięty z rockabilly! March stworzono na modłę marsza (werble) z ciekawym tłem syntezatorowym. Płytę wieńczy inna wersja pierwszego utworu. Szczerze te dodatkowe utwory rozmywają odbiór podstawowej wersji tego wydawnictwa ale czemu nie? Na pewno warto dla pierwotnie zawartych na winylu kawałków.
http://www.aztecmusic.net/avscd008.htm
VIMAL RICHARD-AQUARHYTMIES’80(01)
Vimal rozpoczął karierę muzyczną jako 18 latek wydając w 1970 roku własnym sumptem singla z typową francuską piosenką. W 1973 roku wydał kolejnego „je vous Salue leu France” satyryczną opowieść o historii Francji która była z chęcią grana w stacjach radiowych ale pomijana przez klientów sklepów muzycznych przy zakupach. Do 1976 roku więc Vimal porzucił muzykę ( tworzył w zaciszu domowym w 1974 roku odkrywając olbrzymie możliwości syntezatorów dzięki Rolandowi SH3) i zajął się obwoźną sprzedażą win (pasja do nich pozostała mu na całe życie) gdy nagle zupełnie niespodziewanie kontrakt na płyty zaproponował mu Polydor. Co prawda jego pierwszy album Transparences wydany wczesną wiosną 1977 tylko na rynek francuski sprzedał się w zaledwie 800 kopiach ( płyta zawierała 10 kompozycji, głównie śpiewanych z syntezatorowymi aranżacjami) ale już w następnym roku pozwolono wydać mu kolejną płytę Migrations, całkowicie już instrumentalną i dystrybuowaną w 19 krajach (sprzedaż około 7000 tysięcy egzemplarzy). Dopiero trzeci album przyniósł spory komercyjny sukces. Jednak mimo to nie zrealizował żadnej płyty więcej mimo, że Polydor proponował mu dalszy kontrakt, urzeczony tworzeniem soundtracku do filmu Aeronava (1981) poświęcił się na następne 20 lat muzyce do ponad stu telewizyjnych produkcji, reklamówek m.in. Peugeot, Michelin, Shell i pracom nad symfonią w 4 odsłonach na syntezatory i orkiestrę.
Reedycja tego tytułu zrealizowana została w 2001 roku przez Deimos Music Germany i tak naprawdę zawiera oprócz płyty Aquarhytmies prawie cały (brakuje tylko 3 minutowego ostatniego utworu) materiał z wcześniejszej o dwa lata płyty Migrations, plus jeden kawałek z debiutanckiego longplaya Transparences(1977) i na koniec nowy, niepublikowany utwór.
Aquarhytmies wydał Polydor. Materiał zrealizowano w domowym Studio Mobile Publison a miksowano w Studio Des Dames w Paryżu. Artysta używał Korg polyphonic PS3300, keyboardy Roland Monophonic, gitarowy echo box i 4 –ścieżkowy magnetofon Teac. Elixir przypomina mi dalekie echa Oxygene Part II ale już utwór tytułowy powala na kolana. Pozbawiona basów, przecudnej urody nostalgiczna melodia wciąga słuchacza w swe subtelne brzmienia. Arcanes nie wyprowadza mnie z zachwytu –nadal spokojnie ale z bardzo ciekawą aranżacją która kulminuje melodię poprzez organowe tremola. Tą formę kontynuuje Pavane a Itineraire niestety bardzo wyraźnie przypomina dynamiczną część Oxygene Part V balansując na linii plagiatu. W Les Yeux Cardenasses wstęp na gitarze mocno mi przypomina zaś Stairway To Heaven Led Zeppelin...Ale słucha się miło tej zadumanej ballady na gitarę i delikatny syntezator. A zupełnie niepotrzebnie Vimal sięga do zapożyczeń bo kolejny niezwykłej urody fragment, delikatny A Cloche-Pied, udawadnia jak wielce utalentowanym był on melodystą. Na koniec mamy repryzę kruchego, romantycznego Pavane. Znakomita płyta warta każdej ceny. I zaczynamy zapoznawanie się z Migrations. Tą płytę co ciekawe wydano w niemieckim oddziale Polydoru a nagrywano ją w Le Nouveau Studio miksowano zaś w Studio Gang w Paryżu. Już wstęp Migration udowadnia że już wcześniej Vimal był zdolnym aranżerem i kompozytorem. Kolejna ciepła rzecz z piękną gitarą i solówką na syntezatorze to Nuance. No i już nie wiem w dalszej kolejności jakich superlatyw przestać używać. Znakomite, pieszczące uszy granie z wyraźnym ukłonem w stronę muzyki klasycznej ... Może gdzieś tak od Lunatisme nie jest już to fenomenalne ale nadal na bardzo wysokim poziomie. Fragment z płyty Transparences to ładne połączenie akustyki z wtrętami syntezatorowymi. Album kończy przygotowany specjalnie do tej reedycji utwór Metamorphose D'Un Bal. Zrealizowany już cyfrowymi narzędziami wyraźnie wskazuje że Vimal nie stracił swego zmysłu doskonalego tworzenia melodii i aranżacji i zarazem mocniej eksponuje jego aspiracje bycia muzykiem klasycznych form. Gorąco polecam.
http://www.groove.nl/cd/8/87514.html
VRAYANCE HUBERT-LANDSCAPE 80’80 2 cd
To płyta wydana w labelu FLVM. Hubert Vrayance miał na tyle weny twórczej że materiał rozrósł sie do ponad 90 minut i dwóch krążków. Treściowo płyta poświęcona jest 4 żywiołom –ogniowi, wodzie, powietrzu i ziemi. Dużo tu zawikłanych solówek na Rolandzie głównie na tle archaicznych brzmień automatu perkusyjnego. I raczej te próby stworzenia symfonicznej elektroniki można uznać za mało udane. Na pewno najlepiej słucha się najbardziej melodyjnej suity L'air ale nie rekompensuje to jednak odbioru całości jako artystycznej porażki.
MONDSHINE CLARA - LUNA AFRICANA’81
Pod tym kobiecym pseudonimem kryje się Walter Bachauer, który aby uwiarygodnić swe poczynania chcąc wyprowadzić w pole słuchających nie wahał się użyć na albumie MemoryMetropolis wokodera zmieniającego jego głos na kobiecy... Ta debiutancka EP-ka powstała w legendarnej wytwórni Innovative Communication jeszcze za rządów Klausa Schulze (był producentem płyty i zajmował się tu sprawami technicznymi).
To oszczędne ale konkretne granie z wyraźnym zachwytem na cyfrową techniką ( dostęp do urządzeń dzięki mentorowi Bachauera, Schulze’owi). Gładkie, efektowne z domieszką etnicznych wpływów ale wyraźnie nastawione na awangardowość. Czuć już też tu ducha nadchodzącej ery synth popu (Landung Bei Vollmond ). Polecam.
