Rock ProgresywnyPorcupine tree

Droga do Rocka Elektronicznego

Moderatorzy: fantomasz, yeske

Awatar użytkownika

Autor tematu
wojcik2202
Habitué
Posty: 1117
Rejestracja: 23 kwie 2009, 0:52
Lokalizacja: Z nikąd
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Porcupine tree

Post #80123 autor: wojcik2202 » 26 wrz 2009, 2:45

To jeden z najważniejszych zespołow grajacych wspólczesną progresywną muzykę Obrazek

[ Dodano: 2009-09-26, 03:25 ]
    Obrazek





To fragment najnowszego albumu Porków http://www.youtube.com/watch?v=dRqZEU7jv7w

[ Dodano: 2009-09-26, 03:39 ]
Obrazek

Charyzmatyczny wokalista Porcupine tree , Steven Wilson i Klaus Schulze
a tu rozmowa w YT http://www.youtube.com/watch?v=tdhMWQ9ykBQ
Ostatnio zmieniony 26 wrz 2009, 3:44 przez wojcik2202, łącznie zmieniany 7 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST

Azeroth
Twardziel
Posty: 665
Rejestracja: 09 sie 2005, 9:55
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #80162 autor: Azeroth » 27 wrz 2009, 16:27

Uwielbiam album The Sky Moves Sideways, szczególnie rewelacyjny ambientowy kawałek Moonloop. Jedna z najlepszych rockowych płyt lat dziewięćdziesiątych. Muzycy pokazali na czym powinien polegać właściwie space-rock. Szkoda, że od tych świetnych klimatów odeszli po tej płycie. Stupid Dream, Deadwing i późniejsze poszły bardziej w stronę progresywnego metalu no i komercji (chociaż to drugie w mniejszym stopniu) - po prostu podobają mi się dużo mniej.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Stacja
Twardziel
Posty: 527
Rejestracja: 03 kwie 2004, 13:18
Lokalizacja: Damaszkowo
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #80165 autor: Stacja » 27 wrz 2009, 19:48

Słyszałem dopiero parę płytek

Signify, Coma Divine, On The Sunday of Life i ostatnio Fear of a Blank Planet
Stwierdzę jedno, jestem zachwycony - zamierzam pojawić się na koncercie Porków we Wrocławiu.
--
Children of the future age
Reading this indignant page
Know that in a former time
Love, sweet love was thought a crime

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Geronimo
Habitué
Posty: 1350
Rejestracja: 11 wrz 2004, 20:16
Lokalizacja: Zielona Góra
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #80167 autor: Geronimo » 27 wrz 2009, 20:48

Zespół jest czy będzie w trasie, gdzie supportem jest występ Roberta Frippa. We Wrocławiu jednak R.Frippa zabraknie...

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Azeroth
Twardziel
Posty: 665
Rejestracja: 09 sie 2005, 9:55
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #80253 autor: Azeroth » 01 paź 2009, 7:26

Nie zapomnijcie jeszcze o Up the Downstairs.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


rzeszo
Niedoświadczony
Posty: 41
Rejestracja: 03 mar 2005, 19:44
Lokalizacja: Gdańsk
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #80825 autor: rzeszo » 22 paź 2009, 13:02

Swego czasu dużo słuchałem Porcupine Tree. Ale moim zdaniem zaliczanie ich ściśle do rocka progresywnego jest pewnym uogólnieniem. Grupa miała odjazdy w stylistyki niekoniecznie pasujące do w/w gatunku - psychodelia w Up the Downstair, nawiązanie do rodzącej się w czasach gdy powstała nowocześniejszej muzyki elektronicznej w Voyage 34, czy rock alternatywny w Stupid Dream i Lightbulb Sun. Są też płyty bardziej eksperymentalne jak Metanoia składająca się wyłącznie z zapisów jamów i improwizacji powstałych podczas sesji nagraniowej do albumu Signify.

Płyty o których mogę coś konkretnego powiedzieć:

Up the Downstair - Wczesne nagrania Wilsona, w sumie to bardziej jego solowa płyta. Przestarzałe brzmienie w sumie może być wadą albo i urokiem. Dużo pięknych melodii, nie brakuje odjazdów gitarowych. Mnóstwo wspaniałych solówek gitarowych w styli gilmourowskim. Jest też wersja zremiksowana w roku 2004. Partie perkusyjne są nagrane na nowo - tzw. "żywa" perkusja ;) Do tego brzmenienie dużo lepsze. Jako bonus - cała EPka Staircase Infinities, pierwotnie bardzo trudno dostępny rarytas.

Voyage 34 - Jak Wilson mówił w jednym wywiadzie, jedyny raz kiedy próbował zrobić w swoich nagraniach coś co autentycznie było na czasie. Miały tu być bodajże nawiązania do muzyki trance'owej i ambientowej. Efekt jest taki że bardzo dużo tu rocka progresywnego. Fazy I i II to świetna dawka bardzo dobrej muzyki utrzymanej mimo wszystko w klimacie wczesnych płyt. Solówki Wilsona jak zwykle doskonałe. Pierwotnie Voyage 34 było jednym singlem trwającym ok. 30 minut. Dwie pozostałem fazy to remiksy autorstwa grupy Astralasia. Słowo remiks nie jest jednak dobrym określeniem, gdyż to co powstało niemal nie przypomina materiału pierwotnego. Na szczególną uwagę zasługuje faza III, autentycznie transowa i wciągająca totalnie, mimo iż można odczuć tu monotonię. Tu już rocka progresywnego brak. Faza IV kojarzy się z mrocznym ambientem. Całość została wydana na jednej płycie później niż w 1993 roku. Voyage 34 zostało oparte o concept podróży wewnątrz siebie po zażyciu LSD...

The Sky Moves Sideways - Ten album jak dla mnie ustępuje tylko Signify. Styl wczesnego PT dopracowany już w 100%. Wilson już o wiele bardziej doświadczony jako kompozytor, pewniejszy. Głównym "daniem" jest rozbudowany utwór tytułowy, w sumie 35 minut muzyki rozdzielonej na dwie części, analogicznie do Wish You Were Here Pink Floyd. Jest tu całe mnóstwo fascynujących momentów, że trudno o tym pisać. Dislocated Day to w sumie dość hałaśliwy kawałek rockowy. Moon Touches Your Shoulder to jedna z najlepszych ballad PT. A Moonloop? Doskonałe budowanie nastroju przez kilkanaście minut, aby pod koniec cały zespół z ogromną determinacją i emocjami przywalił niemal z hard rockową ekspresją. Wersja zremiksowana została wydana w 2000 roku. Album został podzielony na 2 płyty. Moonloop poszedł na płytę 2 i został wydłużony o kilka minut, a szybka rockowa końcówka została wyodrębniona jako samodzielny utwór. Oprócz tego jest alternatywna wersja utworu tytułowego i rarytas Stars Die. Ciekawostką jest to iż istnieje wydana w małym nakładzie z pełną wersją Moonloop, trwająca ok. 40 minut.

Signify - Jak dla mnie ich najdoskonalsza płyta, do poziomu której już nigdy się nie zbliżą. Niesamowity, ponury nastrój przewijający się przez cały album. Różnorodność stylistyczna - od rockowego czadu, poprzez pełne improwizowanego grania utwory instrumentalne, cudowne ballady (Every Home Is Wired to najpiękniejsza ballada PT, zapiera dech), aż po ambientalne wyciszenie w przerywnikach oraz w dłuższym Light Mass Prayer. Opisywanie wszystkich utworów tu zamieszczonych jest zbędne, myślę że najlepiej samemu posłuchać :). Cały album traktuje o tym, że życie tylko wtedy ma sens, kiedy pozostawia się po sobie na Ziemi jakiś ślad...

Coma Divine - Po prostu rewelacyjna koncertówka. Z POWALAJĄCĄ wersją Moonloop. Końcówka jest zagrana tak że szczęka do ziemi....

Stupid Dream - To już zwrot w kierunku zwykłych piosenek. Na długie odjazdy instrumentalne nie ma już co liczyć, poza może Tinto Brass. Nie ma tu prawie w ogóle żadnych solówek ! To była moja pierwsza płyta PT. Do dziś bardzo ją lubię, jest jak dla mnie w ich pierwszej trójce najlepszych płyt. Dużo tu ze stylistyki rocka alternatywnego, co dla niektórych osób może być nie do przetrawienia. Choć z drugiej strony utwory są dojrzała i wyważone. Zachwycają pięknymi melodiami i umiarem kompozytorskim.

Lighbulb Sun - Po części nawiązuje do poprzedniczki, ale jak dla mnie niestety wyraźnie słabszy jako całość... Są tu momenty doskonałe jak i przynudzające. Całość została podzielona jakby na dwie części. Pierwsza utrzymana w stylu Stupid Dream. Druga, lepsza, bardziej zadowoli starszych fanów zespołu. Hałaśliwy antymiłosny Hatesong, piękna ballada półakustyczna Where We Would Be. I niemal 13-minutowa Russia On Ice. Bardzo wolne tempo, łagodny śpiew, delikatne pasaże, ale gdzieś od 7 minuty narasta napięcie...

In Absentia - Tu już robią się schody. Wyraźnie mocniejsze brzmienie gitary. Być może współpraca Wilsona z Opeth zrobiła swoje. Coś jest w tej płycie nie tak, ale trudno mi to jednoznacznie napisać. To już początek kryzysu Porcupine Tree. Choć In Absentia z tych wszystkich "metalowych" płyt PT jeszcze jest stosunkowo najlepsza.

Deadwing - Najsłabsza płyta PT. Melodie które nie pozostają w głowie po wielokrotnym przesłuchaniu. Choć to pozornie ostra muzyka, wszystko się dziwnie rozmywa. Honor ratują utwory od Mellotron Scratch, wyraźnie bardziej liryczne. Ostatni utwór jest najlepszy na płycie.

Fear of a Blank Planet - O wiele lepiej niż na Deadwing. Te elementy które mnie nie przekonały na poprzedniczce, tu są znacznie lepiej przedstawione. Wilson dalej eksperymentuje z metalem (środkowa część Ansthetize to już napradę potężna rzecz) ale i z chęcią wraca do ballad i spokojniejszych klimatów, choćby w bardzo ładnym Sentimental.
Ostatnio zmieniony 22 paź 2009, 13:07 przez rzeszo, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #80830 autor: esflores » 22 paź 2009, 17:14

Bardzo dziekuje koledze RZESZO, wstyd przyznac ale słabo znam te zespoły średniego i młodego pokolenia. Wciąż badam archeologiczne zabytki. A ta kapela po twoim opisie jawi mi sie jako niebardzo wiedzaca co maja grac a to uwielbiam.

Jęśli kogo interesuje progrock z delikatnym powiewem fusion to polecam kanadyski kwartet
Karcius - goście grajacy na dr, keyb,b wypuszczaja gitarzystę, który gra świetny mocny chłam. Bardzo ciekawe bo czuje sie duzą dojrzałosć.
a jesli chodzi o PT to teraz wiem od czego zacząć.
Jeszcze raz wielkie thx. :smile:

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


DeLong
Habitué
Posty: 1169
Rejestracja: 01 paź 2006, 9:23
Lokalizacja: Dokąd?
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #80856 autor: DeLong » 23 paź 2009, 8:02

rzeszo pisze:In Absentia - Tu już robią się schody. Wyraźnie mocniejsze brzmienie gitary. Być może współpraca Wilsona z Opeth zrobiła swoje. Coś jest w tej płycie nie tak, ale trudno mi to jednoznacznie napisać. To już początek kryzysu Porcupine Tree. Choć In Absentia z tych wszystkich "metalowych" płyt PT jeszcze jest stosunkowo najlepsza.

Deadwing - Najsłabsza płyta PT. Melodie które nie pozostają w głowie po wielokrotnym przesłuchaniu. Choć to pozornie ostra muzyka, wszystko się dziwnie rozmywa. Honor ratują utwory od Mellotron Scratch, wyraźnie bardziej liryczne. Ostatni utwór jest najlepszy na płycie.

Fear of a Blank Planet - O wiele lepiej niż na Deadwing. Te elementy które mnie nie przekonały na poprzedniczce, tu są znacznie lepiej przedstawione. Wilson dalej eksperymentuje z metalem (środkowa część Ansthetize to już napradę potężna rzecz) ale i z chęcią wraca do ballad i spokojniejszych klimatów, choćby w bardzo ładnym Sentimental.


To dosyć powszechna opinia/opinie, choć są i tacy którzy te właśnie płyty wprost uwielbiają :yes:
No hay caminos, hay que caminar...

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


rzeszo
Niedoświadczony
Posty: 41
Rejestracja: 03 mar 2005, 19:44
Lokalizacja: Gdańsk
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #80861 autor: rzeszo » 23 paź 2009, 10:58

W sumie kwestia gustu :). Moi znajomi, którzy słuchają PT, też raczej wolą późniejsze dokonania, głównie In Absentia...

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Azeroth
Twardziel
Posty: 665
Rejestracja: 09 sie 2005, 9:55
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #80863 autor: Azeroth » 23 paź 2009, 12:30

Zapewne gustują w zespołach w stylu Dream Theater i tym podobnych.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


DeLong
Habitué
Posty: 1169
Rejestracja: 01 paź 2006, 9:23
Lokalizacja: Dokąd?
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #80864 autor: DeLong » 23 paź 2009, 12:45

Azeroth pisze:Zapewne gustują w zespołach w stylu Dream Theater i tym podobnych.


Akurat nowsze (jaki starsze) Porki sa bardzo odległe od tego co robi/robił Dream Theater. Jak dla mnie to (prawie) dwa bieguny współczesnego progresywnego rocka. Oczywiście to tylko moja skrajnie subiektywna opinia. Natomiast sam Wilson niejednokrotnie wypowiadał się negatywnie o muzyce z Teartu Marzeń.

Jak dla mnie największa róznica pomiedzy tym jak kiedys grały Porki, a jak to czynia obecnie tkwi w źródłe inspiracji. Drzewiej PT czerpali głownie z tego jak się grało w zamierzchłych czasach (Flojdzi et consortes), a teraz inspirują sie tym jak sie pogrywa obecnie (NIN, Opeth, Meshuggah). Jak ktoś uwielbia Flojdow i reszte dziadów (bez pejoratywnego zabarwienia), i jednoczesnie nie przepada za współczesnymi twórcami, ten ma raczej niechetny stosunek do kursu jaki obrał SW tworzac In Absentia i nastepne płyt.

BTW, a co powiecie o "nowym" KC i chociażby The Power to Believe?
Ostatnio zmieniony 23 paź 2009, 13:01 przez DeLong, łącznie zmieniany 2 razy.
No hay caminos, hay que caminar...

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


rzeszo
Niedoświadczony
Posty: 41
Rejestracja: 03 mar 2005, 19:44
Lokalizacja: Gdańsk
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #80866 autor: rzeszo » 23 paź 2009, 13:27

DeLong pisze:teraz inspirują sie tym jak sie pogrywa obecnie (NIN, Opeth, Meshuggah)


Hehe, tutaj paradoksalnie lubię mniej lub bardziej wyżej wymienione zespoły. Chociaż NIN po Fragile już nie słucham, moja ulubiona płyta to The Downward Spiral, doskonała rzecz. Meshuggah bardzo szanuję, jak usłyszałem EPkę I to mnie zamurowało :cool: . Opeth z całej trójki lubię najbardziej (słucham od Morningrise do Damnation).

Problem polega na tym, iż w przypadku PT tego typu elementy mnie nie do końca przekonują. Ale to tylko moje zdanie :)

DeLong pisze:BTW, a co powiecie o "nowym" KC i chociażby The Power to Believe?


Jeśli uznać "nowe" KC od płyty THRAK, to powiem że tę pierwszą uwielbiam. The ConstruKction of Light również bardzo lubię, sporo jej słuchałem. Dziwi mnie że jest tak źle oceniana przez większość, może to kwestia nietypowego brzmienia? Świetna sprawa to duża ilość "łamańców", fajne są nawiązania do czasów Discipline i Fracture :)

Koncertówek posłuchałem kilka razy, co prawda tylko trzech :). VROOOM VROOOM jest bardzo dobra. Najbardziej odjechana płyta w historii King Crimson THRaKaTTaK (koncertówka?) to jak na razie pozycja o której niewiele mogę powiedzieć. Heavy ConstruKction nie powala niestety :???:

A jeśli chodzi o Power to Believe, niestety - za mało słuchałem żeby się o niej wypowiedzieć...
Ostatnio zmieniony 23 paź 2009, 13:28 przez rzeszo, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


DeLong
Habitué
Posty: 1169
Rejestracja: 01 paź 2006, 9:23
Lokalizacja: Dokąd?
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #80867 autor: DeLong » 23 paź 2009, 14:08

rzeszo pisze:Jeśli uznać "nowe" KC od płyty THRAK


Dokladnie to miałem na mysli. A Power... wymienilem tylko dlatego ze najczesciej po nią siegam ostatnimi czasy.
Rozchodzi się o to jak oni odnaleźli się w nowej czasoprzestrzeni technologiczno-stylistycznej. Czerpali/czerpią z niej pełnymi garściami, wybierając dla nas najcenniejsze, najszlachetniejsze kruszczce, a nastepnie wysublimywując i przetapiajac je w tyglu swojej artystycznej wrazliwości w kunsztowne cacka.
Ostatnio zmieniony 23 paź 2009, 14:41 przez DeLong, łącznie zmieniany 1 raz.
No hay caminos, hay que caminar...

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #80872 autor: esflores » 23 paź 2009, 15:48

w skrócie o KC
I rozdział 69-74
zagadkowosć, tajemnica, niesamowite łączenie stylów i kapitalna gra ciszą - niesmiertelność
II rozdział
technika, sprawność , brak emocji, próby nawiązania do pierwszego kresu nieudane, wyziera Belew i jego nowofalowe skłonności -
efekt zgon.
III rozdział
Po kapitalnym krążku z Sylvianem "Gone to earth" Fripp ośmiela się podejść do tematu jeszcze raz, w porównaniu ze swymi "kolegami progowymi sprzed lat" jego reunion to mistrzostwo świata. Ale ta muzyka też tchnie technicznością, ktos może powiedzieć dojrzałością. Nie wiem czy wiecie ale od vroom do teraz Fripp nagrał chyba ze sto płyt, wiekszość wydana w limitowanych klubowych nakładach. Czy jest to najlepszy okres mistrza to kwestia gustu - ja wracam do tego okresu gdy wszystko inne mnie już znudzi.
Mówie tu o jego działalności związanej z szyldem KC, bo jak wszyscy wiedzą robił jeszcze pare innych rzeczy - FFWD z "orbem" to jedna z tych perełek na przykład.
Myślę,że KC zasługuje na osobny temat - tam jeszcze jest otoczka tekstowa bardzo frapująca.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


rzeszo
Niedoświadczony
Posty: 41
Rejestracja: 03 mar 2005, 19:44
Lokalizacja: Gdańsk
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #81001 autor: rzeszo » 28 paź 2009, 1:26

DeLong pisze:
rzeszo pisze:Jeśli uznać "nowe" KC od płyty THRAK

Rozchodzi się o to jak oni odnaleźli się w nowej czasoprzestrzeni technologiczno-stylistycznej.


Jeśli uznać by termin 'rock progresywny' dosłownie, King Crimson w tej szufladce zawsze był wyjątkowo 'postępowy'. W latach '70 Robert Fripp stworzył mnóstwo genialnych rzeczy, do tego wyjątkowo oryginalnych. W latach '80 nawiązał do nowej fali i innych gatunków wtedy rozwijających się, a mimo to odcisnął w tej stylistyce własne piętno, ta muzyka jest również oryginalna.

Co do lat '90 - to wszystko zasługuje na wielki szacunek. Sam fakt, jakiego kalibru riffy słychać na THRAK, TCoL i TPtB jest niezwykle interesujący. Do tego dorzucić rewelacyjne brzmienie na THRAK, interesujące pomysły brzmieniowe oraz bardzo ciekawy pomysł na podwójne trio. Sam powrót gdzieś w połowie lat '90 okazał się strzałem w 10tkę, a Fripp udowodnił, że jeszcze wiele może namieszać w muzyce rockowej.

King Crimson w obecnej dekadzie nagrał tylko 2 albumy, a i tak nie brzmią jak dzieła muzyka który zaczynał karierę w latach '60.

esflores pisze:II rozdział
technika, sprawność , brak emocji, próby nawiązania do pierwszego kresu nieudane, wyziera Belew i jego nowofalowe skłonności -
efekt zgon.


Faktycznie to dość dyskusyjny okres działalności. Ale i tak lubię te płyty :cool:

esflores pisze:Myślę,że KC zasługuje na osobny temat - tam jeszcze jest otoczka tekstowa bardzo frapująca.


Bardzo dobry pomysł... Dorobek Kiing Crimson to temat-rzeka

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #81005 autor: esflores » 28 paź 2009, 10:07

Z tą setką to chyba przesadziłem ale ponad 50 spokojnie, wiekszość nie do kupienia w normalnej sprzedaży.
Koncerty z okresu "redblueyellow" (kolory okładek) jest kilka dvd i masa bootów - dowodzą, że to też jest oczywiście interesujący okres, zresztą czegoby sie Fripp nie tknął warte zainteresowania, także dla "purystów elektronicznych". Jego dorobek solowy równie obfity jak KC.
Mr.Yeske - "Frapujący świat Roberta Frippa" może być jako tytuł tematu?

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #86750 autor: esflores » 08 cze 2010, 18:00

Mamy dosyć sensacyjna wiadomość z obozu Roadrunners
Wilson, Akerfeldt, Portnoy coś tam razem kombinują i będzie z tego płyt chyba na jesień.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Azeroth
Twardziel
Posty: 665
Rejestracja: 09 sie 2005, 9:55
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #86821 autor: Azeroth » 14 cze 2010, 17:01

Jeżeli ma z tego wyjść taki agresywny jazgot jak na Blackwater Park - dziękuję, postoję. Po przesłuchaniu powyższej płyty byłem drażliwy przez cały dzień - inni też to odczuli. Takiej muzyki powinni zabronić - wyzwala u człowieka najgorsze instynkty.

Ale jeśli zrobią coś w stylu Damnation - jak najbardziej byłoby to na miejscu.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #86826 autor: esflores » 14 cze 2010, 21:44

Stary, wyczuwam, że jesteś wku.... :grin:
Blackwater Park to jedyna płyta, która sensownie nagrali. Ale to oczywiście kwestia gustu a może nastroju - no chyba, ze nie trawisz w ogóle growlingu.
Jest pewien problem z Roadrunners - oni zaczęli produkować muzykę na "zamówienie" ale dla mnie nie ma w tym spontanu a te emocje są podstawą dobrej muzyki.
Ja szukam po mniej znanych labelach tam jest sporo ciekawszej muzyki.
Niestety miałem nadzieję, że PT jest inny ale może sie jeszcze wezme za nich - trzeba miec fazę :smile:

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Rock Progresywny”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia