Rock ProgresywnyElektronika w muzyce.

Droga do Rocka Elektronicznego

Moderatorzy: fantomasz, yeske


Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Elektronika w muzyce.

Post #82091 autor: esflores » 20 gru 2009, 14:00

Tytułem wstępu kilka uwag.
W swoich muzycznych podróżach wielokrotnie napotykam na artystów wykorzystujących instrumenty elektroniczne, komputery i inne technologie cyfrowe. I nie jest to muzyka stricte elektroniczna. Są to projekty na tyle interesujące, że szkoda aby były przemilczane.
Zapraszam do zamieszczania informacji o takiej muzyce. Muzyce, która ciężko zdefiniować, która nie mieści się w żadnej szufladzie. Warunkiem jest, aby miało to coś wspólnego z nowoczesnymi technologiami. To może być niezwykle inspirujące dla muzyków a także poszerzy percepcje nas jako odbiorców tej muzyki.

[ Dodano: 2009-12-20, 14:35 ]
Wielokrotnie mówiłem, że lata 80-te to lata nieciekawe muzycznie - oczywiście nie jest to do końca prawda.
Rok 1984.
Niemal równocześnie zostają rozwiązane dwie niezwykle ciekawe grupy Bauhaus i Japan. Bauhaus wypracował własny oryginalny styl określany jako cool alternative. Kompozycje mroczne i czasami bardzo neurotyczne pokłosie post punkowe. Japan zespół troszkę łagodniejszy, bardziej eksperymentujący ale w pewnych granicach - są to ambitne piosenki.
Peter Murphy (wokalista Bauhaus) i Mick Karn (multinstrumentalista Japan) zwolnieni nagle ze swych obowiązków tworzą nowy projekt jako duet Dali's Car.
Nagrywają tylko jeden album - The waking hour.

Obrazek

To bardzo dziwna i w sumie unikatowa pozycja - zderzenie pięknego chłodnego wokalu i eksperymentów strukturalnych (bass). Bardzo kameralne kompozycje podparte niezwykłymi jak na tamte lata brzmieniami. Atmosfera niesamowicie psychodeliczna z drobnymi elementami bliskowschodnimi. Zderzenie barw instrumentów dmuchanych z surową automatyczną perkusją.
Zapytani po latach dlaczego nie kontynuowano projektu odpowiadają, że zbyt dużo ich dzieliło.
Tu próbka z tej płyty niestety niskiej jakości - http://www.youtube.com/watch?v=JZ2TQc-w ... re=related

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

 
TEST

Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #82317 autor: esflores » 29 gru 2009, 23:49

I znów początek lat 80-tych, jesień - papierosy i alkohol nie dają już ukojenia, czytać się już nie chce. Dzisiaj niedziela - czekam jak co tydzień na wieczór - wieczór płytowy. Dwóch Tomków - obydwóch niezbyt lubię, ale Beksiński chociaż się stara.

Magnetofon dama pik wolno rejestruje -

Laurie Anderson - Big Science

Obrazek

Anderson nie jest muzykiem stricte, jest artystką działającą na wielu innych polach ze specjalizacją - performance. Przypadek chce, że dla mnie najgorszy utwór z tej płyty staje się hitem na brytyjskiej liście. Dlatego Anderson w ogóle się pojawia - minimalistyczne, chłodne elektroniczne dżwięki, bez empatyczny głos, zniekształcony niekiedy vocoderem, proste dżwięki instrumentów blaszanych, przedziwne słowa - tworzą niepokojącą całość.
Te niespełna 40 minut to zaledwie wyrywek 8 godzinnego projektu United States. Laurie Anderson jest z Nowego Jorku - dla wielu do dzisiaj wymarzone centrum świata.
Ta kobieta nie może przejść obojętnie wobec absurdów życia, widzi więcej niż przeciętny zjadacz chleba i wyraża swoje konstatacje. Ta muzyka jest prosta jak drut, chwilami nawet prostacka a w nagraniu uczestniczyło aż 10 osób - jest przejrzyście słychać każdy dźwięk i słowo.

Born, Never Asked

It was a large room. Full of people. All kinds.
And they had all arrived at the same buidling
at more or less the same time.
And they were all free. And they were all
asking themselves the same question:
What is behind that curtain?
You were born. And so you're free. So happy birthday.

Czy wiesz co jest za kurtyną?
Jeśli jesteś ciekaw Big Science Ci nie pomoże - a może warto spróbować.

Ten utwór znowu fatalna jakość no ale jest - kulminacja płyty
http://www.youtube.com/watch?v=eVlD_gibwYU
Ostatnio zmieniony 30 gru 2009, 0:03 przez esflores, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

spawngamer
Habitué
Posty: 2313
Rejestracja: 23 gru 2004, 15:33
Lokalizacja: Bydgoszcz
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #82324 autor: spawngamer » 30 gru 2009, 9:14

Późniejsza płyta Home Of The Brave ma też wersję video będącą rejestracją koncertu. Niestety nie posiadam tego wydawnictwa ale kolega Stockhausen wystawił większość tego materiału na Youtube. Warto zobaczyć choć brakuje wiele choćby opowieści Anderson miedzy piosenkami i np. White Lily;
http://www.youtube.com/watch?v=BPbv2uVY ... 5z8gHHu6B4
Ostatnio zmieniony 30 gru 2009, 9:18 przez spawngamer, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #82349 autor: esflores » 31 gru 2009, 12:15

Twórcy pytani jak się czują jako prekursorzy lub twórcy jakiegoś gatunku zgodnie wyrażają zdziwienie i są zakłopotani. Oni w ogóle nie myślą w tych kategoriach - jeśli już to mówią o wpływach, inspiracjach. Mają na myśli przetwarzanie. Przetwarzanie jest jednym z najważniejszych czynników w procesie tworzenia. Jeśli dodamy do tego tak wspaniałe możliwości jakie daje digitalizacja to rubieże stają się niewidoczne - wszystko jest możliwe.
To odbiorcy, krytycy, dziennikarze myślą takimi kategoriami - jeśli ktoś gra w rytmie 80 beatów na minutę i używa dużo elektroniki to jest to od razu trip hop.
Ta nazwa mnie osobiście odstręczyła od Massive Attack - dlatego przyjmujcie nomenklaturę z przymrużeniem oka - lepiej rzucić ucho osobiście.

Massive Attack - Mezzanine

Obrazek

Słuchacze el muzyki znają ten stan świadomości - stan zawieszenia między snem a czuwaniem. I taka jest ta muzyka - twórcy mówią - to muzyka do słuchania gdzieś między 4 a 5 rano, gdy wracasz do domu po nocnym wałęsaniu się tu i ówdzie, siadasz na łóżku i zastanawiasz się czy warto jeszcze się kłaść. Podchodzisz do okna - śmieciarki, jacyś robotnicy niemrawo podążający do pracy, stara kobieta wraca z porannej mszy, zapalasz papierosa, słodka trucizna wypełnia Ci żyły.

Ten album mocno podszyty elektroniką wspaniale wkomponowaną w całość, brak słyszalnych zapętleń, niezwykle szeroka przestrzeń i wysmakowane brzmienia. I co się rzadko zdarza wszystko wspaniale współgra. Wszystko wypełnione treścią - dwuznaczne, niedopowiedziane - niezwykły urok codzienności. Komputer na usługach ducha bo człowiek jest tu panem.
Polecam te płytę wszystkim wahającym się, niezdecydowanym, czującym dotkliwie swoją inność to muzyka dla WAS.
Być może jest nas więcej niż tzw. normalnych - tylko boimy sie do tego przyznać.

Pozdrowienia - gdzieś między 2009 a 2010 :wink:

Jak zwykle odrobina - http://www.youtube.com/watch?v=uKPKbOtEnqg

P.s. Album otwiera - Angel - koniecznie zobaczcie ten klip - to moje życzenia na Nowy Rok :grin:
http://www.youtube.com/watch?v=kaef2NgwqHY
Ostatnio zmieniony 31 gru 2009, 14:27 przez esflores, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #82497 autor: esflores » 05 sty 2010, 17:43

Z wielką radością przedstawiam Wam płytę, która była kiedyś moją ulubioną pozycją na półce.
Hillage to gitarzysta, który rozpoczynał karierę na początku lat 70-tych w kręgach zwanych póżniej Canterbury. Jak się pewnie orientujecie, te kręgi bardzo mocno eksperymentowały i nie zawsze udanie. Czego by nie powiedzieć to trudna muzyka i wymaga sporego wyrobienia.
Ale Steve poznaje piękną kobietę, która też gra (na klawiszach). Oboje wypracowują bardzo oryginalny styl - który dzisiaj można nazwać space rockiem.

Steve Hillage - Live herald 1979
Obrazek

Płyta koncertowa - jak na te lata genialnie wyprodukowana - bardzo przyjemna w obejściu.
Muzyk, którego ktoś nazwał hippie z innego wymiaru, od pierwszego dźwięku przykuwa uwagę. Używa bardzo dużo efektów, phaser, flanger, delay, kapitalnie użyte pogłosy - w połączeniu z wszechobecnymi instrumentami klawiszowymi tworzą bardzo ciekawy rezultat. W zasadzie jest to progres ale wzbogacony o te "ćwierkające i świszczące" dżwięki ówczesnych analogów ale jest cieplutko, onirycznie, lunatycznie i somnabulicznie - hehehe.
Hillage potrafi też przyłożyć do pieca i nieżle wymiata, posługuje się dość ciekawymi rozwiązaniami harmonicznymi tworząc swoistą psychodeliczną dramaturgię. Pozostali muzycy znakomicie się wpasowywują w konwencję. Jeśli nie słyszeliście tej muzyki to na pewno się Wam spodoba bo ma też silne prowieniencje elektroniczne.
Trudno opisać tę muzykę - Ozric Tentacles - to kapela, która próbuje kontynuować ten klimat ale Hillage doprowadził ten genre do perfekcji. Paradoksalnie nie mógł potem przeskoczyć samego siebie.

Tu utwór z płyty studyjnej ale bardzo reprezentatywny dla tego artysty -
http://www.youtube.com/watch?v=v12SGXxVbAg

Ps. Rok poprawiony - chyba patrzyłem na datę nagrania :smile:
Ostatnio zmieniony 05 sty 2010, 22:25 przez esflores, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Geronimo
Habitué
Posty: 1350
Rejestracja: 11 wrz 2004, 20:16
Lokalizacja: Zielona Góra
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #82504 autor: Geronimo » 05 sty 2010, 22:09

W 2007 roku pojawiły się remastery -powtórne wydania- płyt Steve'a Hillage'a.Wszystkie z bonusowymi nagraniami.Także "Live Herald" ukazał się z kilkunastominutowym bonusem.Ale jest to album z roku 1979 a nie 1978.W zasadzie jak Hillage to tylko lata 70-te.Na początku lat 80-tych wydał jeszcze jeden album,ale moim zdaniem już zupełnie nieudany.

Tak esflores, Hillage to kawał świetnej muzy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #83198 autor: esflores » 29 sty 2010, 17:18

Do you like ambient?
Większość odpowie - tak, czemu nie. Ale jeśli dodam - post rock, metalic ambient?

M - istrzowie O - rganizowania G - enialnych W - yniosłych A - ranżacji I - nstrumentalnych *

Mogwai to nowa jakość muzyki instrumentalnej zbudowana z tradycji szarpania strun i elementów muzyki elektronicznej. Ktoś zapyta gdzie bliżej - odpowiadam - nie wiem. Dość liczna grupa szkockich muzyków tworzy bowiem nastrojowe kompozycje, budując olbrzymie napięcie poprzez paraboliczne falowanie uniesień i spokoju. Piękne harmonie i melodie pobudzają do refleksji, zadumy - psychodeliczny odlot XXI wieku.

Nie jest to muzyka relaksacyjna, zespół nie epatuje też agresją i natarczywością w sensie konstruowania nastrojów. Relacja z koncertu : "czuło się zarówno euforię jak i strach. Strach przed bezpowrotną zatratą i niemożliwością powrotu"

MOGWAI - Zidane A 21st Century Portrait Original Soundtrack

Obrazek

Kończący ten album całkowicie elektroniczny Untitled - poraża ostatecznie. Trzeba dużo czasu na powrót.

http://www.youtube.com/watch?v=UTpOdUqMPxM

* copyright to Rafał Rduch

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

pmrudz
Zaawansowany
Posty: 127
Rejestracja: 31 sie 2009, 19:43
Lokalizacja: Trójmiasto
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #83205 autor: pmrudz » 29 sty 2010, 21:46

Ze swojej strony polecam zwrócenie uwagi na legendarną płytę legendarnego zespołu GONG pt. You (1974). Jest tam mnóstwo elektronicznych niuansów, granych chyba na Moog'u i EMS'ie. Wspaniały kawałek muzyki - połączenie rocka progresywnego z klimatami a'la Zappa, no i te syntezatory....

:)

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

wojcik2202
Habitué
Posty: 1117
Rejestracja: 23 kwie 2009, 0:52
Lokalizacja: Z nikąd
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #83210 autor: wojcik2202 » 30 sty 2010, 17:22

pmrudz pisze:Wspaniały kawałek muzyki


Tak Przemo :smile: , Gong to niezwykle kreatywna kapela ale z drugiej strony nie do końca tolerowana, z Gongiem jest tak samo jak z Peterem Hammilem ,liderem Va der graf generation - albo się kocha albo nienawidzi :roll: Ja polecam dość awangardowe dzwięki z tego albumu, proszę nie sugerujcie się tą dziwaczną okładką, muzyka jest tu frapująca i miejscami szokuje dziwacznymi dźwiękami , na Amazonie można posłuchać fragmenty, tobie Przemku i forumowiczom serdecznie polecam :listen: :listen: :listen: Obrazek
Ostatnio zmieniony 30 sty 2010, 17:25 przez wojcik2202, łącznie zmieniany 6 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #83213 autor: esflores » 30 sty 2010, 20:01

A ja mam problem z tym całym Canterbury - troszkę dla mnie eksperymentują w pustkę. Muszę dłużej posłuchać zarówno Gonga po prostu mi nie wchodzi jak i inne kapele.

Za to uwielbiam Roberta Wyatta i pierwszy okres Soft Machine - elektroniki tam nie wiele ale jakie podejście do muzyki. Wyatt odszedł od Soft po 4 płytach z bardzo interesującego powodu - zespół postanowił grać bardziej formalnie i zdycyplinowanie w tym wypadku jazz - Wyatt był maniakiem jazzowym ale nigdy nie chciał go grać - chciał się co najwyżej nim inspirować.
Zresztą solo nagrał też wiele świetnej muzyki -na przykład jest dostępny na video koncert niejakiego Oldfielda Mike'a i chłopaki grają w studio na żywo TB a na perkusji - Robert Wyatt.
Zresztą Oldfield był stale obecny w różnych przedsięwzięciach Canterbury i był znany.
Legenda o tym jak to sprzątał studio i brzdąkał po godzinach aż ktoś go zauważył to bujda na resorach. Oldfield był po prostu świetnym sidemanem.

Hammila i spółki nigdy nie miałem na winylu a po krótkich odsłuchach ta muzyka mnie odstręczała - ten dziwaczny saksofonista, który miał w ustach zazwyczaj więcej niż jeden instrument - brak gitary - to oczywiście kolejna rzecz do nadrobienia.

Widzicie fajnie być otwartym na różne sprawy (to samo dotyczy elektroniki - tam są jeszcze nieodkryte olbrzymie obszary) - nie będziemy się nudzić do końca życia :grin:

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #83524 autor: esflores » 13 lut 2010, 16:42

Myślę, że ten artysta zasługuje na osobny temat. Richard Pinhas Heldone.

Na początek Spawngamer:

OSE-ADONIA’78
Kolejne wcielenie niezmordowanego w latach 70 tych twórcy awangardowego Richarda Pinhasa. On to zaaranżował płytę na Moog 55 i B, Ems Synthy Aks, Oberheim Expander, Minimoog, Polymoog i gitarę. Płytę zrealizowano w Heldon International Imperium Holding Inc w czasie gdy zespół Heldon miał akurat wolne czyli w czerwcu 1978 roku. Album nagrano i zremiksowano w Studio A Barclay-Hoche w Paryżu. Pinhasowi towarzyszył Francois Auger na bębnach i Herve Picart na syntezatorach, basie i gitarze. Płyta została pomyślana jako opowieść o kolonizacji innych planet przez ziemian. Approche Sur A to perliste świergotania i leniwie snująca solówkę gitara akustyczna intensywnie uderzane talerze i wreszcie rytm wybijany na jednym z bębnów perkusji. Szczególnie jakoś ta muzyka się nie wyróżnia ale to solidna porcja dźwięków z naleciałościami prog rocka ale i nowoczesnymi jak na tamte czasy brzmieniami elektronicznymi. Najciekawsze dla mnie są schulzowskie w stylu elektroniczne wyładowania sprzężone z melancholijną melodią z gitary akustycznej i potem elektrycznej w L'Aube Jumelle. Ciekawe.

PINHAS RICHARD-CHRONOLYZE’76 (poświęcony diunie Herberta przyp.es)
Płyta ta to solowy debiut Pinhasa a zrealizowano ją jakżeby inaczej w Heldon & Davout Studios między styczniem a lipcem 1976. Krążek zaś autor zadedykował „wszystkim dziwakom SF”. Jak na czasy winylów płyta zaskakuje długością –ilość rowków musiała być mocno zagęszczona skoro trwa ona 55 minut –standarty tamtych czasów to oscylowały przy trzech kwadransach. Płytę reaktywował w 1991 na CD związany z Pinhasem label Spalax. Pierwszą stronę zajmuje suita Variations Sur Le Thème Des Bene Gesserit w siedmiu częściach. Większosć to pulsujące wibrowania z narastającymi zapętleniami pozbawione solówek ale oprócz tych abstrakcyjnych eksperymentów słychać tu zachłystnięcie możliwościami stereo ( odmienne granie w obu kanałach ) jak i mimowolne naśladownictwo Jarre’a ( przestrzenne klimaty). „Paul Atreïdes” przynosi zaś dźwięki zmierzające w stronę industrialnego ambientu z wolniejszym tempem, przechodzące w progresywne rozważania z gitarą elektryczną (Didier Batard) i perkusją (Francois Auger) na pierwszym planie w katakonicznej formie. Kolejny zwrot i jesteśmy w krainie kosmicznych pejzaży kreślonych analogowymi brzmieniami. Awangardowo, niekonwencjonalnie. Dla zwolenników takiego grania spora gratka.

PINHAS RICHARD-L’ETHIQUE’82
Urodzony w 1951 roku Richard Pinhas to francuski awangardowy muzyk rockowy uznawany za jednego z najważniejszych eksperymentatorów sceny francuskiej, ojciec chrzestny muzyki elektronicznej w tamtym kraju. Pinhas ukończył i otrzymał doktorat filozofii na Sorbonie, a następnie został profesorem na tej uczelni. Od 1972 grał w grupie Schizo uprawiającej elektronicznego rocka. Po rozstaniu się z grupą założył swój własny zespół trio – Heldon, który w latach 1974-1978 był wizytówką francuskiego podziemia artystycznegoi który pomógł zdefiniować pojęcie Space Music. Pinhas w grupie grał na gitarze, a muzyka jej pozostawała pod silnym wpływem King Crimson. Już w czasie występów w Heldon i także później Pinhas rozpoczął karierę solową w sumie nagrywając sześć albumów zawierającą eksperymentalną muzykę z łączącą rocka i klasyczną elektronikę na których zawartość miała wpływ literatura SF, klimat polityczny i ambient spod znaku Briana Eno i Roberta Frippa. Na tym czwartym solowym albumie mamy sporo formalnych eksperymentów ale ogólnie dostajemy całkiem niezłe el przytłoczone mocno rockiem progresywnym. Czemu nie?

PINHAS RICHARD-EAST WEST’80
Dokonania kapeli Heldon jakoś mnie nie olśniewały zaś solowe kompozycje Pinhasa opierają się na rocku progresywnym w najlepszym wydaniu czyli sięgając po twory Yes, Genesis czy King Crimson. Taki jest też początek (i ostatni utwór) ale potem dochodzi do głosu elektronika wcale nie mająca charakter poszukujący gdzie autor nie stara się zbytnio przypodobać słuchaczowi a tworzy interesujące melodie (Sense Of Doubt, Kyoto Number 3, a zwłaszcza Beautiful May ). Zaskakuje też kompozycją śpiewaną w modnej wówczas manierze synth popu czy New Romantic jak kto woli (West Side). Wiele zmiennych powoduje że ta rzecz jest ciekawa i da się dobrze słuchać

PINHAS RICHARD-ICELAND’79

Ten album nagrany w Heldon Electronic Studio i Ramsès Studio w Paryżu a remiksowany w Davout ma cechy ambitnej próby zmierzenia się z elektroniką eksperymentalną. Surowe, ascetyczne, monotonne brzmienia przypominające przetworzone dźwięki pracującej maszyny albo pociągu w ruchu, eksperymentalne tło i jednostajne solowe granie, snujące się pasaże tworzą zwartą całość która eksploduje jak dla mnie w piękny sposób w ostatniej w wersji LP opowieści dedykowanej F.-S. Fitzgeraldowi –„Greenland” gdzie znakomicie obok powracającej, zapętlonej kody, świetnie w tle słychać pracę stonowanej progresywnej perkusji i przelewające się wysokie dźwięki efektów plus świetne solówkowe pasaże. Dodany do reedycji na CD w 1992 roku „Wintermusic”, Pinhas w całości zrealizował na polymoogu i idealnie nadaje się do treści płyty. Lekko odrealnione, eksperymentalne ale w granicach miłych dla ucha dźwięków. Interesująca zawartość polecana przeze mnie do nocnego słuchania...
THX Spawngamer :smile:

Wydarzenia z maja 1968 w Paryżu znalazły wkrótce swoje odbicie w sztuce. Richard Pinhas właśnie zdobył doktorat i profesurę z filozofii na Sorbonie. Dla wielu szczyt marzeń ale nie dla niego. Niespokojny, z przyklejonym wiecznie papierosem w ustach, włócząc się po mieście trafia przypadkiem na kursy filozofii Gilles’a Deleuze.
Anarchistyczno-nihilistyczne treści tak mocno radykalizują jego poglądy, że rozważa różne możliwości wyrażenia w swoich uczuć.
„ To Fripp i Eno przesądzili o tym, że będzie to muzyka - wspomina po latach. - Czytałem wtedy dużo literatury SF, wiesz Dick, Herbert, Spinrad ( Heldon - utopijne miasto z książki Spinrada), No i filozofia głównie Nietsche. Pociągało mnie jego proroctwo dotyczace muzyki przyszłości, która godzi mechaniczne i liryczne elementy ludzkiej egzystencji“



I rzeczywiscie o ile Fripp I Eno, zmierzają ku bardziej wyrachowanemu podejściu do kompozycji, Pinhas jest bardziej emocjonalny nawet agresywny, gwałtowny postęp techniczny będący czasem zwykłym gwałtem na ludzkiej naturze znajduje odbicie w jego muzyce. Tytuł pierwszej płyty - Electronique Guérilla (1974) - cytowanie wprost Nietschego (przez Deleuza) okładka drugiej płyty - Allez Teia (1974) migawka z rozruchów 68 - nieskrywane sympatie do anarchistów - Agneta Nilsson (1976) - Perspective III (Baader-Meinhof Blues) sprawiają, że artysta zostaje zepchnięty do podziemia. I w tym podziemiu pozostaje do dzisiaj - francuzi nie wydają jego płyt - robią to amerykanie i japończycy. Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju.

„Lepiej się mylić robiąc coś nowego niż tylko powtarzać. Będąc „repiterem“ powielasz rzeczywistość. Jeśli posuniesz sie chociaż na milimetr, ryzykując etykietę brutala - jesteś kimś kto wpływa na przyszłość“
Czemu grasz tak a nie inaczej?
„Muzyka pozwala mi zrozumieć pewne koncepcje filozoficzne, wydałem niedawno książkę o Spinozie - Bóg jest naturą - to jest mi bliskie“

O muzyce pisze Spawngamer a ja dodam, że ona jest niesamowita - Patrick Gauthier, Francois Auger, Didier Batard i wielu innych - są bardzo odważni. Richard próbuje różnych koncepcji, jego Les Paul ma tysiące barw, Vcs3, Arp, Aks, tworzą klimat - minimalizm, przestrzeń, hipnotyczne drony i struktury, falujące i statyczne - czasami jednocześnie. Mamy tu krótkie wariacje sekwencerowe ułożone w pewne koncepcje i długie utwory nawet do 30 minut, ale dużo się dzieje. Jest przerażająco, refleksyjnie, czasami progresywnie, ambientowo i ciekawie!!!
W wywiadach artysta mówi o Roachu, Glassie, Frippie, Eno i wielu innych. Ani słowa o Niemcach ;))
Okładka do Agneta Nilsson (żona muzyka) stanowi jakby credo jego twórczości


Obrazek

II CoCart Music Festival Poland 2009

http://www.youtube.com/watch?v=DtYbKYqaGJs
Ostatnio zmieniony 13 lut 2010, 20:06 przez esflores, łącznie zmieniany 3 razy.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Taxator
Doświadczony
Posty: 86
Rejestracja: 19 lis 2005, 18:59
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #83540 autor: Taxator » 14 lut 2010, 20:29

W dziale Elektronika w muzyce, nie można nie wspomnieć o zespole HAWKWIND. To już weterani. Chyba w tym roku mija 40 lat od wydania ich pierwszej płyty.
Tak sobie przypomniałem o nich, gdyż dostałem dzisiaj jakiś ich koncert i półka z ich dyskografią liczy właśnie 55 pozycji. Plus kilka starszych - na analogach. Bardzo często i (w pewnych okresach bardzo dużo) wykorzystywali instrumenty elektroniczne. Początkowo to tylko jakieś generatory, ale z czasem było tego coraz więcej. Właśnie w tej chwili zapuściłem sobie bardzo elektroniczne: "Electric Tepee". Kiedyś nazywało się to co grali - space rock.
Moim zdaniem godne polecenia są płyty studyjne - choć przez 40 lat bardzo różne. Koncertowe można sobie darować - w większości jakości bootlegowej (może z kilkoma wyjątkami). Ale pewnie byłaby wielka frajda - być na takim koncercie.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #83549 autor: esflores » 15 lut 2010, 15:21

Muszę się poprawić - Przyczepiło mi się jakieś e. Ma być Richard Pinhas Heldon. (Adminie popraw z łaski swojej :neutral: )
Przy okazji doklejam jeszcze jedno ciekawe wideo

http://www.youtube.com/watch?v=8n4OEBTDgfc
Ostatnio zmieniony 15 lut 2010, 15:23 przez esflores, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Azeroth
Twardziel
Posty: 665
Rejestracja: 09 sie 2005, 9:55
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Mężczyzna - Mężczyzna
Status: Offline

Post #83562 autor: Azeroth » 15 lut 2010, 23:04

Na jednej z płyt Heldona - "Stand By" w utworze Bolero można usłyszeć zachwycający zapętlony podkład z sekwencera - każdy fan klasycznej elektroniki powinien TO usłyszeć...

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #83564 autor: esflores » 15 lut 2010, 23:20

Tak, płyta z 1979 - Bolero w 8 częściach ale tytułowy Stand by, to improwizowany heavy prog - 14 minutowy ciężki walec, zmiany tempa - świetna płyta, ostatnia grupowa - Pinhas stwierdził wkrótce, że nie może już grać bo nic nowego mu do głowy nie przychodzi. I nie chce się powtarzać.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #84561 autor: esflores » 17 mar 2010, 17:11

Dzisiaj album niezwykły. Synth popowy duet Soft Cell mocno namieszał na początku lat osiemdziesiątych na głównej scenie brytyjskiej i nie tylko. Album Non Stop Erotic Cabaret doczekał się wydania nawet w Polsce. Po latach mamy dwupłytowe wznowienie tej pozycji.
Muzyka typowa dla tych czasów electro, synth i pop, na uwagę zasługują chwytliwe melodie, świetne przejrzyste elektroniczne aranże, które do dzisiaj przykuwają uwagę. Świetnym pomysłem było użycie instrumentów blaszanych jako instrumentów solowych. Na saxie i flecie gra Dave Tofani a na trąbce David Ball. Płyta niezwykle spójna muzycznie i oczywiście koncepcyjna.

Soft Cell - Non - Stop Erotic Cabaret

Obrazek

To zamieszanie spowodowane jest przekazem poza muzycznym, który o dziwo do dzisiaj pozostaje aktualny. Para młodych studentów sztuki po ukończeniu nauki szuka możliwości wyrażenia swoich artystycznych pomysłów. David Ball przyznaje się do wpływów Kraftwerk i północnoamerykańskiego soulu. Po kilku próbach zaistnienia na scenie muzycznej, na odczepne nagrywają stary cover Tainted Love i ta mieszanka nagle odpala z hukiem.
Korzystając z okazji artyści tworzą swoisty concept performance peep show Non Stop Erotic Cabaret. Mark Almond przybiera gejowsko adrogyniczny anturaż a David Ball jest jego obleśnym alfonsem (wąsik). Piosenki opowiadają o sprawach nigdy w ten sposób nie pokazywanych w sztuce pop. Transseksualizm, pornografia, prochy, alkohol, rozpusta i dewiacje seksualne, drobnomieszczaństwo i gnuśność zostają podane wprost - co wywołuje spore zamieszanie i polaryzację odbiorców. Ale po za krytyką hedonizmu muzycy mówią też o innych sprawach. Zagubienie, egzystencjalna pustka, pragnienie prawdziwego uczucia i tęsknota za trwałymi wartościami.
Życie przynosi jednak niezwykłe rozwiązania, pomimo, że Soft Cell pozuje, posługuje się autoironią, zostaje zaanektowany przez środowisko. Almond i Ball to swojaki – muzyczna wyprawa za ocean kończy się nadużywaniem narkotyków podsuwanych przez wielbicieli.
Ekstaza dobiega końca. Mark Almond dysponuje jednak świetnym wokalem i to pozwala mu na kontynuowanie kariery. W kwietniu 2010 premiera nowego albumu.

http://www.youtube.com/watch?v=GTmWSddghl0
Ostatnio zmieniony 17 mar 2010, 17:12 przez esflores, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

Belmondo
Habitué
Posty: 5653
Rejestracja: 10 maja 2004, 12:59
Lokalizacja: W-wa
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Status: Offline

Post #84563 autor: Belmondo » 17 mar 2010, 17:52

esflores pisze:mocno namieszał na początku lat osiemdziesiątych na głównej scenie brytyjskiej i nie tylko.


Apropos brytyjskiej sceny: http://www.youtube.com/watch?v=WeVRYPjcVXg

Pozdr
Let us be thankful we have commerce. Buy more. Buy more now. Buy. And be happy

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #84976 autor: esflores » 27 mar 2010, 18:25

To przyczynek do omówienia

Ohm - The Early Gurus Of Electronic Music

Obrazek


Kiedyś dziwiłem się, zwracałem uwagę, oburzałem się, komentowałem, czułem się niewyraźnie, kiedy widziałem to wieczne niepokojące poruszenie wśród publiczności.
Marszczenie brwi, spłoszone uśmiechy, radosne przaśne żarciki ludzi, którzy zostali skonfrontowani przypadkiem, siłą lub z innych powodów z nowoczesną sztuką.
Muzyka elektroniczna jest nowoczesną sztuką – sama nienaturalna barwa, czy dźwięk użyty w muzyce wywołuje niepokój, grozę i popłoch. Jeśli ją ułożyć w miarę strawne harmonie i melodyjki jest łaskawie tolerowana i puszczana mimo uszu.
Lecz gdy jednak nie daj Boże, ktoś wykroczy poza te określone granice, to natychmiast mamy problem, konflikt. Większość się nie certoli i rysuje sobie na czole kółko, na swoim czole. Inni są bardziej czujni i mówią – artyści zawsze są dziwni, niech tam sobie pichcą swoje dzieła, co komu to szkodzi. Nawet w dobrym tonie jest popodziwiać te wybryki.
Punktualizm, serializm, aleatoryzm, hmm - no cóż tak, marszczenie, skupienie, powaga, przecie coś w tym musi być, może jednak się nie wypowiadać. A tak naprawdę o sztuce to się nie mówi ino przeżywa duszą. Hej.

Zastanawiające jest jednak jedno, gdy ludzie spotykają się i przebywają w bezładnym hałasie. Brutalnym, kłującym w uszy, wrzawa cywilizacyjna, to im to nie przeszkadza. Wydzierające mordy babiszony, ujadające psy................

Czytaj dalej

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta

Awatar użytkownika

monophonic
Stary wyga
Posty: 335
Rejestracja: 08 maja 2009, 2:18
Lokalizacja: Poznań
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #85044 autor: monophonic » 29 mar 2010, 1:24

Może wyskoczę... Co sądzicie o grupie 'Mech'? Mam na myśli oczywiście pierwsze wcielenie. Wokal może się nie podobać ale uważam, że Robert 'Lor' Milewski całkiem dobrze radzi sobie z klawiaturą. I jest dobrym kompozytorem. 'Bluffmania' i 'Tasmania' to dziwne płyty. Ciężko mi je sklasyfikować nawet jakoś jednoznacznie. Progres? Awangarda rockowa? Heavy metal??? Z 'Tasmanii' - tytułowy, 'Spokojnie, to minie' i 'Brudna muzyka' - moje typy. Muzyka Młodej Generacji :wink:
Pozdrawiam
AQ

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Autor tematu
esflores
Beton
Posty: 756
Rejestracja: 13 kwie 2006, 13:09
Lokalizacja: Kraków
Jestem muzykiem: Nie wiem
Płeć: Nieokreślona - Nieokreślona
Kontaktowanie:
Status: Offline

Post #85056 autor: esflores » 29 mar 2010, 17:13

Clara Rockmore (właśc. Clara Reisenberg, ur. 9 marca 1911 w Wilnie, zm. 10 maja 1998 w Nowym Jorku) - rosyjska thereministka.

Jest uważana za najlepszego wykonawcę muzyki na tym instrumencie od jego powstania do dnia dzisiejszego. Skrzypaczka, obdarzona słuchem absolutnym, przeniosła theremin ze sfer muzyki elektroniczno-eksperymentalnej do klasyki, nadając mu brzmienie smyczkowo-wokalne. (wiki)

A stało się to przez przypadek raczej los. Clara zachorowała na nieuleczalną chorobę kości, która uniemożliwiła jej karierę, ktoś życzliwy podsunął jej theremin. Klasyczne wykształcenie i słuch absolutny to atuty, które uczyniły młodą kobietę wirtuozem tegoż instrumentu. Theremin, bardzo trudny w obejściu, wielokrotnie modyfikowany przez konstruktora z którym Clara utrzymywała serdeczne relacje. Rockmore opanowała grę do perfekcji, jej system palcowania przy grze pasaży przeszedł już do legendy.

Obrazek

Opracowała własną metodę i szkołę gry

Clara Rockmore Method for Theremin

Wydała kilka płyt

Obrazek

Obrazek


Tu gra Wieniawskiego

http://www.youtube.com/watch?v=HSBReO4MOo4

Zaglądaj na Muzyczny Esflores - wkrótce obszerniejsze opracowanie, w tym całość wywiadu Roberta Mooga z Clarą Rockmore
Ostatnio zmieniony 29 mar 2010, 19:43 przez esflores, łącznie zmieniany 1 raz.

Link:
BBcode:
HTML:
Ukryj linki do posta
Pokaż linki do posta


Wróć do „Rock Progresywny”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Studio Nagrań : Zastrzeżenia