POND-PLANETENWIND’82
Tą kapelę stworzył w Berlinie Wschodnim Wolfgang Fuchs (kuzyn Ernsta Fuchsa znanego z kolaboracji z Schulze i Eroc’iem) na przełomie 1977/78 roku wraz z keyboardzistą kapeli Babylon Manfredem Hennigiem. Wkrótce dokoptował do nich Frank Gursch (tworzyli głównie przeróbki klasyki i ELP) ale już w 1980 roku obaj odeszli a ich miejsce zajął Harald Wittkowski ( ex Babylon i Joco Dev). Dopiero w 1982 mogli wydać ten debiutancki album w, jakżeby inaczej, Amidze. Co ciekawe istnieją do dziś tyle że po odejściu Wittkowskiego w 1989 roku skład został uzupełniony o dwóch synów Fuchsa. Słychać tu wyraźnie że rzecz miała miejsce za żelazną kurtyną –ubogie instrumentarium daje o sobie znać. Ale jednak starają się wykręcić co się da z posiadanych syntezatorów. Utwór tytułowy to przestrzenny wstęp przechodzący w dynamiczne, naznaczone melodią a osadzone w szybkim rytmie, przypominającym trochę stukot pędzącej lokomotywy granie by odlecieć w szum wiatru sprzęgnięty z walczykiem...ZeitMaschine to już raczej el disco konfekcja z chwytliwymi efektami. Wyraźne analogie z Oxygene wykazuje zaś Cassiopeia gdzie jedynie bardziej podkręcono tempo. W opowieści o słoniu, czyli Jumbo mamy arabskie skalowanie łącznie z fletem zaklinacza węży ale nadal zero subtelności tylko ciężki łomot perkusji i ostre dźwięki. Może trochę przesadzam ale na pewno wpisałbym tą płytę do nurtu noisy el ale z dodaniem „light”. Zdecydowanie najciekawszy jest uspokojony, przebojowy kawałek Supernova. Ogólnie ciekawostka made in GDR sprzedana tam w 100 000 tysiącach egzemplarzy .
THANES JEAN PIERRE-LUX TERREA’83
Krążek ten wydała francuska Phantasia. Zaskakujący melanż różnych podgatunków dający bardzo interesujace efekty. Thanes najczęściej dokonuje podziału utworu na dwie części; i tak np. wyeksponowane elementy etniczne (bębny) przechodzącą nagle w tzw. vintage music albo zabawy elektroakustyczne w awangardowym enturażu niespodziewanie znikają na rzecz majestatycznych, melodyjnych rozmazów w stylu Vangelisa z początku lat 80 tych. Niekonwencjonalne, nieprzewidywalne, zaskakujące granie wprowadzające wiele zmiennych. Bardzo interesujące tła, wytwarzanie intymnego klimatu kreującego własny podświat. Najczęściej mamy tu dziwne, nieudolne solówki ale to specjalne koślawienie, skromne barwy na tle oszczędnych wstawek rozgrywają się na tle bardzo interesujących melodyjnych wtrętów. Bardzo oryginalne. Polecam.
VELVET UNIVERSE –ENIGMAS (FUTURE IMPRESSIONS)’83
Te niemieckie trio Sepp Niemeyer, Thomas Kapke i Rainer Wolfgang Sauer powstało w 1979 roku. Akurat ta płyta wydana w Blubber Lips Records to rarytas dla maniaków TD gdyż jeden utwór, Gloria Mundi panowie stworzyli razem z Chrisem Franke. To dobre, oparte na tradycji prog rocka jak i najlepszych teutońskich wzorcach muzyki elektronicznej granie. Polecam.
GENEST MICHEL-ASCENSION’85
Czy może dziwić że za reedycję dwóch pierwszych płyt Genesta na CD zabrała się w 2006 roku Narada Music? To genialne imitowanie japońskiego okresu w muzyce Kitaro dorównujące dokonaniom tego Japończyka. Wszystkim którzy lubią te nieziemskie klimaty gorąco polecam.
SERVI-RUCKKEHR AUS ITHAKA’86
Duet dwóch abiturientów szkoły muzycznej Jan Bilk i Tomas Nawka powstał na gruzach przykościelnej grupy rockowej Servi Pacis z wschodnio niemieckim Bautzen w 1981 roku. debiutowali kasetą Vertrauen“, pierwszą prywatną produkcją w ówczesnym NRD. Przez lata występowali głownie w kościałach ewangelickich (ponad sto koncertów). Stało się o nich głośno i wkrótce zaczęli też robić muzykę do słuchowisk radiowych i dla telewizji. Po zjednoczeniu Niemiec załozyli właśne wydawnictwo SERVIsound i nadal koncertowali m.in. podczas Evangelischen Kirchentag w Lipskim Peterskirche w 1997 roku obok Mario Schonwaldera. Łamane rytmy i raczej instrumentalne niźli elektroniczne. Co prawda to płyta tematyczna poświęcona starożytnej Grecji i jej wierzeniom ale dopiero w suice Kirkes zaczyna być ciekawie czyli stworzenie klimatu i to iluminacyjnego zamiast dopornego wydobywania dźwięków. Niestety głównie to natrętne głośne granie w dansingowej manierze z automatem perkusyjnym (np. Medea). Może jestem trochę okrutny ale jednak to raczej zabawy około elektroniczne.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #74235 autor: spawngamer » 10 lut 2009, 21:58

NAMLOOK PETE & SPYRA DER-VIRTUAL VICES VI’08
Dwaj znakomici twórcy znów kontraatakują. W Clapham Ratrun ucho me pieści ten potężny bas i perkusja i gitara elektryczna żywcem wzięta z mocniejszej odmiany dzisiejszego rocka –mogliby spokojnie wystąpić jako support dla jakiegoś postgrunge’owego zespołu. M-Maybe zaś już ciężko ugryźć - psy etno jazz ? Niesamowity jest zaś romantyczny Canterbirth zdominowany przez fortepian wsparty po dłuższej chwili syntezatorem i modulowaną żeńską wokalizą. Kolejny świetny moment to wsparty mellotronem i przypominającą progresywne czasy sekcją, Greenwich Meantime zrealizowany jednak w rockowej manierze. Snow White wreszcie sięga po dawne czasy kooperacji obu panów- piękny, iluminacyjno-zadumany kawałek z niezwykłymi solówkami ale znowu zaskakują te ostre syntezatorowe riffy i gitarowe przestery godne dzisiaj modnych zespołów grających cięższą odmianę rocka. Wandsworth Wine Tasting to wyraźne swingowanie z mellotronowym odniesieniem do czasów wczesnego Deep Purple. Ain’t No Sunshine On The Tube przeplata w świetny sposób hammondowskie subtelności organ z drum’n’bassową perkusją i ekspresyjną elektryczną gitarą. Jestem trochę tą płytą skonfudowany...Czy panowie szukają nowych ścieżek zmęczeni dotychczasowymi, przewidywalnymi nagraniami? Mam wrażenie że duet ten zafascynował się nową twarzą Marka Bilińskiego „Fire”... To znakomicie zaaranżowana muzyka tyle że wkładając dysk do odtwarzacza jako tradycjonalista wolałbym usłyszeć coś innego.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713526-5710001.html
OMEGA SYNDICATE-HO! HO! OMEGA’08
Nie lubię torrentów, mpetrójek i pochodnych wynalazków gdyż co to za frajda lizać lizaka w pazłotku ? Mój stosunek do tych rzeczy którego wykładnią jest reakcja psa na widok kota powoduje, że mam to co mam ale jakże uwielbiam ten dreszczyk emocji gdy w końcu jakiś szukany tytuł dopadnę jako CDDA. Ale są też sytuacje ekstremalne – gdy płyta ukazuje się TYLKO jako plik do pobrania w wersji MPEG. Stało się tak i z tą pozycją, która dowodzi, że kryzys finansowy dotarł też w sfery muzyczne. Panowie umieścili go na swojej stronie za darmo w wigilię z myślą o fanach, którym życzyli aby w świąteczny czas użyli pieniądze na lepsze cele. Niestety z przykrością donoszę że plik został już usunięty ...To oczywiście berlińskie klimaty w 5 utworach z których tylko jeden był dotąd dostępny (na samplerze Awakenings 2008 vol. 2). Najciekawsze chwile jak dla mnie prezentuje utwór Untitled So Far, świetna sekwencyjna wyprawa w opary berlińskich nastrojów który jak wynika z okładki ma być wkrótce wykorzystany na nowej płycie. Ogólnie niezłe ale bez rewelacji.
CANOVAS JAVI-EIGENSPACES’08
Już pierwszy utwór Living In the Emptiness z subtelnymi padami przechodzącymi w ostre sekwencje świadczy o tym że Canovas nadal gra w swym ukochanym, berlińskim stylu. Interesujące jest odrealnione zakończenie Where Was the Time? Dobrze się też słucha syntezatorowo mellotronowego, rytmicznego Blue T. Ale moim faworytem jest zadumany, lekko rozmarzony zagrany jakby robił to Vangelis sprzed lat utwór Vector. Zaletą tej płyty jest to że Canovas stara się wyrwać poza ortodoksyjny „Berlin” ale nie zawsze wychodzi mu to dobrze. Ale ogólnie czemu nie?
http://www.musiczeit.com/directory.php? ... vi+Canovas
SCHULZE KLAUS & GERRARD LISA-FARSCAPE’08 2 cd
Moje nadzieje na dzieło wiekopomne ( wszak ikona elektroniki spotkała ikonę muzyki niezależnej) w końcu zostaną skonfrontowane z rzeczywistością. Niekończące się pasaże Klausa wprzęgnięte w instrument idealny jakim jest nieziemski głos Lisy Gerrard. Osobiście cenię ją także jako kompozytorkę że wspomnę świetny instrumentalny soundtrack do filmu Whale Rider. I już pierwsza część Liquid Coincidence wydaje mi się zbyt uśpiona i niestety niemrawo rozwinięta a wokal Lisy ginie gdzieś w powodzi dźwięków z syntezatora. Druga część bardziej sentymentalna nadal prezentuje wyciszoną tapetę muzyczną i po jakimś czasie wciąga słuchacza w swą wizję. Niestety część 3 powiela ten schemat ledwo zaznaczonej, wygaszonej warstwy muzycznej na rzecz zawodzeń Gerrard. W części czwartej już wiadomo że Schulze wycofał się w cień niczym Vangelis z Irene Papas i jedynie towarzyszy starając się nie przeszkadzać, w ukryciu sącząc swe pasaże. W 5 katastroficzne, przerażające interludium przechodzi w najciekawsze jak dla mnie fragmenty tej płyty albowiem więcej tu muzyki niż Lisy...Przy 6 mam wrażenie że powracają Klausa ciągoty ku stworzeniu dzieła operowego...szczerze mogli się bardziej streszczać i wyszłoby to dla muzyki i słuchacza na lepiej. Szkoda. Idzie do szuflady.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713430-5710001.html
AERTS KEES-IF ONE DOOR CLOSES ANOTHER DOOR OPENS’08
Zapalony pokerzysta Kees Aerts rocznik 1952 jest już poczwórnym dziadkiem a jeśli chodzi o albumy swym nazwiskiem desygnował jeszcze tylko Slices Of Time z października 1997 roku. Gra na syntezatorach od 1982 roku gdy jako DJ w stacji radiowej wykorzystywał Realistic MG-1 do tworzenia jingli. Wtym czasie z Eric’iem Vermeulen założył duet EEKA który wydał kasetę „Pluggen”(rarytas około 50 sztuk) ale już kolejna „Soms ben je niet uit kijken” została przez nich zniszczona...Do końca lat 90 tych Kees pisał więc swą muzykę do szuflady zaliczając epizod z muzyką do filmu edukacyjnego dla dzieci „Ken je niet uitkijken” jak przechodzić przez jezdnię, wykorzystywanego przez policję na lekcjach przepisów drogowych w szkołach w całej Holandii (na tej płycie to utwór Another Doors Open). W 1995 spotkał Rona Bootsa z którym na gruzach holenderskiego oddziału CUE Records stworzyli label i sklep Groove Unlimited a następnie firmę z branży IT. W międzyczasie Boots rozwijał swoją karierę muzyczną zaś Kees ograniczał się do występów na żywo, organizacji różnych wydarzeń koncertowych, oraz realizacji magazynu E-dition. Gdy ten zakończył swój żywot w lutym 2008, Kees mając wolny czas, sięgnął po niewykorzysane dotąd nagrania i tak powstała ta płyta. Znalazły się na niej kompozycje z lat 1990 do 2006 roku plus specjalnie zrealizowane na nią dwa kawałki (Decision Time i Move Forward and Discover). Tak naprawdę Kees bawi się w robienie muzyki. Mamy tu zabawy formą, wokoderem, prawie dziecinnymi brzmieniami zabawkowych syntezatorów lub przestarzałych brzmień (posłuchajcie Monkeys –przypomina mi infantylne dziś I Just Can’t Enough Depeche Mode). Ale są też nagrania zrobione na poważnie – piękna kosmiczna ballada z czarownymi odgłosami ze wszechświata na tle delikatności z syntezatorów (Put Me Down, Scotty) , Jarrowskie pulsacje w wystrzale basowych bitów nabierają dynamicznego tempa z dramatycznymii solówkami (Move Forward and Discover) oraz dwie kompozycje wspólnie z Bootsem –świetnie zaaranżowany (posłuchajcie wstawki gitary) Sunray a przede wszystkim najlepszy według mnie na płycie The Sun Shines, The World Smiles - znakomity melodyjny kawałek. Choćby dla tych utworów warto.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713505-5710001.html
ALPHA WAVE MOVEMENT-TERRA’08
Napierw było DVD w 2006 roku a teraz artysta zdecydował się na umieszczenie nagrań na płycie CD. Zaskakuje rozpoczynająca płytę romantyczna impresja na fortepian i lekko zaznaczone w tle syntezatory. A potem... znakomite Space Music! Ale przecież Gregory Kyryluk zawsze kojarzył mi się z z opowieściami okołoberlinskimi Co prawda ewoluował w stronę ambientu (wystarczy posłuchać dynamiczne Concept Of Motion a potem eksperymentalne Drifted Into Deeper Land) ale Space Music jakoś nigdy nie królowało na jego wydawnictwach. Jest na tyle wyrafinowane że można pomylić je z Jonem Serrie czy Michaelem Stearnsem. Szczególnie godne uwagi jest Sky Geometry odstające nieco od sztafażu SM. Polecam.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713451-5710001.html
KRUPSKI PIOTR & MIERZYŃSKI ANDRZEJ & BOWNIK ADAM-ELEKTRONICZNE PEJZAŻE MUZYCZNE OLSZTYN ELBLĄG 2008’08
Siegnąłem po te wydawnictwo z przyjemnością gdyż z Andrzejem Mierzyńskim można powiedzieć znamy się dobrze, Piotra Krupskiego poznałem w ubiegłym roku podczas Day Of Electronic Music w Cekcyniu a Certamena co jakiś czas molestuję o kolejną partię płyt z jego dyskografii (wydał ponad 50 więc jest co kupować hurtem). Andrzej już poraz czwarty zorganizował EPM odbywające się jako część Olsztyńskiego Lata Artystycznego i chwała mu za to, że ukazała się płyta retrospektywna z tej imprezy, choć spiritus movens tego krążka jest tak naprawdę Krupski. W powitaniu słyszymy jako prowadzącą żonę Mierzyńskiego, śpiewaczkę Elżbietę (udziela się też wokalnie na tym koncercie), która razem z konferansjerem Markiem Marcinkowskim starała się przybliżyć publice genezę powstania el muzyki. Jako pierwszy na scenie pojawił się Adam Bownik-Certamen, żadko koncertujący doktor nauk biologicznych na KUL, relaksujący się tworzeniem muzyki elektronicznej, który wykonał typowy dla siebie kawałek oparty na tradycjach el muzyki lat 70tych z progresywną perkusją i mocnym sekwenserowaniem. Utwór ten otwiera przedostatnią płytę Certamena –Red Planet. Co do występu Andymiana –mam zastrzeżenie co do realizacji gdyż dźwięk wyraźnie przytłacza głos Elżbiety Mierzyńskiej. Co do muzyki to nowy materiał i co prawda na drugim planie słychać charakterystyczne dla Andrzeja dźwięki ale co u niego dotąd niespotykane dodaje on mocno zdynamizowany bit i szybki rytm (Ecsape ..Part 3 ). W Escape From Civilization (Part 5) mamy tego Andymiana którego znamy z wcześniejszych płyt czyli te wijące się w opiumowym dymie muzyczne frazy. Zaskakuje też Coffee On The Moon utwór wyraźnie wokalny ( dużo lepiej słychać wokalistkę) gdzie muzyka jest bardziej tłem. Piotr Krupski zagrał 3 utwory znane z Elbing !904 i premierowy kawałek „Szybując w przestworzach” osadzony w charakterystycznym dla niego stylu. Jak zapowiada Elżbieta Mierzyńska w 2009 roku będzie międzynarodowo. Czekamy!
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713549-5710001.html
BRUNETTE MODELS-LAST POEM’08
Piotr Krzyżanowski ma kontrowersyjne poglądy na tematy muzyczne ale podoba mi się jego upór i konsekwencja w tworzeniu na wyznaczonej przez siebie drodze. Call Him Dr. Moog (zdaje się że inna wersja była na CES II). Elementy scratchingu, drum’n’bass kontra głęboko izolacjonistyczny ambient. Ale są też zabawy poszukiwawcze formowaniem dźwięku (Fly With The Margo - zresztą najbardziej przykuwajacy uwagę). Nie wiem na ile poglądy zawarte w płycie ( recytacja -to jest pusty świat, to jest nic...) są odzwierciedleniem myśli samego artysty ale coś z tej deklaracji jest też w tej muzyce – to nie krzyk rozpaczy ale manifest wewnętrznego smutku połączonego z pogodzeniem z tym stanem rzeczy. Ale mamy też –wyszło słońce...Czyli Piotr filozof z wykształcenia widzi jakąś nadzieję. Odrealnienie połączone z tęsknotą za światem idealnym z tekstami z bajki wyrażone zostaje też w Searching kończącym krążek. Ciekawe.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713528-5710001.html
CHRISTIANSEN ALAN-FATE AND COINCIDENCE’08
Pod tym nazwiskiem kryje się młody szwajcarski twórca określający się kształtowaczem elektronicznych i ambientalnych obrazów dźwiękowych. To jego pierwsza jak na razie jedyna płyta ( w maju premiera nowej pozycji - Ziffernintelligentz) zrealizowana w latach 2007-08 w przydomowym studio Twilight w Bazylei.
Płytę autor podzielił na elektroniczną i ambientową (po 3 utwory). Opływowe struktury plus charakterystyczne dla elektroniki ozdobniki przechodzące dość gwałtowne w twarde sekwenserowanie. Kolejny utwór i podobny zabieg, gry na strunach egotycznego, wschodniego instrumentu w tle ambientowych odpływów by znowu przejść w sekwencje tyle że jakoś szybko ucięte. Life Spectator przynosi zaś prawie surowe sekwenserowanie, szczerze takie sobie... Już dużo ciekawiej rozpoczyna się część ambientowa, gdzie Christiansen tworzy unikalny, wyciszony klimat choć czasami ma on przeraźliwy, zatrważający wydźwięk (Collateral Destination). Całość nie powala.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713547-5710001.html
PANDRADOR-MONOLIT’09
Wiesław Flamholc przysłał mi z Mińska Mazowieckiego aż 3 płyty. Na pierwszej zawarł utwory znane ze strefy mp3, a których ja byłem mimowolnym selekcjonerem. Sporo tu mieszanek gatunkowych od trip hopu po trance ale te wstawki elektroniczne choćby pulsowań kosmicznych obłoków są znakomite. Ciekawie i zaskakująco wplata też Flamholc gitarę akustyczną ale i pojawia się czysto progresywne granie (Samotność). Ale zdecydowanie większą uwagę przykuwa dysk drugi z nowymi kawałkami. Nienazwane 9 utworów prezentuje się bardziej profesjonalnie i przynosi znów interesujący melanż gatunkowy. Bardzo dobry utwór 3 np. miesza ambientowy wstęp z rytmem zaczerpniętym z Kraftwerk, wprzęgnietą w to drapieżna gitarą elektryczną i ciekawym pierwszym planem. Numer 4 oferuje zaś kosmiczne odgłosy w delikatnej formie wzbogacone ledwo zaznaczonymi solówkami. Jak mówi sam artysta odnalazł w końcu swój indywidualny styl co potwierdza dysk 3 ze szkicem 15 minutowej suity Stratosfera, pieknej instrumentalizacji gitarą, fortepianem i syntezatorowymi rozmazami przechodzącej w bardzo dobre rytmiczne granie... Wiesław to kolejny twórca szukający wydawcy -prosimy o kontakt.
Ostatnio zmieniony 10 lut 2009, 22:11 przez spawngamer, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #74350 autor: spawngamer » 16 lut 2009, 21:01

OMEGA SYNDICATE-ALL THE WAY TO LEEDS...’06
Limitowana rzecz, którą otrzymali za darmo tylko uczestnicy koncertu zespołu z 8 lipca 2006 roku podczas Awakenings. Zbiera ona niepublikowane nagrania koncertowe oraz zamieszczane jedynie w samplerach. Ogólnie duet (w jednym utworze trio) gra jak zwykle berlińsko ale posłuchajcie tego IDMowskiego autoamtu perkusyjnego na tle którego rozgrywa się solówka w Dark Skies. Z drugiej strony słychać wyraźne cytaty z Ricochet (ukłon bardziej niż plagiat) w Rick O'Shea. Czemu nie?
PADILLA CRAIG-IBIIDA LAHAA’06 (DVD)
Ibiida Lahaa w języku indian Wintu znaczy; wpadam w trans. I taki zamiar przyświęca autorom czyli Padilli jako muzykowi i Bartowi Hawkinsowi jako autorowi zdjęć. Muzycznie to wyprawa w łączenie ambientu z muzyką sekwencyjną (amerykańską) wizualnie zaś zrobione w High Resolution obrazy krajobrazowe. Jak jest sekwenserowanie to pojawia się obraz maków na łące a prosi się aż żeby pokazać kosmiczne otchłanie... Amerykanie mają hopla na punkcie przyrody i inaczej obrazują muzykę el niż ich europejscy koledzy, którzy wolą bardziej zagłębiać się w obszary SF niż statyczne widoki głębisk chmur. Konotacje czasami są zaskakujące jak np. filmowanie ogniska, snopu iskier to dla mnie daleko idące skojarzenia z muzyką Padilly. Już ciekawszym zabiegiem jest pokazanie podczas mocniejszego grania wyładowań burzy. Jedynym urozmaiceniem obrazów jest fraktalowe pokazywanie widoków...Nie wiem czy to symetria czy dualizm jako wyznacznik odbioru muzyki Padilly patronuje tym zabiegom. Średnie.
ARKENSTONE DAVID- MYTHS AND LEGENDS’07(DVD)
Na tym dysku mamy jako dodatek wywiady z Johnny Wilsonem odpowiedzialnym za stronę wizualną jak i Davidem Arkenstone opowiadającym jak legendy i mity zainspirowały go do opowiedzenia o nich językiem muzycznym. A ten jest typowy dla tego artysty, czyli ciekawe New Age z dużą ilością symfonicznych wstawek orkiestrowych. Zaś obrazy możemy podzielić na; naturalne zdjęcia krajobrazowe wytwórów przyrody jak i człowieka, ze scenariuszem ( szczególnie polecam opowieść ala Robin Hood ) i trickowe oparte o możliwości komputerów (świetny Oceanus). Pojawiają się legendy indiańskie, irlandzkie, staroegipskie czy perskie. Ciekawostką są występy syna Davida, Dashiella Hana i to że operatorem kamery w większości materiału był sam Arkenstone. Ciekawe –polecam.
SYNTH.NL -AERODYNAMICS’07
Tak jak panowie z Kraftwerk są zapalonymi cyklistami tak Michel van Osenbruggen to wielki admirator Formuły 1. Remiksem i masteringiem zajął się Ron Boots a wykonawcę (to była pierwsza płyta) pod swe skrzydła przygarnął Groove. Ale nie tylko tej pasji ten krążek jest poświęcony, ogólnie chodzi o wszelkie aerodynamiczne pojazdy. Rytmiczne, melodyjne granie w przestrzennej oprawie z dużą ilością interesujących ozdobników wpadające swą dynamiką (wszak takie są wyścigi) nieraz w manierę technopodobną ale na krawędzi jak najbardziej tradycyjnego el z tym ze w tanecznej manierze. Ta atrakcyjna forma powoduje, że całość odbiera się przyjemnie i lekko. Bez większych aspiracji ale sympatyczne.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713130-5710001.html
SCHMOELLING JOHANNES-IMAGES AND MEMORY 1986-2006 AN ANTHOLOGY’07 2 cd
Retrospektrywne wydawnictwo zawierające alternatywne, zremasterowane wersje solowych utworów Schmoelinga od znakomitej płyty Wuivend Riet poczynając. Na dysku pierwszym mamy więc jeszcze wspomnienia z Zoo Of Tranqullity, White Out i Songs No Words. Te kawałki nie budzą moich większych emocji. Pojawiają się też 3 utwory mi nieznane –Galago – typowy Johannes z tą powolną, przeciąganą manierą grania idużą ilością sampli pierwotnie wykorzystany tylko na samplerze KLEM 1994, Skalandon –dynamiczne, skoczne tempo i wpadajaca w ucho melodia oraz Lamentation Of An Ancient Tree –znakomita romantyczna kompozycja zbudowana na brzmieniu fortepianu i w częśći głównej wsparta sekcją smyczkową oraz interesującymi wstawkami sampli (dostępna tylko na składance Infinite Horizonts z 1998). Drugi krążek słucham z dużym zainteresowaniem gdyż oprócz kompozycji z Zoo Of Tranqullity wersji z 1998 roku i Recycle Or Die reszta to kompozycje których nie znam –z White Out 2000, Instant City, utwór Italian Scratches łączący trzy częściowy Scratch z Recycle Or Die oraz samplerów Music For The 3rd Millenium Vol.3 (2001), i groove’skich E-ditionów, numeru 6 (2005) i 13 (2006). Słucha się tego bardzo dobrze – tak na marginesie wiele tu analogii do Wuivend Riet (Rise Of The Smooth Automation, Wedding Cake, czy te żabki w Spacenight Runner-notabene świetny utwór). Polecam też szczególnie Passing By i A Long Way Home. Myślę że to wydawnictwo zachęci każdego do poszukiwań solowych nagrań tego ex członka Tangerine Dream.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713047-5710001.html
YAARY EREZ-SYNERGOS’07
Twórca z Izraela Yaary tworzy na syntezatory od 1986 roku gdy zakupił Rolanda Juno-106. Pojawił się potem komputer Atari 800XL i programy muzyczne ale tak naprawdę powstająca muzyka trafiała jedynie na CDry rozdawane wsród znajomych jako „Projects” z kolejnymi numerami zaś Yaary zaangażował się w trio spod znaku New Wave nazwany The Omega Project gdzie grał na keyboardach. Po jego rozpadzie w 1994 roku przeorganizował swe studio w narzędzia tylko wirtualne po czym po latach milczenia wydał wreszcie w 1999 roku album Solar Voyages od tej pory dość regularnie przypominając o sobie kolejnymi płytami. Jak sam przyznaje największy wpływ ma na niego szkoła berlińska spod znaku Tangerine Dream ale nie może też oprzeć się melodyce Jarre’a i Vangelisa. Do realizacji Synergos reaktywował specjalnie syntezatorowy chip pod Commodore C64 (świetnie go słychać w 16 minucie) i samodzielmie zbudował midi step sequencer słyszalny przez całą długość płyty. A ta jak na dzisiejsze możliwości jest króciutka bo ma niecałe 40 minut. I rzeczywiście to znakomite połączenie melodyjnej elektroniki z graniem sekwenserowym z mnóstwem bardzo dobrze dobranych sampli i mnogością zastosowanych technik jak i dźwięków przez co płytę słucha się znakomicie. Polecam.
http://www.groove.nl/cd/3/33229.html
MOONBOOTER-ORBIT NUMBER 2’07(DVD)
To kolejna mistyfikacja na miarę Arcane czy Maxa Von Richtera. Tyle że to nie Paul Lawler a Bernd Scholl. Na stronie poświęconej projektowi tworzy fikcyjną biografię (odmładzając się choćby o 15 lat) ale tak naprawdę chyba chce zakamuflować to że kojarząc się z dość ascetyczną muzyką el udziela się także od lat jako DJ sceny techno. Ta trzecia po Teralogica i Devided propozycja ukazała się zarówno na DVD jak i CD wydanych przez SynG@te i jest hołdem dla pionierskich prób podbicia przez człowieka kosmosu. Scholl, miłośnik awiacji i lotów kosmicznych dzięki zgodzie NASA, wykorzystuje archiwalne, unikalne zdjęcia z lotów księżycowych, prototypu promu kosmicznego X 30, misji Discovery i nieznane zdjęcia różnych dziwnych maszyn NASA. Muzyka przypomina struktury ambientowe z dodanym lekkim bitem techno by oddać się całkowicie ambitnemu techno z wpadającą w ucho melodyką (najlepszy przykład Genesis Device). Pojawiają się też elementy z Berliner Schule. Dla fanów astronautyki obowiązkowe.
http://www.youtube.com/watch?v=ePy6sszF ... re=related
SCHULZE KLAUS FEATURING GERRARD LISA-RHEINGOLD’08 2 cd
Zapis koncertu z 18 lipca 2008 danego w amfiteatrze Loreley w Hambühren, usadowionym w dolinie Renu. Po Farscape drżącą ręką wsuwałem dysk z tej płyty zwłaszcza że stoi na okładce „z udziałem Lisy Gerrard”...Ale najpierw pęk elektrycznych wyładowań jak za najlepszych czasów KS a potem prowadzony przez syntezator zawieszony na jednym tonie, elficko anielski chór dyskretnie zastąpiony przez durowe odpływy i przypływy i te charakterystyczne schulzowskie niby sekwencje roztapia mnie jak wosk i sprawia że szczęka opada ruchem gwałtownym na pierś. Wciągająca pulsacja zawieszona przez resztę utworu powoduje że trafia to nagranie (Alberich) do ścisłej czołówki według mnie najciekawszych kompozycji Schulze. A jednak diabeł pali w starym piecu. Ale jak będzie dalej? Loreley to jakby rozwinięcie tematu pierwszego z pozostawionymi z niego elementami z generowanym elektronicznie chórem na czele z dołączeniem śpiewu Lisy (wreszcie wkomponowuje się idealnie) wywołując dreszcze jakie może przynieść tylko jej głos, jak za czasów w Dead Can Dance plus wokaliza na tle której gdzieś koło 12 minuty pojawiają się przepiękne wyciszone z początku syntezatorowe subtelności, zdynamizowane i uwypuklone od 16 minuty w schulze’wskich sekwencjach do których dołącza bit perkusyjny... Niestety trochę się dalej Klaus zapętla (jego znak firmowy) a następnie mam wrażenie że wracają ambicje aby stworzyć dzieło operowe. Na pewno mamy tu przynajmniej 40 minut fenomenalnej muzyki. Wotan otwierają mroczne pomruki niczym cytat z Prodigy by przejść to typowych konkretów. Na pewno ciekawsze jest zamyślone, wyciszone Wellgunde. I znowu zaskoczenie że Klaus wydobywa krótko mówiąc ładne dźwięki co mu się rzadko zdarzało następuje przy bonus tracku którego nie ma na DVD czyli Nibelungen. Zdaje się że Schulze po ostatnich chorobach czując brzemię lat, stał się bardziej romantyczno-nostalgiczny...Bardzo dobre wydawnictwo.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713530-5710001.html
NAMLOOK XVII/MOVE D-THERE!’08
Siedemnasta wspólna muzyczna eskapada Moufanga i Kuhlmanna wydana w sublabelu Ambient World 19 września 2008. Najbardziej obrazową recenzję tej płyty zamieścił Igor Wróblewski w Generatorze więc nie będę się wymądrzał jedynie dopowiem że w Do You Have Any Messages ? słychać zmodulowany głos Baracka Obamy podczas jednego z jego wyborczych przemówień – utwór to typowe nowe brzmienia w smacznym opakowaniu. Reach For Something Better nadal pozostaje w tym duchu i szczerze wydaje mi się że panowie odwalili jak zwykle dobrą robotę ale nic ponadto. Ot z krzesaniem z siebie iskry bożej się nie wysilili...Na zakończenie ambient subtelny i optymistyczny Stars & Stripes – ale on nie zmienia mego osądu że duet odrobił zadaną pracę domową i nic więcej...
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713483-5710001.html
BROEKHUIS B. BAS & KELLER DETLEF &SCHONWALDER MARIO-LIVE @DORFKIRCHE REPELEN II’08
Niemcy bardzo często z muzyka elektroniczną dają występy w kościołach ewangelickich. Myślę że to wynik odbioru tego rodzaju muzyki, bazującej na przeżyciach estetycznych bliskich przeżyciom mistyczno religijnym jakie może dawać wychodząca poza ramy zwykłej popowej muzyki, pasująca do majestatycznych przestrzeni kościelnych zawartej w niej tajemnicy obcowania z czymś nadrealnym, podobna do nieziemskich brzmień organ, muzyka el pełna tajemnicy pozostawiającej słuchaczowi wiele miejsca na indywidualną interpretację. Takie są dwie pierwsze przepiekne impresje Lanes Of The Lord i Moers Part I ale prawdziwą perełką jest zrealizowanny w konwencji elektroniki symfonicznej przepiękny Source Of Life. W Moers Part II nadal pozostajemy w krainie sennych, rozmarzonych rozważań „berlińskich” a hipnotyzujący Shiauliai z orientalnymi elementami uzupełniają zawartośc tego świetnego krążka. Trochę odstaje utwór esrever oloS mający charakter lżejszej zabawy z meksykańską trąbką w solówce. Drugą płytę otwiera romantyczny fortepian przechodzący w interesujący konglomerat tradycyjnych instrumentów od gitary klasycznej, skrzypiec po fujarkę. Deeper Silence to najbardziej misteryjny, pełen symboliki kawałek z basowym pomrukiem i odgłosami i dźwiękami sięgającymi mroków średniowiecza. Klaus, where are you? Czyli poszukiwania Schulze to rasowe berlińskie sekwenserowanie. Quasi berliński jest za to Another Magic Moment gdzie prym wiodą skrzypce Kagermanna. Cut & Paste zdynamizowna gra w lekko psychodelicznej otoczce z wyraznym tłem jam ssesion. I na koniec romantyczna ballada Raughis Song. Jedno z najlepszych wydawnictw 2008 roku.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713492-5710001.html

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Autor tematu
spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #74575 autor: spawngamer » 26 lut 2009, 21:25

AIRSCULPTURE-HAMPSHIRE JAM 3, 23.10.04’04 (BOOTLEG DVD)
Na tym dysku zarejestrowano koncert AirSculpture podczas HJ z 23.10.04. Jeśli ktoś podejrzewa że to set z Tranceatlantic to wyprowadzam z błędu –tam znalazł się na pierwszym dysku zapis występu podczas Gatheringu z 17.04.04 a treść też nie odpowiada dyskowi drugiemu zrobionemu w studio. Ponad 70 minut sekwencyjnej muzyki i element poznawczy jeśli chodzi o wizję –widzimy to co dane jest tylko uczestnikom Hampshire Jams.
GANZ OLIVIER –THREEEVOLUTIONS’05
Niemiec Ganz rocznik 1963 już w 1969 roku był właścicielem specjalnych polifonicznych organów. Ma na swym koncie już 5 albumów ale to pierwszy który wpadł mi w ręce. Płytę rozpoczyna w mrocznej oprawie bezkształtnych dźwięków modulowany głos czytający z Biblii relację ze stworzenia świata a przechodzi w The Holy Seventh Day, znakomity melodyjny utwór podkreślony silnym bitem przypominający mi dawne dokonania Peru. Przechodzi to w bardziej opływową muzykę While He Rested by przyspieszyć tempo i ruszyć do przodu ciekawie wykorzystując sekwencje uwypuklając ich sposobność do urozmaicania melodyki utworu. Potem mamy Big Bang (czyli tytułami sygnalizuje że rzecz jest o początkach świata tyle że miesza wierzenia z nauką ) świetnie wykorzystujący fortepianowe brzmienia. From Gills To Lungs, kolejny temat nie jest tak może przebojowy ale pokazuje jak dobrze Ganz aranżuje swe kawałki i choć momentami w drugiej części płyty nic nie pozostaje z jego świeżości spojrzenia na ME i trochę grzeźnie jak i słychać ograniczenia sprzętowe (użyto albo nadużyto program software Miriam) jeśli chodzi o brzmienia to na plus należy zapisać, że raczej nie nuży, cieszy ucho ( znakomite efekty w The Launch Of Voyager 1, rozoczynający się zabawkowo niczym za czasów gier na C64, czy mistyfikacyjna autoprezentacja głosowa na tle znakomitej, porywącej muzyki w Miriam, Singing Synthesis) i gdyby parę utworów usunąć byłaby to znakomita płyta spod znaku melodyjnej elektroniki. Jestem surowy bo to bardzo ciekawa propozycja, która mogłaby być kultowa.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5712616-5710001.html
SPYRA DER-MEDITATIONEN’05
Mentalized zaskakuje mnie oplywowymi dźwiękami zaczerpniętymi z Kitaro swobodnie przechodzące w tzw. vintage music z charakterystycznym dla Spyry „cmokaniem” w tle. Momentami przeciągłą grą przypomina mi to Vangelisa. Nastrojowo, zaduma połączona z wyciszeniem, pięknie... Zaskakuje mroczny, alienacyjny wstęp do Composure ale ten ambient przekształca się w muzykę bliższą Space Music. Zaskakuje kolejny wariant na temat Future Of The Past tym razem jako Part II który od strony dźwięków użytych do budowy utworu jest dość eklektyczny i przypomina obrazowanie elektro. Nie jest to najlepsza płyta Spyry ale na pewno warto się z nią poznać.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5712303-5710001.html
EL-KA -GALACTIC SEQUENCES’06
Duet Till Kopper (ur1965), HaJo Liese (ur.1957) swymi początkami sięga lutego 2004 roku gdy dwaj pasjonaci muzyki elektronicznej, szczególnie sposobu grania TD z lat 70 tych spotkali się na chwilę a wyszło z tego ponad 70 minut obrobionego materiału. Ale nazwę EL-KA (od pierwszej litery nazwisk) przybrali poraz pierwszy podczas występu w grudniu 2004 na Schallwende EM-Breakfast w Dusseldorfie. Od tej pory radzą sobie nieźle podczas występów live i w 2006 roku wydali wreszcie swój fonograficzny debiut w labelu SynG@te. To właśnie ta płyta zrobiona z materiału zagranego w planetarium w Bochum. Niby tradycyjna muzyka oparta na szkole berlińskiej ale operująca zaskakującymi barwami na pierwszym planie, przyciężkawa, stosująca wolne tempo. Wtręty mellotronowe i chórki żywcem wzięte z czasów analogów to za mało żeby naprawdę zainteresować słuchacza.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5712967-5710001.html
PADILLA CRAIG-LIGHT OF THE SHADOW’06
Na płytę składa się jeden, tytułowy utwór a w jego realizacji pomógł Skip Murphy pozostawiając swój ślad w postaci dodatkowych sekwencji i tekstur. Całość nazwałbym ambientem nirwanicznym- błogość, spokój, ciepło...Ale mi nie było dane wytrzymać. Dla fanów.
http://www.groove.nl/cd/7/76797.html
http://www.craigpadilla.com/Sales%20pag ... 20LITS.htm
DIDYMOS -GRIEF DISTANCE’06
Tommi Haavisto ( rocznik 1968) pochodzi z Vantaa w Finlandii. Pobierał lekcje gry na fortepianie i studiował teorię muzyki. Tworzy muzykę elektroniczną od 1986 roku gdy kupił pierwszy instrument Casio CZ5000 a wydaje ją we właśnym labelu –choć czyni to rzadko (dotąd maxi singiel i 2 CD). Eksperymentalne dysonanse przechodzą w intro fortepianowe. Tommi Haavisto proponuje nam takie niekonwencjonalne rozwiązania muzyczne na swym drugim pełnowymiarowym krążku. Co cechuje ta muzykę to swoisty dramatyzm wpadający w nerwowość, doniosłość ocierająca się o pompatyvczność, wykorzystywanie do budowy melodyjnych struktur kombinacji dość ascetycznych ale oryginalnych brzmień przez co mimo że muzyka jest wpadająca w ucho to jednak wyraźnie z aspiracjami. Myślę że to wynik nie tylko inspiracji muzycznych ale i też uwarunkowań geograficzno-kulturowych – Finlandia to kraj surowej ale pięknej przyrody – i to przeniknęło chyba też do tej muzyki. Szczerze polecam.
http://www.generator.pl/x_C_I__P_5713506-5710001.html
MIND OVER MATTER-LIVE IN CONCERT LUNEN/GERMANY 23-03-1994’06 (DVD)
Hoffmann –Hoock zawarł na tym dysku materiał video z koncertu w westfaltskim Luenen z 1994 roku będący promocją do mającej wtedy wyjść znakomitej płyty Palace Of The Winds (pojawiają się z materiału do niej naówczas premierowe dwa utwory) i składanką utworów z Music For Paradise, Trance’n’Dance, In Search Of Eternity. Artysta znany też jako Cosmic Hoffmann gra na gitarze, flecie i paru egzotycznych instrumentach, towarzyszy mu klawiszowiec i facet od bębenków. Oprawa jest skromna, widać że to jakiś ichszy dom kultury –kojarzy mi się to z EW w Kruszwicy. Ujęcia na szczęście łamane z publiki i boków ze zbliżeniami. Muzycznie tradycyjna el muzyka z gitarowym graniem i elementami etno. Dodajmy jeszcze że przepiękna posłuchajcie chociażby czarownej suity Children Of Midnight. Pojawiają się dodatki wizualne: a to pani w orientalnym tańcu w Rainy Kathmandu i Ganga czy czarodziej-magik w Journey To Eternity. Od strony obrazu bardzo skromnie ale rekompensuje to znakomita muzyka. Polecam.
WAVE WORLD-WAV E WORLD FUNDAMENTALS’06 (DVD)
Zespół ten to Holender Gert van Santen i Kanadyjczyk Harry Kessels. Te DVD to jak na razie ich ostatnia produkcja. Na dysku są 3 rozdziały. Special Features zawiera zwiastuny i inne dodatki. Live to blisko 1,5 godziny muzyki Wave World na żywo, miks z koncertów w Holandii, USA, Anglii oraz występu w lipcu 2001 w Kwidzynie w Polsce (inne poloniki to np. podziękowania dla Artura Lasonia). Wszystko jest rejestracją tournee z lat 1999-2001 pt. Fundamentals. Panowie robią ze swych występów misterium; oprócz wizualizacji przebierają się w powłóczyste szaty i malują na twarzach makijaż jaki kiedyś robili KISSi z tym że w stylu jakiejś rasy ze świata Star Wars. Niestety statyczne filmowanie z publiki... Muzycznie to melanż wpływów ambientu z niedookreśloną formą sekwencyjnej muzyki. Danie główne czyli Fundamentals to dopracowana do szczegółów komputerowa animacja ukazywana pierwotnie jako wizualizacja na tle setu wykonywanego na żywo a cyfrowo zremasterowana i przystosowana do formatu widescreen. Wave World zawsze bardzo dbali o stronę wizualną zarówno oprawy swych występów jak i wizytówkę w postaci strony www (jako trzeci członek grupy wymieniany jest grafik komputerowy Rolf van Slooten- na marginesie stara strona była bardziej efektowna). Wędrujemy przez ugwieżdzony kosmos mijając różne planety by w końcu jedną z nich odwiedzić. Redendronowane wizje są naprawdę bardzo dobre-jest czym nacieszyć oko.
http://vids.myspace.com/index.cfm?fusea ... d=13783884
SOMETHING COMPLETELY DIFFERENT-25, COMPLETE RECORDINGS 1981-2006 (310 AUDIO RECORDINGSIN 320 KBS MP3 QUALITY) CD 25’07(DVD)
Nie znam drugiego takiego wydawnictwa! 24 godziny muzyki, które Boele Gerkes zrealizował jako kompozytor lub współkompozytor od 1981 roku w bardzo dobrej, prawie bezstratnej jakości mp3. Najpierw pojawiają się filmy gdzie np. prezentuje swoje instrumenty i studio, opowiadając ich historię a potem dużo sfilmowanego grania. Następnie chronologicznie kolejne melodie na dany instrument. Można powiedzieć, że obnaża się on całkowicie jeśli chodzi o swe muzyczne fascynacje i jest to po prostu wspaniały zbiór, kompedium wiedzy o muzyce Something Completely Different. I to nie koniecznie tylko elektronicznej (np. gitarowa ballada On The Border Of Time). Polecam.
DHUNA –THE RETURN’08
Jeśli ktoś pamięta Neuron Gates to nieobce bedzie mu nazwisko Darek Stawicki. Powrócił on z Walii (skończył tam studia z inżynierii dźwięku) a projektem Dhuna na łono el muzyki stąd i tytuł płyty. Utwory są w pierwszej częśći śpiewane albo raczej śpiew towarzyszy i to dobry ( Helena Janek-Kuśmierczyk) oszczędnym ale bardzo interesującym cyfrowym aranżom. Tak jak Farscape duetu Gerrard/Schulze zmęczył mnie niesamowicie tak tu jest to smaczne i ciekawe. Darek wykorzystuje nienachalnie elementy trance a jego elektronika skupiona jest bardziej na tworzeniu klimatu i dźwiękowych smaczkach. Druga partia materiału to utwory czysto instrumentalne. Najlepszy kawałek to lekko zorientalizowany Ghost Coming z znakomitą melodyką. Kupować.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Recenzje spawngamer'a”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia